Marek Jan Chodakiewicz

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Marek Jan Chodakiewicz (ur. 1962) – polsko-amerykański historyk.

Stosunki polsko-żydowskie[edytuj]

  • Istnieje tendencja, by uznawać, że Żydzi, którzy zginęli w Polsce po przybyciu armii sowieckiej latem 1944 r., padli w taki czy inny sposób ofiarą powszechnego polskiego antysemityzmu. W rzeczywistości przemoc wobec Żydów zrodziła się ze zróżnicowanych reakcji Polaków na co najmniej trzy osobne zjawiska: działania komunistów żydowskich, którzy walczyli o wprowadzenie w Polsce rewolucyjnego ustroju marksistowsko-leninowskiego, czyny żydowskich mścicieli usiłujących wymierzać pozasądową sprawiedliwość Polakom, którzy jakoby krzywdzili Żydów podczas okupacji niemieckiej, i starania wielu członków społeczności żydowskiej usiłujących odzyskać własność skonfiskowaną przez hitlerowców, a następnie przejętą przez Polaków. Polacy uważali, że zjawiska te miały ze sobą wiele wspólnego, co wzmacniało stereotyp żydokomuny. Z drugiej strony, różnorakie reakcje Polaków zlewały się w oczach Żydów w homogeniczne zjawisko przemocy, która wyrastała ze wszechobecnego polskiego antysemityzmu. Ocena ta dotyczyła szczególnie antykomunistycznych działaczy niepodległościowych. Jednak przemoc wobec Żydów ze strony działaczy podziemia wynikała przeważnie z antykomunizmu, a dokładniej z postrzegania w Polsce w latach 1944–1947 Żydów jako zagrożenia dla lokalnego ruchu antysowieckiego.
    • Źródło: M.J. Chodakiewicz, Po zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944–1947. Wyd. IPN, Warszawa 2008, s. 11. Seria: „Monografie”, tom 38, ISBN 9788360464649.
    • Zobacz też: antysemityzm
  • Proszę spróbować przeforsować wśród Żydów pogląd, że ludzkość miała dwóch wrogów: Hitlera i Stalina. Jak wiadomo wrogiem był tylko Hitler. A to zupełnie nie ma nic wspólnego z doświadczeniami polskimi. Co więcej, neguje oczywisty fakt, że Żydzi padli ofiarą również Związku Sowieckiego. Kto rozstrzelał naczelnego rabina Wojska Polskiego, mjr. Barucha Steinberga? Przecież nie SS. To jedna z ofiar Katynia. Mało kto o tym wie.
  • W Polsce po lecie 1944 r. od 400 do 700 osób pochodzenia żydowskiego zostało zabitych przez różnych sprawców: polskich powstańców, partyzantów ukraińskich, miejscowy tłum, bandytów, polskich komunistów i Sowietów. Żydzi ginęli z różnych powodów: niektórzy w wyniku antysemityzmu; inni ze względu na swoje powiązania z komunistami, jeszcze inni tracili życie w napadach rabunkowych i podczas sporów o własność, a czasem nawet w wypadkach. Ofiary żydowskie stanowiły zaledwie niewielki ułamek strat poniesionych w wyniku wprowadzenia władzy sowieckiej w Polsce, wynoszący między 1 a 2 proc. ogólnej liczby ofiar ocenianej na 25–50 tys. Chociaż Żydzi stanowili maksymalnie 1 proc. mieszkańców kraju, byli oni szczególnie narażeni na ataki ze względu na to, że byli nadreprezentowani we władzach komunistycznych i ich organach.
    • Źródło: M.J. Chodakiewicz, Po zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944–1947. Wyd. IPN, Warszawa 2008, s. 210. Seria: „Monografie”, tom 38, ISBN 9788360464649.
    • Zobacz też: antysemityzm

O Janie Tomaszu Grossie[edytuj]

  • Gross, w przeciwieństwie do mnie, uważa, że szczegółowe badania i ustalenia oraz rozpatrywanie indywidualnych przypadków, żeby dopiero potem wysnuć z nich jakiś generalny obraz, nie ma sensu. On bowiem ma z góry gotową tezę o powszechnym, krwiożerczym polskim antysemityzmie.
  • Strach Jana Tomasza Grossa nie jest wydarzeniem naukowym, lecz literackim. (…) Książka Grossa jest pełna nieścisłości – autor traktuje historię jak wycinankę: bierze to, co mu pasuje, by dowieść swojej tezy o polskim antysemityzmie.

