Zimowa wyprawa na Broad Peak 2013

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Broad Peak

Zimowa wyprawa na Broad Peak 2013 – pierwsza udana próba zdobycia szczytu Broad Peak (Karakorum) w zimie. 5 marca 2013 szczyt zdobyli Adam Bielecki, Artur Małek, Maciej Berbeka, Tomasz Kowalski; dwaj ostatni zginęli podczas zejścia.

Przed wyprawą[edytuj]

  • Generalnie staram się imitować wysiłek, który czeka nas w Karakorum. W Poznaniu, gdzie nie ma za wiele przewyższeń i właściwie jest tylko jedna sensowna ściana wspinaczkowa, to niemały problem. Sporo biegam i chodzę z dużym obciążeniem, żeby przyzwyczaić mięśnie do specyficznych obciążeń. Robię wytrzymałość na ścianie w ciężkich butach i z plecakiem. Wiszę na dziabach. Używam też takiego ciekawego urządzenia do treningu mięśni wdechowych, zobaczymy czy to ma sens. Oprócz tego sprawdzam sprzęt, jak wykonywać wszystkie czynności w grubych łapawicach i w ciężkim ubiorze. Dla wzmocnienia psychy staram się ostatnio relaksować. W dodatku w głowie układam sobie wszystkie czarne scenariusze oraz plan B i C jak z nich wybrnąć.

Po zdobyciu szczytu[edytuj]

Po tragedii[edytuj]

  • Krzysztof Wielicki po analizie wszystkich czynników, konsultacjach, uznał, że można uznać Macieja Berbekę i Tomasza Kowalskiego za zmarłych. Wziął pod uwagę przede wszystkim pogodę, która tam panuje od rana, to jest pogodowe piekło. Nie ma już żadnej widoczności, jest załamanie pogody, jest opad śniegu, jest huragan, ekstremalne warunki nawet w bazie. Na podstawie swojego doświadczenia, swojej wiedzy na temat fizjologii na wysokości, medycyny wysokogórskiej, po dodatkowych konsultacjach, podjął decyzję, że dalsze trwanie tam nie ma sensu, i podjął decyzję o zakończeniu wyprawy, zwinięciu bazy, rozpoczęciu zejścia na dół.
  • Maciej i Tomek autentycznie, naprawdę autentycznie kochali góry. Oni nie mogą być w miejscu, gdzie będzie przechodzić dużo ludzi. Doskonale wiem, co się tam dzieje w okresie letnim. Nie mogę pozwolić na to, żeby pozostali w widocznym miejscu, dlatego, że wyprawy wychodzące będą cały czas ingerować, patrzeć, oglądać. Moja inicjatywa jest całkowicie rodzinno-przyjacielska. Nie jest to działalność medialna.
  • Po prostu w pewnym miejscu [Tomasz Kowalski] zatrzymał się i dalej nie chciał schodzić… Ostatnie jego słowa były takie, że będzie próbował, ale ja się obawiam, że przy tej próbie mógł spaść… on nie mógł kroku jednego zrobić. W nocy hipotermia, minus 40, był wyziębiony zupełnie. Zaleciłem mu leki pewne. Jeden wziął, drugi mu wypadł. On był już bardzo słabiutki, on już mówił cicho… Wiedział, że jedyny ratunek to, gdyby udało mu się zejść niżej, na przełęcz. Zresztą też małe szanse… Ale po tej stronie po 11 przychodzi słońce. I wiedzielibyśmy, że coś się dzieje, moglibyśmy próbować go ratować. Ale od tamtego czasu się nie zgłosił. Ja przypuszczam, że on jednak próbował schodzić. Był namawiany przeze mnie, przez całą noc. On co chwilę, co pół godziny mówił, że dalej nie pójdzie i że będzie biwakował. A biwak przy tej wysokości, przy tych temperaturach jest bez sensu.
  • W górach od euforii i sukcesu do tragedii jest bardzo blisko. Nie chcę tutaj mówić o mistycyzmie, bo jesteśmy racjonalistami, ale w górach czasami stajemy się przesądni. Dokładnie 25 lat temu – 6 marca 1988 – Maciek Berbeka był w odległości 300 metrów od głównego wierzchołka, 17 metrów niżej, na przedwierzchołku Rocky Summit. Dokładnie po 25 latach Maciek znalazł się tam i prawdopodobnie nie zejdzie. Może ta góra była przeznaczona dla niego?

Po zakończeniu wyprawy[edytuj]

  • Tego jeszcze w historii nie było, aby cztery osoby, w tak krótkim przedziale czasowym, zaledwie 40 minut, stanęły na ośmiotysięczniku, i to jeszcze zimą. Niestety, dwóch naszych kolegów – Maciek i Tomasz – pozostało tam na zawsze. Taki jest jednak ten sport wysokogórski, sport ekstremalny, w którym Polska zajmuje pierwsze miejsce.
  • W pewnym momencie się zawstydziłem, kiedy popatrzyłem na Maćka. Miał niesamowitą „parę” jak 25-latek. Również i Tomek imponował formą. Doprawdy trudno jest mi określić, co się tak naprawdę przydarzyło naszym kolegom. To się stało tak nagle i tak niespodziewanie. W najczarniejszych myślach ani ja, ani Adam nie przypuszczaliśmy, że nasi koledzy zostaną na tej górze na zawsze.