Przejdź do zawartości

Jan Tomasz Gross

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Jan Tomasz Gross (2019)

Jan Tomasz Gross (ur. 1947) – polsko-amerykański naukowiec, historyk, badacz Holocaustu.

Złote żniwa

[edytuj]
  • Jedyna droga do ocalenia dla Żydów prowadzi poprzez zetknięcie z ludnością miejscową. Żydzi niemający sposobności albo środków ani zdolności, by taki kontakt nawiązać, bądź też ci, których zaskoczy tempo zdarzeń, są skazani na śmierć – z wyjątkiem nielicznych, którzy przeżyli do końca wojny w obozach.
    • Źródło: s. 115.
  • Jeśliby wziąć pod uwagę liczbowe wskaźniki zbrodni popełnionych na Żydach przez ludność miejscową, to zarówno liczba zamordowanych, jak i wartość zrabowanych dóbr materialnych stanowią tylko ułamek strat i krzywd wyrządzonych Żydom przez niemiecką Rzeszę.
    • Źródło: s. 114.
  • Masowe zabijanie odbiera śmierci jej uroczystą jednostkowość. Co więcej, są to kości żydowskie. (…) Obojętność fotografowanych bierze się z braku uznania śmierci, której te kości są znakiem. Gdyby to były nasze kości, nasza śmierć znaczyłaby ofiarę, poświęcenie, męczeństwo. Ale ta śmierć ich nie dotyczy. Układają te czaszki w rządek, jak się układa plony, dynie albo arbuzy.
    • Źródło: s. 142.
  • Mordowanie Żydów było zjawiskiem na tyle powszechnym, że traktowano te czyny jako swoistą, szokującą co prawda, ale normalność.
    • Źródło: s. 104.
  • Na każdym etapie Zagłady podejmowano decyzje, i jest to proces nasycony osobistą inicjatywą wykonawców, którzy nie byli po prostu trybikami wielkiej machiny funkcjonującej wedle z góry narzuconych i dobrze znanych reguł. Co w sumie oznacza, że siłą sprawczą w procesie tej masowej zbrodni – w stopniu o wiele większym, niż zwykliśmy o tym myśleć – była wolna wola, działanie i inicjatywa mnóstwa ludzi, którzy brali w niej udział.
    • Źródło: s. 111–112.
    • Zobacz też: Holocaust
  • Nie ma śladu żadnego zainteresowania losem Żydów ze strony biskupów (…). Nie ma (…) nawet mowy o sytuacji konwertytów, która była przedmiotem troski hierarchów katolickich innych krajów okupowanych, wzywających Watykan, aby interweniowano w ich sprawie. Najważniejszym, a właściwie jedynym kościelnym źródłem informacji z Polski o tragicznej sytuacji Żydów są listy wysyłane do Stolicy Apostolskiej przez metropolitę Kościoła greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego. On też w odróżnieniu od biskupów Kościoła rzymskokatolickiego, wydał polecenie, aby ukrywano Żydów w klasztorach greckokatolickich i w budynkach kościelnych.
  • Uczestnictwo miejscowych to warunek sine qua non skuteczności polityki ludobójstwa. Planowe wytępienie wszystkich przedstawicieli wydzielonej grupy ludności – na przykład Żydów w Generalnej Guberni albo Tutsi w Rwandzie – jest niemożliwe do zrealizowania bez współpracy najbliższych sąsiadów, bo tylko oni wiedzą, kto jest kim w obrębie lokalnej społeczności.
    • Źródło: s. 138.
    • Zobacz też: Tutsi
  • Używając sformułowania Emanuela Ringelbluma, można by powiedzieć, że mieszkańcy polskich wsi i miasteczek przestali uważać Żydów za ludzi i zaczęli traktować ich jak „nieboszczyków na urlopie”.
    • Źródło: s. 129.
  • [W Jedwabnem] jeszcze dopalała się stodoła, kiedy część mieszkańców rzuciła się na mienie pożydowskie.
