Paweł Śpiewak

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Paweł Śpiewak (ur. 1951) – polski historyk idei, socjolog, publicysta, profesor UW, poseł na Sejm V (2005–2007).

  • – Dominujący głos mają ludzie najgłupsi, jakich można sobie wyobrazić. Oni obrażają mój umysł.
    – Na przykład kto?
    – Na przykład Roman Giertych, gdy mówi o szkolnictwie. Przedstawia kompletnie zidiociałą wizję świata.
    • Źródło: wywiad, „Rzeczpospolita” nr 202 (7496), 30 sierpnia 2006
    • Zobacz też: Roman Giertych
  • Genialny technik władzy, prowadzi zręcznie grę, gdzie jednego trzeba przeciwstawić drugiemu, a kogoś rozegrać przeciwko komuś innemu. Mam wrażenie, że jest to człowiek zdrowy psychicznie i ani przez moment nie traci kontaktu z samym sobą. Nie ma złudzeń, że jest kimś więcej niż jest. (…) Donald jest absolutnym mistrzem rozgrywek personalnych i w tym sensie władza go nie psuje.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
    • Opis: o Donaldzie Tusku.
  • Granice manipulacji polityczno-marketingowych są jednak skończone. Polityk to nie jest produkt, który można sprzedawać w dowolnym opakowaniu i wpychać publiczności przekonujące tezy i wiadomości na jego temat.
    • Źródło: Aleksander Frydrychowicz, Błękitne oczy prezydenta, „Trybuna”, 3 czerwca 2000
    • Zobacz też: marketing polityczny
  • Konkurent jest wewnątrz, nie na zewnątrz. Ciągle więc posłom towarzyszy niepokój, że obok, we własnej partii ktoś urośnie i przejmie mój okręg wyborczy.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Liderzy politycznie są zespawani ze swoimi pomysłami. Poza tym nie ufają nikomu.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Mam jak najgorsze zdanie o Jaruzelskim. Nie uważam go za polityka godnego zaufania.
  • Mogę sobie łatwo wyobrazić taką sytuację. Jest rok 2006. Komisja w szesnastym składzie po raz dwudziesty piąty przesłuchuje Michnika i stwierdza, że zgubił on list do swego przyjaciela z dzieciństwa pisany na wiosnę 2003 roku. Tak ważna i sensacyjna wiadomość zostaje ogłoszona małą czcionką na siedemnastej stronie gazety codziennej. Tymczasem Rywin poddał się operacji plastycznej oraz kuracji odchudzającej i zaczął od końca 2005 roku kręcić serial telewizyjny (oczywiście dla TVP) pod tytułem Magnetofon.
  • Odkryłem, że parlament nie jest obszarem politycznej deliberacji, że jakieś wyższe cele, idee, to wszystko nie istnieje na tle gry personalnej i gry o władzę. Oczywiście w tym otoczeniu mało kto nie scyniczeje. Ideowość jest traktowana jak jednostka chorobowa, a powoływanie się na jakieś idee jak świadectwo naiwności.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Podejrzliwość w świecie polityki jest czymś strasznym, jak choroba zwana słoniowacizną.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Po dwóch latach na korytarzach sejmowych wiem tylko tyle, ze większość występujących w telewizji socjologów, politologów, a przede wszystkim filozofów zamiast komentować politykę, opowiada tylko swoje sny.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Pokusy obecności w polityce są liczne, a dwie mnie uderzyły. Pierwsza – człowiek jest bez przerwy zajęty i wydaje mu się, że jest nieustannie potrzebny, to działa jak narkotyk. Tu zebranie, tam spotkanie… Niepokój: zaproszą, czy nie? Są dwa pokoje – jeden oficjalny, drugi ukryty. Czy zostanę wezwany do tego drugiego, gdzie się naprawdę podejmuje decyzje? Toczy się nieustanna gra, napięcie ambicji, żeby być obecnym i uznanym, trafić do ucha szefa. Przestaje być istotne, co myślę, ale jak mogę sobą zainteresować, przyciągnąć, zatrzymać uwagę. Durgi element jest jeszcze gorszy. To jak w małżeństwie, jak i w polityce, im większa siła negatywnych emocji, tym trudniej się rozstać, bo ciągle jest ten dług do oddania. Jeśli ktoś mi zrobi krzywdę, muszę się zrewanżować. Niekończąca się gra, w której jest element mściwości, ambicji, potrzeby uznania. To są tak silne emocje jak w związku z kobietą, jakbyś był bez przerwy w gorącym romansie. Kiedy galopuje się na takich emocjach, niełatwo zeskoczyć z konia.