Brulion Bebe B.

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Brulion Bebe B. – szósty tom cyklu Jeżycjada; powieść Małgorzaty Musierowicz z 1989 roku, wydana w 1990. Cytaty za wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1991.

Information icon.svg Uwaga: W dalszej części znajdują się cytaty ze szczegółami fabuły lub z zakończenia utworu.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Beata Bitner (Bebe)[edytuj]

Małgorzata Musierowicz
  • Ludzkie odruchy nie pomogą na próbne wybuchy, a radość życia nie zwalczy przemocy.
    • Źródło: s. 64
  • Mniej próbnych wybuchów, więcej ludzkich odruchów!
    • Źródło: s. 64
  • Trzeba powoli. Tak jak ze wszystkim, trzeba po prostu zacząć. Zrobić pierwszy krok. Po nim zrobię drugi i trzeci. A potem będę już umiała przejść cały ten dystans.
    • Opis: w myślach.
    • Źródło: s. 182

Konrad Bitner (Kozio)[edytuj]

  • Ale nie będziemy płakać nad rozlanym mlekiem; gdy róże płoną.
    • Źródło: s. 30
  • Jak się robi maskę demona, to prawdziwy demon ucieka z domu.
    • Opis: prawdopodobnie aluzja do pobytu Anieli.
    • Źródło: s. 138
    • Zobacz też: demon
  • Mniej karabinów, więcej witaminów!
  • Mojego honoru bronić mogę tylko ja sam (…).
    • Źródło: s. 101
    • Zobacz też: honor
  • Wszyscy stąd uciekają. Najpierw jadą na trochę, popracować, a potem zostają. Tam jest chyba bardzo wspaniale. Nikt nie chce mieszkać w Polsce.
  • Wydaje ci się (…) – że musiałem coś przeskrobać, żeby się wstydzić? Czy nie mogę wstydzić się na przykład tego, że jestem tchórz?
    • Źródło: s. 59
    • Zobacz też: wstyd

Profesor Dmuchawiec[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Profesor Dmuchawiec.
  • Czyż nie jest rzeczą chwalebną wyjść na ludzi poprzez trudności i opały? Uczyć się dla siebie samego, po to, żeby być, po prostu, człowiekiem wykształconym. O stopniach nie myśl (…).
  • Ja wierzę (…), że otrzymaliśmy życie jako zadanie dla siebie. Że życie jest zadaniem. (…) To twój wysiłek zbuduje ciebie samą.
    • Źródło: s. 167, 168.
    • Zobacz też: życie

Aniela Kowalik[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Aniela Kowalik.
  • Mniej zbrojeń, więcej upojeń (…).
    • Źródło: s. 64
  • Trzeba się przyznać do kłamstwa, bo się wyda! (…) I to już, zaraz, póki nie jest za późno!
    Teraz albo nigdy.
    Nie, no chyba raczej nie teraz.
    Może jakoś przyschnie.
    • Opis: w myślach.
    • Źródło: s. 68

Damazy Kordiałek (Dambo)[edytuj]

  • Piękna twarz, a w oczach labirynt.
    • Opis: do Bebe.
    • Źródło: s. 10
  • Przemoc jest zawsze taka sama i nienawiść jest zawsze nienawiścią – wszystko jedno, czy jest jej dużo, czy mało. A pod nimi ukryta jest zawsze pogarda dla siebie, nienawiść dla siebie i brak miłości.
    • Źródło: s. 66

Dyrektor Pieróg[edytuj]

  • Nie będę wymieniał jego nazwiska, bo i tak je znacie. Kordiałek, wstań, jak do ciebie mówię.
    • Źródło: s. 124
  • Powiedzcie również rodzicom, że nie będę tolerował usprawiedliwień od zbyt tolerancyjnych matek (…) jak przykładowo to, które w ubiegłym roku szkolnym przyniosła mi jedna z uczennic, której nazwiska nie wymienię, tak jest, Borejkówna, wstań, jak do ciebie mówię. Usprawiedliwienie brzmiało, cytuję (…): „Uprzejmie proszę o usprawiedliwienie nieobecności Natalii (…). Zatrzymałam ją w domu, ponieważ była zmęczona i miała bardzo zły nastrój”.
    • Źródło: s. 126

Bernard Żeromski[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Bernard Żeromski.
  • Jestem człowiekiem wolnym, a moja pasja i energia zwrócone są nie ku przedmiotom, a ku istotom ludzkim.
  • Mniej przemocy i bicia, więcej radości życia!