    • Opis: przytoczone za Stanisławem Przychodzkim.
    • Źródło: s. 75.
  • Wspomnienia Żydów, którzy przeżyli, wskazują, że wachlarz zachowań w takiej sytuacji [spotkania z przypadkowym Polakiem] najczęściej oscylował między obojętnością i agresją, a nie między obojętnością i gotowością pomocy. Doświadczenie tych, którzy nie zostawili wspomnień, bo nie przeżyli (i w związku z tym nie wiemy, co mają do powiedzenia), raczej nie odwróciłoby tej relacji.
    • Źródło: s. 194.
  • Z przytoczonych relacji wynika, że mordowanie Żydów w czasie okupacji było sprawą publiczną, przedmiotem zainteresowania ogółu. Brali w nim udział zwykli członkowie lokalnej społeczności, a nie żadni „ludzie marginesu”, łatwo identyfikowalni i świetnie wszystkim znani w każdej małej miejscowości. Więcej nawet – zaangażowanie przedstawicieli miejscowych elit w opisanych zbrodniach i uczestnictwo zbiorowe miejscowej ludności nadawało mordom imprimatur grupowe, swoistą sankcję, „pozwalając na rozmycie odpowiedzialności” (…).
    • Źródło: s. 91–92.
  • Zaczynamy powoli rozumieć, skąd się bierze często spotykana w żydowskiej pamięci tego okresu uwaga, że „miejscowi” – to mogli być Ukraińcy, Litwini albo Polacy – „byli gorsi od Niemców”, chociaż dobrze wiadomo, a Żydzi wiedzieli o tym jeszcze lepiej od innych, że Zagłada to dzieło nazistów rozniesione po Europie podczas wojny przez okupację niemiecką. Tę dziwną cechę żydowskiej pamięci można sobie tłumaczyć w ten sposób, że śmierć zadawana przez osoby znajome wywołuje szczególne cierpienie, w moralnym sensie tego słowa, ze względu na doświadczany akt zdrady, którego równocześnie pada się ofiarą.
    • Źródło: s. 106–107.
  • Ze względu na specyficzny mechanizm procesu Zagłady, o którym była tu mowa, wielu ludzi mogło robić (albo raczej nie robić) różne rzeczy mające rzeczywiście odczuwalne skutki, tak że w efekcie o kilkaset tysięcy Żydów więcej przeżyłoby wojnę.
    • Źródło: Złote żniwa. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach Zagłady Żydów, współpraca I. Grudzińska-Gross, wyd. Znak, Kraków 2011, s. 112.

Inne

[edytuj]
  • Jeżeli w takim kraju jak Polska, kraju z taką tradycją i po takim ciężkim doświadczeniu historycznym, mówi się „przyjmiemy tylko 2 tysiące uchodźców”, to jest straszne. Dlatego napisałem ten tekst. Z desperacji, bo chciałbym żeby przywódcy mojego kraju powiedzieli: „Tak przyjmiemy ich 100 tysięcy, bo taki jest nasz humanitarny obowiązek”, chciałbym, żebyśmy tu byli wzorem dla świata. Tymczasem bierzemy udział w targu podobnym do tego z czasów wojny, gdy nikt, również moja druga ojczyzna Stany Zjednoczone, nie chciał przyjąć uciekających przed Zagładą Żydów.
  • Nie można być świadkiem potwornej zbrodni, nie ponosząc jakichś zasadniczych konsekwencji. Niech państwo sobie wyobrażą, że teraz tutaj pięciu chuliganów morduje dziecko kijami bejsbolowymi, a my tylko patrzymy. Jak się będziemy czuli przez resztę naszego życia?
