Przejdź do zawartości

Marcin Piątkowski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów

Marcin Piątkowski (ur. 1975) – polski ekonomista, profesor Akademii Leona Koźmińskiego i starszy ekonomista Banku Światowego.

  • II RP to wielki sukces patriotyczny, ale porażka gospodarcza, bo poziom dochodu Polaka w stosunku do Zachodu w 1938 r. był niższy niż w 1913 r. Praktycznie nigdy nie mieliśmy też rodzimych przedsiębiorców, a w czasie II RP nie powstała żadna duża firma prywatna!
  • Dobrze się stało, że masowa prywatyzacja została opóźniona. Polska miała paradoksalne szczęście, że Solidarność i mocne społeczeństwo obywatelskie sprzeciwiało się masowej prywatyzacji. (…) Szybka prywatyzacja [w Czechach i w Rosji] stworzyła oligarchów, których w Polsce nie było. W 1996 r. już mieliśmy wolne media, rynek cen dla aktywów, przejrzyste rynki i było wiadomo, po ile aktywa państwowe można sprzedać. Na początku lat 90. tego nie można było stwierdzić.
  • Gdyby PRL skończył się w 1960 r. a nie w 1989 r., to mielibyśmy o nim całkiem dobre zdanie, podobnie jak dzisiaj mówi się o autorytarnym sukcesie Singapuru, Tajwanu czy Korei Południowej.
  • Jako kraj możemy (…) postawić twarde warunki dotyczące tego, kogo i w jakich liczbach chcemy przyjmować. Możemy ustalić bardzo precyzyjne kryteria. Tylko osoby do 25. roku życia. Tylko z kulturowo nam bliskich krajów, z krajów, które już się sprawdziły w bezkonfliktowej asymilacji, jak Wietnam, albo krajów, które mają podobny fundament kulturowy, jak katolickie Filipiny. Tylko ci, którzy bardzo dobrze zdali maturę albo już skończyli dobre studia. Możemy też wprowadzić preferencje ze względu na płeć – możemy np. zapraszać więcej kobiet, bo dają większą szansę na szybką integrację, znacząco niższą przestępczość od mężczyzn i niższe poczucie społecznego zagrożenia wśród Polaków. Możemy też zaprosić do nas prawie 2,4 miliona młodych Białorusinów poniżej 25. roku życia, którzy nie mają szans na rozwój i wolność w swojej ojczyźnie. Wreszcie, możemy zacząć aktywnie sprowadzać do Polski prawie 20 milionów cudzoziemców polskiego pochodzenia, w tym np. 1,5 mln Brazylijczyków polskiego pochodzenia.
  • Jednym z ciekawszych pomysłów, który moim zdaniem warto rozważyć, jest wprowadzenie tzw. aukcji wizowych dla wcześniej ustalonej maksymalnej liczby wiz. Na czym to miałoby polegać? Przedsiębiorcy, którzy chcą ściągnąć pracowników z zagranicy, biorą udział w aukcji i deklarują, ile są gotowi zapłacić za daną wizę. I to samo w sobie tworzy prosty mechanizm selekcji. Bo jeśli ktoś zapłaci dużo za możliwość zatrudnienia pracownika, to znaczy, że go potrzebuje. Potrzebuje kogoś, kto przyniesie wartość dodaną, kto ten koszt zwróci. I to działa jak naturalny filtr. I właśnie o to chodzi: żeby nie skończyło się tak, że cały system migracyjny sprowadza się do zbierania szparagów. Tylko żebyśmy ściągali ludzi, którzy są naprawdę potrzebni – nie w sensie doraźnego braku rąk, tylko strategicznego rozwoju tych gałęzi gospodarki, które są najbardziej konkurencyjne i najbardziej przyszłościowe.
