Dietrich von Hildebrand

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Dietrich von Hildebrand (1889–1977) – niemiecki filozof i teolog katolicki.

Koń trojański w mieście Boga[edytuj]

(Fronda, tłum. Jerzy Wocial, Warszawa 2006)

  • Kiedy z powodu błędnie pojętego miłosierdzia, miękkości serca lub płytkiej życzliwości sądzimy, że powinniśmy pozwolić, aby człowiek błądzący trwał w błędzie, znaczy to, że przestaliśmy go traktować poważnie jako osobę, i że nie interesuje nas jego obiektywne dobro.
    • Źródło: s. 264
  • Klątwa przeciwko wszelkim błędom, które są zasadniczo niezgodne z Chrystusowym objawieniem, jest nie tylko świętą misją, wyrazem wierności Mu, lecz również uczynkiem miłości Kościoła. Imperatywne wezwanie do odrzucenia błędu wypływa ze świętej miłości do wszystkich członków Mistycznego Ciała Chrystusa, których Kościół ma obowiązek chronić przed trucizną błędu, a zatem - przed odłączeniem się od Jezusa. Powoduje się on również miłością do wszystkich, którzy są poza jego owczarnią i którym ma on obowiązek nieść światło Chrystusa. Klątwy są prawdziwym sprawdzianem, czy ktoś poddaje się kierownictwu Ducha Świętego.
    • Źródło: s. 263
  • Miłość w sposób konieczny wymaga tego, żeby zwalczać błąd (...) Najwyższa miłość Kościoła do wszystkich ludzi stawia przed nim wymóg potępienia błędu i że te akty potępienia stanowią podstawową odpowiedź na wymóg chwili.
    • Źródło: s. 109, 110

(Fronda, tłum. Jerzy Wocial, wydanie III)