    • Źródło: rozmowa Joanny Warszy i Artura Żmijewskiego, „Gazeta Wyborcza”, 18–19 czerwca 2011
  • Nie rozumiem, jak po wojnie można było być w Polsce antysemitą. Nie wszyscy się muszą lubić, ksenofobia jest zjawiskiem ogólnoświatowym. Ale po tym, co ludzie tu widzieli, z wiedzą, do czego prowadzi antysemityzm, ciągłe trwanie w tym stanie świadomości jest zjawiskiem niepojętym. To jest wciąż ciemnogród.
    • Źródło: rozmowa Joanny Warszy i Artura Żmijewskiego, „Gazeta Wyborcza”, 18–19 czerwca 2011
  • Odpowiedzialność Polaków za Holocaust polega na przyzwoleniu społecznym na tę zbrodnię, uznaniu ją za rzecz pozytywną, a w licznych przypadkach współuczestniczeniu w niej i odnoszeniu z tego korzyści materialnej.
  • Pisałem tę książkę jako Polak, odczuwając opisywane wydarzenia jako plamę na swojej polskiej tożsamości.
  • Socjologowie uważają, że moje książki zaostrzają antysemityzm w tym kraju, ja uważam odwrotnie. Wiedza o tym, co się wydarzyło między Polakami a Żydami w czasie wojny, pozwoli wreszcie mówić o Żydach normalnie. Do niedawna przecież „Żyd” to była inwektywa.
    • Źródło: rozmowa Joanny Warszy i Artura Żmijewskiego, „Gazeta Wyborcza”, 18–19 czerwca 2011
  • Strumień znakomitej eseistyki, w której zawsze znajdziesz dwie centralne idee wyznaczające nieprzekraczalne granice polityki: afirmację wolności obywatelskiej i godności indywidualnego człowieka.
    • Opis: o twórczości Adama Michnika.
    • Źródło: Bardzo dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek… Jan Tomasz Gross w rozmowie z Aleksandrą Pawlicką, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018, s. 37.

O Janie Tomaszu Grossie

[edytuj]
  • Bez niego przez 60 lat raczej dobrze nam się żyło z tym, że nic o Jedwabnem nie wiedzieliśmy, a ci, którzy wiedzieli, nic nie mówili, ani nie pisali. Rzeczywiście, jak napisał Gross, „żeby odzyskać własną przeszłość, będziemy ją musieli sobie opowiedzieć na nowo”.
  • Debaty rozpoczęte przez Grossa zmieniły świadomość co najmniej części Polaków i „odruch antysemicki” nie jest tak oczywisty, jak wtedy. Naturalnie, jest potężny odłam, który mówi głosem Żaryna i który zacieranie śladów winy przeżywa jako obronę godności. Tu dysonans między aktualnie rządzącymi Polską a zachodnim dyskursem hegemonicznym jest uderzający i stąd ta cała afera, której – jak myślę – PiS się nie spodziewał.
  • Dzieje Chodla burzą obraz powojennej Polski widziany oczami Jana Grossa, w którym Żydzi polscy są jedynie ofiarami antysemityzmu Polaków. Żyd Abram Tauber dla Polaków z Chodla okazał się bezwzględnym katem. Nikt dotychczas nie policzył, ile podobnych historii wojenne pokolenie mieszkańców prowincjonalnych miejscowości przekazuje dzieciom i wnukom. Może właśnie w tych zapomnianych historiach tkwią resztki polskiego antysemityzmu bez Żydów?
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, Wydawnictwo Bollinari Publishing House, Warszawa 2014, ISBN 9788363865849, s. 435.
  • Gross (…) dobrze służy interesom współczesnej Polski. On bowiem miażdży ideowo-moralne fundamenty polskiego nacjonalizmu, mesjanizmu, megalomanii, czyli podstaw polityki historycznej. Mniejsza bowiem o Żydów. Gross pokazuje, że Polacy nie są jednolitą zbiorowością plemienną niewinnych i szlachetnych ofiar opresji, które spadały na nas z zewnątrz. Większość współczesnych obywateli RP wywodzi się z prowincjonalnej ogłupiałej lub nawet zbrodniczej hołoty. Warszawski anglojęzyczny menedżer z laptopem to wnuk babska spod kradzionej żydowskiej pierzyny. Kielecki tym bardziej.
