Mordechaj Canin

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Mordechaj Canin

Mordechaj Canin (jid. ‏מרדכי צאַנין‎ Mordche Canin, hebr. ‏מרדכי צאנין‎, właśc. Mordechaj Jeszaja Cukierman; 1906–2009) – polski dziennikarz, a następnie izraelski pisarz (tworzący w jidysz), językoznawca, leksykograf, publicysta.

Przez ruiny i zgliszcza[edytuj]

(Podróż po stu zgładzonych gminach żydowskich w Polsce, tłum. Monika Adamczyk-Garbowska, Nisza, Warszawa 2018, ISBN 978-83-62795-81-9)

  • Jeździłem po ruinach i zgliszczach stu zgładzonych gmin żydowskich w Polsce. Byłem pierwszym i jedynym pisarzem żydowskim, który odbył taką podróż, ale nie podróżowałem jako Żyd. Mój brytyjski paszport, który miałem wówczas w kieszeni, pozwolił mi udawać angielskiego dziennikarza.
    W warunkach powojennej Polski, kiedy rząd jest komunistyczny, a naród wciąż odurzony nienawiścią do Żydów i zajęty rabowaniem żydowskiej własności, ten kamuflaż sprawił, że otworzyły się dla mnie serca setek Polaków ze wszystkich warstw społecznych – chłopów, mieszczan, inteligencji, artystów. Gdy tylko wzbudziłem ich zaufanie – a pod tym względem szczęście mi dopisywało – otwierali przed mną serca jak ludzie, którzy chcą się uwolnić od grzechu, a ja zobaczyłem żydowską tragedię także z ich strony, jak odbija się w sumieniach tych, którzy mają swój udział w zagładzie polskich Żydów.
    • Źródło: rozdz. Przez ruiny i zgliszcza, s. 35.
  • Kiedy wsiadłem do łodzi i odbiłem od brzegu, miałem wrażenie, że płynę po łzach, nie po Wiśle. Tak smętnie obmywały fale suchy piasek pustej plaży.
    • Źródło: rozdz. Janowiec, s. 95.
    • Zobacz też: łzy, Wisła
  • Myślałem, że po tym, jak pierwszy raz zobaczyłem zgładzone żydowskie miasteczko, nic już mną nie wstrząśnie. Bo ile razy może człowiekowi zastygnąć krew w żyłach? Ale kiedy przyjeżdżałem do kolejnego opustoszałego i zdewastowanego miasteczka, miałem to samo poczucie – że kończy się świat i że nie mam już siły patrzeć na tę wstrząsającą, tę bezbrzeżną pustkę po dawnym żydowskim świecie. A jednak za każdym razem budziła się we mnie elektryzująca ciekawość: może tylko tutaj, w Hrubieszowie i Lubartowie, jest tak pusto? Może w innych miastach Zagłada nie była całkowita? Czy to możliwe, by wycięto w pień, zgładzono gminę po gminie tak dokładnie, że nic nie zostało?
    Może ktoś się uratował?
    • Źródło: rozdz. Hrubieszów, Lubartów, Tyszowce, Krasnystaw, s. 134–135.
    • Zobacz też: pustka
  • Odjeżdżając z Kutna, daleko na horyzoncie widziałem kościół katolicki, który przez pokolenia konkurował z wysokim dachem synagogi. Krzyż pod niebem wydał mi się ostrzem noża wbitego na zimno w serce żydowskiego życia.
    • Źródło: rozdz. Kutno, s. 156.
    • Zobacz też: krzyż, Kutno
  • Stojąc teraz na pustym chełmskim rynku, przypomniałem sobie, co mi kiedyś powiedział pewien młody człowiek z Chełma.
    Kiedy skończył piętnaście lat, spakował do koszyka kilka książek, parę sztuk bielizny i powiedział, że wyjeżdża w świat. Wtedy zawołał go dziadek, zamożny człowiek, i powiedział: „Czy słyszałeś, żeby się śmiano z Nowego Jorku, z Londynu? Świat, który nie śmieszy, jest trudnym światem. A jak będziesz w wielkim świecie, zobaczysz, że tam czerpią z nas, grzeją się przy naszym ogniu, bo bez Chełma jest bardzo zimno, będziesz za nami tęsknił…”.
    I miał rację ten dziadek z Chełma.
    Dopiero kiedy straciliśmy ten serdeczny śmiech, dostrzegliśmy okrucieństwo świata i wielkość Chełma.
  • Zażarte spory tylko wzmacniały żydowską kulturę, rozkwitała coraz bujniej. Co powstał nowy związek, to zakładano w mieście nową bibliotekę. Zwalczały się jakieś partie – powstawały nowe szkoły.
    Międzyrzeccy Żydzi wiedzieli, że jedność panuje tylko na cmentarzu, cicho jest tylko nad grobami. Wielkie wartości tworzą się w duchowym pojedynku, w starciu twórczych sił.
  • Żaden sen nie jest tak straszny, jak straszna może okazać się rzeczywistość.
  • Żaden z cmentarzy, które do tej pory widziałem, nie został zniszczony przez niemieckich pogan, wszystkie przez pobożnych chrześcijan, których cała wiara opiera się na uświęceniu grobu, z którego nazareński Żyd Joszua powstał z martwych jako Bóg. W domach tych pobożnych katolików zobaczycie ściany obwieszone wizerunkami Żydówki Miriam i jej syna, których groby, gdyby umarli w Lubartowie, tamtejsi mieszczanie rozgrzebaliby, żeby powyrywać złote zęby, a z macew zrobić osełki do ostrzenia siekier i noży.

Zobacz też[edytuj]