Tomasz Piątek

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Tomasz Piątek

Tomasz Piątek (ur. 1974) – polski pisarz i dziennikarz, felietonista „Krytyki Politycznej”.

Bagno[edytuj]

  • (…) nie ma nic bardziej banalnego i tępego niż poszukiwanie czegoś oryginalnego.
  • Oczy najmniej się starzeją. Skóra wokół oczu marszczy się i pęka, ale nie same oczy. Osiemdziesięcioletnia dziewczyna może mieć takie same oczy jak osiemnastoletnia.
  • Pocieszyć bez ogłupienia jest trudno i to jest zwykle małe pocieszenie.
  • (…) są tacy ludzie, którzy mają tylko jeden sposób, aby zauważono, że istnieją: umrzeć.
  • (…) staruszkowie, jak wiadomo, są przygłusi. A jeśli nawet nie są, to zwykle tacy się robią, gdy słyszą coś, czego nie chcą słyszeć.
  • Trudno jest zabić kogoś, bo się musi. Łatwiej jest zabić kogoś, bo się chce.
  • Trzydzieści cztery złote to wolność dysponowania trzydziestoma czterema złotymi. Dlatego trzydzieści cztery złote to więcej niż jakakolwiek równowartość trzydziestu czterech złotych. Trzydzieści cztery złote to władza nad nieskończoną liczbą przedmiotów kosztujących trzydzieści cztery złote, między którymi dokonujesz wyboru.
  • Życie to czekanie na śmierć – wyjaśnił – A czekanie na śmierć to umieranie.

Heroina[edytuj]

  • Chcę Ci tylko powiedzieć, że jedyna dobra rzecz, która była w twoim ojcu, to miłość do ciebie. I ona przetrwa, bo jest tylko jedna miłość na tym świecie. Przelewa się z osoby w osobę, przechodzi z człowieka w człowieka, ale jest to jedna i ta sama miłość.
  • Ludziom się wydaje, że jak będą mieć żonę i dzieci, to będzie dobrze. A jak już mają żonę i dzieci, to okazuje się, że nie jest dobrze. I rozumieją wtedy, że tak naprawdę nie chcieli mieć rodziny, tylko chcieli, żeby było dobrze. Siedzą w tym tylko dlatego, bo nie wiedzą, co z tym zrobić.
  • Różnica między absolutnym a prawie absolutnym szczęściem jest naprawdę ogromna.
  • Znowu jestem istotą absolutnie szczęśliwą i spokojną jak śmierć.
  • Zrozumiałem jedna prostą rzecz. Nie mogę ćpać. Nie ma czegoś takiego jak „ja ćpam”, nie ma „ja”. Ćpanie zabija człowieka. To, co ćpa, to już nie jestem ja.

Macierewicz i jego tajemnice[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Macierewicz i jego tajemnice.

(wyd. Arbitror, 2017)

  • Badając otoczenie Macierewicza ciągle stykam się z grą i kamuflażem. Wiem, że niektórzy krzyczą „Ruscy, won!”, żeby zagłuszyć brzęk złotych rubli w kieszeni.
    • Źródło: s. 195.
  • Mogilewicz ma liczne powiązania finansowe i mafijne z najbliższym amerykańskim współpracownikiem ministra Macierewicza – wpływowym lobbystą, byłym senatorem republikańskim Alfonsem D'Amato. To nie koniec. Sołncewska mafia Mogilewicza ma związki z rodziną Sz., kontrolującą Grupę Radius – czyli konsorcjum firm, dla którego pracował Jacek Kotas. A Kotas to właśnie ten człowiek, którego media nazwały „rosyjskim łącznikiem”, gdy wyszło na jaw, że Macierewicz udzielił mu dostępu do tajnych dokumentów polskiej armii.
    • Źródło: s. 9–10.
  • Sednem tej książki, jej najważniejszą treścią są powiązania między Antonim Macierewiczem i jego środowiskiem a globalnym gangsterem i finansistą Siemionem Mogilewiczem, powszechnie uważanym za mózg rosyjskiej mafii.
    • Źródło: s.8.
  • W 2007 r. jako szef kontrwywiadu wojskowego udostępnił tajne dokumenty polskiej armii człowiekowi, który przez 14 lat pracował dla firm związanych z sołncewską mafią i rosyjskimi służbami, najprawdopodobniej wojskowymi. Dodatkowo, z wypowiedzi byłego ministra Biernackiego wynika, że Macierewicz udostępnił te dokumenty Kotasowi bezprawnie.
    • Źródło: s. 174.
  • Zdumiewające, jak wiele łączy obu panów M. Zdumiewające i przerażające. Bo Siemion Mogilewicz i jego przestępcza organizacja są najskuteczniejszą bronią Putina.
    • Źródło: s. 10.

