Anna Bikont

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Anna Krystyna Bikont (z domu Kruczkowska; ur. 1954) – polska dziennikarka, reporterka i pisarka.

  • Była nieoczywista. Chociażby w życiu osobistym. Mąż w oflagu, ukochany w getcie, żona ukochanego zaprzyjaźniona z nią przed tym i po tym, jak Sendlerowa związała się z jej mężem, powtórne zejście się z pierwszym mężem – te konstelacje bardziej kojarzą się z dzisiejszą patchworkową rodziną niż z życiorysem panny z dobrego domu urodzonej na początku minionego wieku.
    • Opis: O Irenie Sendlerowej
    • Źródło: Sendlerowa. W ukryciu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 413.
  • [Jerzy Ficowski] zapamiętał, jak kobieta na ulicy pochyla się z kubkiem mleka do siedzącego na bruku dziecka, właściwie już mumii, a przechodzący ulicą „warszawski inteligent, ubrany staroświecko, w kapeluszu, garniturze z kamizelką, z zegarkiem z dewizką” zwraca jej uwagę, że to wstyd karmić żydowskie dziecko, jak tylu Polaków w potrzebie.
  • Książka Grossa spowodowała otwarcie części społeczeństwa, ale to otwarcie okazało się, poza nielicznymi wyjątkami, dość powierzchowne, na poziomie konstatacji, że było takie miasteczko jak Jedwabne, że się działy straszne rzeczy w tym miasteczku, bo specyficzne warunki, że powinniśmy o tym pisać w podręcznikach. A niestety, w sprawach stosunków polsko-żydowskich jest tak, że zawsze coś puka od dołu, jest gorzej i gorzej. To nie było jedno specyficzne miasteczko. Akurat tam zabili wszystkich Żydów, a w innych „tylko” niektórych, albo wszystkich, ale po prostu było mało i nie zwróciło to takiej uwagi, albo zabijano po wojnie tych, którzy nie wracali w obstawie policji.
  • Znam historię kobiety, która była przechowywana przez starszego mężczyznę. Gwałcił ją przez dwa lata. Kiedy zaczęło się robić głośno o Sprawiedliwych, odnalazł ją w jakimś małym miasteczku w Polsce i powiedział, że ma mu dać Medal Sprawiedliwych, bo w innym przypadku rozpowie po całym mieście, że jest Żydówką, o czym nie wiedział nikt, nawet jej mąż. Wystąpiła o odznaczenie dla niego, otrzymał medal i pieniądze. Kiedyś to było chyba 100 dolarów raz na trzy miesiące, Sprawiedliwi często prosili, żeby przesyłać je dyskretnie, w nieoznakowanych kopertach, tak żeby nie było tam żadnego „żydowskiego znaku” czy nazwy instytucji.