  • Choć serce mi się kraje, gdy widzę spustoszenia dokonywane w winnicy Pańskiej oraz profanację sanktuarium Kościoła, jestem przecież pełen nadziei, ponieważ Pan nasz powiedział: bramy piekielne go nie przemogą.
    • Źródło: s. 346
  • Dla katolika niezbywalnym wstępnym warunkiem rzeczywistego i owocnego dialogu ze światem jest absolutne poddanie się Chrystusowi i nieugięte trwanie przy Bożej prawdzie, objawionej przezeń i wyrażonej w dogmatach świętego Kościoła katolickiego. O tych, którym brak tej absolutnej wiary i zaangażowania, trzeba stanowczo stwierdzić, że nie są ani zdolni, ani powołani do tego, by podejmować dialog w imieniu Kościoła.
  • Dialog oznacza, że jeden traktuje drugiego poważnie i podchodzi do niego z szacunkiem i miłością; jednakże w żadnym wypadku nie oznacza on wprowadzania zmian do treści Bożego objawienia dla dostosowania się do poglądów partnera dialogu, aby łatwiej było dojść z nim do porozumienia. Dialog nie oznacza, że choćby jedna jota zasadniczej doktryny Kościoła ma ulec zmianie lub zostać poddana takiej interpretacji, by wyznawca innej religii lub ateista mógł przełknąć doktrynę Kościoła bez konieczności rezygnacji ze swego poprzedniego stanowiska.
    • Źródło: s. 270
  • Dostatecznym powodem do smutku jest już to, że ludzie tracą wiarę i opuszczają Kościół, jednak dzieje się znacznie gorzej, kiedy ci, którzy w rzeczywistości wiarę stracili, pozostają w Kościele i usiłują – niczym termity – drążyć wiarę chrześcijańską, oznajmiając, że interpretują chrześcijańskie objawienie tak, by odpowiadało ono nowoczesnemu człowiekowi.
    • Źródło: s. 343
    • Zobacz też: herezja
  • Ekumenizm, który w swym autentycznym znaczeniu jest czymś wielkim i pięknym, natomiast staje się niebezpiecznym sloganem przy takiej jego interpretacji, która dopuszcza lub zakłada możliwość doktrynalnego kompromisu. (…) W trakcie dialogu nie wolno nam nigdy dopuścić do tego, by zainfekowały nas błędy innych. Niestety, dokładnie to właśnie zjawisko obserwujemy u tych katolików postępowych, którzy z bałwochwalczym uwielbieniem przyjmują prądy umysłowe współczesnej epoki.
    • Źródło: s. 270, 271
  • Etykiety konserwatywny i postępowy powodują, że alternatywa domaga się w istocie od wiernych dokonania wyboru pomiędzy sprzeciwem wobec wszelkiej odnowy, nawet wtedy, gdy w odnowie chodzi o usunięcie tego, co wkradło się do Kościoła za sprawą ludzkiej słabości (np. legalizmu, abstrakcjonizmu, zewnętrznego nacisku w kwestiach sumienia, ciężkich nadużyć władzy w klasztorach) a zmianą, postępem w dziedzinie wiary katolickiej, przy czym postęp ów może oznaczać jedynie porzucenie wiary. Jest to alternatywa fałszywa. Istnieje bowiem trzeci wybór, który chętnie przyjmuje oficjalne postanowienia Soboru, lecz jednocześnie zdecydowanie odrzuca sekularyzujące interpretacje nadawane im przez wielu tak zwanych postępowych teologów i ludzi świeckich.
  • Każdy, kto bada historie Kościoła bez uprzedzeń, nie może nie przyznać, że od wszystkich tych, którzy prawdziwie żyją chrześcijaństwem, promieniuje żarliwa i najwyższa miłość do bliźnich, nawet do wrogów i prześladowców. Ta miłość ma źródło w samej istocie świętości, w przemienieniu w Chrystusie. Zawsze znajdowała się ona w samym sercu nauczania Kościoła. Ta miłość bliźniego była czymś zupełnie nowym, nieznanym światu pogańskiemu i była to ta miłość bliźniego, która nawróciła niezliczoną ilość pogan.
  • Klątwa, jaką nieomylny Kościół ogłasza przeciwko wszelkim herezjom, jest istotą jego misji i że ponadto w żadnym sensie nie sprzeciwia się ona miłosierdziu. Co więcej, jest ona w zasadniczy sposób związana z miłosierdziem. (…) Jednak nawet niektórzy spośród tych katolików, którzy przeżywają wyłączność prawdy jako coś wyzwalającego i którzy nie odczuwają skłonności do buntu przeciwko niej w imię własnej, rzekomo zagrożonej wolności, uważają walkę z błędem za przejaw braku miłosierdzia. Klątwa ze strony świętego Kościoła wydaje się im czymś bezlitosnym i nieludzkim. Zapomnieli oni wspaniałe powiedzenie św. Augustyna: zwalczaj błąd, kochaj błądzącego. Nie chcą przyjąć myśli, że uśmiercanie błędu nie daje się oddzielić od miłości do tego, kto błądzi.
  • Mówienie o zmianie czy też postępie w Kościele może oznaczać wzrost Królestwa Bożego w ludzkich duszach, wzrastanie w świętości wszystkich członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Może również oznaczać wzrost precyzji w formułowaniu Bożego objawienia, jakie zostało powierzone Kościołowi. Nie może jednak nigdy oznaczać żadnej zmiany w sensie zastąpienia nową treścią – treści dawnej, gdy chodzi o przedmiot wiary, lub nowym dogmatem – dawnego.
    • Źródło: s. 294
  • Ten, kogo bardziej przejmują i poruszają procesy kosmiczne, ewolucja i naukowe spekulacje niż obraz świętego człowieczeństwa Chrystusa w człowieku, który świętość osiągnął, niż to zwycięstwo nad światem, jakie samo istnienie świętego uosabia – nie jest już napełniony duchem chrześcijaństwa. Ten, kto troszczy się bardziej o doczesną pomyślność ludzkości niż o jej uświęcenie, zgubił chrześcijański pogląd na świat.
