Cezary Michalski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj

Cezary Michalski (ur. 1963) – polski eseista, prozaik i publicysta, felietonista „Krytyki Politycznej”.

A Ą B C Ć D E Ę F G H I J K L Ł M N Ń O Ó P Q R S Ś T U V W X Y Z Ź Ż

A[edytuj]

  • A dlaczego ja osobiście nie fascynuję się ruinami Warszawy w 3D zaproponowanymi mi przez „muzealników” na kolejną rocznicę masakry? Ponieważ przez wszystkie lata szkoły podstawowej, liceum i studiów oglądałem te ruiny kolejno w gomułkowskiej, gierkowskiej, a wreszcie jaruzelskiej TVP. Oglądałem je naprawdę bez przerwy. Przez każdy sierpień, kiedy Powstanie wybuchło, przez każdy wrzesień, kiedy trwało i przez każdy październik, kiedy upadło. A także przez całą resztę roku, bez żadnej okazji. Jedyna różnica polega na tym, że ruiny przedstawiane w tamtych filmach dokumentalnych, fabułach, programach publicystycznych i informacyjnych nie były trójwymiarowe.
  • A może „tyle się społecznie dzieje”, bo PiS i Solidarna Polska wyrażają zachwyt dziarskością związkowych działaczy? Tyle że w europarlamencie ci sami politycy występują jako koalicjanci brytyjskich Torysów, Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa czy Ligi Północnej  –  ugrupowań, które związki zawodowe w swoich krajach traktują jako organizacje nieomal przestępcze, a prawo pracy uważają za socjalistyczny przeżytek. Nie tak dawno ci sami politycy, dziś przedstawiający się jako namiętni sojusznicy praw związkowych, doprowadzili do nieprzyjęcia przez Polskę europejskiej Karty Praw Podstawowych, w której istotne miejsce zajmują wynegocjowane przez ruch związkowy gwarancje przestrzegania prawa pracy oraz praw zapewniających znaczącą pozycję związków w europejskim ładzie społecznym.

B[edytuj]

  • Błaszczak w roli silnego człowieka stara się, jak może. Wymusza na niechętnej policji coraz twardsze interwencje wobec ludzi protestujących przeciw władzy PiS. Zniechęca ją zaś do działań wobec kiboli czy narodowców, których partia Kaczyńskiego chce uczynić swymi sojusznikami. Zastrasza uczestników protestów pod Sejmem i pod Wawelem poprzez publikowanie ich portretów – wraz z wezwaniem do stawienia się lub wskazania policji miejsca ich pobytu. Wypowiada się przeciw imigrantom, jeśli wcześniej tak samo wypowie się prezes. I milczy w sprawach trudnych, dopóki prezes nie przedstawi swego stanowiska. (...) Błaszczak jest człowiekiem bez właściwości, bez charakteru, wydaje się, że nawet jego energia życiowa jest w całości pożyczona od Kaczyńskiego.

C[edytuj]