Inne postacie[edytuj]

  • Chciałeś, klucho, w ucho?
    • Postać: młodszy Lisiecki
    • Źródło: s. 91
  • Ja to już w ogóle nie mam ochoty się uczyć. Uczę się, dostaję tróję. Nie uczę się, też jakoś wylawiruję na ten sam stopień. A w dodatku w obu przypadkach uważany jestem za osła.
  • Jak słyszę w telewizji albo jak czytam w gazetach o szkole we Francji, o szkole w Ameryce, to po prostu nie rozumiem, o co chodzi. Tamte szkoły można lubić. I uczyć się jest ciekawie. I nie denerwuje się człowiek tak strasznie. I nie czuje się śmieciem i niewolnikiem.
  • Obalcie mury, nim się wam dobiorą do skóry.
    • Postać: Krystian
    • Źródło: s. 109

Dialogi[edytuj]

  • – Ale niech mi Basia powie, czemu ja muszę żyć w takich czasach? – wybuchnął goryczą pan Karolek.
    – Bo tak się Panu Bogu podobało – wyjaśniła mu staruszka.
    • Źródło: s. 41
  • – Bebe też ma świetne nogi – odkrył Dambo, przeglądając swe wspomnienia.
    – Małoletnia. Wszystko się jeszcze może zmienić.
    – Ale nie nogi.
    • Źródło: s. 70
    • Zobacz też: nogi
  • – Bebe, jesteś najbardziej tajemniczą osobą, jaką znam.
    – Ja? Nie, skąd. Jestem zupełnie normalna.
    – Nie. Nie jesteś zupełnie normalna.
    – Dziękuję!
    – Bebe… mam do ciebie prośbę. Powiedz mi coś… miłego. (…)
    – Powiem ci coś miłego: jesteś zupełnie nienormalny (…).
    • Źródło: s. 85
  • – Czy ty jesteś odważna?
    – Nie wiem…
    – Nie pytam, czy zgodzisz się przespacerować nocą po cmentarzu – uśmiechnął się kpiąco Dmuchawiec. – Ale o to, czy masz odwagę, żeby żyć.
    • Źródło: s. 167
    • Zobacz też: odwaga
  • – Dość tego sybaryczenia.
    – Syba czego? – zdziwił się słabo Bernard.
    – Sybaryczenia, od „sybaryta” – sama to stworzyłam w tej sekundzie (…).
  • – Fajna była burza, co? – szepnął [Dambo]. – Lubię ten zapach wszędzie.
    – Pachnie jak zielone ogórki – powiedziała Bebe szeptem.
    • Źródło: s. 76
    • Zobacz też: burza
  • – Ja też mam wstręt do siebie – rzekł Kozio tonem odkrycia.
    – No więc to jest sytuacja niedopuszczalna, chłopcze ze wstrętem – rzekł Bernard. – Istota ludzka powinna mieć dla siebie szacunek.
  • – Ja wiele dostrzegam – rzekł spokojnie Dambo. – Bo umiem patrzeć.
    – Przez gips też umiesz patrzeć? Ona jest jakaś zagipsowana, ta Bebe.
    • Źródło: s. 70
  • – Jabłka są, według tego tam ideologa, symbolem braterstwa.
    – Dla mnie są symbolem grzechu pierworodnego – wyznał wyzywająco libertyn.
    – To straszne. Współczuję panu – zgasiła go Aniela.
  • – Jestem głodna jak osioł.
    – Nie jak osioł się mówi, tylko jak pies – sprostował Bernard (…). – Kobiety nigdy nie potrafią spamiętać najprostszych porzekadeł, przysłów, idiomów oraz mądrości ludowych.
  • – Już lecę!
    – Już lecisz?
    – Tak!!!
    – To miłego lotu – powiedziała Natalia (…).
    • Źródło: s. 218
  • – Nie mam na myśli małżeństwa. Przecież sama mówiłaś, że małżeństwo dla artystki to śmierć.
    – Doprawdy! – wykrzyknęła Aniela. – Musiałam być wtedy bardzo młoda i głupia.
    – Było to jakieś trzy tygodnie temu – przypomniał jej Krystian odrobinkę kąśliwie.
    – Czyżby? (…) Nie przypuszczałam, że tak szybko zmienię zdanie.
  • – Nie mogem później – oznajmiła Izabella – bo idziemy do wuja na video, prosz paniom.
    – A co ma wuj do tego? – indagowała Aniela.
    – Do tego? Kasety.
    • Źródło: s. 54
  • – Obywatelu, zejdźcie albo my po was wejdziemy.
    – Chciałbym to widzieć – zauważył Bernard i wybuchnął rozdziawionym śmiechem Kermita (…).
    • Źródło: s. 112
  • Pieróg zatrzymał się złowieszczo tuż pod parą wierzgających wojskowych butów z fosforyzującymi różowo sznurowadłami. (…) Mądrość i intuicja pedagogiczna nie zawiodły go.
    – Obalcie mury, bracia! – zawyło ciało zwisające. – Obalcie mury!
    (…) Zwisający na wyciągniętych ramionach kształt oberwał się nagle i z soczystym plaśnięciem gumowych podeszew wylądował na kamiennych płytach posadzki. Przed dyrektorem stała istota ludzka wolna od konwencji jak żadna inna. Cała szkoła wstrzymała dech. Pieróg zlustrował Bernarda od stóp do głów.
