Polskie Siły Zbrojne w ZSRR (1941–1942)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Generałowie: Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Władysław Anders, Mieczysław Boruta-Spiechowicz (pierwszy rząd, od lewej), Zygmunt Bohusz-Szyszko, płk Leopold Okulicki (drugi rząd). Polskie Siły Zbrojne w ZSRR 1942

Polskie Siły Zbrojne w ZSRR (1941–1942) – potoczna nazwa: Armia Andersa – oddziały Wojska Polskiego podporządkowane legalnemu rządowi RP na emigracji, utworzone po wybuchu wojny III Rzeszy z ZSRR, zawarciu układu Sikorski-Majski i tzw. amnestii dla obywateli polskich z Rzeczypospolitej: zesłanych, uwięzionych w więzieniach śledczych NKWD i deportowanych do obozów koncentracyjnych Gułagu.

  • Brak butów był taki (u szeregowych i oficerów), że kierowcy samochodów wyjeżdżający brali buty od tych, którzy mieli odpoczynek po służbie.
  • Po raz pierwszy zetknąłem się z 17-tysięczną rzeszą żołnierską, która oczekiwała mego przybycia. Do końca życia nie zapomnę ich wyglądu. Ogromna część bez butów i bez koszul. Wszyscy właściwie w łachmanach, częściowo w strzępach starych mundurów polskich, wychudli jak szkielety. Większość pokryta wrzodami wskutek awitaminozy. Ale, ku zdumieniu towarzyszących mi bolszewików z gen. Żukowem na czele, wszyscy byli ogoleni. I cóż za wspaniała żołnierska postawa. Serce mi się ścisnęło, gdy patrzyłem na tych nędzarzy, i zapytywałem się w duchu, czy uda się z nich jeszcze zrobić wojsko i czy zdołają znieść oczekujące ich trudy wojenne. Odpowiedź zjawiała się natychmiast; dość było popatrzeć w te błyszczące oczy, z których wyzierała wola i wiara (...). Pierwszy i – daj, Boże – ostatni raz w życiu przyjąłem defiladę żołnierzy bez butów. Uparli się, że chcą maszerować. Chcą pokazać bolszewikom, że bosymi, poranionymi nogami potrafią na piasku wybić takt wojskowy jako początek swego marszu do Polski.
  • Polskie koła rządowe ani gen. Anders nie zdawali sobie sprawy, iż ustalenia z 18 marca zostaną zinterpretowane przez stronę radziecką jako zakończenie akcji werbunkowej wojska polskiego. Wbrew wyraźnemu oświadczeniu Stalina wobec Andersa dowództwo radzieckie stwierdziło, że z dniem 4 kwietnia nastąpi likwidacja sieci polskich oficerów łącznikowych i rekrutacyjnych. Tak też się stało.
  • Przynoszono ich z odmrożonymi nogami, z zapaleniem płuc, nerek i wieloma innymi chorobami. Lekarze i my robiliśmy wszystko, aby ich ratować, ale warunki w szpitalu urągały wszelkim zasadom higieny. W budynku na sali chorych temperatura utrzymywała się poniżej –5 st. C. Lekarstwa w butelkach zamarzały. Trzeba je było topić przed podaniem. Ceglane piece nie dawały ciepła. Chorych przykrywaliśmy dwunastoma kocami. O kąpieli nie było co marzyć. Zawszonych kładło się do łóżka bez mycia. Światła elektrycznego nie było. Jedyne oświetlenie to były „koptiołki” karbidowe.
  • Stalin dążył do dezintegracji tworzącej się armii polskiej poprzez stopniowe wysyłanie na front kolejnych jej jednostek po to, by służyły tam wyłącznie jako „mięso armatnie”. W gruncie rzeczy przeciwny był bowiem od samego początku powstaniu zwartych sił zbrojnych, które – podlegając legalnym władzom Rzeczypospolitej – przyczyniłyby się do wyparcia wojsk niemieckich z okupowanych obszarów państwa polskiego.
  • Stan ich fizyczny był opłakany, ale duch znakomity.
  • W obecnej sytuacji (…) jest raczej dywizją roboczą, a nie bojową, większość bowiem wysiłków zużywa się na budowę ziemianek, prace w lasach, wożenie drzewa, furażu, żywności (…). Prace te wykonują ludzie posiadający jakie takie ubrania i buty. Ludzie bez butów i płaszczy pozostają w namiotach, a jedynie drobna część oddziałów może być szkolona (…).
  • Wyjście wojska było katastrofą dla pozostawionych w Rosji setek tysięcy Polaków i przekreślało możliwość dalszej współpracy. Ale pozostawienie tam tego trzydywizyjnego korpusu było coraz bardziej niemożliwością przy naprężonych stosunkach politycznych. (…) Wojsko i ludność cywilna, pozostając w Sowietach były u kresu odporności fizycznej. A czynniki emocjonalne grały coraz większą rolę.
  • Zbigniew Wawer zaś podaje różnice między przyznanymi dziennymi racjami żywnościowymi a tymi rzeczywiście serwowanymi: „ziemniaków 294 g zamiast 600 g, kapusty 9 g zamiast 170, buraków brak – zamiast 40 g, marchwi 2,1 g zamiast 45 g, cebuli 1,5 g zamiast 30 g”. Niech czytelnik spróbuje wyobrazić sobie, jak wygląda porcja 1,5 grama cebuli...
  • Zrywali się z posłań, symulowali zdrowych, byle tylko nie zostać, byle wyjechać i uratować się. (…) Chory uśmiechał się, koledzy brali go pod ramiona, dyskretnie podtrzymywali przy przeglądzie przedzaładowczym i w końcu wpychali do wagonów, gdzie walił się taki na podłogę, ale radował się, że jedzie, że nie zostaje.
Commons-logo.svg

Zobacz też: