Stefan Korboński

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Stefan Korboński

Stefan Korboński (ps. „Nowak”, „Zieliński”, „Stefan Zieliński”, 1901–1989) – polski polityk ruchu ludowego, prawnik, publicysta, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, Delegat Rządu na Kraj od 27 marca do 28 czerwca 1945, poseł na Sejm Ustawodawczy z listy PSL.

  • Dnia 30 lipca, godz. 13. W Warszawie słychać huk armat. Niemcy cywilni wyjechali. Jest wojsko i Gestapo. Po paru dniach popłochu, u Niemców spokój. Wojska rosyjskie podobno o dwadzieścia kilometrów.
    • Opis: depesza Korbońskiego do Londynu, 30 lipca 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, wyd. Fundacja im. Stefana Korbońskiego, Waszyngton – Warszawa 2004, ISBN 8392149203, s. 24.
  • Dnia 31 lipca. Dziś w Warszawie ta sama sytuacja, co wczoraj. Przedmieścia nie są ostrzeliwane przez artylerię, wbrew temu, co podało BBC. W instytucjach, opuszczonych przez Niemców, zaczynają dyskretnie urzędować władze podziemne. „Nowy Kurier Warszawski” i „Warschauer Zeitung” nie wyszły.
    • Opis: depesza Korbońskiego do Londynu, 31 lipca 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 24–25.
    • Zobacz też: BBC, Warszawa
  • Dotychczas nie wymyślono nic takiego, co mogłoby zapobiec wybuchowi wulkanu. A takim wulkanem była Warszawa w lipcu 1944 r.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, wyd. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2009, s. 344.
    • Zobacz też: powstanie warszawskie
  • Jeśli Powstanie Warszawskie nazywa się często najbardziej bohaterskim epizodem minionej wojny, to zachowanie Sowietów w czasie Powstania powinno być nazwane największą zbrodnią minionej wojny, gorszą nawet od Katynia, bo za nią zapłaciło dwieście tysięcy ludzi swoim życiem.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 60.
  • KG AK musiała wziąć pod rozwagę także czynnik szósty, a mianowicie rozlepienie przez Niemców plakatów wzywających wszystkich mężczyzn w Warszawie, z wyjątkiem dzieci i starców, do stawienia się do robót fortyfikacyjnych. Niemcy chcieli w ten sposób zlikwidować w Warszawie całą AK.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 343.
  • Na ulicach panował niezwykły ruch i ożywienie. Tramwaje, oblepione młodymi chłopcami, którzy bez ceremonii pakują się także na przedni pomost „Nur für Deutsche” (Tylko dla Niemców), na co Niemcy nie reagują. Po chodnikach, szybkim krokiem, z widocznym pośpiechem idą po dwie, trzy kobiety na raz, obładowane ciężkimi paczkami i torbami. Mówię do siebie po cichu: „Roznoszą broń na punkty zborne…”. Ulicą mkną rowery jeden za drugim. Chłopcy w butach z cholewami i w wiatrówkach pedałują co sił w nogach. Jednemu z plecaka wygląda coś, jakby kij okręcony gazetą i obwiązany sznurkiem. A to bezczelny smarkacz! Przecież każdy chyba widzi, że to lufa! Z rzadka, tu i ówdzie, mundurowy Niemiec i patrole krążą, nic nie widząc i nic nie rozumiejąc, co się wokół nich dzieje. Minąłem po drodze wielu mężczyzn, idących w różnych kierunkach. Mieli na twarzach wyraz powagi i skupienia. Wpatruję im się w oczy, odpowiadają spojrzeniem, pełnym cichego porozumienia.
    • Opis: przed wybuchem powstania warszawskiego, 1 sierpnia 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 26.
  • Nikomu wówczas nawet do głowy nie przyszło, że Rosjanie mogą umyślnie wstrzymać swój atak na stolicę w chwili wybuchu powstania.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 344
  • Oczy nam się całkiem otworzyły dopiero wówczas, gdy napłynęły informacje od rządu o bezskutecznych interwencjach aliantów u Stalina o pomoc dla Warszawy. Do tego doszła odmowa Sowietów zezwolenia na lądowanie tym samolotom alianckim, które rozpoczęły nocne zrzuty nad Warszawą. Zamiast lądować na lotniskach sowieckich, odległych od Warszawy o kilkanaście minut lotu, musiały wracać z powrotem na oddalone o tysiące kilometrów lotniska alianckie, co ogromnie zwiększało ich straty.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 58.
    • Zobacz też: Praga (Warszawa), Józef Stalin
  • W lipcu 1944 r. gorączka wśród Niemców osiągnęła punkt szczytowy. Urzędy wyewakuowano, volksdeutsche uciekły, patrole przemierzały ulice, podrażnione i zestrachane, strzelając do przechodniów z byle powodu i w ogóle bez powodu. Ofiarą takiej strzelaniny padła moja teściowa jadąca na tylnej platformie tramwaju. Przejeżdżający samochodem patrol SS przeciągnął salwą z pistoletów maszynowych po przepełnionym tramwaju.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 343.