    – Która klasa? – spytał lodowato, a od pytania tego, tyle już razy zadawanego w murach tej uczelni, większość uczniowskich pleców pokryła się odruchowo gęsią skórką. Cisza. Bernard z wesołym zainteresowaniem popatrzył Pierogowi prosto w twarz.
    – Zawisnę wzrokiem na twych ustach, chcesz? – zaproponował przyjaźnie. (…)
    – Pytam, która klasa? (…)
    – Klasa? – zdziwił się Bernard życzliwie. – Która klasa?
    – To ja pytam, która klasa.
    – Jakże chętnie bym ci, bracie, odpowiedział, która klasa, ale sam nie wiem, która klasa – wyjaśnił mu ciepło Bernard, oglądając z bliska dygnitarskie oblicze jak cenny relikt epoki, która właśnie odchodzi. – Społeczna? Inwalidzka? Zawodowa? Jeśli mam całkowicie szczerze określić moje uczucia, to muszę wyznać, że nie jestem pewien, do której klasy należę, a nawet – czy w ogóle kiedykolwiek należałem do jakiejkolwiek, gdyż, jako istota wolna od konwencji, unikam jak ognia przynależności do czegokolwiek, chyba że masz na myśli, bracie, klasę szkolną.
    – Tak – rzekł Pieróg, który już na początku przemowy Bernarda poczerwieniał jak przed atakiem apopleksji, a obecnie wyglądał jak w trakcie ataku. – To właśnie miałem na myśli, nieprawda. Która klasa?
    Bernard zaśmiał się i ojcowskim gestem położył Pierogowi rękę na ramieniu.
    – Posłuchaj, mężczyzno z podbródkiem – powiedział. – Przynależności do klas szkolnych również unikałem jak ognia. Było to jednak w swoim czasie. Dziś, nie jestem pewien, ale gdyby mi kto zaproponował jednak powrót do liceum – cóż, zapewne uciekłbym z krzykiem człowieka słusznie rozjuszonego.
    Tłum gęstniał tak szybko, cicho i przerażająco, że Pieroga naszły klaustrofobiczne duszności. (…) W błysku intuicji dyrektorskiej Pieróg pojął, że dalsza wymiana zdań z brodatym indywiduum uwłacza jego dyrektorskiej godności i nawet skończyć się może jakąś niebezpieczną porażką o historycznych wymiarach.
    • Źródło: s. 115, 116
  • (…) wychowawczyni (…) wydobyła z torby zardzewiały bagnet, noszący ślady ofiarnego czyszczenia.
    – To (…) skonfiskowałam Konradkowi już na trzeci dzień. (…)
    – Gonili się z tym po pokoju, skakali po łóżkach – wspomniała wychowawczyni, a wzrok jej zaszklił się grozą. – Mogli się pozabijać jak nic. A Gustawek…
    – Konradek – poprawił Kozio z ujmującą grzecznością.
    – Konradek rzucił tym w Jareczka i Bogu dzięki trafił go tylko w kolanko. Mogli się pozabijać jak nic albo powykłuwać sobie oczka, albo…
    – … popodrzynać tętniczki – usłużnie podrzucił Kozio.
    – Popo… O, matko!
    • Źródło: s. 16, 17
  • – Za moich czasów dwóje i uwagi do dzienniczka dostawali tylko debile oraz niepoprawni chuligani.
    – Dziś wszyscy jesteśmy debilami – odrzekł na to Marian, po czym uściślił: – Dwanaście osób z naszej klasy z trudem dostało promocję do klasy drugiej. Na trzydzieści pięć osób dwadzieścia miało tróję z polskiego.
    • Źródło: s. 139
  • – Zastanawiam się – odrzekła Bebe – jak mogłaś tak nakłamać i właściwie po co? (…)
    – Tak mi się palnęło (…).
    – To znaczy – badała poważnie Bebe – że nie odpowiadasz za to, co mówisz?
    – A znasz kogoś, kto odpowiada? – prychnęła ze złością Aniela, wściekła na oskarżycielski ton Bebe. – Co, u licha, zapomniałaś, gdzie żyjesz? Popatrz sobie wokół, ocean kłamstwa. I tak dalej. Cóż znaczy wobec tego wszystkiego moje niewinne kłamstewko? Ot, tak sobie palnęłam… Tobie się to nie zdarza?
    – Nie.
    – No pewnie (…). Tobie się nigdy nic nie zdarza. I nigdy ci się nie zdarzy. Bo nie masz fantazji i rozmachu.
  • – (…) zewnętrznie się zmieniłeś. Nigdy nie miałeś brody, na przykład.
    – Miałem – oświadczył Bernard. – Lecz ogoloną. Teraz mi wyrosła na tle mojej nowej filozofii życiowej. Staram się nieustannie zmieniać filozofię życiową. Tylko w ten sposób można dojść do pełni.