Inne[edytuj]

  • Jestem monoteistą, chrześcijaninem i protestantem, a to oznacza, że poddaję się czynnikowi irracjonalnemu w swoim życiu – ale przyjmuję Go wyłącznie w Jego czystej postaci. Nie przyjmuję przesądów, wróżb, tarota, tak jak nie przyjmuję wody święconej, figurek, kultu papieży, świętych, Matek Boskich. Odrzucam i kadzidełka, i kadzidła. Przeciwko temu wszystkiemu próbuję kierować krytykę, biblijną, ale także racjonalną. Już samo wyciąganie logicznych wniosków z irracjonalnych przesłanek biblijnych jest działaniem częściowo racjonalnym.
  • Jeśli korporacja coś opatrzyła hasłem: „Przedsmak Liturgii Niebieskiej!”, to konsument ma w to wierzyć. Jednym słowem, Kościół to coś takiego jak serek „Sekret Mnicha”. Też się teraz repozycjonuje na rynku. Na którym zresztą Kościół jest monopolistą. Ma monopol na Zbawienie.
  • Już nie mogę. Teraz będą ich wszystkich grzebać, po kolei. Codziennie nowy pogrzeb i nowa zabawa w chowanego, jak to nazywa moja mama.
    Specjalnie zacząłem tak cynicznie, bo czytam w necie jakieś komentarze o tym, jaki to ja jestem cyniczny, że nie rozumiem, że to wspólnota polska nasza narodowo-społeczna tak ładnie się jednoczy, a że wokół grobów, to nic dziwnego, bo zasadniczo nie ma wokół czego się jednoczyć. No kurwa żeż mać, a choćby wokół walki o godziwe zarobki! Wokół tego mogłaby się zjednoczyć.
  • Każdy, kto pisze książkę, tworzy swój świat. Każda książka jest książką fantasty, ponieważ każdy z nas postrzega świat odrębnie, a w momencie, w którym zaczyna tworzyć, daje wyraz tym odrębnościom. Natomiast na pewno jest tak, że chciałbym, by mój indywidualny świat oddziaływał na świat rzeczywisty. Jaka to będzie relacja – nie wiem. Poza tym, oczywiście, nie można utożsamiać świata, który opisuję ze światem rzeczywistym, bo takie podejście prowadzi do bardzo złych konsekwencji.
  • Komuna likwidowała analfabetyzm. Ale jak wiadomo, wszystko co robiła komuna, było złe. Teraz jest nie komuna, tylko kapitała. Kapitała likwiduje alfabetyzm.
  • Kto jest odpowiedzialny za sytuację na kolei? (…) Winien jest neoliberalny dogmat, zgodnie z którym społeczeństwo nie istnieje, są tylko jednostki. I wszystkie jednostkowe formy działalności mają prymat nad grupowymi. Zgodnie z tym dogmatem oddzielony od innych obywatel  –  który sam sobie jest sterem, żeglarzem, okrętem (kierownicą, kierowcą, autem) i samodzielnie jedzie swoim własnym samochodem  –  ważniejszy jest od pogardzanych użytkowników transportu zbiorowego. Zgodnie z tym dogmatem drogi dla jednostek są ważniejsze niż koleje dla społeczeństwa (które przecież nie istnieje  –  a po co wozić coś, co nie istnieje). Zgodnie z tym dogmatem koleje są niedofinansowane, zaniedbane, łatane papą i drutem, brakuje kadr, kolejarze są przepracowani  –  i właściwie należy się dziwić, że takie katastrofy jak w Szczekocinach nie zdarzają się częściej. Winien jest neoliberalny dogmat, zgodnie z którym konkurencja w każdej dziedzinie i w każdej sytuacji zawsze robi dobrze i wszystko, co jest organiczną całością, należy podzielić na oddzielne, konkurujące ze sobą spółki. Nawet gdy jest to jeden wewnętrznie połączony system przejazdów kolejowych.
