Mirosław Tryczyk

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Mirosław Tryczyk (zdjęcie wykonała Magda Starowieyska). Data i miejsce urodzenia : 1977 Wrocław

Mirosław Tryczyk (ur. 1977) – polski filozof, etyk, reporter, pisarz, badacz Zagłady.

  • "Kto stał za pogromami?

- To nie były męty społeczne. To przedstawiciele miejscowych elit, którzy organizowali straże, czy koła samoobrony. Znaleźli się wśród nich nauczyciele, członkowie Korpusu Ochrony Pogranicza, policjanci, aptekarze i lekarze, pracownicy poczty polskiej i listonosze, przedwojenni burmistrzowie, radni i miejscowi przedsiębiorcy oraz księża katoliccy. Ci ostatni z Radziłowa, Wąsosza, Goniądza i Jasionówki. Po mordach trwa festiwal łupienia. Miejscowi biją się o dobra żydowskie, przepędzają mieszkańców innych wsi! Zabijają żydowskiego fotografa w Szczuczynie i jeden ze świadków, podczas procesu po wojnie, mówi: zabiłem go, choć dawał mi złoto, ale z jego domu wziąłem tylko nocnik, bo reszta była rozkradziona. Dałem w książce zdjęcia wykonane przez tego fotografa."


  • "Pamiętajmy, że nie znamy dokładnej liczby ludności żydowskiej w tych miejscach. Spisy ludności odbywały się tam po raz ostatni w latach 30. Kiedy weszli Sowieci, sporą część zarówno Polaków, jak i Żydów, wywieźli na Syberię. Wywożono wszystkich, których uważano za wrogów tzw. ludu, bez względu na pochodzenie. Czyli kułaków, osoby zamożne i znaczące w społecznościach. Ten przemilczany w polskiej narracji historycznej fakt załamuje tę całą opowieść o wielkim stopniu kolaboracji ludności żydowskiej z Sowietami. [...] Z wyników częściowej ekshumacji stodoły w Jedwabnem można powiedzieć, że spalono tam około 300 osób. Pozostała liczba zabitych w Jedwabnem jest trudna do oszacowania. Zbrodnia trwała tam trzy dni, także po spaleniu zabijano tych, którym udało się uniknąć pójścia do stodoły. Zabijano na terenie całego miasta. Topiono w studniach, stawach, w rowach melioracyjnych. Zabijano w domach całe rodziny, a potem zajmowano ich miejsce."


  • "Bardzo byłbym ciekaw tego, co Krzysztof Persak miałby do powiedzenia mojemu dziadkowi, dumnemu, przedwojennemu narodowcowi z małej wioski na Podlasiu, nacjonaliście. A także katolikowi, partyzantowi antykomunistycznemu, zapiekłemu antysemicie, być może zabójcy Żydów i mniej lub bardziej jawnemu sympatykowi niemieckich nazistów, którzy w jego opowieściach zawsze stanowili obronę przed żydowską i bolszewicką zarazą. Ciekaw jestem, do jakiej konstrukcji intelektualnej stworzonej po 2001 roku by się odwołał i gdzie by w niej go umieścił. Co on lub dotychczasowi jego koledzy z Instytutu Pamięci Narodowej kazaliby mi z obrazu dziadka wyrzucić, by zachować spójność narracyjną?
    Takich krewnych mają też inni moi rówieśnicy w Jedwabnem, Radziłowie, Szczuczynie i Bzurach. Oni po prostu tacy byli i tak ich trzeba dziś malować."


  • "Ciekawi mnie, co przez piętnaście ostatnich lat doktor Persak i jego koledzy z IPN mieli do zaoferowania młodym ludziom w Łomżyńskiem i Białostockiem w zakresie edukacji antypogromowej? Jak docierali do nich ze swoimi wynikami badań? W jaki sposób ukazywali im zbrodnicze oblicze polskiego nacjonalizmu, totalizmu katolickiego i szowinizmu narodowego? W omawianym okresie IPN zawiesił bądź umorzył wszystkie główne śledztwa w sprawie pogromów, jakich dokonano na Podlasiu w 1941 roku."


