Viagra mać (tom 2)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Viagra mać - tom 2 - zbiór felietonów autorstwa Rafała A. Ziemkiewicza; cyt. za: wyd. Red Horse, Poznań 2007, ISBN 978-83-60504-74-1.

  • A kapitalizm państwowy nie jest kapitalizmem, nawet jeśli przez jakiś czas skutkuje rozwojem. Kapitalizm wymaga pełnej swobody inwestowania, przerzucania kapitału tam, gdzie przynosi on największy zysk. To zaś wymaga, by władzę mieli możliwość kontrolować ludzie równi sobie i niezależni materialnie. Czyli: naturalnym środowiskiem dla wolnego rynku jest środowisko republikańskie. Natomiast rządy autorytarne, jak pokazał przykład Azji, mogą się sprawdzać na krótko, ale na dłuższą metę są dla rynku zagrożeniem takim samym, jak etatyzm zachodnioeuropejski - gdzie pod pozorem demokracji mamy już w istocie do czynienia z władzą oligarchiczną.
  • A tak nawiasem, zapyta ktoś, czy jednak nie zdarzy się czasem jakiś człowiek naprawdę bez zmazy, tak święty, że nawet dziennikarskie szujki nie zdołają go opluć - zdolny dawać ludom przykład prawego życia? Otóż myślę, że tak, tacy ludzie się trafiają, choć rzadko. I co wtedy media? Ano, wtedy media, uznając jego świętość, mówią: ale cóż, taki gość, co nigdy się nie urżnął, nigdy nic nie ukradł ani nie prze... hm, tego, i w ogóle - cóż on może wiedzieć o normalnym życiu? Święty, owszem, ale nie z tego świata, kto by go tam w ogóle słuchał...
    • Źródło: Niełatwo być świętym, s. 33.
  • I tylko czasem ktoś się zdziwi, że patriotyzm to dla przeciętnego młodego Polaka puste słowo. Jakże możę być inaczej, skoro wbito mu do głowy, że patriotyzm oznacza umieranie za Ojczyznę, na dodatek bez widocznego dla niej pożytku - że zaś można by dla Ojczyzny także żyć, tego mu nikt nie powiedział.
    • Źródło: Chwała kolaborantom, s. 80.
  • Jeszcze kilkanaście lat temu człowiek wykształcony mógł coś wiedzieć na pewno - starczyło sięgnąć po grubą, zakurzoną książkę, po autorytet i wyrocznię. Dziś coraz częściej przychodzi mu pogrążać się w czarnym bagnisku totalnej względności i nieokreśloności. Może i sam sobie winien - za bardzo zaufał Rozumowi, zapominając, że przecież mu ten Rozum dano na sługę, nie na Pana.
    • Źródło: Upadek nauki, s. 146.
  • Mówiąc krótko: stulecia cywilizacji pracowały nad stworzeniem sądowej procedury, nad udoskonaleniem prawa - aż tu nagle przyszła garść mędrków, która jednym kopniakiem odesłała to wszystko do koszai oznajmiła, że racja jest po stronie tego, kto ma lepszą klakę. Że wyroki wydawać będzie nie sędzia, ale muzykant pod rękę z wykładowcą filozofii, a miejsce postępowania dowodowego zajmie histeria, manipulowanie emocjami oraz liczba zebranych podpisów. Sprawa Hanratty'ego to przecież tylko jeden, dość drobny, z tysięcy przykładów danego zjawiska.
  • Nie mam pewności, czy Kościół anglikański w ogóle jeszcze istnieje. To znaczy: formalnie na pewno tak. Jest wyznaniem państwowym i to gwarantuje mu miejsce we wszelkich oficjałkach urządzanych na obszarze Zjednoczonego Królestwa. Ale w tych anglikańskich ceremoniach jest coś, co przywodzi nieodparte skojarzenie z akademiami ku czci rewolucji październikowej, jakie zapamiętałem ze szkoły: nikt tak naprawdę nie wierzy w sens uskutecznianego spektaklu i co poniektórzy anglikańscy teologowie twierdzą już - jak niegdyś filozofowie rozpadającego się Rzymu - że Bóg to tylko taki symbol.
    • Źródło: Okrutny wymóg bycia Korczakiem, s. 182.