  • Gross i opierający się na jego tezach Kwaśniewski kontynuują ubecką linię oskarżeń wobec Polaków. Ich stanowisko nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani z analizą historyczną. Jest politycznym oszczerstwem wymierzonym przeciwko Narodowi Polskiemu.
  • Gross, w przeciwieństwie do mnie, uważa, że szczegółowe badania i ustalenia oraz rozpatrywanie indywidualnych przypadków, żeby dopiero potem wysnuć z nich jakiś generalny obraz, nie ma sensu. On bowiem ma z góry gotową tezę o powszechnym, krwiożerczym polskim antysemityzmie.
  • Ja p. Grossa uważam za notorycznego kłamcę, płatnego pachołka „Przedsiębiorstwa Holokaust” – i nie mam zamiaru robić tej książce honoru [Złotym żniwom] – zastanawiając się, które twierdzenie jest kłamstwem, a które prawdą.
  • Jan Gross bardzo ostro wpisuje się w tym wypadku [Strach] w szerszy nurt żydowskiej historiografii, która od dziesięcioleci stara się ukryć lub umniejszyć negatywną rolę tej części Żydów polskich, którzy po wybuchu II wojny światowej znaleźli się na terenie ZSRR z przyczyn wyznawanej przez siebie ideologii.
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, op. cit., s. 429.
  • Jan Tomasz Gross był w 1968 r. więźniem marcowym, załamał się w śledztwie i obciążył swoich kolegów. Czytałem jego zeznania w materiałach własnego śledztwa i pamiętam obrzydliwości, jakie ze strachu opowiadał przesłuchującym go oficerom. Dziś odreagowuje swoje frustracje, obciążając odpowiedzialnością za ówczesny komunistyczny antysemityzm Bogu ducha winny naród polski.
  • Jego odwaga stawia go w jednym szeregu z Karlem Jaspersem, Thomasem Mannem, Günterem Grassem i Hannah Arendt. Wpisuje się on w długi szereg znakomitych polskich intelektualistów, sięgający od Mickiewicza i Słowackiego do Gombrowicza i Miłosza, którzy odsłaniają zakłamanie i powierzchowność panujące w obszernych częściach polskiej kultury narodowej.
    • Autor: Adam Michnik
    • Źródło: przedmowa w niemieckim przekładzie książki Sąsiedzi Jana Tomasza Grossa
  • Jeśli ktoś czyta te historie i wciąż interesuje się przede wszystkim tym, czy Polacy zabili 100, 50 czy 30 tysięcy Żydów to tylko publicznie daje świadectwo, że jego sumienie jest z kamienia.
  • Jeśli przyjrzeć się książce [Strach] Jana Grossa, popełnia on – o dziwo za zgodą Wydawcy – kardynalny błąd niezgodności tłumaczenia z amerykańskim oryginałem. Nie przemawiają do mnie wyjaśnienia, że ponieważ autor sam przetłumaczył swoją książkę, nie czuje się zobowiązany do zachowania identyczności tekstu. Nie o uczucia autora wszak chodzi, lecz o odbiór jego książki poza granicami Polski. Polski czytelnik ma prawo wiedzieć, co tak naprawdę zawiera oryginał i jakie „prawdy” o Polakach podał Jan Gross anglojęzycznym czytelnikom.
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, op. cit., s. 424.
  • Jeśli śmierci komunistów żydowskiego pochodzenia w walkach z patriotycznym podziemiem Gross wlicza do zabójstw Żydów dokonywanych przez Polaków, to na tej samej zasadzie terror stosowany przez ubeków żydowskiego pochodzenia uznać można za terror Żydów wobec Polaków.