  • Terminy reakcja postępowa i reakcja konserwatywna, które z powodzeniem i w sposób naturalny można stosować do wielu dziedzin, mogą być skrajnie mylące w odniesieniu do Kościoła. W samej istocie wiary chrześcijańskiej, katolickiej leży przylgnięcie do niezmiennego Bożego objawienia, uznanie, że jest w Kościele coś, co przekracza wzloty i upadki kultur oraz rytm historii. Boże objawienie oraz Mistyczne Ciało Chrystusa różnią się całkowicie od wszelkich istnień przyrodzonych. Postawa konserwatywna, tradycjonalistyczna jest w tym przypadku istotnym składnikiem właściwej reakcji na jedyny w swoim rodzaju fenomen Kościoła. Nawet człowiek bynajmniej nie konserwatywnego usposobienia i pod wieloma innymi względami postępowy, musi być konserwatywny w stosunku do nieomylnego magisterium Kościoła, o ile ma pozostać prawowiernym katolikiem. Można być jednocześnie człowiekiem postępowym i katolikiem, nie można jednak, będąc katolikiem optować na rzecz postępu w zakresie katolickiej wiary. Idea katolika postępowego w tym sensie stanowi oksymoron, contradictio in adjecto. Wielu dziś, niestety, nie rozumie już tej sprzeczności i dumnie ogłasza się katolikami postępowymi.
    • Źródło: s. 22, 23
  • Troska z powodu izolacji Kościoła we współczesnym świecie odegrała wielką rolę w pracach II Soboru Watykańskiego i zapoczątkowała próbę wejścia w dialog zarówno z innymi religiami, jak i z dzisiejszym ateistycznym światem. Ten nacisk na dialog oznacza, że Kościół nie chce już poprzestawać jedynie na odrzucaniu ateistycznych błędów lub religii, którym brakuje światła Chrystusa. To odrzucanie jest jedną z najważniejszych misji Kościoła i musi pozostać sprawą fundamentalną i niezbywalną. Jednakże Kościół gorąco pragnie odnajdywać wszelkie elementy prawdy w innych religiach, cierpliwie wsłuchiwać się w ich naukę i badać drogi, którymi mogłoby do nich przeniknąć światło Chrystusa. Kościół usiłuje również zrozumieć przyczyny ciężkiej choroby, jaką jest ateizm, i znaleźć środki pomocne w usuwaniu tego wszystkiego, co przeszkadza ateistom w odnalezieniu drogi do Boga.
    • Źródło: s. 269
  • Trudno wyobrazić sobie większy kontrast niż ten, jaki zachodzi między oficjalnymi dokumentami II Soboru Watykańskiego a powierzchownymi, bezbarwnymi wypowiedziami rozmaitych teologów i ludzi świeckich, które rozprzestrzeniły się wszędzie niczym choroba zakaźna.
    • Źródło: s. 21
  • W lęku przed ezoteryzmem lub prałackim dostojeństwem wielu współczesnych księży postrzega najbardziej wartościowe pod względem kulturowym cechy Kościoła – jak atmosfera świętości w liturgii – jako odwrócenie się od prostego człowieka. Wszędzie węszą oni objawy lekceważenia zwykłego człowieka, niechrześcijański arystokratyzm. I do pewnego stopnia obejmują tymi podejrzeniami strukturę hierarchiczną w ogóle. Ta niechęć do pontyfikalnej celebry przesłania im poważne zagrożenie, jakim jest pobłażanie samemu sobie, a przede wszystkim niebezpieczeństwo desakralizacji, cechującej nasz świat współczesny. Zdają się nie uświadamiać sobie podstawowego znaczenia świętości w religii. W ten sposób stępiają oni poczucie tego, co święte, a przez to podważają prawdziwą religię.
    • Źródło: s. 213, 214
  • Wielu katolików rozmiłowanych w epoce współczesnej, ślepych na wszelkie właściwe jej zagrożenia, upojonych wszystkim, co nowoczesne, nie pyta już o to, czy coś jest prawdziwe, czy jest dobre i piękne, albo – czy ma wewnętrzną wartość. Pytają oni tylko, czy jest to aktualne, czy odpowiada człowiekowi współczesnemu i epoce technologii, czy jest prowokujące, dynamiczne, śmiałe, lub – czy jest postępowe.
    • Źródło: s. 233
  • Wielu spośród katolików postępowych uważa, że wyrazem pokory jest rezygnacja z twierdzenia, że tylko Kościołowi została powierzona pełnia Bożego objawienia. W rzeczywistości jednak zdradzają oni jedynie własny brak wiary, niepewność oraz splot zarozumialstwa i kompleksu niższości – a więc postawy, z których każda jest daleka od pokory. Postawa relatywistyczna lub sceptyczna, cofanie się przed całkowitym zaangażowaniem na rzecz prawdy – są bez wątpienia typowym rezultatem pychy. Już akceptacja oczywistej prawdy naturalnej świadczy o pewnej pokorze, a poddanie się absolutnej prawdzie Bożej jest istotnym rdzeniem rzeczywistej pokory.
    • Źródło: s. 271, 272
  • Zasadniczą cechą prawdziwego Kościoła jest właśnie to, że w odróżnieniu od czysto ludzkich instytucji i wspólnot pozostaje on zawsze jeden i ten sam pod względem wiary, której strzeże. Tożsamość Kościoła katakumb z Kościołem Soboru Nicejskiego, Kościoła Soboru Trydenckiego z Kościołem obu Soborów Watykańskich świadczy o tym, iż jest on instytucją Boską. Kościół jutra, który miałby zastąpić Kościół dnia wczorajszego, byłby sprzeczny z samą naturą Kościoła. Ten, kogo idea Kościoła zmieniającego się porusza bardziej niż wspaniała tożsamość i stałość Kościoła utracił sensus supernaturalis i pokazuje, że nie kocha już Kościoła.
    • Źródło: s. 294