  • Ludzie, którzy na codzień uważają, że państwo nie powinno moralizować ani umoralniać, że obywatel sam jest za siebie odpowiedzialny, że należy sprzedawać potencjalnym klientom wszystko to, czego oni chcą, że rynek powinien zaspokajać wszystkie ich pragnienia, a nawet kreować nowe potrzeby, nowe upragnione towary  –   ci ludzie nagle zawieszają swoje przekonania w przypadku tego jednego towaru. Szczególnie upragnionego przez swoich odbiorców i szczególnie kreującego potrzebę. Dziwne, prawda? Dziwniejsze jeszcze, że to zawieszenie nie dotyczy najbardziej rozpowszechnionego narkotyku, jakim jest alkohol. (…) To pokazuje, że nawet liberalizm, aby istnieć i funkcjonować, potrzebuje gdzieś tam sobie wewnętrznie zaprzeczyć. Jakoś tak się dzieje, że żadna ideologia nie może się obyć bez swojej porcji zamordyzmu, nawet ta głosząca powszechną wolność bez ograniczeń. Ona też ma swój mały autorytarny trik, za pomocą którego swoim miękkim i śliskim wyznawcom dodaje twardości, marsowej powagi.
  • Najwyższe PKB na głowę mieszkańca ma Katar, który będzie gospodarzem piłkarskiego mundialu. Według Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych przy samych przygotowaniach do tych mistrzostw umrze 4 tys. niewolników.
  • Narody mało się zmieniają. Jeśli tylko Polacy dostają do ręki zabawki, by samemu budować własne państwo, to cokolwiek by robili, zawsze wyjdzie im Polska. Wąsata, pijana, krzycząca. Która działa indywidualistycznie, ale myśli stadnie. Jest wspólnotą tylko w kwestii stadnego myślenia, ale nie w kwestii solidarności społecznej. Dzisiaj też panuje takie „każdy sobie”, eksplozja sarmackiego neoliberalizmu. Zamiast zastaw się i postaw się – zapracuj i zakupuj się na śmierć. Ale wierzę, że możemy to zmienić. Żaden dobry duszek za nas tego nie zrobi, żaden postęp, żaden samoistny mechanizm, liberalny czy marksistowski. My musimy odbudować wymiar wspólnotowy.
  • No bo wreszcie coś w kato-Polsce pękło, a dokładnie kato-Polska pękła na Polskę i na kato. I ta Polska jakby trochę większa od tego kato, i coraz bardziej zła. Widzą to nawet nasi panowie kato, nasze katolickie Katony, moraliści od siedmiu boleści (najlepiej cudzych), specjaliści od zaglądania do sumienia i macicy. Kato-prezenterzy, kato-redaktorzy, kato-żurnaliści i kato-kaci znaleźli się, jak to mawiał Kisiel, na etapie szklanego nocnika: wreszcie widzą, co narobili.
  • Oficjalnie wprowadzając rok objawień fatimskich katolicy łamią pakt ze wszystkimi innymi obywatelami, narzucając w sferze publicznej swój światopogląd. Jestem ewangelikiem, wiem że dla chrześcijanina jedynym objawieniem jest Pismo Święte, wszystkie inne duszki, dziwne istoty muszą być efektem halucynacji lub czegoś gorszego, diabelstwem. Uważam, taką inicjatywę za satanistyczną, nie tylko niedemokratyczną.
