Przejdź do zawartości

Co jest grane, panie Janku...

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Jan Pietrzak, 2007

Co jest grane, panie Janku… – wywiad-rzeka z Janem Pietrzakiem przeprowadzony przez Andrzeja Romana (wydany w 1992 przez Towarzystwo „Egida”). Książka zawiera też utwory z lat 1981–1992.

Cytaty z wywiadu

[edytuj]
  • Czas na kabaret jest zawsze. Nie ma takiego czasu, który byłby zły. Kabaret jest sposobem na zabawę, na złapanie dystansu do rzeczywistości, która nas otacza.
    • Źródło: s. 7
  • Gdy startowaliśmy w „Hybrydach” na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, byliśmy dość niefrasobliwi. Nie czuliśmy potrzeby demonstrowania myślowej niezależności, szukania politycznego stosunku do tego, co się dzieje. (…) Mówiąc krótko, nie walka, ale zabawa była naszym celem. W miarę dojrzewania zaczęło się to jednak zmieniać. Polityka, która początkowo była rzadkim gościem na naszej estradzie, poczęła pojawiać się coraz częściej. Tematów dostarczało życie, pomysłów zdolni ludzie, którzy garnęli się do „Hybryd” jako autorzy i aktorzy, a również publiczność.
  • Mało kto z nas [artystów kabaretu Pod Egidą] myślał, o tym, że aktorstwo może stać się jego przyszłością, zawodem. Po prostu była tam świetna atmosfera, dobrze było tam spędzić wieczór.
    • Źródło: s. 13
  • Moje dzieciństwo skończyło się dość wcześnie. Ojciec zginął w czasie wojny, matka w 1948 roku oddała mnie do wojska, bo nie mogła sobie ze mną poradzić. W pierwszych latach powojennych dysponowałem uzbrojeniem komandosa. Z granami i pistoletem biegałem beztrosko, strzelając na wiwat, Cu, że nie skończyło się to „zapuszkowaniem”.
    • Źródło: s. 14
  • Na jednym z pierwszych przedstawień, w styczniu 1971 roku, pan Kazimierz [Rudzki] (…) został po programie i powiedział, że aktualność i formuła naszego kabaretu to coś, co mu o wiele bardziej odpowiada niż „Syrena” i „Dudek”. Powiedziałem, że wrota „Egidy” są przed nim szeroko otwarte. (…) zaproponowałem, aby prowadził komentarz z widowni. (…) W pierwszej chwili ludzie byli zdezorientowani, gdy nieomal w pół słowa przerywał czyjś tekst, mówiąc od stolika: „Przepraszam bardzo, ale w związku z tym, co tu jest mówione, mam pewne uwagi, zastrzeżenia” (…).
  • Naszą ambicją było wywoływanie śmiechu u widzów. Była to przekora wobec stereotypów. Dopiero później zrodziła się świadomość, że można by, że warto powojować z tym, co durne i nachalne, czyli z systemem. Pierwszy sukces mieliśmy za sobą, bo ludzie się śmiali. (…) Dojrzewaliśmy razem z publicznością.
    • Źródło: s. 8
  • Pod koniec lat sześćdziesiątych [XX w.] zdałem eksternistyczny egzamin przed ministerialną komisją pod batutą profesora Bardiniego. Ja jestem ambitnym samoukiem, nigdy nie czułem się zawodowym aktorem, nigdy nie interesowały mnie dyplomy, patenty, papierki. Ale bez urzędowego stempla, komisyjnej podkładki, nie można było zostać nawet szatniarzem.
  • Pracowali tam [w wydziałach cenzury] również ludzie inteligentni, chociaż przeważnie głąby. (…) Przychodziły do nas babiny, ćwierćinteligenci przeniesieni od handlu marchwią, i szukali dziury w całym. Pół biedy, kiedy domagali się skreśleń, ale niektórzy z nich bardzo lubili coś przeredagowywać (…). To był horror. Gdybyśmy zrobili program z tych właśnie sugestii, poleceń, pomysłów, może to byłoby jeszcze śmieszniejsze…
    • Źródło: s. 22, 23
