Anna German

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Anna German

Anna German (od 1972 Anna Wiktoria German-Tucholska; 1936–1982) – polska piosenkarka śpiewająca w siedmiu językach, kompozytorka, aktorka, z wykształcenia geolog. Nazywana Białym Aniołem Polskiej Piosenki.

Wypowiedzi[edytuj]

Cytaty z wywiadów[edytuj]

  • Diagnoza lekarzy była surowa i kategoryczna: Będzie pani żyła, ale o powrocie na scenę proszę zapomnieć. Mój powrót do zdrowia trwał prawie trzy lata. Wtedy wydawało mi się, że muszę zapomnieć o muzyce, ale ona wróciła do mnie!
  • Śpiew jest dla mnie radością życia… Chciałabym śpiewać całe życie, ale nie tak, by słuchacze mówili: Co, znów ona?!, lecz: Aaa, ONA, no to posłuchajmy… Bardzo chciałabym na to zasłużyć.


Cytaty z książki "Wróć do Sorrento?..."[edytuj]

  • Nie przepadałam nigdy za tak zwanym mocnym słowem. Jest to zapewne wina mego wychowania. Babcia jest temu winna, że nie umiem (ba, nie lubię, co najgorsze) pić alkoholu, palić papierosów, kurzyć fajki, no i nie lubię „kwiecistej mowy“.
  • Ten, kto nigdy w życiu nie miał własnego kąta, zrozumie, jakie to ma znaczenie dla człowieka. Można ciężko pracować przez cały dzień wśród ludzi, ale po pracy trzeba mieć tę zbawienną możliwość odizolowania się w czterech ścianach własnego pokoju, urządzonego według własnych upodobań. Z wiekiem ta potrzeba staje się coraz wyraźniejsza, mocniejsza.
  • Bardzo kocham babcię, która mnie właściwie wychowała i pozwoliła odziedziczyć po sobie usposobienie. Moja matka musiała całe swe życie poświęcić pracy, nie zawsze zgodnej z jej wykształceniem.
  • Uważam nawet, że każdy człowiek na ziemi powinien mieć na własność chociaż jedno drzewo.
  • Człowiek nie powinien robić w życiu nic wbrew sobie, wbrew swoim przekonaniom, wbrew własnemu charakterowi. Nic, co by się później miało wspominać z niechęcią.
  • W pięknej sali Circolo della Stampa w Mediolanie poznałam też pana Enza Buonassisiego. Jest to główny krytyk i recenzent wszelkich wydarzeń kulturalnych Mediolanu, współpracownik „Corriere della Sera”. Niezwykle sympatyczny, dobry i życzliwy. Po oficjalnym zapoznaniu, po kilku grzecznościowych uwagach na temat podróży, hotelu, klimatu itp. z niespokojnego zachowania się pana Buonassisiego wywnioskowałam, że główne, zasadnicze pytanie dopiero padnie. I rzeczywiście, po chwili usłyszałam je wypowiedziane cicho, z nadzieją w głosie: „Czy pani lubi gotować?”. Mój nieostrożny śmiech i lekkomyślnie wypowiedziane „nie lubię” wywołały wyraz tak głębokiego rozczarowania na twarzy mego rozmówcy, że na następne pytanie wypowiedziane już bez cienia nadziei, pro forma – „Czy pani chociaż umie gotować?” – skłamałam szybko i bez zająknienia, przewidując w przeciwnym razie katastrofę. Wykalkulowałam sobie bowiem, że przecież na sprawdzenie moich umiejętności kulinarnych i tak nie będzie ani czasu, ani okazji. A po co martwić niepotrzebnie bliźniego?
  • W czasie na przykład deseru, kiedy każdy normalny, szanujący się mężczyzna – zaspokoiwszy uprzednio głód – zabiera się niezwłocznie do naprawiania świata lub w najgorszym wypadku do komentowania rekordów sportowych – co trzeci Włoch (moja własna statystyka) rozpamiętuje smak zjedzonych dań, dodając do tego improwizacje na zadany (czytaj „zjedzony”) temat. W najlepszym wypadku rozgorzeje dyskusja na tematy damsko-męskie.
  • Lubię się śmiać, ale tylko wtedy, gdy jest mi wesoło. Nawet bez powodu! Uwielbiam taniec i zabawę, ale nie mogłam przybrać na określony z góry czas maski kobiety zupełnie mi obcej pod każdym względem, tylko na pokaz, na sprzedaż, dla reklamy.
  • Na lotnisku w Neapolu czekał na nas (leciałam oczywiście w towarzystwie Ranucia) kompozytor piosenki, którą miałam śpiewać na festiwalu. Towarzyszyła mu żona, młoda, przystojna kobieta – matka pokaźnej liczby dzieci. Dokładnie nie pamiętam, ale liczba dzieci waha się w mojej pamięci między siódemką a dziewiątką. Zresztą, jeśli popełniam niedokładność, to do tego czasu wyrównana ona została z pewnością na korzyść dziewiątki.
  • Dzieci są na całym świecie jednakowo urocze.
  • Otóż my, kobiety, bardzo rzadko robimy coś czysto i wyłącznie dla samej sprawy. Najczęściej za przejawem naszego działania kryje się mężczyzna, z miłości do niego dokonujemy tych wszystkich cudów zręczności, dyplomacji, odwagi(!) i poświęcenia. Dla niego zostajemy pilotem odrzutowca, jeśli on lubi się bujać i oglądać chmury w zbliżeniu, dla niego udajemy z powodzeniem najgłupszą z istot – kurę domową – mimo że pasjonuje nas cybernetyka.
  • Nie boję się samotności, boję się właściwie (panicznie!) tylko żab.