Spustoszona winnica[edytuj]

(Fronda, tłum. Tomasz G. Pszczółkowski, Warszawa-Ząbki 2006)

  • Oderwanie się każdego, pojedynczego człowieka, który opuszcza Kościół, jest samo w sobie wielkim złem, przede wszystkim dla jego duszy, gdyż stanowi zagrożenie dla jego zbawienia. Lecz rzeczą o wiele gorszą jest pozostawanie na łonie Kościoła, mimo iż utraciło się prawdziwą wiarę, a swoim wpływem zatruwa się wiernych. Także dla niego samego jest to o wiele gorsze, ponieważ oprócz okropnego grzechu herezji popełnia jeszcze grzech kłamstwa, oszukuje innych, nadużywa godności katolika, a w przypadku kapłana - także zaufania, jakie ma jako przedstawiciel Kościoła.
    • Źródło: s. 122

(Fronda, tłum. Tomasz G. Pszczółkowski, wydanie III)

  • Całkiem inaczej natomiast postępują ci, którzy nie chcą zniszczyć Kościoła jako takiego, to znaczy dążą nie do jego likwidacji, lecz chcą go przekształcić w coś, co jest z gruntu sprzeczne z jego sensem i istotą. Są to ci wszyscy, którzy chcą uczynić z Kościoła Chrystusowego czysto humanitarną wspólnotę, którzy pozbawiają go jego nadprzyrodzonego charakteru, chcą go zsekularyzować i pozbawić świętości. Konspirują oni wraz z wrogami Kościoła pod hasłami reformy, postępu dostosowania do nowoczesnego człowieka.
    • Źródło: s. 9
  • Często natrafiamy na bezsensowną tezę: w naszych demokratycznych czasach także zewnętrzna struktura Kościoła - prawo kanoniczne i administracja - musi zostać zdemokratyzowana. (...) Sakralny autorytet Kościoła świętego jako głosiciela i obrońcy objawienia Chrystusa ma charakter absolutny i wyklucza wszelką demokratyzację. Dla wierzącego katolika nie ulega wątpliwości, iż istnieje nieomylny urząd nauczycielski i wszystko, co w kwestiach wiary i moralności papież sam lub wraz soborem głosi ex cathedra, jest absolutnie prawdziwe. Tutaj obowiązuje zasada Roma locuta, causa finita.
    • Źródło: s. 230, 231.
  • Dziś tytuł Koń trojański w Mieście Boga nie odpowiada już sytuacji w Kościele świętym. Wrogowie ukryci w koniu trojańskim wyszli z niego, a działania niszczycielskie są w pełnym toku. Zaraza ma charakter postępujący: od prawie niezauważalnych błędów i zafałszowań ducha Chrystusa i Kościoła świętego aż po jaskrawe herezje i bluźnierstwa.
    • Źródło: s. 5
  • Gdy pomyślimy o pluralizmie u Rahnera, o zaprzeczaniu nieśmiertelności duszy, o negowaniu różnic między ciałem a duszą u Schillebeckxa, o odrzuceniu Boga transcendentnego u Marletha, o twierdzeniu Gregory Bauma, iż Bóg objawia się jako duch czasów, o negowaniu nieomylności Kościoła w kwestiach wiary i moralności u Künga oraz o wielu innych tezach - wówczas objawi się nam w przerażającej wyrazistości postępujące spustoszenie winnicy. Przerażające jest ono dlatego, że wszyscy ci teologowie nie niepokojeni nadal nauczają, wykładają, deklarują się jako katolicy, a także dlatego, że nie są ani usuwani ze stanowisk, ani suspendowani, ani oficjalnie potępiani. Jakżeż to nieodpowiedzialne postępowanie w dziedzinie teologii nie ma podminować Kościoła, a stopniowo - go zniszczyć?
    • Źródło: s. 24
  • Jak mi powiedział niedawno pewien uznany francuski teolog, ubolewający nad dzisiejszym spustoszeniem winnicy Pana, integryści są tak samo groźni jak moderniści. Integryści - którzy wszystko, co nie jest ściśle tomistyczne, uznają za herezję - są przez swoje ograniczenie umysłowe równie dużym niebezpieczeństwem jak progresiści, którzy chcą wprowadzić pluralizm w Kościele, albo jak Hans Küng, który zaprzecza nieomylności Kościoła. Jest to oczywiście wielka pomyłka: ograniczoność integrystów może i jest godna ubolewania, ale nie jest to postawa heretycka. Traktują oni pewne tezy filozoficzne jako nierozerwanie związane z ortodoksją, podczas gdy są to dwie różne rzeczy. Niemniej te tezy filozoficzne w żaden sposób nie godzą w chrześcijańskie objawienie i dlatego nie ma sensu stawiać ich na jednym poziomie z ludźmi, którzy wyznają tezy filozoficzne radykalnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła świętego.
    • Źródło: s. 28
  • Jedną z najbardziej przerażających chorób, które dziś szerzą się w Kościele, jest letarg strażników wiary. Nie mam tu na myśli owych biskupów - członków piątej kolumny, którzy niszczą Kościół od środka lub chcą go przekształcić w coś całkiem innego, co równa się zniszczeniu prawdziwego Kościoła. Mam na myśli o wiele liczniejszych biskupów, którzy nie mają takich intencji, a jednak - gdy idzie o interwencje przeciwko heretyckim teologom i księżom lub przeciwko bluźnierczemu deformowaniu kultur - nie czynią żadnego użytku ze swego autorytetu. Albo zamykają oczy i próbują ignorować ciężkie niedomagania oraz obowiązek podejmowania interwencji, prowadząc strusią politykę. Albo też boją się, iż zaatakuje ich prasa oraz środki masowego przekazu i okrzyczy mianem ludzi reakcyjnych, małodusznych, średniowiecznych. Boją się bardziej ludzi niż Boga. Do nich odnoszą się słowa św. Jana Bosko: Potęga ludzi złych żywi się tchórzostwem dobrych.
    • Źródło: s. 13