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • Po roku czy półtora pobytu w polityce mam poczucie, że tam w gruncie rzeczy nikogo nic nie interesuje poza technologią władzy. To znaczy tam nie ma żadnej poważnej rozmowy o sprawach publicznych. Jestem w parlamencie przez półtora roku i nie widziałem w swoim otoczeniu politycznym ani jednej dyskusji ideowej, prawdziwie światopoglądowej. Byłem raz świadkiem dyskusji w sprawie Leppera. Ktoś mówi: „On jest świetnym ministrem rolnictwa”, a na to ktoś inny odpowiada: „Zaraz, zaraz, ale my nie dyskutujemy o tym, czy on dobrze ściąga podatki, tylko czy jego wizja wsi stwarza szansę na to, by wieś się zmodernizowała”. Na to pada odpowiedź: „A kogo to obchodzi, my musimy zdobyć jutro wyborców”. Takie spłycenie polityki w naszej wersji liberalnej demokracji jest absolutnie destrukcyjne.
  • Próbowałem, oczywiście. Dobrych kilkadziesiąt lat temu przywiozłem bardzo dobre nasionka z Nowego Meksyku. Z tych nasionek wyrosła bardzo dobra roślina, która wkrótce stała się przebojem Warszawy. Imprezy z tą rośliną były naprawdę ciekawe.
  • Władza psuje, gdyż ludzie myślą, że im więcej wolno niż innym. Jest też narzędziem do zdobywania wszelkich dóbr.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
    • Zobacz też: władza
  • W Polsce problem z nieczytelnymi, a zarazem czysto formalnymi regułami gry szybko zmienia się w problem silnego lidera. Jak na dłoni widać to na prowincji. Gdzie jest dobry burmistrz czy wójt, gmina lub miasteczko od razu wygląda inaczej. Prawo jest na tyle skomplikowane, że raczej hamuje inicjatywy, niż im sprzyja. Tę inercję narzuconą przez biurokrację i formalistyczny rodzaj prawa możne przekroczyć tylko silny przywódca. Narzekamy, że w dwóch partiach są za silni przywódcy. A może nie mogą być inni? Ten brak reguł, system oparty na niemożnościach rodzą właśnie tęsknotę za silnymi przywódcami. Konieczny więc nowy Piłsudski, może być nawet kieszonkowy. Ale nich weźmie to w końcu za mordę. Ta tęsknota jest w Polsce żywa, choć zaraz, gdy ktoś taki się pojawi, budzą się wszelkie lęki. Zaczynamy bać się dyktatury, jesteśmy na nią uczuleni.
    • Źródło: „Zwierciadło” nr 2/1960, luty 2010
  • W Polsce zawsze rewolucja przychodzi z zewnątrz i z góry. To znaczy przyszedł wielki polityczny i religijny przywódca i powiedział: dosyć tego układu, który w gruncie rzeczy obezwładnia Kościół, ale też mentalność Polaków. Dość układu, w którym stare interesy, kłamstwa, oportunizm i hipokryzja są normą i wyznaczają sposób istnienia wspólnoty. To realna rewolucja w tym sensie, że w Polsce zarówno Kościół, jak i całą tożsamość zbiorową zastępowano istnieniem Jana Pawła II. A Benedykt XVI powiedział: nie! To wy odpowiadajcie za siebie, a nie ten wielki człowiek, którego uczyniliście jakimś bożkiem zwalniającym was od myślenia. To wy odpowiadacie za własne kłamstwa i przemilczenia.

O Pawle Śpiewaku[edytuj]

  • „Nad brzegami rzek naszych nie będziemy siedzieć i wspominać, co przeszło i nie wróci już nigdy. (…) Faszystowscy oprawcy – rozgromieni, nie wrócą” – pisał, jeszcze za Stalina, Jan Śpiewak. A Paweł po sześćdziesięciu latach znowu krzyczy z przerażenia. Bo śni mu się, że bezpieczna postkomunistyczna mgła nagle rozprasza się i wyłania się zza niej potwór mściwego kaczyzmu, by platformianym pieczeniarzom odbierać ich tłuste gratyfikacje.