  • Cameron istotnie przeprowadza imponujące cięcia socjalne, ale tylko po to, aby mniej więcej raz na kwartał oszczędzone w ten sposób pieniądze pakować w angielski system bankowy, co w żaden jednak sposób nie prowadzi do „odbicia” w brytyjskiej „gospodarce realnej”. Thatcheryzm „gospodarkę realną” w UK zlikwidował, ale jak się okazuje, nie jest w stanie bez niej funkcjonować. Jest jak symbiont, który za bardzo wyssał nosiciela, stając się bardzo krótkowzrocznym pasożytem.
  • Chcieliście pogadać ze „smoleńskim ludem”? Trzeba to było robić przed dwudziestu laty, kiedy Balcerowicz pod Sachsem (jeszcze nienawróconym i niewyznającym win po rozmaitych wielkich mediach globalnych) fundował temu krajowi szokową terapię plus dezindustrializację, bez cienia refleksji nad społecznymi kosztami, nad trwałym i niedającym się już dzisiaj odwrócić rozwarstwieniem, a właściwie rozbiciem struktury społecznej. Teraz możecie sobie pogadać o wraku (myć czy nie myć, przywozić czy nie przywozić, stawiać czy nie stawiać na Krakowskim Przedmieściu), ale to nic nie da ludziom, których zakłady pracy w międzyczasie stały się wrakami. Tych wraków nikt nie umyje przed jakąś rocznicą, no chyba że jest to wrak Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Możecie zbudować pomnik katastrofy smoleńskiej wysoki jak wieża Babel, to was pod tym pomnikiem zbiorą i powieszą, jeśli tylko ich polityczni reprezentanci okażą się żwawsi, a wasi (moi?) polityczni reprezentanci bardziej dupowaci.
  • Chłopcy z tożsamościowej telewizji Fox News należącej do globalnego mecenasa wartości i rynku Ruperta Murdocha, uprzedzając atak „liberałów” na konserwatywne wartości i rynek handlu bronią w USA, już tłumaczą swojej połowie amerykańskiej widowni, że gdyby w kinie wszyscy byli uzbrojeni, to uzbrojony wariat nie mógłby do nich strzelać jak do kaczek, bo oni by go zastrzelili pierwsi. Zatem tragedia w Aurorze nie tylko nie jest dowodem na to, że trzeba ograniczyć swobodę dostępu do broni, ale przeciwnie, staje się promocją sprzedaży broni każdemu obywatelowi, najlepiej po parę sztuk.

D[edytuj]

  • Dziś (...) wszyscy otaczający mnie dorośli Polacy są w Kościele, a jeśli w nim nie są, starają nie afiszować się zbytnio swoją odmiennością. Niektórzy przeszli nawet szybką drogę z PZPR, w której na wszelki wypadek pozostawali do wyprowadzenia sztandaru, bezpośrednio w otoczenie o. Rydzyka czy Jarosława Kaczyńskiego. Prokurator Piotrowicz nie jest tu wyjątkiem, on jest raczej normą. Kiedy byłem młody, otaczający mnie dorośli jeździli na wernisaże organizowane przez świeckie kluby kultury, na kursokonferencje organizowane przez Podstawowe Organizacje Partyjne, dziś jeżdżą na pielgrzymki. Kiedyś pili z sekretarzem na zakładzie, dziś piją z proboszczem w parafii. Kiedyś dzieci masowo wstępowały do HSPS-u (Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej, w którą za czasów dojrzałego Gierka przemieniono harcerstwo) i karnie uczęszczali na pochody czy rocznicowe wiece. Dziś prawie wszyscy chodzą na lekcje religii i zbiorowo uczestniczą w uroczystościach kościelnych.

J[edytuj]