  • Jeżeli postawą, której oczekuje od nas Bóg w obliczu spustoszenia Jego winnicy, będzie, po pierwsze, szczególny wzrost wiary, nadziei i miłości, po drugi wzmożona czujność, by nie ulec zarażeniu, a po trzecie, bezlitosna walka z owym spustoszeniem, to, po czwarte, reakcją tą będzie także świadomość, iż absolutna prawda depositum catholicae fidei pozostanie nienaruszona mimo całej paplaniny teologów. Świat, o którym mówi msza trydencka, który promieniuje z chorału gregoriańskiego, jest obiektywnie światem prawdziwym, uszczęśliwiającym, który oczekuje nas w wieczności. Niepojęta świętość i piękno człowieczeństwa Jezusa istnieją realnie, mimo wszelkich prób desakralizacji i sekularyzacji.
  • Lekceważenie i konwencjonalność chrześcijaństwa (...) dziś przejawiają się przede wszystkim w niweczeniu powagi naszej sytuacji w obliczu Boga, wypieraniu wszelkiego lęku przed Nim oraz bojaźni i drżenia w obliczu Jego Sądu. (...) Ileż razy w Ewangelii Chrystus mówi o piekle, wąskiej bramie, o gościu, który nie miał świątecznych szat. Niewiele dziś słyszy się o tej powadze w kazaniach, listach pasterskich, a nawet w encyklikach.
    • Źródło: s. 259, 260
  • Musimy być świadomi, że nasze czasy podobne są do epoki arianizmu i że zawsze musimy z dużą ostrożnością zwracać uwagę, by niepostrzeżenie nie ulec zatruciu. Nie wolno nam lekceważyć siły idei kształtujących atmosferę naszych czasów, groźby zarażenia klimatem duchowym, w którym żyjemy na co dzień, oraz niebezpieczeństwa znieczulicy. Bywa, że na początku dostrzega się w pewnym miejscu zniszczenie winnicy i reaguje prawidłowo. Ale kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym kapaniem: po pewnym czasie człowiek się przyzwyczaja. (...) Obojętniejemy wskutek przyzwyczajenia, ale i przez to, że spustoszenie się rozszerza i to, co przyszło wcześniej, w świetle postępujących wydaje się zmian niegroźne.
    • Źródło: s. 282
  • Na poprawnie celebrowanych mszach świętych widzimy w wielu kościołach wiernych przyjmujących Komunię św. na stojąco. Dlaczego - pytamy się - zastąpiono klęczenie staniem? Czyż klęczenie nie jest klasycznym wyrazem modlenia się? Jest to nie tylko szlachetny wyraz proszenia, błagania, jest to także typowa forma pełnego czci oddania, podporządkowania, spojrzenia w górę, a przede wszystkim - wyraz modlenia się, pokornej konfrontacji z absolutnym Panem.
  • Nie jest adekwatną formą mszy żałobnej odprawianie jej, jak gdyby świętowano wejście zmarłego do królestwa wiecznej szczęśliwości. Bo gdzież tu różnica względem uroczystości ku czci świętych, o których na gruncie wiary wiemy, iż osiągnęli szczęśliwość wieczną? Optymizm i pomniejszanie wagi Sądu dominują więc w dzisiejszej liturgii pogrzebowej, w przeciwieństwie do trydenckiego Requiem i to spłycenie wiąże się ściśle z zanikaniem sensus supernaturalis.
    • Źródło: s. 258
  • Nie ma nic bardziej błędnego od wyobrażenia, iż należy pozwolić się wyszumieć i cierpliwie odczekać, aż wszystko samo się uspokoi. Może to być słuszne w odniesieniu do dzieci w okresie dojrzewania. Ale gdy idzie o bonum commune [dobro wspólne], jest rzeczą całkiem fałszywą. A tym bardziej, gdy idzie o bonum commune Kościoła świętego - o potępienie herezji, które w przeciwnym razie zatrują niezliczone dusze, o bluźnierstwa w kulcie. Tutaj przypowieść o zbożu i plewach nie ma zastosowania.
    • Źródło: s. 17
  • Nowej liturgii nie ułożyli święci, homines religiosi i ludzie o zmyśle artystycznym, lecz tak zwani eksperci, którzy nie uświadamiają sobie własnego braku uzdolnień do tych rzeczy. Dzisiejsze czasy wyrażają się w niesłychanych zdolnościach w zakresie techniki, badań medycznych - nie umieją zaś organicznie kształtować środków wyrazu dla świata religijnego. Żyjemy w odpoetycznionym świecie, a to oznacza, że podwójnie głęboką czcią powinniśmy podchodzić do skarbów przekazanych przez tradycję, a nie łudzić się, że możemy zrobić to lepiej.
  • Oczywiście, jest nam dzisiaj o wiele trudniej. Nie roztacza się wokół nas, jak w czasach przedsoborowych, blask, Kościoła świętego. Kiedy dawniej przychodziliśmy do kościoła na sumę, czuliśmy nieopisane tchnienie świętej Prawdy, jakże byliśmy wspierani, umacniani w naszej wierze, jakże byliśmy włączeni w świat Chrystusa. Dziś nasza wiara musi bez tego wsparcia, bez tej pomocy, sama przebić się przez to, co wpływa z innego świata, ku niesłychanym wydarzeniom, ku misterium bezkrwawej odnowy Ofiary Krzyża i miłosnemu zjednoczeniu naszej duszy z Jezusem w Komunii Świętej.
    • Źródło: s. 281, 282
  • Poprawa życia ziemskiego ludzkości - likwidacja ubóstwa i wojen - jest zapewne wielką naturalną wartością, a zainteresowanie nim jest postawą chwalebną i moralną. Ale czy Chrystus przyszedł właśnie po to, czy po to druga Osoba Boska przybrała naturę ludzką? Czymże jest wszelka zewnętrzna poprawa życia ludzkiego wobec faktu, iż człowiekowi daje się przez chrzest święty nową zasadę życia, która otwiera mu możliwość uświęcenia, glorificatio Boga i zbawienie wieczne dzięki śmierci Chrystusa na krzyżu? Świat, w którym nie byłoby już ubóstwa i wojen, a nawet chorób - świat bez cierpień fizycznych i psychicznych, w którym jednak nikt nie ugiąłby kolan przed Chrystusem, w którym nie modlono by się do Boga - nie miałby ani przez moment prawa istnieć i byłby godny zapaść w nicość.
    • Źródło: s. 163, 164