  • Najważniejsze partie chłopskie, które prawdopodobnie odgrywałyby ważną rolę w nowym rządzie demokratycznym, opowiadały się agraryzmem – koncepcją, zgodnie z którą polska gospodarka powinna być oparta na rolnictwie, a przemysł powinien pełnić jedynie funkcję uzupełniającą. Partie konserwatywne były także przeciwne industrializacji, widząc w niej zagrożenie powstaniem proletariatu przemysłowego i wylęgarnię komunizmu. W 1945 roku wiara w gospodarczy leseferyzm wydawała się rządowi londyńskiemu równie absurdalna, jak dzisiaj powrót do planowania centralnego. W tym scenariuszu nowy rząd demokratyczny musiałby przy wdrażaniu swojego programu stawić czoło takim samym (lub nawet większym) wyzwaniom niż komuniści.
  • Największy państwowy program uprzemysłowienia, czyli zainicjowana w 1937 roku budowa Centralnego Okręgu Przemysłowego, doprowadził do utworzenia zaledwie 100 tysięcy nowych miejsc pracy (wielokrotnie mniej niż miliony stanowisk utworzonych w okresie wczesnego PRL-u). Nie mogło to mieć większego wpływu na gospodarkę kraju dysponującego siłą roboczą w liczbie 20 milionów pracowników.
  • Oczywiście, nijak nie można usprawiedliwić ofiar rewolucji kulturalnej i wielkiego skoku naprzód, ale trzeba odnotować fakt, że to Mao zniszczył wielowiekowe instytucje oligarchiczne, które hamowały chiński rozwój i położył podwaliny pod największy w historii cud gospodarczy: w ciągu ostatnich 40 lat Chiny pomnożyły dochód na mieszkańca ponad 25 razy.
  • Paradoks rządów PiS-u polega na tym, że „the bad guys are doing the right things”. Źli chłopcy, bo tak Zachód patrzy na obecny rząd, robią w sprawie nierówności dobre rzeczy, dokładnie takie, o jakich mówią globalne elity, tylko nie mają determinacji, żeby cokolwiek wdrożyć. (…) 500 plus, wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej, inwestycje w Polskę B, czy zwiększanie progresji podatkowej m.in. poprzez poprawę ściągalności podatków. (…) Kaczyński zdecydował, że wyda gigantyczne pieniądze na 500 plus, a nie na szkodliwe obniżenie podatku CIT dla korporacji do np. 9 procent – a przecież mógł to ogłosić. I wszyscy by wtedy przyklasnęli, i taka gazeta, i owaka, i jedna telewizja, i druga. Wszyscy byliby w skowronkach, bo znamy te wszystkie opowieści, jak to przedsiębiorcy tworzą miejsca pracy, a państwo im tylko przeszkadza. PiS poszedł w kierunku inkluzywności i to jest naprawdę wyjątkowe na tle światowej mizerii. Oczywiście, zrobił to też po to, żeby kupić sobie głosy.
  • Plan Marshalla miał głównie znaczenie symboliczne. Szacuje się, że zwiększył stopę inwestycji w Europie Zachodniej zaledwie o 1% PKB i przyczynił się do zwiększenia rocznego wzrostu PKB o skromne 0,2 punktu procentowego (miał jednak większe znaczenie jako bodziec skłaniający do likwidacji barier handlowych, zachowania stabilności makroekonomicznej oraz podtrzymania współpracy gospodarczej).
  • Polska mogłaby stworzyć sieć własnych liceów za granicą – szkół, które nie tylko kształcą, ale promują nasz soft power. (…) To byłaby świetna inwestycja w przyszłość: młodzi ludzie uczą się języka, poznają polską historię i kulturę, czytają Pana Tadeusza i później przyjeżdżają tutaj studiować, pracować, zakładać firmy. Ale trzeba też pamiętać, że to nie chodzi tylko o to, żeby ci młodzi ludzie „zastępowali” Polaków tam, gdzie ich zacznie brakować. Migracja – i pokazują to wszystkie rozwinięte kraje – jest też źródłem innowacyjności, przedsiębiorczości i nowych impulsów rozwojowych.
  • Ponoć nie można opodatkować mobilnego kapitału, zlikwidować rajów podatkowych i zharmonizować stawek. Wielu ekonomistów wmówiło nam na przykład, że nie da się wprowadzić minimalnej stawki podatku korporacyjnego w Unii i na świecie. To są jednak mity, bo wszystko jest wyłącznie kwestią woli politycznej. Wszystkie powyższe trzy kwestie, i wiele innych, można by załatwić od ręki, ale nikt tego nie robi.