  • "Książkę oparłem na dokumentach z IPN, materiałach radzieckich dostarczonych do IPN po 1989 r., niemieckich dokumentach archiwum w Ludwigsburgu, żydowskich księgach pamięci spisanych przez wspólnoty żydowskie, dokumentach z Yad Vashem. Rozmów z ludźmi nie umieściłem w książce, ale były mi pomocne jako uwiarygodnienie dokumentów. Często, by zjednać ludzi, mówiłem, że pochodzę z niedaleka, że mam tam groby bliskich. Ktoś powiedział: „Wspaniale, skoro nasz człowiek, to może w końcu napisze historię w sposób prawdziwy”".


  • "Krzysztof Persak krytykuje mnie za niesprawiedliwe zacieranie granicy pomiędzy ONR i Stronnictwem Narodowym. Nie zgadzam się z tym zarzutem. Na ziemi łomżyńskiej i Podlasiu oba te skrzydła ówczesnej prawicy były na równi antysemickie, a wydawana przez nie prasa podobnie odczłowieczała Żydów."


  • "Naiwniactwem jest twierdzenie, że nazizm był jedynie niemiecki i bezpowrotnie przeminął. A przecież są faszyści czescy, węgierscy, litewscy, chorwaccy, polscy. Nazizm jest w nas, pojawia się u Andersa Breivika z Norwegii czy w umyśle węgierskiej dziennikarki kopiącej i przewracającej syryjskiego uchodźcę. Dziś godzimy się na niego, gdy pod oknami krzyczą „j... ć Araba”, a my nie reagujemy."


  • "Nigdy nie zamierzałem stworzyć pracy odpowiadającej wymogom formalnym monografii historycznej. Zamierzałem natomiast napisać książkę „do czytania”, po którą sięgną czytelnicy spoza wąskiego grona badaczy zajmujących się w Polsce Zagładą. Z tego też powodu postanowiłem, że nie posłużę się aparatem nauk historycznych i nie zrobię z Miast śmierci przysłowiowej habilitacji. To nigdy nie miało być opasłe i oschłe tomiszcze, po które nie sięgnie nikt spoza Akademii."


  • "Usuwając w cień prawdziwych sprawców, elity nadające ton debacie jedwabieńskiej weszły w rolę fałszywych obrońców fałszywie zdefiniowanego ludu, faktycznie w dużej mierze szlachty zaściankowej. Rzecz jasna, broniły samych siebie, własnych społecznych fantazmatów i genealogii. Ludzie z Jedwabnego, Szczuczyna, Radziłowa, Goniądza i innych miasteczek nie potrzebowali takich obrońców. Chcieli tylko, by ich wysłuchano.
    W Miastach śmierci postanowiłem zerwać z podobną praktyką. Oddałem głos świadkom i uczestnikom zbrodni popełnianych w tych miasteczkach, starając się, aby moje komentarze zostały ograniczone do niezbędnego minimum. Pragnąłem w ten sposób upodmiotowić tych, których zmuszano do milczenia, z góry narzucając im określone pozycje, narracje i odczucia."


O książce Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów Mirosława Tryczyka[edytuj]

  • "Dzięki wręcz tytanicznej pracy Mirosława Tryczyka powstało obszerne dzieło opisujące tragiczne wydarzenia związane z zagładą Żydów na Białostocczyźnie w 1941 roku. Obok znanego już opinii publicznej Jedwabnego pojawiają się nazwy kolejnych miejscowości, w których doszło do krwawych pogromów Żydów. Autor dokonuje ciekawej analizy, wiążąc te tragiczne wydarzenia z „pracą” propagandową antysemickich ugrupowań i ich działaczy w okresie międzywojennym."
    • Autor: Piotr Rozwadowski, profesor, historyk, Społeczna Akademia Nauk
    • Źródło: Zamiast przedmowy, w: Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Wyd. RM, Warszawa 2015.


  • "Książka Tryczyka razem z pracami Jana Grossa i Anny Bikont stworzyły coś w rodzaju nagrobka ofiar, (...) to jest jeden z najważniejszych elementów przepracowywania traumy. W momencie, gdy ten nagrobek już jest, można zacząć walczyć z „tyranią pamięci” – pamięcią zastępczą, która chce zagłuszyć pamięć krytyczną i zastąpić ją pewną, w przypadku Polski martyrologiczną, opowieścią."