Cytaty z narracji[edytuj]

  • Bała się [Bebe] jak ognia postępków impulsywnych i nie przemyślanych. Od postępków impulsywnych i nie przemyślanych była w tym domu Józefina. A to naprawdę dość.
    • Źródło: s. 12
  • Bebe czekała na Damba.
    Wszystko na niego czekało – ulica, kasztany, trawnik i weranda, chodnik. chmury i powietrze; obraz był niekompletny bez Damba.
    • Źródło: s. 151, 152
  • Bernard nabrał tchu. I w tym momencie gumka puściła. Pękła – i z charakterystyczną dla gumek elastycznością, świsnąwszy strzeliła Pieroga w ramię. Zaraz potem dał się słyszeć szorstki szmer, to uwolnione z uwięzi elanobawełniane pojemniki utworzyły momentalnie dwa sterczące balony, które ściśle wypełniły przestrzeń pomiędzy Bernardem a Pierogiem.
    (…) zerwał z siebie [Bernard] kompromitującą sztukę odzieży, po czym cisnął ją w kąt jednym wspaniałym ruchem. (…)
    Na potężnym torsie Bernarda widniał wielki rysunek odręczny, wykonany niezmywalną farbą akrylową, przedstawiający krzepkie serce z płomieniami i strzałą. Podpis pod sercem brzmiał: ANIELLO! TO JEST TWOJE NA ZAWSZE!
    • Źródło: s. 205
  • Bo łączyć się – to znaczy: dawać i otrzymywać. A dzielić się z innymi, to znaczy, w gruncie rzeczy, mnożyć.
    • Źródło: s. 182
  • (…) była bardzo prostolinijna i wskutek tej cechy swego charakteru bardzo często nie rozumiała półsłówek, nie chwytała wielu aluzji i nie umiała posługiwać się wykrętami.
    • Opis: o Bebe.
    • Źródło: s. 57
  • Chyba naprawdę trzeba o sobie zapomnieć, żeby móc siebie odzyskać.
    • Źródło: s. 182
  • Ci, spośród czytelników, którzy wiedzą, o co chodzi w fizyce, nie będą mieli trudności z dośpiewaniem sobie brakujących fragmentów wypowiedzi inżyniera Żaka. Ci natomiast, którzy nie wiedzą, o co chodzi w fizyce, i tak by nic nie zrozumieli.
    • Źródło: s. 147
    • Zobacz też: fizyka
  • Co do dzieci, Aniela nie lubiła ich zbyt gorąco. Ale musiała przyznać, że te maluchy Pawełka i Danki były naprawdę rozkoszne… pewnie dlatego, że takie podobne do ojca. Cesia i Hajduk mają już troje dzieci, też bardzo miłych. Mieszkają wciąż na Słowackiego, z całą rodziną, w nieopisanym jak zwykle bałaganie. Joanna Borejko wyszła za Francuza. Gabrysi powiodło się gorzej: jej mąż Janusz powrócił do niej, co prawda, z Australii, ale po pół roku obijania się bez celu ruszył na winobranie do Alzacji i słuch po nim zaginął. Gabrysia sama wychowuje dwoje dzieci, ale wygląda na całkowicie zadowoloną z życia. Może przez te dzieci właśnie.
  • Co roku jedni odchodzili ze szkoły, inni przybywali, i na każdej pauzie słychać było ten gwar, zawsze w tym samym natężeniu.
    • Źródło: s. 213
  • Często mnie zdumiewa, jak zawiłe są linie kreślone palcem Przypadku i jak bardzo losy nasze zależą od tych poplątanych bazgrołów.