  • Podążamy śladem bratniego katolickiego narodu włoskiego. U nas też zaczęła się plastikowa dekatolicyzacja. Krzyż z puszek po piwie, bilbordy napędzające sprzedaż drwiną z Zimnego Lecha – wszystko to jest odpowiednikiem plakatu Toscaniego reklamującego dżinsy Jesus (tyłek kobiety w dżinsowych szortach i hasło a la biblijne: „Kto mnie kocha, podąża za mną”). O tym plakacie pisał z gniewem Pasolini, komunista, ateista i homoseksualista, prawdziwy obrońca Krzyża.
  • [Polskość to] popęd ku śmierci i samozniszczenia, tępienie dobra wśród swoich, by nie mieć w stadzie nikogo lepszego od siebie. (…) Mamy do czynienia z wyścigiem szczurów odwróconym do góry nogami. W społeczeństwie zachodnim, w kulturze europejskiej szczury ścigają się o to, kto będzie lepszy, po to by nie zginąć. W Polsce ścigają się o to, kto będzie najlepszy, po to by oddać swoje życie w ofierze. I giną najlepsi. To odwrócony mechanizm selekcji.
  • Prawicowa blogerka i publicystka Kataryna powiedziała mi, że napisałem najlepszą książkę o III RP, jaka kiedykolwiek powstała. O korupcji, nieprzejrzystości, bezkarności i zdradzie. Problem jest taki, że wybrałem niewłaściwego bohatera. Gdybym taką książkę napisał o Tusku, to prawica nosiłaby mnie na rękach. Ale nie ma na prawicy gotowości do tego, by się przyznać, że to w ich środowisku, przy Macierewiczu, mieści się jedna z najbardziej zgniłych części układu.
  • Przekonanie o wyjątkowości Polaków wpajała mi od małego moja babcia, która urodziła się w 1917 r. Stara pepeesówka, tłumaczyła mi, że Indianie to też są Polacy i Ajnowie w Japonii również. Bo Polacy to każdy naród, który jest uciemiężony.
  • Telewizyjne wywody, miny, nawet gesty Lisa były potwornie nudne, poprawne i przewidywalne aż do bólu, wszystkie w stylu: „Ach, jestem prawowiernym katolikiem  –  Ale jestem przeciwnikiem, ach, oszołomstwa  –  Ach, do tego stopnia, że doceniam nawet szmatławego PRL-owskiego pseudopublicystę Karola Małcużyńskiego  –  Bo ach, jestem za pluralizmem światopoglądowym  –  Oczywiście, pomijając kwestie gospodarcze, bo te są już rozstrzygnięte i wszystko, co nie jest prawidłowo błękitnym neoliberalizmem, jest oszołomstwem  –  Podobnie, jak oszołomstwem jest niedocenianie geniuszu mojej żony  –  Ale której?!  –  Ach, jestem prawowiernym katolikiem”.
  • To, co się stało w Smoleńsku, jest, jak czuję, karą Boską. Jest karą Boską za politykę historyczną. Jest karą za igranie śmiercią i męczeństwem. Śmierć i męczeństwo to sprawy najpoważniejsze. Niestety, polscy politycy nie umieją ich uszanować. To dotyczy nie tylko dzisiejszych polskich polityków i nie tylko prawicowców, dotyczy także sanatorów, endeków, moczarowców różnych epok. W Polsce powszechne jest bezwstydne wykorzystywanie męczenników i ofiar śmiertelnych po to, aby mogli zbijać na nich kapitał ludzie jak najbardziej żywi i żywotni. Pełni jak najbardziej ziemskich apetytów. Gotowi do jak najbardziej cynicznych szwindli. Gromadzący w swoich lepkich łapach jak najwięcej kasy albo jak najwięcej władzy. Ludzie, których chorobliwy egoizm i egotyzm widoczny jest na pierwszy rzut oka, podczepiają się pod nieżywych altruistów, pod tych, którzy, jak mówi Pismo, „wydali swoje ciało za swoich przyjaciół”. Nieżywi altruiści są nieżywi, więc nie mogą się bronić, gdy ktoś próbuje ukraść ich chwałę, aby się nią pomazać. Ci, którzy – nieraz za sprawą równie łapczywych polityków z przeszłości – stali się mięsem armatnim i zginęli, są bezbronni, gdy znów się robi się z nich mięso armatnie, tym razem dla armat propagandowych.