  • Jak daleko można jeszcze powędrować w szaleństwo? Czy Polska to zawsze będzie dziecięca krucjata prowadzona przez paru cyników grających na bębnach? Właśnie dlatego nie chciałbym, żeby najbardziej szkodliwy mit, najbardziej cyniczne powstańczo-smoleńskie kłamstwo, znowu stał się w Polsce dla kogokolwiek przepustką do władzy.
  • Jarosław Kaczyński nadal obiecuje, że „jak obejmiemy władzę, to poprosimy Amerykanów o pomoc”. W taki właśnie sposób Sarmata od mniej więcej trzystu lat wyobraża sobie „absolutną suwerenność państwa narodowego”. Tak było już za Sejmu Czteroletniego, kiedy jedni Sarmaci chodzili po prośbie do ambasady rosyjskiej, inni do pruskiej, jeszcze inni do austriackiej, ale wszyscy oczywiście siebie uważali za patriotów, a pozostałych za zdrajców. Nawet do tych ambasad nie umieli chodzić w sposób dla kraju pożyteczny, ale chodzili tam przeciwko sobie nawzajem.
  • Jeśli dodać do tego proporcje pomiędzy zainteresowaniem, jakie wzbudził niemiecki serial Nasze matki, nasi ojcowie a kompletnym brakiem zainteresowania dzisiejszą niemiecką polityką w Europie; proporcje pomiędzy zainteresowaniem, jakie budzi masakra na Wołyniu w czasie II wojny światowej, a brakiem zainteresowania aktualną polityką na Ukrainie, a także polityką wschodnią UE oraz jakąkolwiek niehistoryczną polską polityką wschodnią – to można śmiało powiedzieć, że żyjemy w kraju, który ma wyłącznie przeszłość, a nie ma teraźniejszości. Narracje teraźniejszości błądzą gdzieś pomiędzy „ochroniarzami Kaczyńskiego” i „cygarami PO”. A więc tak jakby ich w ogóle nie było. Nie nadają sensu niczyjemu życiu, życiu żadnej jednostki, żadnej grupy społecznej, poza częścią dziennikarzy i PR-owców, którzy z tych szczątkowych i zredukowanych „narracji teraźniejszości” żyją zawodowo.
  • Józef Mackiewicz, Stefan Kisielewski, Stanisław Cat-Mackiewicz, Andrzej Bobkowski… wszyscy, którzy mówili otwarcie, że Powstanie Warszawskie było głupotą i zbrodnią, uważali, że jedynym sposobem na to, aby jego ofiary nie poszły na marne, jest głośno powtarzać Polakom, że było ono głupotą i zbrodnią (przy czym było zbrodnią Niemców i Rosjan, a zbrodnią i głupotą Tadeusza Bora-Komorowskiego i dowództwa AK). Jednak nawet oni wiedzieli, że rządzić Polską powtarzając takie rzeczy nie można.

K[edytuj]

  • Kaczyński i Ziobro mogą się okazać silniejsi od bobrów (Ziobro kazałby nawet sfilmować wkroczenie służb do bobrowego żeremia), ale to nie znaczy, że zbudują tu państwo. Sposób, w jaki PiS zarządza mediami publicznymi wcale na to nie wskazuje. „Kaczyści” kompromitują w Polsce etatyzm, „antykaczyści” kompromitują liberalizm. Na razie pozostaje nam obserwowanie degeneracji dyskursu liberalnego zderzonej z degeneracją dyskursu etatystycznego. To gorsze od powodzi. Nawet apokaliptycznie wzmocnionej przez media. I ostatecznie zachwyca mnie i kołysze do snu tabloid TVN-u. Obrazkami heroicznego ślimaka, który wspiął się na wysoki patyk i przetrwał noc na rozlewisku (...).
  • Każdy bezrefleksyjnie upolityczniony i zideologizowany obieg pozwala swoim satyrykom rozbawiać się według jednego kryterium, którego prostota jest skrajna: żadnych ograniczeń wobec świętości i świętych przeciwnika, ściśle badane i weryfikowane każdego ranka ograniczenia wobec świętości i świętych własnych. Wrogów dekomunizujemy, denazyfikujemy i lustrujemy, biografie swoich osłaniamy i udialektyczniamy. Zarówno moralizowanie, jak i dialektyka sprowadzone do plemiennego znaku rozpoznawczego tracą przez to jakikolwiek swój sens, wszelka satyra też zaczyna nieco przypominać odgłos młota regularnie uderzającego w kowadło, ale co tam, polityczności przynajmniej od tego przybywa, i to w formie czystego nieomal destylatu dla każdego, kto umie i lubi to pić.

M[edytuj]

  • Mam udawać, że to wszystko jest polityka taka jak w angielskim parlamencie? W Rwandzie katastrofa samolotu, którym leciał prezydent z plemienia Hutu, zmieniła raz na zawsze oblicze polityki uprawianej przez plemiona Hutu i Tutsi. W Polsce także coraz więcej osób mówi, że katastrofa lotnicza, w której zginął prezydent z plemienia PiS, musi zmienić oblicze naszej polityki uprawianej przez plemiona PiS i PO. Ja w takich momentach uciekam w moje popkulturowe bikiniarstwo, jak mogę najgłębiej. I czekam na dzień wyborów: czy silniejsza okaże się dżungla, czy Kurtz.