  • Po występie, stojąc jeszcze na estradzie przed mikrofonem, odpowiadać miałam na „wolne pytania” publiczności. Na szczęście, w obliczu możliwości uzyskania tak ważnej informacji, jak „ile pani mierzy” – i to „z pierwszej ręki” – zbladły wszelkie inne sprawy dotyczące sytuacji międzynarodowej, a nawet… piosenki. Ponieważ moje zeznania, że „184 centymetry, bez obcasów”, jakoś nie zadowoliły słuchaczy, znalazłam szybko sposób na usatysfakcjonowanie ich w myśl hasła „nasz klient – nasz pan”. Powiedziałam, że najlepiej będzie, jeśli któryś z panów znanych szanownemu audytorium pofatyguje się do mnie na scenę i stanie obok. Był to na moje szczęście jakiś dryblas – aktor, przy którym stanąwszy bez pantofli, sama sobie wydałam się „średniego wzrostu”! Nie był to bynajmniej mój debiut, jeśli chodzi o tak bohaterski czyn samounicestwienia.
  • Po prostu bardzo lubię śpiewać i kiedy udaje mi się zadowolić kogoś, nie sprawić zawodu – ogromnie się cieszę. Kiedy nikt nie widzi, zdarza mi się nawet podskakiwać z radości. To wszystko.
  • W sprawach dotyczących ubioru, wyglądu zewnętrznego kieruję się daleko idącym liberalizmem, wyrozumiałością. Uważam to zresztą za mało istotne w ocenie wartości człowieka. Natomiast przekonana jestem, że każdy piosenkarz powinien jednak odznaczać się odrobiną muzykalności i głosu. W przeciwnym razie ta zabawa w gwiazdę estrady staje się mocno nieuczciwa. I to zarówno wobec widzów-słuchaczy, jak też wobec siebie samego. Tylko że wymienione braki idą zazwyczaj w parze z kolosalnym brakiem samokrytycyzmu. Niestety.
  • Ranucio doholował mnie w końcu do niezbyt obszernego pokoju, w którym kilka pań dokonywało charakteryzacji panów, gdyż piosenkarki przybyły już w całkowitym rynsztunku na „pole bitwy”. Zwróciłam się do Ranucia z lekkim wyrzutem w głosie, żeby był tak dobry i pokazał mi drogę do garderób damskich, gdyż w danej chwili nie odczuwam potrzeby dokonania striptizu dla panów zajętych całkowicie sobą. Ranucio uśmiał się serdecznie. Muszę przyznać, że doceniał on czasem moje wisielcze poczucie humoru. Uspokoiwszy się, oznajmił, że trzeba było ubrać się do występu w hotelu, bo tu nie ma „specjalnych garderób”. Ochłonąwszy nieco ze zdziwienia i rozejrzawszy się w terenie, znalazłam jednak cichy, odosobniony schowek o powierzchni całego metra kwadratowego. Była to toaleta. Dokonując akrobatycznych ewolucji w trakcie przebierania się na tym moim neutralnym metrze kwadratowym, przypomniałam sobie analogiczne sytuacje w innych krajach. Podobnie było w Cannes, na wielkich międzynarodowych targach płytowych, na telewizyjnym koncercie w Paryżu.
  • Lubię zwierzęta i dlatego uważam, że cyrk jest jednym z najbardziej niegodnych wynalazków tych, którzy szczycą się zajmowaniem górnego szczebla na drabinie ewolucji. Zresztą tresura pozostaje wciąż jednym z najbardziej ulubionych zajęć człowieka. Kiedy nie ma pod ręką zwierzęcia – istoty nadającej się do tego celu ze względu na jej bezbronność – ludzie z upodobaniem tresują się wzajemnie. I robią to już od dawien dawna. Przypuszczam, że skłonność ta zrodziła się w czasach, kiedy ogon oddawał nam nieocenione usługi w przemieszczaniu się z gałęzi na gałąź. Przykładów nie będę przytaczała. Życie codzienne dostarcza nam ich pod dostatkiem.
  • Nie chcę przez to powiedzieć, że piosenką interesują się wyłącznie nastolatki. Nie, znam szanowne babcie, które potrafią zacytować najnowsze listy przebojów. Ale nikt chyba nie zaprzeczy, że festiwal w San Remo nie jest urządzany przede wszystkim z myślą o paniach w starszym wieku i panach zasypiających w trakcie spokojniejszych śpiewów (wiek pozostaje najczęściej wprost proporcjonalny do zawartości portfela).
  • Matka jest przecież istotą najbliższą, jedyną. Zna doskonale wszystkie zalety i słabości swego dziecka. Więc nie trzeba się jej wstydzić ani udawać. Można być sobą i mieć pewność, że się jest rozumianym i ze spokojem, bez uczucia zadłużania się, jak to bywa w stosunku do obcych osób – przyjmować wszelką pomoc okazywaną z nieskończoną cierpliwością i miłością. Bo to jest matka, której jutro może zapłacimy tą samą miłością, choć ona tego nie oczekuje, zupełnie niczego nie oczekuje. Dla mnie obecność mojej matki stała się ratunkiem, błogosławieństwem – wtedy, gdy nadszedł najgorszy czas.
  • Nie umiem, nie chcę opisywać tych potwornych mąk, jakie przyszło mi znieść w czasie nieruchomego leżenia na plecach przez pięć miesięcy. Ale nie ból połamanych kości był najgorszy. Dusiłam się, gdyż do klatki piersiowej zbyt ciasno przylegał pancerz gipsowy, a moja pojemność płuc jest dość pokaźna, wyrobiona przez śpiewanie. Traciłam przytomność, majaczyłam, spać nie mogłam. W nocy mama siedziała przy mnie i trzymała moją prawą, zdrową rękę. Nie spała wraz ze mną, opowiadała mi to samo tysiące razy, o co ją prosiłam, ciągle na nowo. „Opowiedz mi, jak to będzie, kiedy już będę bez gipsu”. Narysowała mi na kartonie kalendarz dni, które mnie dzieliły od wyjazdu do Polski. Codziennie rano podawała mi pióro, a ja zasmarowywałam z pasją każdą następną datę.
  • Chciałabym bowiem bardzo zapomnieć, wykreślić z pamięci całe dwa lata, by kiedyś móc znowu bez uczucia niechęci zaśpiewać którąś z pięknych piosenek neapolitańskich.