  • "Mirosław Tryczyk stworzył dzieło wielkie, jakie daremnie czekało od kilkudziesięciu lat na historyków zdolnych a chętnych się jego podjąć. Wielkie, bowiem doniosłe dla przywrócenia świadomości narodowej wiedzy o przeszłości, której brak ciąży na jej teraźniejszości, a przyszłości gorzej jeszcze jej przedłużająca nieobecność wróży. (…) Odtworzenie (oby niepowtarzalnej) atmosfery spuszczonej ze smyczy, rozpasanej, a sprzymierzonej z żądzą łatwego dorobku i ośmielonej bezkarnością nienawiści w całej jej iście niewyobrażalnej dla naszych współczesnych, bo na nasze szczęście osobiście nieprzeżywanych, potworności – to się autorowi udało, zamierzony efekt został osiągnięty: ilość zaiste przechodzi tu w jakość, dławiący zaduch ludzkiego bestialstwa gęstnieje ze strony na stronę, a groza nieposkromionego zła z każdym kolejnym głosem z ciemności potężnieje."
    • Autor: Zygmunt Bauman, profesor, Uniwersytet Leeds, Anglia
    • Źródło: Zamiast przedmowy, w: Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Wyd. RM, Warszawa 2015.


  • "Popieram ideę publikacji książki [Miasta śmierci] Mirosława Tryczyka zarówno ze względu na jej treść, jak również ze względu na aktualność rozlicznych zjawisk ekskluzywizmu nacjonalistycznego, który przybiera w Polsce przede wszystkim postać antysemityzmu. (…) Publikacja ta jest potrzebna z racji historycznych, jak również edukacyjnych i pedagogicznych. Jest to bardzo wnikliwie opracowane dzieło, rzetelnie i dojmująco obrazujące wagę podjętego przez autora problemu, będące wynikiem ogromnego wysiłku naukowego, które z całą mocą stawia problem nadal w Polsce nie w pełni zbadany ani tym bardziej rozliczony."
    • Autor: Adam Chmielewski, profesor, Uniwersytet Wrocławski
    • Źródło: Zamiast przedmowy, w: Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Wyd. RM, Warszawa 2015.


  • "Praca Miasta śmierci Mirosława Tryczyka wpisuje się w nurt polskich rozliczeń z antysemityzmem. Podkreślić należy jednak, że autor, podejmując tak trudny i bolesny problem, wykazał się szczególną starannością w doborze i krytyce źródeł oraz znajomością warsztatu naukowego historyka."
    • Autor: Piotr Rozwadowski,profesor historii, Społeczna Akademia Nauk
    • Źródło: Zamiast przedmowy, w: Mirosław Tryczyk, Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów, Wyd. RM, Warszawa 2015.


  • "Oczywiście, Mirosław Tryczyk nie jest ani Arendt, ani Benjaminem. To, że dużo (zdaniem krytyków: zbyt dużo) cytuje, bierze się – jak sądzę – z jego zamysłu, by pokazać materię jak najbardziej surową, nieobrobioną. Surowe znaczy okrutne (w innych językach, na przykład w łacinie czy w pochodnych od niej językach romańskich, widać to lepiej), inaczej działa wtedy nasza wyobraźnia, wyobraźnia odbiorców. To, że jest autor Miast śmierci… odważny, także nie ulega – moim zdaniem – wątpliwości. Pokazuje okrucieństwo, bezmyślność, trwogę bez retuszu i w tym, co wypadałoby nazwać nadmiarem, gdyby nie to, że ów nadmiar jest doskonale udokumentowany. (..) Bo nie o maestrię wywodu i ważenie niuansów tu chodzi, lecz o skalę, wymiar zbiorowej zbrodni."
    • Autor: Katarzyna Kuczyńska-Koschany, profesorka w Instytucie Filologii Polskiej, Uniwersytet Adama Mickiewicza
    • Źródło: "Ściegi i fastrygi" w: „Narracje o Zagładzie” 2017, nr 3, s. 408–415.


  • "Szkoda, że szlachetnym celom autora nie dorównał jego warsztat naukowy. W źródłach przytaczanych w kolejnych rozdziałach nie brak sprzeczności, ale Tryczyk nie zajmuje się ich żmudnym wyjaśnianiem. Niewiele jest interpretacji, zapowiadanych na początku każdego rozdziału. Tam, gdzie autor wyciąga wnioski, czyni to częstokroć bez oparcia w materiale źródłowym, szczególnie gdy stara się opisać szerszy kontekst polityki niemieckiej w okupowanej Europie."