N[edytuj]

  • Nasze idee wloką za sobą ogon zbrodni. To nie powód, żeby przestać jakiekolwiek idee wyznawać, ale nie mamy prawa stosować zasady, którą stosują niektórzy ludzie na lewicy i prawicy, że ten ogon nie jest częścią naszego ciała. Że należy do kogoś innego.
  • Naturalistyczny reaktor kapitalizmu, zamontowany w samym sercu antynaturalistycznego judeochrześcijaństwa, aby nadawał mu energię (bo bez tego wszyscy staniemy w kolejce po kartki na cukier), miał jednak chłodzenie etyczne, polityczne, prawne, związkowe… Teraz ulega stopieniu (jak prawo pracy w Polsce w zderzeniu z wymaganiami „elastyczności rynku pracy”). Jeśli globalizacja rynkowa nie znajdzie „chłodziwa” w postaci globalizacji społecznej i politycznej, w postacie idei politycznych i religijnych, które byłyby świadome konieczności „wyjścia z natury” i „regulowania naturalistycznego rynkowego źródła energii”, nastąpi wyciek radioaktywny o rozmiarach raczej apokaliptycznych.
  • Neoliberalna i neokonserwatywna globalna prawica zwraca także globalnemu ludowi jego prawo do lęku, prawo do tego, żeby globalny lud mógł się publicznie bać. Oświeceniowcy, postępowi liberałowie, lewica… zabraniali ludowi się bać, wręcz zakazywali; bać się imigrantów, bać się estetycznych różnic, bać się gejów, bać się zbyt wyemancypowanych, zbyt ambitnych, zbyt „egoistycznych” kobiet…
  • Nic się nie zaczęło. Nawet CBA (podlegające, przypomnę, bezpośrednio premierowi państwa, kiedyś Jarosławowi Kaczyńskiemu, dzisiaj Donaldowi Tuskowi), odkrywające to, o czym wszyscy wtajemniczeni (jakieś parę tysięcy ludzi, nie licząc dziennikarzy) wiedzieli od dawna. To znaczy to, że „polscy biskupi” (taka zbitka słowna) od dwudziestu lat odzyskują majątki Kościoła przy użyciu dawnych oficerów SB, najczęściej z IV Departamentu zajmującego się zwalczaniem Kościoła, którzy tak skutecznie łamali sumienia księży, że aż się z nimi w końcu zaprzyjaźnili. Nawet zatem owo (już Tuskowe, a nie Kaczyńskie) CBA odkrywające tę niezwykłą, niespodziewaną rewelację o esbekach ekspiacyjnie pracujących dla księży (u Goi, jak pamiętacie, osły dosiadają ludzi), to jedynie nowa forma tradycyjnego polskiego dialogu państwa i Kościoła.

O[edytuj]

  • [Obama] rozczarował Jarosława Kaczyńskiego (...), jasno dając do zrozumienia, że nie wyśle Komanda Foki do Smoleńska, aby odbić wrak. Gwoli pocieszenia, „New York Times” na swoim portalu uznał przy tej okazji Smoleńsk za polskie miasto, stwarzając pewne nadzieje, że możemy liczyć na symboliczne przynajmniej poparcie zza oceanu dla Polski w jagiellońskich granicach.

P[edytuj]