  • Już teraz, po pierwszych dwóch książkach Grossa, ludzie mówią tak: nie chciałem nic mówić, ale wiem, że trzy wsie dalej tak się działo, ale nie u nas, u nas nie. Jednak to jest istotna zmiana – bo okazuje się, że o tym można mówić. Głośno.
    • Autor: Zuzanna Grębecka, antropolog kultury z Uniwersytetu Warszawskiego
    • Źródło: wywiad Krystyny Naszkowskiej, Już się o tym mówi, „Gazeta Wyborcza”, 22–23 stycznia 2011
  • Książka Grossa spowodowała otwarcie części społeczeństwa, ale to otwarcie okazało się, poza nielicznymi wyjątkami, dość powierzchowne, na poziomie konstatacji, że było takie miasteczko jak Jedwabne, że się działy straszne rzeczy w tym miasteczku, bo specyficzne warunki, że powinniśmy o tym pisać w podręcznikach. A niestety, w sprawach stosunków polsko-żydowskich jest tak, że zawsze coś puka od dołu, jest gorzej i gorzej. To nie było jedno specyficzne miasteczko. Akurat tam zabili wszystkich Żydów, a w innych „tylko” niektórych, albo wszystkich, ale po prostu było mało i nie zwróciło to takiej uwagi, albo zabijano po wojnie tych, którzy nie wracali w obstawie policji.
  • Książka Sąsiedzi to coś niebywałego. Gdy ją przeczytałem, byłem zdumiony. Gdybym ja napisał coś takiego, książkę opartą na tak nieprawdopodobnie słabej bazie źródłowej, książkę nie podpartą żadną kwerendą i opartą głównie na spekulacjach, zostałbym natychmiast wyrzucony z cechu historyków. To byłoby dla mnie kompromitujące, straciłbym wiarygodność jako badacz. Pisać coś takiego bez przeprowadzenia badań w niemieckich archiwach – to niebywałe! Gross nie tylko zaś wydał taką książkę, nie tylko udało mu się uniknąć odpowiedzialności za fatalne błędy zawodowe, ale jeszcze jest za tę książkę hołubiony.
    • Autor: Richard Lukas
    • Opis: o książce Sąsiedzi Jana Tomasza Grossa.
    • Źródło: Piotr Zychowicz, Żydzi. Opowieści niepoprawnie politycznie, Dom Wydawniczy Rebis, Wydanie I Poznań 2016, ISBN 9788378188803, s. 170.
  • Mamy jednak także prawo domagać się wzajemności: smutku Żydów z powodu Polaków, którzy – jak w miasteczku Chodel – zginęli z rąk Żydów. Mamy również prawo do zrozumienia, że z powodu doświadczenia banalnego żydowskiego zła, antysemityzm był w Polsce możliwy także „po wojnie”, czyli po wkroczeniu do Polski sowieckiego wojska, z którym podobni Tauberowi banalnie źli Żydzi współpracowali.
    Książka Jana Grossa tych praw odebrać nam nie jest w stanie. Dobrze jednak, jeśli poprzez medialny szum i dyskusje uwolni Polaków od strachu pokazania światu własnego zła i zmobilizuje Żydów do uczynienia dokładnie tego samego.
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, op. cit., s. 442.
  • Mimo krytycznych opinii historyków, książka Grossa spotkała się z owacyjnym przyjęciem mediów. Ze zbrodni w Jedwabnem uczyniono temat dnia, otaczając całe wydarzenie mistyczną historiozofią. Z autora Sąsiadów zrobiono proroka, który, dzięki swemu nowatorskiemu spojrzeniu i wybitnym kwalifikacjom, dokonał prawdziwie epokowego odkrycia. Próby naukowej weryfikacji tez postawionych w jego książce traktowano jak coś wręcz nieprzyzwoitego, niemal świętokradztwo.