  • Damazy wyglądał na miłego włóczykija (…). Ten chłopak był jakiś niezwykły, choć nie z powierzchowności bynajmniej. Długi, kościsty i muskularny, był – jak to blondyn – spalony na kolor czerwonomiedziany. Jego nos przypominał zdeformowaną gruszkę, a uszy były wyjątkowo dorodne. Wtrącę tu przy okazji, że w szkole podstawowej nazwano go Dambo i od tej pory nikt już nigdy nie zwracał się do niego inaczej, gdyż nawet w tych ciężkich czasach wszyscy jakimś cudem zdołaliśmy się zapoznać z większością nieśmiertelnych arcydzieł Walta Disneya. A Damazy czymś słonika Dumbo przypominał, czymś jeszcze oprócz uszu. Miał z niego coś w oczach: otwartą, czułą ufność. (…) Miał bardzo ładne oczy. Ich tęczówki były jasnoszare, usiane jeszcze jaśniejszymi punkcikami, które wyglądały jak magiczne światełka. (…) Miał szczupłą, długą twarz o mocnym podbródku.
    • Opis: charakterystyka Damazego.
    • Źródło: s. 7–9
  • Dlaczego ją [Bebe] przeraża wszelka w ogóle bliskość, wszelki kontakt z drugim człowiekiem? Coś chyba jest nie w porządku. Z nią. Albo z innymi. Nie, raczej z nią. Ale co?
    • Źródło: s. 173
  • Jesień skorzystała z panującej w mieście pustki i sprawnie zasnuwała swymi aluzjami coraz to nowe obszary.
  • Józefina (…) twierdziła, że dzieci nie należy rozpuszczać, i potrafiła ofiarować Bebe na imieniny podręcznik do geografii i nic więcej (…).
    • Źródło: s. 23
    • Zobacz też: prezent
  • (…) każda praca w teatrze jest miła i ciekawa (…).
    • Źródło: s. 22
    • Zobacz też: teatr
  • Kwestię porządków, napraw i remontów Józefina pomijała z czysto kobiecym wdziękiem.
    • Źródło: s. 13
  • Na murku przy bramie ktoś namalował przez szablon, jaskrawoczerwoną emalią olejną, smutne słoneczko z napisem: „Nienawiść szkodzi dzieciom i innym żyjątkom”.
  • Niewielka grupka tłoczyła się jeszcze wokół Bernarda, który rozdawał autografy pożyczonym długopisem. „OBALCIE MURY! – Żeromski” – pisał właśnie na podsuniętym mu egzemplarzu Syzyfowych prac, które ktoś dowcipny przytomnie przyniósł z biblioteki szkolnej.
  • Noc poczynała sobie całkiem śmiało, zagarniając wciąż dalsze obszary nieba.
    • Źródło: s. 31
  • Ogarnął ją metafizyczny lęk. Poczuła się podobna nędznemu mikrobowi i pomyślała z wyrzutem, że żyje równie bezmyślnie jak on. Zmówiła szybko pacierz, ale miała wrażenie, że jej słowa giną w czarnej pustce.
    • Źródło: s. 35
    • Zobacz też: lęk
  • Powzięcie jakiegoś postanowienia zawsze robi dobrze w chwilach depresji.
  • (…) szaleństwa, choćby nawet i nakazywane przez zdrowy rozsądek, były dla Bebe Bitner czymś niewykonalnym. Mogła tylko z zazdrością przyglądać się nieskrępowanym poczynaniom tych, co zwykli ulegać swym zachciankom.
    • Źródło: s. 7
  • (…) śmiech był czymś tak obcym jego twarzy, że sam zanikł.
    • Źródło: s. 126
    • Zobacz też: śmiech
  • Uczniowie, stojący na skraju dyrektorskiej trasy, kłaniali się pokornie. Ci stojący dalej odwracali wzrok. Ci pod ścianami robili małpie miny, wywalali jęzory, pozorując odruchy wymiotne, i przewracali oczami, względnie wiercili sobie palcem dziurkę w skroni.