  • Przekora, bunt, szukanie czegoś nowego to typowe dla każdej następnej generacji. Nie byłem przeciwko gatunkowi, który skończył się w 1939 roku, wiedziałem tylko, że mnie interesuje inny, ostrzejszy sposób reagowania, że nie mam czego szukać w stylu „Dudka”, który był w Polsce powojennej ostatnim przedwojennym kabaretem.
  • Raz był to instruktor KW czy cenzor, innym razem działacz z Rady Okręgowej ZSP. Przychodził jakiś facet na próby i rzucał wnikliwe uwagi w stylu „wicie, rozumicie”. (…) grzebano nam po tekstach, skreślano, próbowano dopisywać. Początkowo nie wiedziałem, że za górami i za lasami są jakieś kraje, gdzie nie ma cenzury.
    • Źródło: s. 13
  • Środowisko studenckie grupowało się wokół „STS” i „Stodoły”. To były wiodące sceny, już z wyrobioną marką, atrakcyjne i profesjonalnie prowadzone, choć ci zawodowcy byli wcześniej amatorami. Mieli już mocną pozycję i świadomość, że władza musi się z nimi liczyć. To były jakieś punkty orientacyjne. Słowa „teatr” i „scena” były w stosunku do nich całkowicie na miejscu.
  • Ubolewam, że nie został z nami Zbigniew Zamachowski, genialny estradowiec. Porwał go teatr i film i „marnuje się” teraz jako – wspaniały zresztą – aktor dramatyczny.
  • W „Egidzie” obok tak wybitnych aktorów, jak Krystyna Janda, Ewa Dałkowska, Andrzej Szczepkowski, Piotr Fronczewski, Wojciech Pszoniak, Kazimierz Kaczor, grali też amatorzy. Uczeń – Marcin Wolski, śpiewający student – Jacek Kaczmarski czy piszący student – Krzysztof Jaroszyński, który gdy przyszedł do „Egidy” seplenił. Uważałem, że jak facet ma talent, jest dowcipny, to może się nawet jąkać. Dla mnie decydującym było to, czy ci, którzy stają przed publicznością, mają coś do powiedzenia. I nigdy nie pytałem o żadne dyplomy.
  • Wiedziałem, że kabaret, który mi się śnił, będzie inny niż „STS” ze swym nowatorskim wtedy stylem, inny również od tradycyjnego, przedwojennego z jego (…) mieszczańskim ciepełkiem, lekko trywialnym śmieszkiem, takim „Lopkowatym” rodzajem humoru.
    • Źródło: s. 9
  • (…) wtedy wszystko było strasznie polityczne, w każdym słowie doszukiwano się aluzji, bez przerwy byliśmy wzywani na rozmowy. Jeśli nasi rozmówcy czegoś nie rozmieli, było dla nich jasne, że podkładamy jakąś świnię. W tych cenzorskich księgach istniało tysiące zapisów. Na przykład w jakimś okresie szalała zaraza i zdychały krowy. Wobec tego każde słowo o krowie było podejrzane i z jakiegoś tekstu wywalono nawet niewinną „świętą krowę”. Tak na wszelki wypadek.
    • Źródło: s. 19, 20
  • Zaczęło się od drobnych, złośliwych recenzyjek, że to kabaret pod „EŻYDĄ” itp. Poważnego kopa dostaliśmy w roku 1969, kiedy kabaret po prostu zamknięto.
    • Źródło: s. 19

Cytaty z utworów

[edytuj]
  • Jak z historii kart wynika,
    Dawno trwa idylla:
    Po „Zielonym Balonikiem”
    Płynie ta flotylla!
    A więc „Momus” i „Figielki”,
    „Qui Pro Quo” i „Banda”
    „Perskie Oko”, „Morskie Oko”,
    Ech, wesoła granda!
    „Siedem Kotów”, „Szpak” i „Dudek”,
    „Wagabunda”, „Jama”,
    „Owca”, „Tey”, „Hybrydy” lube
    I „Piwnica” sama!
    „STS”-y i „Stodoły”,
    „Bimbomy”, „Pinezki”,
    Rozgniewany, lecz wesoły
    Kabareto-festyn!
    • Źródło: Pod egidą rozsądku (1986), s. 5
  • Wśród pralek i dzieci
    Kształconych wysoko
    Bezpieczniej postawić
    Na szkiełko i oko…
    • Źródło: Rozruch (1967), s. 18
  • Żeby Polska była Polską.
    • Źródło: Żeby Polska (1976), s. 35

Zobacz też

[edytuj]