  • "Źródła te [na temat pogromów Żydów] są przechowywane w archiwach IPN. Co jakiś czas sięgają do nich nie tylko zawodowi historycy, ale także osoby zainteresowane historią regionu czy dziejami swojej rodziny, jak w przypadku Mirosława Tryczyka. Opisy zbrodni zawarte w żydowskich wspomnieniach oraz aktach procesów „sierpniowych” są jednak tak wstrząsające, iż nierzadko stają oni przed dylematem, czy przyjąć je bez zastrzeżeń w całej ich brutalności, czy całkowicie odrzucić. Analizie tego typu źródeł historycznych poświęciłem w swoich pracach wiele miejsca. Moim zdaniem [zawarte w książce Mirosława Tryczyka] wspomnienia uratowanych i pierwsze zeznania w śledztwie oskarżonych i świadków zbrodni – te są najbardziej szczegółowe i drastyczne – należy uznać za wiarygodne."


  • "Jednoznaczne odniosła się również do recenzji Krzysztofa Persaka, w której dostrzegła „mało eleganckie” elementy „szantażu własną erudycją”, zarzuty sformułowane bezpardonowo, „bez założenia dobrej woli autora tekstu”. Poza tym dla Kuczyńskiej-Koschany nie ulegało wątpliwości, że Tryczyk świadomie obrał sobie czytelnika. „Można przecież założyć – uprzejmie tłumaczyła – że Tryczyk pisze pod inny adres niż historycy z IPN-u czy ŻIH-u i że tym adresem jest polskie imaginarium zbiorowe, odbiorca bez historycznego warsztatu”. Nie przebierał natomiast w słowach Stefan Zgliczyński, którego recenzja Miast śmierci opublikowana w „Zagładzie Żydów” wyraźnie zbulwersowała. Nazwał ją paszkwilem, a jej treść i język przyrównał do sposobu, w jaki dotychczas prawicowi publicyści oraz historycy pisali o książkach Jana Tomasza Grossa”.


  • "Przeczytałem książkę Tryczyka tak, jak gdybym nic nie wiedział o popełnionych w owej okolicy zbrodniach. Na chwilę zapomniałem nawet o Grossie, Bikont i o Wokół Jedwabnego. (..) Co u Tryczyka zwróciło moją uwagę? Co było też dla mnie ważne jako dla historyka, który w drodze zawodowej zajmował się już różnymi ruchami społecznymi i konfliktami? Zaciekawiła mnie lokalna perspektywa autora, przyjrzenie się miejscowym małym gazetom, stosunkom między sąsiadami czy układowi miasteczek. Jako historyk nie lubię dominacji „szczególarstwa” – ale czasami właśnie spojrzenie na rzeczywistość z bliska, jakby przez mikroskop, pozwala lepiej zobaczyć mechanizm zjawiska. Nawet jeśli na danym terenie przybiera ono skrajną formę – jak w rozpatrywanym wypadku – to właśnie owe skrajności nieraz dużo pokazują.

(..) Robi wrażenie związek rozpatrywanej zbrodni z przedwojenną siłą narodowców w badanych miejscowościach. Oczywiście świat był wtedy nacjonalistyczny."


  • "Około 80 proc. tekstu to relacje świadków. Z blisko pięciuset stron zaledwie 46 można interpretować jako tekst pochodzący od Mirosława Tryczyka, 27 zaś jako teksty dotyczące spraw technicznych, jak np. bibliografia czy źródła zdjęć. Reszta materiału to źródła, niejednokrotnie cytowane w sposób ciągły, na kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stronach, przetykane dłuższymi lub krótszymi komentarzami. W sumie, zarówno pod względem merytorycznym, konstrukcyjnym, jak i źródłoznawczym, publikacja ta jest jednym wielkim nieporozumieniem."


  • "Autor notorycznie myli Stronnictwo Narodowe z ONR, zarówno przy opisie posiadanych wpływów w regionie, jak i w prezentowanej w pracy ikonografii."


O książce Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć Mirosława Tryczyka[edytuj]

  • "Autor wyrusza w dziennikarsko-historyczne śledztwo tropem swojej rodziny, jak również podobnych przypadków. To właśnie wtedy czytelnik przygląda się rozmaitym postawom, strategiom wypierania winy i próbom ich przepracowania. Jan Skrodzki miał siedem lat, gdy jego ojciec wraz z innymi mężczyznami, dokonał pogromu w Radziłowie. Mirosław Tryczyk odnajduje go na drugim końcu Polski, w Gdańsku. Jan Skrodzki jest przykładem osoby, która czuje, że – jak sam to określa – „wina pozostaje w rodzinie”. Jest świadkiem czynów mężczyzn z Radziłowa. Widział, zapamiętał, a co najważniejsze, przeprowadził rodzinne śledztwo w celu ustalenia udziału w pogromie. Po latach, gdy sam jest już ponad 80-letnim mężczyzną, na jednej półce stoją płaskorzeźby Żydów i zdjęcie ojca-mordercy. „Postawiłem go tam, żeby cały czas na mnie patrzył”, mówi. To zdanie musi zatrzymać czytelnika. Jest w tej scenie zapis całej gamy splotu przedziwnych uczuć. Co dokonuje się w milczącym spojrzeniu ojca i syna?"