    • Zobacz też: Janusz Korczak
  • Nie wystarczy niewolników obdarować prawem głosu. Dla nich wybory to tylko chwila, gdy mogą sobie wybrać pana - niczym to nie zmienia ich wizji świata. Nie, nie pomyliłem się wcale, pisząc na wstępie, że Bareja pomaga w zrozumieniu współczesności, a nie tylko Peerelu. Toż portretowane przez niego typy wciąż nas otaczają ze wszystkich stron, toż zasady peerelowskiego surwiwalu wciąż pozostają podstawą naszych wzajemnych relacji. A mechanizmy dzisiejszych karier niczym nie różnią się od kariery prezesa Ochódzkiego. Tyle że zamiast jednej, mamy teraz kilka rabujących kraj partii. Doprawdy niewielka różnica.
  • Od paru tygodni we Francji trwają tzw. protesty bezrobotnych. Protesty bezrobotnych przybrały między innymi taką formę, że banda ludzi, uważających się za krańcowo biednych (choć przeciętny obywatel Białorusi poczytałby każdego z nich za bogacza), pakuje się siłą na przykład do drogiego hotelu albo wykwintnej restauracji i żąda, by ich ugościć. Oni albowiem także mają ochotę na szampana i ostrygi, a są biedni. Właściciele wolą oczywiście stracić trochę szampana i ostryg, niż mieć w interesie tzw. demolkę, więc ulegają - w końcu jakoś to sobie odbiją, najpewniej tą czy inną drogą z pieniędzy podatników. Bezrobotnych obżerających się ostrygami pokazują zaś potem różne telewizje, z wyraźną satysfakcją, jako symboliczny akt sprawiedliwości.
  • PRL, jak każdy reżim, musiał mieć pomagierów. Gwałcąc poddanego, pozwalał mu więc gwałcić innych. Upokorzona w mięsnym urzędniczka odbijała to sobie na interesantach, sklepowej, kiedy jej poszedł kran, mógł dać popalić hydraulik. Tak wytworzyło się napięcie powierzchniowe, wiążące sporą część społeczeństwa z ustrojem i władzą. To resztki tej właśnie siły gnają te stada starych baranów na pierwszomajowe randki z towarzyszem Millerem.
  • Przeczytałem u któregoś z historyków starożytności - bodajże u Josepha Voighta - że im bliżej było upadku Rzeczpospolitej Rzymskiej, tym wspanialsze urządzano tam ceremonie ku czci republiki. Najwspanialej zaś celebrowano rozmaite rocznice czy wybory niemających praktycznie żadnej już władzy urzędników w chwili, gdy republika w ogóle przestała istnieć, tylko nikt ze współczesnych tego nie zauważył.
    • Źródło: Ku wspólnocie klientyzmu, s. 191.
  • Przyszło mi przeprowadzić pewną transakcję kupna-sprzedaży, z tych, jakich parę razy w życiu dokonuje niemal każdy. Pech chciał, że kontrahentem, jaki mi się akurat trafił, był zamieszkały w Polsce od niedawna Anglik. Facet, nie mogę narzekać, dał uczciwą cenę, nie targował się specjalnie i w ogóle interesy z nim byłyby czystą przyjemnością, gdyby nie jedno: nieszczęsny syn Albionu wykazał się tak baranim uwielbieniem dla Prawa, i takim uporem w chęci bycia z nim w zgodzie, że doprowadził tym wszystkich pozostałych uczestników transakcji na skraj załamania nerwowego. Notariusz, człowiek z urzędu mający pilnować prawa, który z powstrzymywaną ostatkiem sił irytacją klaruje przez tłumacza: tak, proszę pana, rzeczywiście jest taki przepis, ale on jest idiotyczny i nikt nie zwraca na niego uwagi - to przecież scena godna filmu śp. Stanisława Barei.
    • Źródło: Po co jest prawo?, s. 55.
  • Z postępem jest dokładnie tak jak z mongolizmem: wszystkie dotknięte nim dzieci wyglądają podobnie, bez względu na pochodzenie. Wszystkie mózgi tknięte lewactwem fiksują w ten sam sposób. Po prostu.
    • Źródło: Kupa radości, s. 84.
  • Zastanawiające, jak nisko upadła pod koniec ubiegłego stulecia nauka. Niecałe sto lat temu rościła sobie prawo do rozstrzygania w sposób ostateczny i nieodwołalny każdej wątpliwości, wyjaśniania każdej zagadki. Dziś nie jest w stanie wyjaśnić już prawie niczego i okazuje swą bezradność na każdym niemal kroku.
    • Źródło: Upadek nauki, s. 143.