Wojciech Tochman

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Wojciech Tochman

Wojciech Tochman (ur. 1969) – polski reporter, pisarz.

Cytaty z utworów[edytuj]

  • Im człowiek młodszy, tym większa w nim iluzja własnej nieśmiertelności. Ona pozwala człowiekowi wstawać codziennie z łóżka, uczyć się, pracować, być z innymi ludźmi, cieszyć się. Jest niezbędna, by żyć.
    • Źródło: Mojżeszowy krzak, Wściekły pies

Córeńka[edytuj]

  • Domu nie można mieć wszędzie. Tylko Bóg mieszka wszędzie. A człowiek powinien mieć dom jeden.
  • O Maciejce – córce Karoliny, która podróżuje po świecie i tam, całymi dniami, jest niezwykle zajęta: „Rano chodzi przez góry na wykłady z cierpliwości”. Jej lama mówi, że szczęście przychodzi z własnego umysłu i że jest to kwestia treningu.
  • Reporter nie podróżuje i nie pisze po to, by reperować świat. Może tylko próbować, starać się pisać tak, by poruszać, tyle może.
  • (...) wszystko robiły wolno, bez nerwów, bez żadnego pośpiechu. Nie ze starości, zmęczenia, a z mądrości raczej: trzeba żyć, spieszyć się nie ma do czego.

Dzisiaj narysujemy śmierć[edytuj]

  • Będzie rysował Leonard, jej syn. Jego urodziła pierwszego, potem jeszcze trzech. Ale najpierw matka musi wyjść z ciemności, w której wtedy została. Z której oni w inną ciemność wybiegli.
  • I ziemia teraz o ciałach przypomina. Niepokoi, dręczy. Ruszysz motyką, a ona cię oskarża. Ziemia – sumienie. Ziemia mroczne archiwum, baza danych, twardy dysk. Ziemia – prokurator. Wszędzie kości. Sterczą. Turlają się czaszki. Jednakowo pęknięte.

Jakbyś kamień jadła[edytuj]

  • Bo jak długo można tęsknić za człowiekiem, o którym wiesz, że już nigdy do ciebie nie wróci?
  • Ludzie po wojnie się zmienili. Nie odwiedzają się, nie śmieją. Samotne stare kobiety nie dostają żadnych dotacji. Europa nie chce nam odbudować domów. Nie jesteśmy rozwojowe.

Z wywiadów[edytuj]