  • "Polityka historyczna PRL-u opierała się na triumfalizmie i podkreślaniu naszej roli jako ofiar. Ale dla mnie to i tak nie tłumaczy fenomenu braku relacji, braku opowieści o tym, czego ludzie doświadczali w czasie wojny. Ja właśnie próbuję odbyć podróż do tych świadków, którzy jeszcze żyją. Najczęściej są to ludzie, którzy w 1941 roku, o którym piszę, byli dziećmi, a potem dorastali w miejscowościach pogromowych słuchając historii rodzinnych czy sąsiedzkich, co uczyniło z nich powiedzmy „wtórnych świadków”. Od 1989 roku wydano wiele książek na temat Zagłady, ale zadziwiająco mało jest pozycji, w których faktycznie pyta się ludzi o to, co się wydarzyło, a bazuje się jedynie na obiektywizmie dokumentów. A właśnie we wspomnieniach konkretnych osób odbija się cała złożoność tamtych lat."


  • "O tym, że pogromy Żydów dokonywane przez Polaków lub przy ich dobrowolnym i aktywnym udziale miały miejsce w wojennej i powojennej Polsce, wiemy już z wcześniejszych publikacji. Niektóre wywoływały zresztą histeryczne reakcje z różnych stron, bo burzyły etos Polaków – ofiar faszyzmu. Książka Tryczyka temat rozwija. Wniosek z Drzazgi jest też taki — wszędzie tam gdzie przed wojną mieszkali Żydzi, z dużym prawdopodobieństwem dochodziło do mniejszych i większych pogromów. Zwyczajni Polacy odpłacali się swoim dotychczasowym sąsiadom śmiercią za doznane od nich „krzywdy”: niewłaściwe spojrzenia, bogactwo, chciwość, religijną odrębność, wyzywającą urodę i niedostępność seksualną. Wszystko mogło być zinterpretowane na niekorzyść Żydów i tak było interpretowane. Karano śmiercią. Uczestniczący w tym procederze Polacy stawali po tej samej stronie co hitlerowcy. Stygmatyzowali się nawet bardziej, bo przecież dokonywali zbrodni wobec swoich sąsiadów, których znali po imieniu."


  • "Inny mechanizm rysuje Tryczyk. Polacy pilnują, by w pogromie ginęli najzamożniejsi Żydzi, bo zależy im na przejęciu przede wszystkim ich majątków: fotograf, młynarz, handlarze i sklepikarze. Dziewcząt żydowskich używa się do pracy w polu lub gospodarstwie, dopiero potem wysyła je na śmierć. Kradnie się odzież i biżuterię, wyposażenie warsztatów, sprzęty domowe, zajmuje parcele. Po wojnie powstają na nich duże gospodarstwa rolne, w których pracują całe polskie rodziny. Dopiero w kolejnych pokoleniach fundament tych majątków nie daje spać w nocy."


  • "(...) odgrzebuje i wyświetla traumy sprzed 80 lat, niepozwalające do dziś normalnie funkcjonować rodzinom i całym społecznościom. Robi coś dokładnie odwrotnego niż obecni włodarze pamięci historycznej, uważający, że kłamstwo jak ziemia wszystko przykryje, bo to Niemcy mordowali, a Polacy ratowali. Dowodzi, że prawdy nie zmienią kolejne zakłamane muzea, filmy, książki czy artykuły hojnie finansowane z państwowego budżetu, bo ludzie na Podlasiu dobrze wiedzą, kto mordował i kto się na tym wzbogacił – ktoś przecież przejął domy i majątek wymordowanych Żydów, którzy w większości polskich miasteczek i wsi stanowili niemalże połowę mieszkańców. Pokazuje w końcu, że ci mordercy (w odróżnieniu od obecnych morderców pamięci) mieli sumienie!"