Alexandra Richie

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Alexandra Richie (ur. 1961) – kanadyjska historyczka.

  • Do walk w Warszawie użyto głównie policyjnych oddziałów SS, co podczas II wojny światowej było czymś unikalnym; te jednostki nie walczyły na froncie, a powstanie było jednak frontem, tylko używano ich w krwawych pacyfikacjach terytoriów podbitych. To w sposób straszny zemściło się na mieście, bo ci esesmani byli najgorszymi z najgorszych. Myślę, że Hitler był bardzo zadowolony, mogąc rzucić przeciwko Warszawie ludzi typu von dem Bacha, Dirlewangera czy Kamińskiego, gdyż do wypełnienia zemsty z nienawiści najlepiej nadają się krwawe kreatury. Chyba nie było wśród Niemców ludzi tak bardzo zaprawionych w masowym mordowaniu cywilów.
  • Europejczycy byli po prostu zmęczeni wojną i odbudową własnych krajów. Wszystko, co na wschód od Berlina, nie interesowało ich. Gdy kilka osób ginie w wypadku samochodowym w centrum Londynu, robi się z tego wielki tytuł w gazecie. Gdy w Iraku albo w Syrii giną tysiące, to jest to materiał na którąś stronę. Tak ludzie po prostu mają. I wojna światowa odcisnęła na Zachodzie większe piętno niż kolejna, była bardziej krwawa i okrutna. Podczas II wojny Niemcy na Zachodzie też mordowali, ale na dobrą sprawę w samym byciu Francuzem, Holendrem, Duńczykiem, Norwegiem nie było wielkiego zagrożenia, no, chyba że brało się udział w ruchu oporu lub miało żydowskie korzenie.(...) Ale Polacy też mają małe pojęcie o tym, czego doświadczyła Białoruś od przyszłych morderców ludności Warszawy. Oskar Dirlewanger, już po pacyfikacji Woli, po zabiciu dziesiątek tysięcy cywilów, mówił: „A co w tym szczególnego? Na Białorusi to było dopiero coś”. Warszawa – powtórzę – była czymś wyjątkowym, ale poprzedzonym równie wyjątkowym treningiem w bestialstwie, więc z tego punktu widzenia nie była wyjątkiem. Lecz kogo nawet dzisiaj obchodzi historia Białorusi?
  • Polakom bardzo trudno zrozumieć, że podstawowym celem Churchilla i Roosevelta, narzuconym jakoś przez Stalina, było bezwarunkowe pokonanie Hitlera. Powtarzali to na okrągło i nic innego się nie liczyło. To niewiarygodne, jaką moc miała ta opinia np. w brytyjskim ministerstwie spraw zagranicznych, jak szczelnie przykryła wszystko inne, zasłoniła całe skomplikowanie II wojny światowej. Dlatego alianci nie zbombardowali linii kolejowych do Auschwitz, mimo błagań społeczności żydowskiej, bo liczył się tylko wysiłek na froncie, nie można było go rozdrabniać. Dlatego nie podjęli żadnych prób kontaktu z niemieckim ruchem oporu, bo wątły, ale jednak niemiecki sprzeciw był z tego punktu widzenia nieważny. I nie pomogli powstaniu – bo jak pokonać Hitlera przy skomplikowanych stosunkach z Sowietami? Dzisiaj, gdy znamy np. skutki Zagłady, nie umiemy sobie wyobrazić, dlaczego nie zrobiono praktycznie nic, by jej zapobiec albo ograniczyć mordowanie. Ale wówczas pogląd „musimy pokonać Hitlera” miał niezwykłą moc polityczną i na dodatek był słuszny z militarnego punktu widzenia. Lecz – patrząc na Holocaust, na powstanie warszawskie – moralnie wątpliwy, bo nie zapobiegł największym zbrodniom tamtej wojny.
  • Trudno sobie wyobrazić poziom deprawacji i zdemoralizowania, zarówno najwyższych oficerów SS, jak i zwykłych żołnierzy. Dirlewanger stworzył oddział złożony z kłusowników, do którego rychło włączył najcięższych kryminalistów, morderców i gwałcicieli. Na Białorusi robili, co tylko przyszło im do głowy, bo po prostu mogli. To bodaj najbardziej okrutny rozdział II wojny światowej i najbardziej doświadczony przez niemiecką okupację kawałek Europy. Nie cofali się przed żadną zbrodnią, realizowali ją perfekcyjnie. Z rąk tych oddziałów, na rozkaz tych dowódców zginęły dziesiątki tysięcy Żydów i Białorusinów. Dodatkowo w Warszawie von dem Bach, Reinefarth, Dirlewanger, Kaminski byli już straszliwie rozczarowani, mieli poczucie przegranej. Mieszanka bezkarności, okrucieństwa z zawiedzionymi ambicjami jest bardzo groźna.
  • Wiem, że wielu Polaków nie zgodzi się ze mną, ale mam głębokie zrozumienie i współczucie dla tych żołnierzy z armii Berlinga. Ich również wojna postawiła w sytuacji bez wyjścia, nie mieli nic wspólnego z planami Stalina i zostali przez niego wykorzystani. Na Przyczółek Czerniakowski celowo wysłano drugi rzut żołnierzy, źle uzbrojonych, marnie wyszkolonych, którzy podczas natarcia nie dostali praktycznie żadnego wsparcia artylerii, więc w zasadzie zostali wystrzelani. To było pospolite mięso armatnie, ale dla Stalina ich śmierć nie miała znaczenia, nie uszczuplała wartości sowieckiej armii. Polacy nie mogli pomóc Polakom, ale stanowili znakomitą wymówkę wobec Zachodu: „Przecież próbujemy coś zrobić”.