  • Pozostawienie heretyka na łonie Kościoła jest zaś złem większym, aniżeli gdyby Kościół utracił jednego wyznawcę. Lepiej będzie, jeżeli opuści Kościół lub będzie z niego wykluczony przez anatemę czy ekskomunikę. Będzie tak lepiej z punktu widzenia Kościoła i ogółu wiernych, ale także i dla duszy heretyka, gdyż lepiej uświadomi on sobie swe odstępstwo od prawdziwej wiary i będzie mógł się przez to obudzić.
  • Prawowierność jest jedną z jego [Kościoła katolickiego] głównych trosk, a urząd pasterski najważniejszym, powierzonym przez Boga zadaniem. Nauczanie apostołów określa kanon jego sprawowania. Wskazanie apostoła Pawła „Strzeż depozytu [wiary]!" (1 Tm 6, 20; 2 Tm 1, 14) jest zobowiązaniem, którego naruszenie byłoby zdradą. Kościół jako nauczyciel nie wynajduje swej nauki, ale świadczy o niej, zachowuje ją, interpretuje i przekazuje. Skoro w przypadku głoszenia Ewangelii idzie o samą prawdę, można Kościół nazwać konserwatywnym i nieprzejednanym. Kto chciałby skłonić Kościół do dostosowania wiary do zmieniającego się gustu ducha czasów, temu odpowiada on słowami apostołów: Non possumus!, Nie możemy (Dz 4, 20).
    • Źródło: s. 132
  • Przede wszystkim zaś musimy się modlić, by ludzkość ponownie wróciła się ku prawdziwym wartościom. Będzie to jednakże możliwe tylko wtedy, gdy winnica Pana ponownie rozkwitnie. I dlatego trzeba usilnie prosić Boga, by hierarchię ogarnął duch św. Piusa X, by wielkie słowa „anathema sit” ponownie zabrzmiały wobec wszystkich heretyków i członków piątej kolumny w Kościele.
    • Źródło: s. 71
    • Zobacz też: Pius X
  • Starym błędem jest twierdzenie, iż Kościołowi nie wolno wtrącać się do polityki - ponieważ nie jest to jego domena. Oczywiście, nie jest to jego bezpośrednim zadaniem, a i wpływ zależy od wielu czynników. Nie zmienia to jednak faktu, że wobec kwestii światopoglądowych w polityce, musi on zająć wyraźne stanowisko. (...) Nie powinno się upolityczniać Kościoła, ale - chrystianizować politykę.
  • Św. Paweł mówi: Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi (Kol. 3, 2). Jest rzeczą aż nadto zrozumiałą, iż wskutek przeniesienia punktu ciężkości na postęp ziemski - łagodzenie zmartwień i cierpień doczesnych, przezwyciężanie ubóstwa i wojen - także lęk przed Bogiem schodzi na plan dalszy. Jak pomniejsza się wagę wszystkiego, co nadprzyrodzone, by nie przeszkadzało w koncentracji na sprawach tego świata oraz na radosnym, optymistycznym rozwijaniu sił naturalnych na rzecz ziemskiego postępu, tak też usiłuje się w miarę możliwości wyeliminować Krzyż. Ba, w kazaniach, katechizmach, listach pasterskich unika się także wspominania o piekle i świętej trwodze.
    • Źródło: s. 260
  • Trudno nie dostrzec rozszerzania się kolektywizmu, o którym już mówiliśmy, a który wdarł się pod hasłem koncelebry do liturgii. Myli się przy tym społeczność ziemską i niebieską, nadprzyrodzoną wspólnotę w Chrystusie z mieszczańską wspólnotą parafialną.
  • W Kościele istnieje piąta kolumna, której członkami są nawet hierarchowie, a wielu z tych, którzy do niej nie należą, bardziej boi się opinii publicznej niż Boga i dlatego zawsze płyną z prądem czasów lub brak im odwagi by podjąć walkę z dominującymi tendencjami. Naszą reakcją musi być czujność w wierze, miłości i nadziei. Czy spustoszenie winnicy nie jest wezwaniem do większej niż kiedykolwiek przedtem miłości Boga, Chrystusa i Jego Kościoła świętego? Czy zniechęcenie i odsunięcie się w cień nie jest zdradą Chrystusa? Czy naszym zadaniem nie jest właśnie dostrzeganie prawdziwego piękna winnicy Pana, które obiektywnie nadal istnieje, mimo spustoszeń? Naszą reakcją powinno więc być dążenie ze zdwojoną gorliwością do glorificatio Boga, praca nad naszym uświęceniem i przeciwdziałanie absolutyzacji doczesności poprzez bezwzględne naśladowanie Chrystusa.
    • Źródło: s. 281
  • Wielu teologów, duszpasterzy, a nawet misjonarzy reprezentuje pogląd, jakoby nawrócenie pojedynczego człowieka na katolicyzm nie było ich prawdziwym zadaniem, jest nim natomiast połączenie się z Kościołem katolickim jakieś religijnej wspólnoty jako całości, przy czym nie musi ona zmieniać swej wiary. Jest to jakoby celem prawdziwego ekumenizmu. Pojedynczemu protestantowi, muzułmaninowi lub hindusowi, który chciałby dokonać konwersji w prawdziwym sensie tego słowa, należy ponoć powiedzieć: stań się lepszym protestantem, lepszym muzułmaninem, lepszym hindusem. Czy ci teologowie, księża i misjonarze nigdy nie czytali Ewangelii? A może zapomnieli, iż Chrystus przez Wniebowstąpieniem powiedział: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony.
    • Źródło: s. 117
  • Winniśmy się żywić myślą wielkich teologów minionych czasów, dziełami św. Augustyna, św. Anzelma, św. Tomasza, św. Franciszka Salezego i kardynała Newmana. Uzbrójmy nasze dusze przed trucizną czytając anatemy Soboru Trydenckiego i I Soboru Watykańskiego. Czytajmy „Credo współczesnego chrześcijanina” naszego Ojca Świętego, Pawła VI. Wyostrzmy swoje wyczucie nadprzyrodzonego etosu przez lekturę żywotów świętych zachowajmy żywy kontakt ze świętymi, prosząc ich o wstawiennictwo. Ponadto musimy wszelkimi siłami walczyć z herezją, która dziś głosi się codziennie bez obawy przed potępieniem, anatemą i ekskomuniką. Nie dajmy się odwieść od świętej walki frazesom o jedności katolików.