  • W lipcu 1944 wziąłem udział w paru rozmowach, na których był obecny delegat Jankowski i wojskowi oraz cywilni przywódcy podziemia. Uczestnicy ich, przy tej czy innej okazji, wypowiadali się na temat aktualnej sytuacji. Wyłaniała się z tego zupełnie jasno koncepcja powstania. Brali oni w rachubę, po pierwsze, konieczność wystąpienia zbrojnego w Warszawie jako jeden z elementów „Burzy”. To, co się stało w Wilnie, Lwowie, Lublinie i Kowlu, należało powtórzyć w Warszawie. Po drugie, nie było do pomyślenia, by czterdziestotysięczna AK w Warszawie mogła wytrzymać bez końca i bez użycia broni widok cofających się, rozbitych Niemców. Po trzecie, duma i godność narodowa wymagały, by stolica była wyzwolona własnymi, polskimi rękoma, i to było poza wszelką dyskusją. Po czwarte, co powiedziałby świat zachodni, gdyby Rosjanie zdobyli Warszawę tylko własnym wysiłkiem? Wtedy Stalin bez trudu przekonałby aliantów, że AK, rząd podziemny i całe w ogóle polskie podziemie – to fikcja, gdyż co to za armia i rząd, które, znajdując się w stolicy, nie wzięły udziału w walce o jej wyzwolenie? Jedyne tłumaczenie tego to chyba że nie istnieją wcale. Po piąte – Niemcy sami od dawna rozpuszczali wiadomości, że na rozkaz Hitlera Warszawa tak czy inaczej będzie zniszczona.
  • Wreszcie 18 września, podczas pięknej, słonecznej pogody, doszedł do umęczonego miasta jakiś inny, głęboki i potężny głos motorów. Nie było widać jeszcze nic, ale już się rozpoczął potworny ogień niemieckiej broni przeciwlotniczej. Nad płonącą Warszawę, nad głowy płaczących ze wzruszenia ludzi, którzy wyciągali ręce ku niebu, nadpływają wysoko – niestety za wysoko – ogromne, błyszczące srebrzyście ptaki i setki różnokolorowych spadochronów spływają w dół… w większości poza linie powstańcze! Ściskamy sobie ręce z Janem, który ma łzy w oczach. Schwyciłem za kod i za chwilę Jan depeszował: „W tej chwili samoloty amerykańskie dokonywują nad Warszawą zrzutu”. Przeszedł na odbiór i z radosnym uśmiechem notował: „O.K., O.K., dziękujemy!”. Znad klucza podniosły się ku mnie zadowolone oczy: „Postawiliśmy dzisiaj nasz nowy rekord szybkości. Jeszcze zrzut się nie skończył, a już Londyn pokwitował wiadomość o nim!”.
    • Opis: o zrzucie pomocy alianckiej dla walczącej Warszawy z samolotów „latających fortec” USA, 18 września 1944.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 51–52.
  • Wybrałem się z Zosią w piękne, lipcowe popołudnie na spacer na most Poniatowskiego. Tam oczom naszym przedstawił się niebiański widok. Obraz, o jakim marzyliśmy od lat. Po jezdni ciągnął nieprzerwany sznur żołnierzy niemieckich, ale takich, jakich nigdy nie widzieliśmy. Obdarci, brudni, często bez broni i butów, pieszo, na rowerach i wozach, w nieładzie i rozsypce i często bez dowódców. A wśród nich ranni z obwiązanymi głowami i rękami na temblakach. O widoku niezapomniany! A tu w dodatku słońce lipcowe, jak gdyby chcąc tę nędzę lepiej wystawić na widok, wydobywało z mundurów każdą dziurą, każdą plamę z bandaża, każdą rdzę na karabinie. Trzymając się za ręce i z trudem hamując radość, sygnalizowaliśmy sobie uściskiem dłoni ciekawsze widoki. Takich jak my przechodniów było na moście więcej. Wędrowała tam cała Warszawa. Ludzie, udając, że rozkoszują się pięknym, lipcowym popołudniem i Wisłą połyskującą w potokach światła, w gruncie rzeczy paśli oczy widokiem pobitych Niemców. Wymienialiśmy z nimi ukradkiem rozradowane spojrzenia, a tłumy zdemoralizowanych Niemców płynęły bez końca, ścigane głuchym głosem armat dolatujących od Radzymina i Otwocka. Nie ulegało wątpliwości, że front zbliżał się do Warszawy. Już od dawna obserwowaliśmy wśród Niemców oznaki rozkładu i strachu.
    • Źródło: W imieniu Rzeczypospolitej…, op. cit., s. 342–343.
  • Zakończenie wojny Warszawa przyjęła obojętnie. U nas to niczego nie zmienia.
  • Z kraju donoszą: Niemcy rozpoczęli mordowanie ghetta warszawskiego. Rozlepiono zarządzenie o wysiedleniu na wschód 6000 osób. Wolno wziąć 15 kg bagażu na osobę i kosztowności. Wywieziono dotąd 2 pociągi, oczywiście na stracenie. Rozpacz, samobójstwa. Policja polska usunięta, wprowadzenie Łotyszów, szaulisów i Ukraińców. Strzelanina na ulicach i po domach. Zabito także profesora Uniwersytetu Poznańskiego (Franciszka) Raszeję na konsylium lekarskim wraz z lekarzem i pacjentem Żydem.
  • Z kraju donoszą: Z ghetta warszawskiego wywożą na rzeź 7000 dziennie. Popełnił samobójstwo prezes gminy żydowskiej Adam Czerniaków.