  • W mieście na „Ł” władze miejskie, zgodnie z jedynie słuszną i oślepiająco świetlaną doktryną outsourcingu powierzyły kwestię odśnieżania prywatnej firmie. Kiedy zaspy na jezdniach i chodnikach sięgały już do wysokości genitaliów dorodnego Yeti, władze miejskie po piastowsku poskrobały się w głowę: „No jakże to, że miasto nieodśnieżone… Przecież firma prywatna to sama z siebie wszystko zawsze dobrze robi, tak dobrodziej Balcerowicz mówili… Może się pochorowała?”. No i kierując się humanitarną troską, posłano inspektorów, żeby sprawdzili, co robi firma prywatna. Okazało się, że przez cały dzień i dwie trzecie nocy ani jeden odśnieżacz nie wyjechał odśnieżać. Około czwartej nad ranem jeden z nich bohatersko wyturlał się za bramę firmy, aby tam się oddać iście PGR-owskiej drzemce. Myślę, że w tej sytuacji Balcerowicz, Bielecki i Lewandowski (może pod wspólnym pseudonimem BaBiLon) powinni razem stworzyć nową ideologię: nełołibełałizm, czyli neoliberalizm po poprawkach. W deklaracji programowej mogliby napisać: „Stwierdziliśmy, że istnieją wyjątki od naszej ogólnie słusznej i oślepiająco świetlanej teorii: nie obowiązuje ona w miastach na literę «Ł». A teraz zbadamy pozostałe litery alfabetu”.
  • W 1995 roku Jan Paweł II zrobił nawet rzecz wielką. Ogłosił, że Luter miał rację, twierdząc, iż człowiek nie jest zbawiony przez swoje dobre uczynki, ale tylko i wyłącznie przez samego Chrystusa, darem Jego łaski. (…) A co najlepsze – właściwie najgorsze – zaraz po ogłoszeniu, że Luter miał rację Jan Paweł II ogłosił wielki odpust. Ogłosił coś, z czym Luter, w imię swojej nauki o niezasłużonym zbawieniu, walczył na śmierć i życie. Nic dziwnego, że luteranie odczytali to jako afront.
    Więc jak to było? Czy Jan Paweł II był wielkim ekumenistą? Czy też bałwochwalcą, irenistą i dwulicowcem?
  • Według historyków demografii w imperium cesarza Augusta było ich 5 mln. Eltis i Richardson wyliczyli, że w latach 1525–1866 Europejczycy wywieźli z Afryki 12,5 mln niewolników. Przez trzy i pół wieku. Podczas gdy w roku 2014 jest ich na świecie 36 mln – podaje organizacja Walk Free. Według Free the Slaves–27 mln. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy–21 mln, z czego 18 mln 700 tys. należy do osób i firm prywatnych. A mowa tu tylko o niewolnikach zmuszanych do pracy gołą siłą. Jest jeszcze nieporównanie liczniejsze bonded labour: niewolnictwo wymuszone przez głód, nędzę, uwikłanie w długi.

O Tomaszu Piątku[edytuj]

  • Możliwe, że Piątkowi i promotorom jego dziełka powinien się ukazać błogosławiony Karol Wojtyła i powiedzieć: „Skoro musicie się sprzeciwiać, spróbujcie, proszę, inteligentnie, z intelektualnym rozmachem, głęboko”. (…) To język antyreligijnych paszkwili z czasów stalinizmu przemieszany z teoriami Dana Browna. Mówiąc takim językiem, samemu niczego się nie zrozumie, tym bardziej nie objaśni świata innym.