Przemienienie w Chrystusie[edytuj]

(Znak, wydanie III, Kraków 1982)

  • Koncepcja jakiegoś absolutu nieosobowego stanowiłaby contradictio in adiecto, bowiem byt osobowy z racji swojej istoty jest wyższy od wszystkiego, co nieosobowe.
    • Źródło: s. 102
    • Zobacz też: absolut
  • Mówi się często, że modlitwa nie została wysłuchana, jeśli coś, czego się gorąco pragnęło, pomimo wszystkich modlitw nie spełniło się. Otóż jest tylko jedno takie dobro, o którym wiemy, że wszystkie modlitwy o nie zostają wysłuchane: nasze szczęście wieczne. Wszystkie dobra, mogące być naszym udziałem, są temu jednemu dobru podporządkowane; są one tylko dopóty rzeczywistymi dobrami, dopóki mu służą. Czy jakieś konkretne dobro służy temu celowi i w jaki sposób, tego my z absolutną pewnością nigdy nie możemy stwierdzić; to wie jeden tylko Bóg. Nigdy więc nie możemy powiedzieć, że Bóg nie wysłuchał naszej modlitwy; z faktu, że nie nastąpiło to, czego pragniemy, nigdy nie możemy wnioskować, że Bóg odwrócił się od nas i że nasza prośba przeszła nie zauważona. Powinniśmy raczej przyjmować, że Bóg wie lepiej niż my, co nam jest przydatne do zbawienia, że właściwa intencja naszej modlitwy, dotycząca naszego prawdziwego szczęścia, w niespełnieniu naszych konkretnych życzeń zostaje właśnie wysłuchana.
  • Najpierw odwracamy się od wszystkiego, co grzeszne, przeciwne Bogu. Ponadto eliminujemy też wszystko, co wprawdzie nie jest jeszcze grzeszne, ale albo jakościowo nie przystaje do świata Chrystusowego, albo też odwraca naszą uwagę od Boga. Niektóre rzeczy, jak np. pewne ilustrowane czasopisma, modne plaże, kabarety, operetki, wiele kin itp., tchną „światową” atmosferą – co nie znaczy, aby nasze zainteresowanie nimi już samo w sobie było lub musiało być grzeszne. Kiedy je wszakże konfrontujemy z Chrystusem, odczuwamy ich jakościową niezgodność z Jego światem. Swym przeważnie aroganckim, frywolnym czy trywialnym tonem wnoszą one wyraźny dysonans w ów święty świat Chrystusa i przez swoją atmosferę próbują nas wciągnąć w postawę lekkomyślności i nonszalancji i rozluźnić zapory, jakie wznieśliśmy przeciwko grzechowi.
    • Źródło: s. 74
  • Nie możemy się uchylać od kontaktów z płytkimi ludźmi czy banalnym środowiskiem, jeśli zmusza nas do nich apostolskie zadanie lub obowiązek miłości bliźniego. Nie możemy się też jednak w takiej atmosferze „zagnieżdżać” czy choćby szukać w niej wytchnienia, lecz powinniśmy się w niej czuć jak człowiek obcy i – zamykając niejako wszystkie pory swojej duszy – nie pozwalać jej niepostrzeżenie w siebie przenikać, lecz przeżywać ją stale jako ofiarę.
    • Źródło: s. 185
  • Nie siłą odkupił Bóg ludzi, lecz przez śmierć krzyżową swego Syna. Chrystus nie rozkazał, abyśmy szerzyli Jego prawdę ogniem i mieczem, lecz abyśmy ją głosili jako więźniowie Jego miłości. Etosem, którym mamy zwyciężyć świat, jest pokorna i łagodna miłość.
    • Źródło: s. 289
  • Prawdziwego chrześcijanina wszakże, który żyje z wiary poznanie samego siebie nigdy nie doprowadzi do małodusznego zwątpienia, do załamania się pod brzemieniem własnych grzechów. Wie on bowiem, że Bóg pragnie jego uświęcenia.
    • Źródło: s. 44
  • Prawdziwy chrześcijanin musi być zupełnie wolny od wszelkich uprzedzeń. Musi je w sobie wykorzenić, aby – nie obciążony jakimikolwiek konwencjami, przypadkowymi doświadczeniami i skojarzeniami – mógł udzielić odpowiedzi na każde dobro, któremu się ona in conspectu Dei należy. A im bardziej żyje ktoś całkowicie z Chrystusa, im bardziej zdecydowanie dokonał heroicznego skoku w nadprzyrodzoność, tym bardziej wszystkie te ograniczenia odpadają same z siebie.
    • Źródło: s. 209
  • Prawdziwy chrześcijanin powinien być jednak zupełnie wolny od tej żałosnej zależności od „świata”. Zrozumiał on przecież, że ma być dla świata zgorszeniem, i winien przyjmować z radością to, że „świat” uważa go za szalonego, śmiesznego i ograniczonego. Czyż Chrystus nie powiedział: „Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (J 15, 19)?
    • Źródło: s. 196
  • Święci umierają dla siebie samych, ale tylko w tym znaczeniu, że pochłania ich całkowicie miłość do Chrystusa, że się w Nim zatracają i dopiero przez to odnajdują w prawdzie swoje «ja» – takie, jakim je chciał mieć Bóg.
    • Źródło: s. 352
  • Wstręt może np. dotyczyć rzeczy wyraźnie nieestetycznych, jak brud, ropiejące rany itp. Odraza do takich rzeczy jest czymś w pełni uzasadnionym. Byłoby oznaką braku wrażliwości czy wręcz prymitywizmu, gdybyśmy byli na nie zupełnie obojętni. Odraza ta nie może jednak iść tak daleko, by stawiać szranki naszej miłości bliźniego. Jeśli drugi człowiek jest w potrzebie, to nie tylko nie może ona ograniczać naszej gotowości pomocy, ale powinna tak ustąpić na dalszy plan, by np. chory wymagający naszej pomocy nie odczuwał, że się brzydzimy.
    • Źródło: s. 191
  • Zdarza się aż nazbyt często, że coś, co uważaliśmy za największe nieszczęście, okazuje się później szczęściem. Zabiegamy ze wszystkich sił o jakieś dobro i molestujemy Boga, aby go nam udzielił, a później dziękujemy Bogu za to, żeśmy go nie otrzymali. Człowiek prawdziwie ufny w Bogu wie, że Bóg, którego miłosierne spojrzenie jest zawsze ku nam zwrócone, nigdy nie pozostawia naszej modlitwy nie zauważonej, ale że tylko On jeden wie, co nam może wyjść na dobre i że dlatego Jego odpowiedź jest zawsze odpowiedzią wszechwiedzącej miłości.
    • Źródło: s. 152
  • Żadne dobro stworzone nie może tak zawładnąć naszym sercem, aby to w jakikolwiek sposób ograniczało nasze całkowite oddanie się Chrystusowi, abyśmy byli skłonni powiedzieć: Oddam chętnie wszystko inne, byle tylko nie to. Otóż właśnie wszystko musi ustąpić przed Chrystusowym wezwaniem pójdź za mną; musimy pójść za tym wezwaniem porzucając wszystko. Nic nie może ograniczać naszego oddania się Bogu albo wiązać go z jakimkolwiek warunkami.
    • Źródło: s. 72

Inne[edytuj]