  • Na pewno Jan Gross miał obowiązek zachować ostrożność w szafowaniu oficjalną statystyką, według której w lokalnych strukturach UB i MO na Lubelszczyźnie nie było Żydów. Miał także obowiązek ostrożnego korzystania z powstałej w czasach PRL literatury, np. z powstałej w czasach komunizmu publikacji o Milicji Obywatelskiej, na którą wielokrotnie się powołuje. Takie niedociągnięcia warsztatowe powodują, że książka Jana Grossa [Strach] sprawia wrażenie, iż więcej w niej ideologii i chęci dołożenia Polakom niż popartej wiarygodnymi źródłami historycznymi prawdy.
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, op. cit., s. 435–436.
  • Później jedna z osób z obsługi zadzwoniła do mnie na komórkę, prosząc, abym nie wychodził z kawiarni, gdyż Grossowie nie wiedzą, że zostałem zaproszony do programu. Następnie przyszła do mnie inna osoby twierdząc, że jak Grossowie zobaczą mnie za wcześnie, to nie wejdą do studia. Istny cyrk! … Z Grossem spotkałem się jednak, gdy poszedłem do charakteryzatorni, aby zmyć puder z twarzy. Zapytałem go, czemu się on tak mnie boi. Zamiast odpowiedzi usłyszałem wyzwiska, a następnie Gross krzyczał za mną na korytarzu, że – uwaga! – pójdę do piekła. Chyba trzy razy tak krzyknął. No cóż, biedny mały człowieczek, który chyba naprawdę uwierzył, że jest „autorytetem moralnym”.
  • Problem polega na tym, że jedwabińską zbrodnię łatwo potraktować jako aberrację, fakt odizolowany, niepowtarzalny. To się zdarzyło gdzieś tam daleko, u nas byłoby to niemożliwe. A to, o czym teraz piszemy i o czym pisze Gross, pokazuje, że Jedwabne to nie był incydent. Mordowanie Żydów miało miejsce wszędzie, jak Polska długa i szeroka.
  • Przyjmijmy jednak, że Grossowie mają rację i rzeczywiście kilkadziesiąt tysięcy Żydów Polacy uśmiercili widłami, siekierami bądź wydali Niemcom. Liczba ta przewyższa niemieckie straty osobowe w kampanii wrześniowej (17 tys. zabitych) i znacznie liczbę poległych żołnierzy Wehrmachtu w powstaniu warszawskim (ponad 2 tys.). Nie znam szacunków mówiących o stratach poniesionych przez Niemców na terenie okupowanej Polski od października 1939 r. do lata 1944 r., czyli do rozpoczęcia akcji „Burza”. Niemożliwe jednak, by przekroczyły one 3 tys. Jakie są zatem implikacje liczb przytoczonych przez Grossów? Ni mniej, ni więcej takie, że byliśmy, a przynajmniej chłopska część naszego społeczeństwa, nie po tej stronie, po której nam się wydawało, że byliśmy, skoro zabiliśmy więcej Żydów niż Niemców.
    • Autor: Marcin Zaremba, Biedni Polacy na żniwach, „Gazeta Wyborcza”, 15–16 stycznia 2011.
  • Sam Gross i jego paszkwil nie są żadnym problemem. Mamy w nim nowy typ hieny cmentarnej, akademicki, nie z Wólki lecz z Princeton rodem; w Polsce też już znany. Żeruje na żydowskich trupach i żywych Polakach. To są te prawdziwe złote żniwa, czy raczej dolarowe. Problem stanowią zleceniodawcy Grossa, bo ten pionek nie działa w pojedynkę.
  • Sens rozpowszechnianego przez niektóre środowiska żydowskie stereotypu, powtórzony przez Jana Grossa, jest następujący: skoro nie da się ukryć faktu, że Polacy jako jedyni w czasie II wojny światowej za ratowanie Żydów karani byli śmiercią, że mimo to z narażeniem własnego życia ratowali Żydów i uratowali ich niemało, a właściwie najwięcej w Europie, to i tak są ohydnymi antysemitami, bo społeczeństwo polskie piętnowało heroicznych ratowników…
    Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że teza ta nie znajduje potwierdzenia w polskich i żydowskich wiarygodnych dokumentach i relacjach.