  • Biorę za swoje pisanie odpowiedzialność.
    • Źródło: Wściekły pies to także ja, Echo Miasta
  • Motorem mojej pracy jest dziwienie się, moja ciekawość świata i ludzi. Kiedy nie jestem ciekaw, to nie idę pod kolejne drzwi.
    • Źródło: Wściekły pies to także ja, Echo Miasta
  • Chciałbym, by czytelnicy mówili o tym, o czym piszę. O moim „Wściekłym psie”. Co w nich porusza, jakie emocje budzi, jakie lęki? Może chce im się rzygać po tym, co przeczytali, może płakać? A to, czy na śniadanie pijam soczek pomarańczowy, czy czarną kawę naprawdę nikogo nie powinno obchodzić.
    • Źródło: Wściekły, Exklusiv
  • Nie chcę kogokolwiek swoim pisaniem wzruszać. Staram się pisać tak, by poruszać, wstrząsać. Z takiego poruszenia coś może dobrego wyniknąć, ze wzruszenia najwyżej mokra chusteczka.
    • Źródło: Wściekły, Exklusiv
  • Reportaże warto pisać tak, by czytelnik poczuł na własnej skórze strach, ból i upokorzenie.
    • Źródło: Wściekły, Exklusiv
    • Zobacz też: reportaż
  • Czy jest nadzieja w tym, co robię, i w tym, o czym piszę? Jeśli nadzieją jest czekanie na cud, to może piszę o nadziei. Piszę o tym, że są ludzie, którzy mają nadzieję wbrew wszystkiemu.(...) Ci ludzie wytrzymują coś, czego ja nie zniósłbym. Niektórzy czekają na coś, na co ja – na ich miejscu – nigdy bym nie czekał. Bo nie miałbym siły. Bo mam tyle siły, ile każdy przeciętny człowiek. A moi bohaterowie, choć zwyczajni, są ludźmi niezwykłymi. Mają ponadludzką siłę.
    • Źródło: Zdziwienie i podziw, „Tygodnik Powszechny”, 11/2005
  • Reportaż musi wypalić autora, wyciągnąć z niego całą energię. Wtedy jest szansa na to, że tekst będzie coś wart.
    • Źródło: Zdziwienie i podziw, „Tygodnik Powszechny”, 11/2005
  • W trakcie spotkania z francuskimi czytelnikami, pewna starsza uśmiechnięta pani zapytała mnie, dlaczego moje pisanie jest takie pessimiste. Coś jej odpowiedziałem na okrągło, grzecznie. A najchętniej powiedziałbym jej wprost: „Piszę także po to, by choć na chwilę z pani twarzy zniknął ten uśmiech”.
    • Źródło: Zdziwienie i podziw, „Tygodnik Powszechny”, 11/2005
  • Reporter powinien się dziwić, nie wiedzieć, szukać odpowiedzi. Człowiek, który wszystko wie, może będzie wielkim mędrcem, ale dobrym reporterem na pewno nie.
    • Źródło: Zdziwienie i podziw, „Tygodnik Powszechny”, 11/2005
  • Po jeden szczegół, po połówkę zdania reporter jedzie czasem czterysta kilometrów. Bo czuje, że warto.
    • Źródło: Fascynuje mnie tajemnica, „Odra”, 12/2005
  • Pisząc o innych piszę również o sobie. W każdej mojej książce, na każdej jej stronie jestem bardziej, niż myślisz.
    • Źródło: Fascynuje mnie tajemnica, „Odra”, 12/2005
  • Używam mocnych barw, grubszych odważniejszych kresek, głośniejszych dźwięków. Bo natłok informacji o ludzkim cierpieniu jest tak wielki, że to cierpienie się dewaluuje. Widzimy krew w telewizji i nic nas to nie obchodzi. Pijemy herbatę, jemy kolację. Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć.
    • Źródło: Moje zawstydzenie, PDF
  • Kiedy piszę, kieruję się własnym poczuciem smaku. Staram się dbać nie tylko o treść, ale i o formę. Co nie oznacza, że to, o czym piszę, uważam za przyjemne, gustowne i smaczne. Świat składa się z piękna, ale częściej z brzydoty, z cierpienia i smrodu rozkładu. Jak o tym pisać, by nie zbliżać się do granicy dobrego smaku? Myślę, że kiedy ekshumowany masowy grób cuchnie, to trzeba ten odór śmierci opisać. Bo czują go bohaterki mojej opowieści, które stoją nad tą dziurą w ziemi i czekają na rozpoznanie swych pomordowanych mężów i synów. Można oczywiście tego potem nie czytać. Bo jest niesmaczne. Nikogo nie zmuszam.
    • Źródło: WORKSHOP
  • Ja chcę pamiętać. I chcę, by pamiętali o tym moi czytelnicy. Staram się z całych sił. Moja opowieść o Bośni wyszła po angielsku w Londynie i w Nowym Jorku. Może ktoś w kawiarni na Manhattanie przeczyta o srebrenickich kobietach i przez chwilę pomyśli za kim one tak płaczą.
    • Źródło: WORKSHOP
  • Nie mam naturalnej dla większości cechy polegającej na chęci izolowania się od tego, co złe. Wolimy przymknąć oczy, kiedy w telewizji widzimy cierpienie ludzi w Iraku, Afganistanie, w Darfurze. Wolimy nie patrzeć na krew dzieci i lament matek. Udajemy, że tego nie ma, że to się nie dzieje. To jest powszechna cecha. Ja to rozumiem, bo ludzki ból nas przerasta. Więc wygodniej nam go nie widzieć. Nie chcemy czytać o cierpieniu ludzi w Bośni, bo będziemy źle spać. A ja mam poczucie, że przynajmniej jedna nieprzespana noc należy się ode mnie tym biedakom zamordowanym w tamtejszych lasach. Jestem świrem? Bo sądzę, że tak trzeba, że to naprawdę nie jest wysoka cena?
    • Źródło: WORKSHOP
  • Może kiedy coś pojmiemy, to następnym razem coś zdarzy się inaczej albo nie zdarzy w ogóle. Choć, czy ja wiem? Raczej jestem pesymistą.
    • Źródło: WORKSHOP

Inne[edytuj]