  • Akt kryminalny obraża Boga zupełnie niezależnie od tego, czy jego ofiarą pada Żyd, socjalista, czy biskup. Niewinna krew woła do nieba.
    • Źródło: Alice von Hildebrand, Dusza lwa, Fronda, Warszawa-Ząbki 2008, tłum. Jan Franczak, s. 225.
  • Jeśli po mojej śmierci znajdziesz jakiś mój rękopis, albo nawet pojedynczy akapit, który nie jest całkowicie zgodny z nauczaniem Kościoła, nie wahaj się tego spalić.
    • Opis: słowa do żony na krótko przed śmiercią.
    • Źródło: Alice von Hildebrand, Dusza lwa, Fronda, Warszawa-Ząbki 2008, tłum. Jan Franczak, s. 151.
  • Każda prawdziwa wartość, np. piękno natury lub arcydzieło sztuki, jak IX Symfonia Beethovena czy moralne światło szlachetnego uczynku przebaczenia lub niezłomnej wierności – wszystkie te wartości, które mówią nam o Bogu i dotykają naszych serc, wyciągają naszego ducha w prawdziwy świat Boży, wiodą nas przed oblicze Boga i obalają przeszkody pychy, egotyzmu oraz apodyktyczności, które nas izolują i sprawiają, że odnosimy się do naszych bliźnich z zewnątrz jak do przeciwników i konkurentów.
    • Źródło: Liturgy and Personality, Longmans, Green and Co., New York 1943, s. 42, 43.
  • Msza św. trydencka bardziej niż cokolwiek innego przepojona jest duchem prawdziwej czci, a tych którzy nią żyją, pociąga wprost ku temu duchowi. Właściwy fundamentalny stosunek wobec Boga i stworzenia żyje we wszystkich jej częściach. Cała liturgia jest przeniknięta tą czcią wobec majestatu Boga, maiestas Domini, jasną świadomością Jego absolutnej zwierzchności i uznaniem faktu, że wszystko od Niego otrzymujemy.
    • Źródło: Liturgy and Personality, New Hampshire 1986, s. 55, [cyt. za:] ks. Grzegorz Śniadoch IBP, Msza święta trydencka. Mity i prawda, wydanie II popr. i uzup., Centrum Kultury i Tradycji, Ząbki 2014, s. 246.
  • Podstawowy błąd większości innowatorów polega na tym, że wyobrażają sobie, iż nowa liturgia zbliży świętą ofiarę Mszy Św. do wiernych, że pozbawiona starych rytuałów Msza Św. wkracza obecnie w sam nurt naszego życia. Pytanie brzmi jednak: czy bardziej zbliżyliśmy się do Chrystusa we Mszy Św. przez wznoszenie się do Niego, czy przez ściąganie Go w dół, do naszego własnego, przeciętnego, prozaicznego świata? Innowatorzy chcieliby zastąpić świętą bliskość Chrystusa niestosowną poufałością. Właśnie nowa liturgia grozi udaremnieniem kontaktu z Chrystusem, ponieważ osłabia szacunek wobec tajemnicy, uniemożliwia oddawanie czci i niweczy zmysł sacrum.
    • Źródło: ks. Grzegorz Śniadoch IBP, Msza święta trydencka. Mity i prawda, wydanie II popr. i uzup., Centrum Kultury i Tradycji, Ząbki 2014, s. 140.
  • Popełnia się fatalny błąd: wynosi się jedność ponad prawdę, co w ostatecznym sensie znaczy: ponad Boga! Dlatego przedkładanie jedności ponad prawdę jest jednym z najcięższych błędów Kościoła dzisiaj. Zapomina się, że prawdziwe zjednoczenie, jedność, nie jest możliwa inaczej, jak tylko na bazie prawdy.
    • Źródło: „Chiesa viva”, 1971 r.

O Dietrichu von Hildebrandzie[edytuj]

  • Jako filozof uważał, że właściwym zadaniem filozofa wierzącego jest zawsze szukać prawdy obiektywnej w bezpośrednim kontakcie z doświadczeniem, a więc z tym, co jest i co jest nam dane w różnych sposobach doświadczenia. Według niego oznacza to, że filozof musi wyjść poza uznawane systemy, poza uznawane i wyznawane światopoglądy, a także poza dążenia i upodobania swego czasu, zwłaszcza poza modne poglądy. Filozofowi niczego nie wolno bezkrytycznie przyjmować i uznawać za prawdę ani niczego z góry odrzucać. Dlatego też nic dziwnego, że Dietrich von Hildebrand w okresie pochopnego negowania tradycji i uznawania nowatorskich teorii «na targowisku opinii publicznej» (Heidegger) wystąpił w obronie prawdziwego znaczenia tradycji i prawd absolutnie pewnych.
    • Autor: ks. prof. dr hab. Antoni Siemianowski
    • Źródło: Posłowie w: Dietrich von Hildebrand, Przemienienie w Chrystusie, Znak, Kraków 1982, tłum. Juliusz Zychowicz, s. 369.
  • Osobiście jestem przekonany, że gdy kiedyś w przyszłości zostanie napisana intelektualna historia Kościoła katolickiego dwudziestego wieku, Dietrich von Hildebrand będzie uznany za jedną z najwybitniejszych postaci naszych czasów.
    • Autor: Joseph Ratzinger, przedmowa kardynała w: Alice von Hildebrand, Dusza lwa, Fronda, Warszawa-Ząbki 2008, tłum. Jan Franczak, s. 11.
  • To dwudziestowieczny Doktor Kościoła.
  • To wróg numer jeden narodowego socjalizmu.
    • Autor: Franz von Papen, wicekanclerz III Rzeszy
    • Źródło: Alice von Hildebrand, Dusza lwa, Fronda, Warszawa-Ząbki 2008, tłum. Jan Franczak, s. 20.