  • Państwo, w którym politykę zagraniczną uprawia wdowa, choćby i po samym prezesie Kurtyce, jest państwem istniejącym tylko przez przypadek, państwem skazanym na zagładę. Dzisiaj utrzymuje nas przy życiu przypadek geopolitycznego ładu powstałego w Europie po roku 1989 (...).
  • Pogarda Polaków dla władzy, pogarda dla siły  –  o której nie mają pojęcia, czym jest, bo zbyt długo już bezrefleksyjnie jakiejś sile obcej zawsze podlegają (...)  –  sprawia, że nie ma tutaj ani z kim, ani o czym rozmawiać. Apelowanie do Polaków o równe prawa dla kogoś? O przestrzeganie prawa powszechnego? O szacunek dla państwa, które sami żeśmy sobie stworzyli? Przecież bywaliśmy czasami silniejsi wobec biedniejszych od nas lub różniących się od nas językiem, religią, zachowaniem. Bywaliśmy silni wobec Żydów, wobec Ukraińców, bywamy silni wobec gejów (...) Jesteśmy silniejsi od wyrzucanych z pracy czy tych, którzy w imię „elastyczności rynku pracy” pozbawiani są podstawowej prawnej osłony przed silniejszymi, jaką jest umowa o pracę.
  • Prosta analiza Graya demaskuje w paru krokach wielką mistyfikację współczesnej neokonserwatywnej i neoliberalnej (widzicie, jak jest nowoczesna?) globalnej prawicy. Każącej wierzyć „skotłowanym” (...) wyznawcom i wyborcom globalnej Tea Party, że po zniszczeniu państwa i polityki jako ostatnich sił równoważących oddziaływanie globalnego rynku, biedni herbaciani skotłowańcy będą wreszcie mogli żyć tradycyjnie, konserwatywnie, naturalnie, wedle prostych wartości… krótko mówiąc, że będą mogli żyć tak, jak żyli ponoć ich przodkowie, zanim jeszcze „to wszystko” się zaczęło, „cała ta nowoczesność”.
  • Pytają ludzie o „Kościół Franciszka”, z kogo się składa, jakie są głoszone przez ten Kościół idee? W Polsce „Kościół Franciszka” to o. Rydzyk, abp. Hoser, minister Michał Królikowski, abp. Sławoj Głódź – i głoszone prze nich idee, zamieszkiwane przez nich pałace, hodowane przez nich daniele, a wreszcie księża, którymi pomiatają i zakonnice, których używają jako służących (taki „kobiecy charyzmat”). Innego „Kościoła Franciszka” w Polsce nie widzę, innego „Kościoła Franciszka” w Polsce nie słyszę, bo w ogóle w Polsce żaden inny Kościół nie jest widzialny ani słyszalny.

R[edytuj]

  • Rosjanie już nie prowokują nas do powstań, teraz my sami się do nich prowokujemy. Nasi polityczni padlinożercy pożywili się na Muzeum Postania Warszawskiego, dziś żywią się na Smoleńsku. Muzeum Powstania Warszawskiego, zamiast być muzeum antywojennym, muzeum budowania politycznej mądrości (jak taki błąd można było popełnić, jak go uniknąć w przyszłości), stało się   –   decyzją Lecha Kaczyńskiego, decyzją jego młodych podwykonawców, Dariusza Gawina, Jana Ołdakowskiego   –   muzeum sławiącym potęgę polskiego oręża (a przy ewidentnym braku oręża, potęgę opasek biało-czerwonych, efekciarskich oficerek z długimi cholewami i modnych ułańskich bryczesów). To tak, jakby Hiroszimę uczynić znakiem potęgi japońskiego oręża.

T[edytuj]

  • Tak jak zachodnią rewolucję przemysłową uczłowieczyło społeczne chrześcijaństwo, związki zawodowe i socjaldemokracja, tak samo Chiny czekają na moment, w którym dla tamtejszego konfucjańskiego kapitalizmu, wielbionego z daleka przez wszystkich polskich zamordystów ukrytych i jawnych, pojawi się jakaś siła równoważąca.

