Antoni Dudek

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Antoni Dudek

Antoni Kazimierz Dudek (ur. 1966) – polski politolog, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej.

  • Akurat ta rocznica jest dla tego związku ważna, wręcz tożsamościowa. I zupełnie słusznie „Solidarność” nie chce tej daty upartyjniać. Stan wojenny był uderzeniem w związek, zwykle właśnie działacze robotniczy, a nie inteligenci, byli traktowani najbardziej brutalnie. Ponieśli niejednokrotnie życiowe konsekwencje poważniejsze niż ten czy inny postsolidarnościowy polityk, który miał jednak większe szanse znaleźć się ostatecznie w elicie III RP, obojętnie po której stronie. Dla „Solidarności” 13 grudnia to jest raczej dzień głośnego mówienia o problemach ludzi, którzy w tragicznym czasie stanu wojennego byli represjonowani.
  • Duda tak naprawdę zrobił najbardziej spektakularną karierę polityczną w dziejach III RP. Z drugoligowego polityka PiS, w ciągu zaledwie pół roku, stał się prezydentem. Jest to imponujące tym bardziej, że nikt nie dawał mu żadnych szans w starciu z Bronisławem Komorowskim. Nawet Jarosław Kaczyński przyznał w jednym z wywiadów, że w momencie nominacji, dawał mu 10 procent szans na zwycięstwo. Taka była zresztą powszechna opinia. Tymczasem Duda osiągnął sukces i mam wrażenie, że później się pogubił przygnieciony skalą własnego sukcesu. Teraz powoli się odnajduje i zaczyna szukać swojego miejsca na scenie politycznej.
  • Każdy historyk jest też obywatelem, posiadającym mniej czy bardziej wykrystalizowane poglądy polityczne. W przypadku gdy podejmuje się pisania o dziejach najnowszych, elementarna uczciwość wobec Czytelnika nakazuje ich przedstawienie. Niech będzie mi zatem wolno stwierdzić, że bliska jest mi tradycja antykomunistycznej opozycji z czasów PRL, wiara w przewagę gospodarki rynkowej nad innymi modelami ekonomicznymi, a przede wszystkim demokratyczny system polityczny i związany z nim system wartości.
    • Źródło: A. Dudek, Historia polityczna Polski 1989–2012, Kraków 2013, s. 11–12.
  • Mam jednak pewne pretensje do autorów, że jednoznacznie interpretują zebrane materiały na niekorzyść Wałęsy. Nie dają pełnego obrazu jego biografii, nie wyczerpują nawet tematu zawartego w tytule książki. Koncentrują się tylko na sprawie TW Bolka i konsekwencji tej sprawy. Mniej jest o innych działaniach SB wobec Lecha Wałęsy. I to jest moim zdaniem duża słabość tej książki. Gdybym ja pisał książkę o Lechu Wałęsie, z pewnością zrobiłbym to inaczej.
  • Minister Kownacki jest specjalistą od pouczania, to taki populizm dla ubogich, aby rozwijać przekonanie, że cała Europa ma przed nami klęczeć i od nas się uczyć. Natomiast postawmy sprawę jasno, Niemcy mają znacznie większe doświadczenie w budowie demokracji i to jest fakt historycznie obiektywny.
  • PiS od blisko dwóch lat pod przewodnictwem Kaczyńskiego nie może przebić bariery 40 proc. w sondażach. Takimi występami, jak ten w Sejmie, w którym mówił o "zdradzieckich mordach" i kanaliach, jedynie obciąża wizerunek swojej formacji, bo straszy nim centrowych wyborców. Jestem przekonany, że ten występ Kaczyńskiego będzie pokazywany setki razy w wielu spotach opozycji przy okazji wszystkich najbliższych kampanii wyborczych.
  • Powstanie było - gigantyczną hekatombą, największą tragedią, której naród polski doznał w czasie II wojny światowej: dwieście tysięcy ofiar, głównie cywili. (...) Nie nazywam Powstania błędem, bo to by było nadużycie, wiem, dlaczego wybuchło, natomiast uważam, ze decyzja była nieodpowiedzialna i zrealizował się najczarniejszy scenariusz. Zresztą ludzie, którzy dowodzili Powstaniem, jak gen. Bór Komorowski, później to przyznawali. (...) Moim zdaniem nie da się obronić tezy, że bez Powstania Warszawskiego naród polski by nie przeżył. Nie zgadzam się z tym. Bez Powstania Polska ocaliłaby dużą część elity, która byłaby znacznie bardziej odporna na komunistyczną indoktrynację, i paradoksalnie może rządy komunistyczne wyrządziłyby znacznie mniejsze spustoszenie. Rozumiem natomiast, dlaczego Powstanie musiało wybuchnąć: nastrój był taki i tak duża była presja "dołów" wobec dowództwa. Powstańcy przez lata się do tego przygotowywali, mówiono im: poczekajmy na Rosjan. Tylko nikt nie wziął pod uwagę, co zrobił Stalin: zatrzymał wojska i czekał, aż Niemcy Powstanie zdławią.
  • Prezydenta lekceważyła zarówno opozycja, jak i sam PiS. Uważano, że Andrzejek zawsze wszystko podpisze, bo dobry z niego chłopak. Myślę, że to spowodowało narastającą frustrację zarówno prezydenta, jak i jego najbliższych współpracowników, którzy na co dzień zmagali się z arogancją Waszczykowskiego, Macierewicza i Ziobry, a z tego co słyszałem nawet urzędników niższego szczebla. Prezydent długo wysyłał sygnały ostrzegawcze, na które prezes Kaczyński wydawał się głuchy. W końcu prezydent – dostrzegając rosnącą skalę protestów społecznych i pojawienie się na nich nowych, w dużej części młodych ludzi – postanowił powiedzieć "dość".
  • [Stan wojenny] to okazja do zastanowienia się nad zakresem metod dopuszczalnych przy rozwiązywaniu kryzysu politycznego. Zatem nie chodzi o to, czy Jaruzelski zrobił dobrze czy niedobrze wprowadzając stan wojenny, bo to już jest kwestia rzeczywiście historyczna. Chodzi raczej o przemyślenie problemu, jak daleko można się posunąć w rozwiązywaniu kwestii spornych w polityce.
  • Tematem „grudniowym” jest bez wątpienia refleksja nad potrzebą minimalnego choćby konsensusu w obrębie wspólnoty narodowej. Minimalnego konsensusu osłaniającego kwestie istotne dla samego przetrwania wspólnoty. Stan wojenny pokazał, że ta wspólnota ma z minimalnym konsensusem problem. Po obu stronach konfliktu, moim zdaniem szczególnie po stronie obozu władzy, ale tu można by się oczywiście spierać, pojawiła się nadwyżka niechęci, wręcz nienawiści, która każe się zastanowić nad tym, czy my potrafimy tworzyć minimalny konsensus na rzecz przetrwania wspólnoty w warunkach ostrego wewnętrznego konfliktu. A to już jest morał dotyczący w oczywisty sposób także naszej dzisiejszej sytuacji.