    Dyrektor Pieróg był tego całkowicie świadom.
    Ołowiany jego wzrok sięgał po samiutkie ściany i przenosił do zwojów mózgowych wierne podobizny małpujących i wywalających, wymiotujących i przewracających, a zwłaszcza tych, co wiercili.
    • Źródło: s. 114
  • (…) udał się do łazienki. Zabawił tam około kwadransa – chlapiąc, pluskając i wyśpiewując domniemaną angielszczyzną domniemane utwory grupy Depeche Mode.
    • Źródło: s. 21
  • Wiedziała [Bebe] dobrze, że [Kozio] poniósł dziś klęskę. Przełamawszy lęk przed światem zdobył się na odwagę – i w następnej chwili świat, do którego wyszedł, potwierdził mu słuszność jego lęku. Musiał chyba czuć, że cała ta odwaga nie zdała się na nic. Że cały ten wysiłek był daremny.
    Odczuwała, co on czuł, całym sercem – i nie umiała zrobić nic.
    Jej brat. Najbliższa osoba. Dlaczego są sobie tak dalecy?
    Dlaczego ona nie umie okazać, co czuje? Kiedyś umiała. Potem sobie wymyśliła, że bezpieczniej będzie nie ujawniać uczuć – i długo się w tym doskonaliła. Starała się zdobyć tę cenną umiejętność.
    I kiedy już myślała, że ją zdobyła – okazało się, że jest akurat przeciwnie: nie panuje nad sobą do tego stopnia, że aż nie potrafi okazać uczucia, nawet gdy bardzo tego chce. (…)
    To się musi źle skończyć. Zamknięta w sobie nigdy nie potrafi wyjść, rozprostować się, wydostać na swobodę. Porozumieć się z innymi. Ale jak miałaby porozumieć się z innymi, jeśli wciąż jeszcze nie porozumiała się sama z sobą? Jak pojąć innych, jeśli wciąż jeszcze nie pojęła siebie samej?
    • Źródło: s. 181, 182
  • Wyciągnęła ostrożnie rękę i dotknęła rękawa wiszącej koszuli. Już wyschła. Nie myśląc, co robi, Bebe pogłaskała rękaw, a potem przyłożyła go na chwilę do policzka. Dambo. Kochany.
    Nagle otworzyła oczy – i zobaczyła, że on tu jest. (…)
    Przyłapana Bebe zastygła z rękawem koszuli w dłoni. Gdyby go chociaż wypuściła! – ale nie przyszło jej to do głowy: Była zszokowana i ogłuszona, jakby tuż obok niej eksplodował niewypał. Ze wstydu bolało ją całe ciało, nawet palce u nóg. Tętno w uszach waliło jak potężny gong. Patrzeli na siebie bez ruchu i bez mrugnięcia nawet – ona purpurowa i przerażona, jakby zrobiła coś niewybaczalnego, on wstrząśnięty, z pociemniałymi oczami, wzruszony.
    • Źródło: s. 165
  • Wycie psa ucichło, jakby kto biedaka odłączył od prądu.
    • Źródło: s. 43
    • Zobacz też: pies
  • Z radia ryczała głosem giganta Małgorzata Ostrowska (…).
  • Za nim pomykała wicedyrektor Jedwabińska – ładna i młoda, uczesana w kok tak ciasny, że zdawał się ściągać w tył przestanie skórę twarzy i napinać nieznośnie jej rysy.
    • Źródło: s. 114
    • Zobacz też: fryzura
  • (…) zgodził się pójść do Samu po zakupy. Wrócił z pieczywem, mlekiem i masłem oraz dżemem agrestowym i oznajmił, że z rzeczy jadalnych był jeszcze w sklepie syrop z jarzębiny.
    • Źródło: s. 80