W[edytuj]

  • W dzisiejszym świecie wybieramy pomiędzy kapitalizmami. Jest kapitalizm azjatycki, bez związków zawodowych i bez prawa pracy, z pracą dzieci, z mafijną jedynie „regulacją rynku”. Mamy tam fabryki, a czasem obozy, które są  –   delikatnie mówiąc  –   bardziej Fordowskie od taśm Forda. Jest kapitalizm amerykański, na którym Obama próbuje zaszczepić jakieś strzępy europejskich regulacji i europejskich powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych. I mamy kapitalizm Unii Europejskiej  –   właściwie jedyną (nie mówię „ostatnią”, bo przecież jestem z urodzenia optymistą) oazą, w której tlą się choćby jakieś resztki socjaldemokratycznego projektu  –   jakiegokolwiek ludzkiego projektu, który nie byłby jedynie „drugą naturą” wolnorynkowej globalizacji.
  • W Powstaniu Warszawskim zginęło, w zależności od szacunków, od 1570 do, maksymalnie, 2000 żołnierzy niemieckich.(...) I w zależności od szacunków zginęło w nim od 130 000 do 180 000 powstańców i cywilnych Warszawiaków. W najbardziej nieprzychylnym dla Powstania wyliczeniu, na jednego zabitego niemieckiego żołnierza przypada stu Polaków. Gdyby utrzymać taką proporcję strat nieco dłużej, Niemcy mogliby zdziesiątkować naród średniej wielkości płacąc za to jedną swoją dywizją. Nazywanie tego „walką” jest kłamstwem. Kontynuowanie tej „walki” przez 63 dni jest zbrodnią. I słusznie Jarosław Marek Rymkiewicz rozpoczął swoją literacką akcję na rzecz oficjalnego przemianowania Powstania Warszawskiego po prostu na „masakrę”.
  • W oku medialno-przyrodniczego cyklonu Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Jerzy Miller stwierdza niespodziewanie, że największym wrogiem wałów przeciwpowodziowych jest… bóbr. Nie słabość państwa, ale bóbr. Nie niezdolność państwa do przygotowania i zrealizowania inwestycji hydrotechnicznych, które w wielu krajach europejskich mogą uwzględniać ekologiczne kryteria. W „Faktach” TVN-u do bobra, jako kolejna demoniczna siła uniemożliwiająca w Polsce realizowanie znaczących inwestycji hydrotechnicznych po epoce Gomułki, dołączeni zostają ekolodzy.
    Skoro polskie państwo jest słabsze od bobra, to tym bardziej będzie słabsze od Rosji, od Niemiec, od korporacyjnego lobbingu, od funduszy hedgingowych, od graczy na rynku walutowym… długo by wymieniać podmioty, które w czasach globalizacji są silniejsze od bobra.
  • Warto zatem kontrolować Amerykę, bo nie ma ona dzisiaj konkurenta do władzy nad światem. Podobnie jak warto kontrolować np. globalne korporacje farmaceutyczne, które urządzały w Nigerii doświadczenia na dzieciach, a kiedy dzieci umierały, szantażowały skorumpowanego prokuratora generalnego Nigerii, żeby zapłacić o kilkadziesiąt, a może o kilkaset milionów dolarów mniej odszkodowania. Dzięki wikiliksowi to już nie są „oszczerstwa” z poziomu lewackich zinów czy ostatnich powieści Johna Le Carre, nie jest to wytwór wyobraźni demonicznych „ekoterrorystów” (...).
  • Wiara nie jest wiedzą i na tej nad wyraz subtelnej różnicy ufundowany został ład liberalny. Kiedy dla wierzących w Europie wiara była wiedzą, twardą wiedzą polityczną, twardą ideologią władzy (czy to może szatan podpowiedział chrześcijanom tę okrutną pomyłkę?), w imię krzyża dokonywano tu nieustających rzezi, których ofiary szły w dziesiątki milionów (a co działo się wówczas w imię krzyża poza granicami Europy?).(...) Polskę też czeka oddzielenie prywatnej hipotezy wiary od publicznej pewności świeckiej wiedzy i władzy. Bo wiara nie jest wiedzą (i władzą), bo wiara nie jest świecką pewnością. Pomylenie wiary z publiczną, państwową pewnością degeneruje zarówno wiedzę i władzę, jak też religijną wiarę (nie wierzycie, to popatrzcie na Paetza, Wielgusa, Rydzyka, Meringa, Tekielego, Terlikowskiego).