    • Autor: Ewa Kurek, Stosunki polsko-żydowskie 1939–1945. Poza granicą solidarności, op. cit., s. 424–425.
  • Strach Jana Tomasza Grossa nie jest wydarzeniem naukowym, lecz literackim. (…) Książka Grossa jest pełna jest nieścisłości – autor traktuje historię jak wycinankę: bierze to, co mu pasuje, by dowieść swojej tezy o polskim antysemityzmie.
  • Szaber był rodzajem ludowej reakcji na kryzys, niekiedy permanentnego stanu niedoboru i biedy. W jego genezie dostrzec można również inne charakterystyczne dla kultury chłopskiej pierwiastki: pragmatyzm i utylitaryzm. „Nie wiadomo, co życie przyniesie, lepiej się zabezpieczyć”; „A nuż, się przyda”. Grossowie tego wszystkiego nie dostrzegają. Mają prawo. Ale czy ogólne przesłanie książki na tym nie traci? Czy nie uprawomocniają się w ten sposób zarzuty obrońców narodowej niewinności o tendencyjności autora?
    Potrzebujemy Jana Tomasza Grossa. Bez niego nasze samopoczucie byłoby lepsze, ale nasze życie intelektualne uboższe.
    • Autor: Marcin Zaremba, Biedni Polacy na żniwach, „Gazeta Wyborcza”, 15–16 stycznia 2011
  • Teza naukowa prof. Grossa stała się w pewnym momencie prawdą wiary, prawdą objawioną, która nie podlega weryfikacji. W tym jest coś rzeczywiście chorego.
  • W każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli, szlachetni i szubrawcy. Grossowie „nowatorsko” odchodzą od takiego obiektywnego spojrzenia na narody, przedstawiając całkowicie ponury, czarny obraz polskiego narodu, w którym są same łotry i nikczemnicy. Poszczególne opisane przez Grossów godne potępienia fakty odpowiadają prawdzie. Tyle że Grossowie wciąż uogólniają „pojedyncze” zdarzenia dla ferowania oskarżeń przeciwko całemu narodowi polskiemu.
    • Uwaga: o książce Złote żniwa.
    • Zobacz też: Jerzy Robert Nowak
    • Źródło: Józef Kowalski (rozmowa z Jerzym Robertem Nowakiem), Rozbić ofensywę antypolonizmu, „Opcja na Prawo” nr 3, 2011, s. 16.
  • W samych książkach Grossa są bardzo ciekawe idee, o których w Polsce nikt właściwie nie dyskutuje. Np. w Sąsiadach pisze o zjawisku podwójnej kolaboracji. Rzeczywiście bardzo dużo ludzi kolaborowało i z Sowietami po 1939 r., i z Niemcami po 1941. To pokazuje, że często ideologia nie grała decydującej roli w wyborach życiowych.
    • Autor: Timothy Snyder, wywiad Adama Leszczyńskiego, Mord bez granic, „Gazeta Wyborcza”, 21–22 maja 2011
  • Złote żniwa stanowią produkt niebywale szowinistycznej i rasistowskiej propagandy. Dość przypomnieć, że Grossowie posunęli się do nie opartego na żadnych danych faktograficznych, dosłownie wyssanego z palca oszczerstwa, iż Polacy w czasie wojny wymordowali od 100 do 200 tysięcy Żydów (w ostatniej chwili Gross zmniejszył tę ilość w stosunku do maszynopisu do 70 tysięcy zamordowanych, co też jest skrajną brednią).
    • Autor: Jerzy Robert Nowak o Złotych żniwach Grossa.
    • Źródło: Józef Kowalski (rozmowa z Jerzym Robertem Nowakiem), Rozbić ofensywę antypolonizmu, „Opcja na Prawo” 2011, nr 3, s. 16.