Żadne, choćby najbardziej przekonujące, kłamstwa nie są przecież w stanie zmienić rzeczywistości. Najbezczelniejsze łgarstwa, z najpewniejszą wygłaszane miną, nie sprawią, by rzeczywistość drgnęła choć o milimetr; zmienić mogą co najwyżej nasze o niej pojęcie. Ale na krótko.

    • Źródło: s. 68
  • Żeby przynajmniej ta Jedwabińska wyszła z jakąś inicjatywą, żeby przypomniała, że już minęła ósma albo coś w tym rodzaju… Rzucił jej szybkie, znaczące spojrzenie. Może zrozumie.
    – Och! – zrozumiała wicedyrektor Jedwabińska. – O, ach. Panie dyrektorze, telefon do pana.
    Co za ryk śmiechu!
    • Źródło: s. 117

Wypisy w Brulionie Bebe[edytuj]

  • Myślę, więc jestem – Kartezjusz.
    To, co myślę – jest – Malebranche.
    Istnieje tylko to, co myślę – idealizm kantowski. To, co jest – jest, a tego, czego nie ma – nie ma. – Parmenides.
    Z tego wszystkiego najbardziej odkrywczy wydaje mi się Parmenides.
    • Opis: pisemna wymiana myśli pomiędzy Bebe a Damazym na lekcji.
    • Źródło: s. 133
    • Zobacz też: Kartezjusz, Parmenides
  • NA LEKCJI BIOLOGII BEATA NIE REAGUJE NA DZWONEK!
    mgr W. PIĄTKOWSKA
    Nie jest przecież psem Pawłowa
    Żeromski, wuj.
    • Źródło: s. 130
  • Nie bądź taka nadwrażliwa, to jest bardzo naturalne i miłe jak wszystko, co pochodzi z fermentacji pod ciśnieniem.
    • Postać: Dambo
    • Źródło: s. 188
  • Pewien maniak z okolic Jabłonny
    Ciągle wzmacniał potencjał obronny.
    Co zobaczył potencjał,
    To go wzmacniał, ten bęcwał,
    W gorliwości swej wprost nieprzytomny.
    • Postać: Bebe
    • Źródło: s. 188
  • Pewien smutny półgłówek z Poznania
    Przygotować się chciał do strzelania.
    Zajrzał w lufę, wycelił,
    Nie czekając wystrzelił
    I się zmienił wprost nie do poznania.
    • Postać: Dambo
    • Źródło: s. 129
    • Zobacz też: limeryk
  • Pewna śliczna blondynka z Poznania
    Przed poznaniem fizyki się wzbrania.
    Kiedy słyszy: fizyka,
    Umysł jej się zamyka,
    Bo dochodzi do przeładowania.
    • Postać: Dambo
    • Źródło: s. 132
    • Zobacz też: umysł

Hasła[edytuj]

  • Mniej bombków, więcej gołąbków.
    • Źródło: s. 64
    • Zobacz też: pokój
  • Żołnierzu polski, żyjesz w epoce rozbrojenia.

Zobacz też[edytuj]