  • Będą łapanki na Paradach Równości? Selekcje? Ten na lewo, ta na prawo? Reedukacja w obozach? Grunt jest przygotowany. Ludzie lubią mieć Żyda, który zagraża naszym świętościom, naszym wartościom, naszym dzieciom. Takiego tłucze się kijem bez hamulców, z przyjemnością nawet. Jedni biją, inni są bici, jeszcze inni patrzą. Albo odwracają oczy. Są obojętni. Nie ma Żyda, nie ma uchodźcy, może być pedał. Tortury? W Czeczeni torturowanie gejów mają przećwiczone. Może z Polską podzielą się doświadczeniami. Technikalia, genitalia, butelki w odbycie.
  • – Najpierw – mówi mi mama – powinniśmy iść na Warszawę. Najpierw załatwmy sprawy u siebie. Obalmy tych i wybierzmy takich, którzy spytają: ile dzieci uciekających przed wojną utonęło w morzu w tym roku? Co możemy zrobić, by w przyszłym nie utonęło żadne?
    Takich polityków w Polsce nie ma. Nie ma na takich zapotrzebowania? Na Boga jest! Bóg się rodzi. Uchodźca.
  • Zostałem przyjęty na audiencji, zadałem kilka istotnych pytań i pan Hoser odpowiadał sprytnie, tak, żebym nie mógł niczego zacytować. W slangu dziennikarskim nazywamy to bełkotem. Wiele słów, ale nie ma jak zacytować tego w tekście (...). Czy możemy zapytać pana Hosera, dlaczego wyjechał z Rwandy na kilka miesięcy przed ludobójstwem i powrócił tam w sierpniu 1994, kiedy maczety były jeszcze ciepłe, a ziemia uginała się od trupów? Uważam, że mamy prawo oczekiwać odpowiedzi (...). Na stronach archidiecezji ten moment wyjazdu nie jest zachowany. Jest napisane, że pracował w Rwandzie od 1975 do 1996.

O Wojciechu Tochmanie[edytuj]

  • Przyprowadziłem do „Gazety” Wojtka Tochmana. Bez sensu, żeby tu nie pracował. Hanna Krall czytała jego reportaż na 1,5 strony maszynopisu 1 minutę. Poprawiała 3 minuty i w 7 sekund napisała na nim: „Natychmiast przyjąć do pracy!”. Był zaskoczony. Przyjęty w 4 minuty 7 sekund.
  • Porządku świata nie da się odmienić. Można jednak – jak autor (Wojciech Tochman) – pochylić się nad współczesnymi Hiobami, opisać ich straszny los, okazać szacunek tym, którym tego szacunku odmówiono, jakże często w imię religijnych wartości.
  • Tochman, ukryty za swoim słowem, jak gdyby był drzewem, wzgórzem, wypalonym domem. On wie, że można powiedzieć tylko tyle, ile się widzi i słyszy, i ani pół słowa więcej. Komentarz, przymiotnik, zapis własnej reakcji – to są grzechy języka wobec wyobraźni i sumienia. Trafność, lapidarność, minimalizm – taki język to metoda na prawdę.
  • Więcej się dowiedziałem o człowieku, czytając reportaże Wojciecha Tochmana niż dzisiejszą prozę. „Schodów się nie pali” to jedyna nominowana do NIKE książka, nad którą płakałem.
  • Lapidarność, z jaką Tochman opowiada o potwornościach wojny i jej toksycznych konsekwencjach, wywołuje potężny efekt właśnie dzięki oszczędności stylu: okrucieństwo mówi samo za siebie, nie potrzebuje opisu ani koloryzowania.
    • Źródło: „The Times”.
  • Tochman towarzyszy antropolożce Ewie Klonowski w jej wysiłku scalenia rozproszonych szczątków, w jej nadziei, że kolejny odkopany masowy grób pomoże połączyć kości zmarłych z pogrążoną w żałobie rodziną. Nie ferując wyroków, nie proponując komentarza autor pozwala, by głosy ocalonych same opowiedziały o tych wstrząsających poszukiwaniach. W rezultacie otrzymujemy żywy portret kraju nadal zmagającego się z konsekwencjami wojny. Jednak głęboki sens „Jakbyś kamień jadła” nie odnosi się wyłącznie do Bośni – opowiada o uniwersalnym ludzkim pragnieniu, by móc pogrzebać i opłakać ciało.
    • Źródło: „The Financial Times”
  • Tochman omija utarte ścieżki, którymi zwykle podążają na Bałkanach dziennikarze. Daje to jego niewielkiej książce potężną moc. Warto przeczytać tę niezwykły reportaż, by zrozumieć, jak cieniutka jest politura cywilizacji i jak łatwo przyjaciele obracają się przeciwko przyjaciołom. „Jakbyś kamień jadła” trzeba by wysłać Boutrosowi-Boutrosowi Ghaliemu i Kofiemu Annanowi, Johnowi Majorowi i Douglasowi Hurdowi, George"owi Bushowi i Billowi Clintonowi. Pewnie by jej nie przeczytali, ale nawet przekartkowanie książki Tochmana zmąciłoby spokój ich emerytury.
    • Źródło: „Literary Review”
  • Tochman to niezwykle utalentowany reporter, który kiedyś był dla mnie zawodowym wzorem. Od jakiegoś czasu mam jednak wrażenie, że jego twórczość zaczyna w sobie nosić pierwiastek obsesyjnie antykościelny. Gdzie nie pojedzie, z jakiegokolwiek miejsca nie napisze reportażu, zawsze czemuś winny jest Kościół, papież, duchowni i zakonnice.