  • Prognozuję, że w 2030 r. Polska dojdzie do poziomu 80 proc. dochodu na Zachodzie. To będzie najwyższy poziom w całej naszej historii i nowy złoty wiek, który już trwa. (…) Po 2030 r. skończy się proste nadganianie i będziemy mieć problem. Wtedy będziemy musieli przejść od imitacji do innowacji, od kopii do oryginału. Mamy jeszcze trochę czasu, ale jeszcze nie zbudowaliśmy kompetencji, żebyśmy weszli na drugi etap.
  • Przejście od społeczeństwa oligarchicznego, które hamuje rozwój, do społeczeństwa inkluzywnego, które go wspiera, na przestrzeni wieków wymagało radykalnych, krwawych i siłą narzucanych zmian społecznych. To jednak nie jest wiedza powszechna. (…) Pokazuję, że na 44 państwa, które Bank Światowy definiuje jako kraje wysoko rozwinięte – z wyłączeniem krajów posiadających ropę i małych krajów wyspiarskich – przeważająca większość ma taki moment w historii, w którym doszło do eliminacji bądź znacznego osłabienia starych, oligarchicznych elit, najczęściej w wyniku zewnętrznej interwencji.
  • Realny socjalizm świetnie sobie radził przez pierwsze 15 lat istnienia. Do 1960 roku Polska rozwijała się równie szybko, jak na przykład Hiszpania. Dopiero później PRL wpadł w stagnację i skończył się gospodarczą katastrofą. (…) PRL miał jednak jedną wielką zaletę: otworzył na oścież polskie społeczeństwo, zlikwidował przywileje klasowe, wyedukował, uprzemysłowił i unowocześnił społeczeństwo. Dla przykładu, już w 1960 roku na uniwersytetach studiowało 7 proc. Polaków, prawie tyle samo, ile w kilkakrotnie bogatszej Francji. PRL również oderwał od archaicznego rolnictwa prawie 30 proc. społeczeństwa i przeniósł do przemysłu (…). Krótko mówiąc, PRL stworzył inkluzywne, otwarte, egalitarne społeczeństwo, które stało się fundamentem polskiego bezprecedensowego sukcesu po 1989 roku.
  • Tak jak Południe Stanów Zjednoczonych w okresie poprzedzającym wprowadzenie reform przeciwdziałających segregacji w latach 60., tak Polska w latach 1918–1939 przypominała wielką wieś potiomkinowską: za fasadą pozornych zmian krył się stary system oligarchiczny. Mobilność społeczna, dostęp do edukacji i uczestnictwo w systemie politycznym były znacznie ograniczone. Przez cały okres międzywojenny Polska nie potrafiła też nadrobić zaległości do Zachodu.
  • Uważam – podobnie jak wielu ekonomistów od Piketty’ego po Atkinsona – że cezurą czasową była reaganomika i thatcheryzm. Od kiedy te nurty wygrały ideologicznie, wiele rzeczy, wcześniej nie do pomyślenia, stało się akceptowalnych politycznie, społecznie i kulturowo. Stworzono narrację, że nie ma żadnego problemu, jeśli jakiś prezes zarabia tysiąc razy więcej niż średnie zarobki w jego firmie, bo „mu się należy”, bo „taki jest wolny rynek” i trzeba to zaakceptować. Tymczasem to czysta ideologia, żadne mechanizmy rynkowe nie muszą powodować takich nierówności, to jest nasz wybór. I tak jak kiedyś przechylono wajchę z polityki inkluzywnej na reaganomikę, tak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tę dźwignię przesunąć w drugą stronę.
  • W państwach biednych potrzeba raczej strategii małych kroków, np. wspierania masowej edukacji, podnoszenia podatków dla bogatych, demonopolizacji rynków, a także wiary, że kiedyś suma tych działań zadziała. Warto też uważać, żeby nie paść ofiarą propagandy części elit Zachodu, które we własnym interesie promują retorykę niskich podatków, wąskiej roli państwa, braku regulacji. To szkodliwe idee, utrwalające podziały i nierówności.