Inne[edytuj]

  • Im więcej PRL zachowano, tym więcej komunizmu w postkomunizmie. Ideologia odpadła, ale dialektyka „kto kogo” i bolszewicki sposób sprawowania władzy oraz bolszewicki sposób odruchów społecznych pozostały. (…) Jakie są odruchy społeczne? Pasywność. 80% ludzi w Polsce nie ufa nikomu z wyjątkiem najbliższej rodziny.
  • Jedną z przyczyn powstania i utrwalenia niekorzystnego wizerunku NSZ są dokonywane w PRL fałszerstwa dokumentów, dotyczących tej organizacji. Na przykład, aby zilustrować rzekomy przypadek współpracy między NSZ a Niemcami, komunistyczny historyk, Bogdan Hillebrandt, w wydanej w 1970 r. pracy „Partyzantka na Kielecczyźnie” świadomie przeinaczył cytat z wydawnictwa emigracyjnego. Jak ujawniły ostatnio „Zeszyty historyczne WiN-u”, kilka lat wcześniej Hillebrandt sfabrykował rzekomy rozkaz NSZ, nawołujący do mordowania Żydów. Posługując się takimi metodami oskarżano NSZ o kolaborację z Niemcami i mordowanie komunistów, Sowietów i Żydów. W okresie PRL Polskę zalewała fala propagandy mnożącej te zarzuty.
  • Propagandowa działalność specjalistów PRL zajmujących się historią, bo przecież nie historyków, wydała obfity plon, o czym można się było przekonać nawet po upadku systemu. Między 1992 a 1997 ukazało się w prasie przynajmniej 70 artykułów i wzmianek na temat NSZ. Przeważały w nich tony, które trąciły dawną komunistyczną propagandą.
  • Trzeba mieć własną kampanię informacyjną na różnych poziomach. Techniki informacyjne polegają na wysyłaniu alternatywnych narracji. 5 minut po tym, co się stało w Smoleńsku, Kreml wydał oświadczenie do agencji prasowych o treści: „Wina polskich pilotów”. A ja 10 minut po katastrofie powiedziałem, że to jest wina kontroli lotów. W USA badanie takich rzeczy trwa rok. Jak Putin od razu to powiedział, to znaczy, że to była kampania dezinformacyjna.
  • Trzeba robić swoje. Jak chciałem wiedzieć, co się stało w Smoleńsku, to pojechałem do Smoleńska. Wszedłem na miejsce katastrofy. Zobaczyłem, że leżą jakieś kawałki metalu, plastiku (…) Poszedłem na drugą stronę, po czym zobaczyłem, że wrak samolotu leży niezabezpieczony. Jak w USA spada samolot, to my zbieramy każdą śrubkę. Potem zabezpieczamy razem z wrakiem w hangarze i rozkładamy. Udowodniło to moją wstępną hipotezę, że nie było badań z prawdziwego zdarzenia. A jak nie ma badań, to nie można powiedzieć, co się stało.
  • W University of Virginia pojawił się chłopak, który dostał doktorat od Grossa w Princeton. No i mama mu opowiadała, jaki świetny był jego dziadek. On do niego jeździł, jak dziadek zajmował się pisaniem książek o generalicji II RP. Jego dziadek mi podpadł, bo napisał lewacki list do „Polityki” i się podpisał, że jest żołnierzem AK. I mówię wtedy Leszkowi, żeby sprawdził, kto to właśnie „wyszedł z lasu”. I on był w AK… trzy tygodnie, żeby rozpoznać teren, a potem 500 osób posłał do łagru. On był w Smierszu, a potem przeszedł do UB. W ankiecie nie wpisał tego, że był w AK, za co w 1950 roku go prześladowano… przesuwając do Ministerstwa Handlu Zagranicznego.
  • Zasadą podstawową jest nie zwracać uwagi na histerię medialną (…) Ja ignoruję i zapisuję, ale nie poddaję się histerii. Poczekam, zrobię swoje i to opiszę. Nadejdą takie czasy, że medialna histeria nie będzie się sprzedawać.