O Stefanie Korbońskim[edytuj]

  • Książka Korbońskiego będzie dla mnie na pewno „książką roku” – tą, której nie mogłem znaleźć, gdy trzeba było na ten temat mówić do radia. Jeżeli Polacy polskim zwyczajem nie zbagatelizują jej – tak jak w swoim czasie „Pamiętników Kilińskiego”, co nam nawet zarzucał Michelet – „Pamiętniki” Korbońskiego mogą stać się jedną z najważniejszych książek polskich – po prostu najświetniejszym i najpiękniejszym portretem Polaków. Uważam, że ten portret nie musi wcale ukrywać się w naszej codziennej polskiej galerii, że można go śmiało posłać na wielkie międzynarodowe wystawy. Knut Hamsun, zapytany w jakiejś ankiecie, jaka książka zrobiła na nim największe wrażenie, wymienił „Pamiętniki Rufina Piotrowskiego”. Między nimi a książką Korbońskiego nie może być porównań, jeśli chodzi o nieugiętość i wagę zdarzeń, natężenie piękna moralnego i zasięg książki. Jest w niej cała Polska – najważniejsze sprawy i wielcy przywódcy, i zarazem ów szary, a jakże niezwykły człowiek, żołnierz podziemia. Humor Korbońskiego, nie opuszczający go w największych niebezpieczeństwach i żałobach, to nie wisielczy humor – tylko jakiś najwyższy, z tragizmem mieszający się Dickens – ale Dickens wyrażający się słownikiem Wiecha. Humor ten jest czymś tak wspaniałym – że przez kontrast z opisanymi wypadkami – wprawia we wzruszenie, jakiego żadne wielkie słowa nie mogą wzbudzić. Ten humor właśnie zmusza nas do wzruszenia. Do wzruszenia z dumy, że jesteśmy Polakami.
  • Nowak został aresztowany przez NKWD w Krakowie w nocy z 29 na 30 czerwca.
    • Autor: Jerzy Braun do premiera Tomasza Arciszewskiego o aresztowaniu Korbońskiego przez NKWD w czerwcu 1945. Depesza z 4 lipca 1945.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 100.
    • Zobacz też: NKWD, Kraków
  • Spotykał się z gen. Monterem w celu wzajemnej wymiany informacji. Dowiadywał się o sytuacji w szeregach walczącej Armii Krajowej, zmianach zachodzących w poszczególnych dzielnicach czy częściach miasta itp. Sam zaś informował dowódcę o cywilnych aspektach walki, o postawie ludności, która była czymś zupełnie wyjątkowym w naszych dziejach. Umiłowanie tego miasta, wzajemna życzliwość, świadomość celu walki, solidarność z wojskiem, oddanie sprawie były tak oczywiste, że o tym się nie mówiło. Mogę też dodać, że przepisy walki cywilnej wydawane dla zapobieżenia na przykład zatajaniu i gromadzeniu żywności czy inne tego rodzaju, były czystą formalnością. O patriotyzmie nigdy się nie mówiło, ani nie rozprawiało. On był treścią codziennej walki i pracy. Taki był dominujący obraz warszawskiego społeczeństwa i tak go sobie zapamiętałam. Dziś, wspominając i rozważając wojskowe i polityczne aspekty wojennych przeżyć, często – dla celów osobistych lub wręcz cudzych – zapomina się, a czasem nawet usiłuje się pomniejszać czy „obrzydzać” ten piękny wizerunek i postawę narodu.
    • Autor: Zofia Korbońska, żona i współpracowniczka Stefana Korbońskiego, kierownika Walki Cywilnej.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 14.
    • Zobacz też: Armia Krajowa
  • Zacząłem czytać wspomnienia Korbońskiego o Warszawie Podziemnej i przeczytałem ich 100 stron – choć po prostu z nóg leciałem, tak byłem zmęczony. Och! Cóż to za wspaniała książka, cóż to za arcypolska, wstrząsająca literatura, w której nie ma cienia literatury, tylko samo proste, bez skazy piękno prostych polskich ludzi i stylu polskiej duszy. Dawno nic podobnego nie czytałem, co by tyle mi dało, do takiej mnie poderwało nadziei i determinacji. Panie Stefanie drogi! Tak jak nie piję, za co mnie pan obśmiewa, piję pana zdrowie i jeszcze jednego za „nasze Polskie ukochane”.
    • Autor: Jan Lechoń, o książce Stefana Korbońskiego „W imieniu Rzeczypospolitej”, 17 czerwca 1954.
    • Źródło: Zofia Korbońska, Refleksje z powstania 1944. Zofia Korbońska świadek historii, op. cit., s. 20.