Cytaty z piosenek wykonywanych przez Annę German[edytuj]

  • Bal u Posejdona – kumpla brodatego
    Jeszcze dzisiaj w oczach mam.
    Banda roztańczona, gwar i śmiech z niczego,
    Ty, od paru chwil cię znam.
  • Być może gdzie indziej są ziemie piekniejsze i
    noce gwiazdzistrze i ranki jasniejsze.
    Być może bujniejsza, zieleńsza jest zieleń i ptaki
    w gałeziach spiewają weselej.
    Być może gdzie indziej… lecz sercu jest
    droższa piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.
  • Człowieczy los nie jest bajką, ani snem.
    Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
    Człowieczy los niesie trudy, żal i łzy.
    Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.
  • Otwarto drogę nam do gwiazd,
    już przyciągania zrzucamy brzemię,
    nadejdzie pora,
    przyjdzie czas porzucić Ziemię.
  • Uśmiechaj się,
    do każdej chwili uśmiechaj,
    na dzień szczęśliwy nie czekaj,
    bo kresu nadejdzie czas,
    nim uśmiechniesz się chociaż raz.
  • W kawiarence na rogu
    każdej nocy jest koncert.
    Zatrzymajcie się w progu,
    Eurydyki tańczące.
    Zanim świt pierwszy promień
    rzuci smugą na ściany,
    niech was tulą w ramionach
    Orfeusze pijani.

O Annie German[edytuj]

  • Anna German miała dar, który zjednoczył miłośników muzyki w Polsce i w Rosji. Potrafiła – ponad polityką i politykami – łączyć oba narody i być przez nie miłowaną.

Zobacz też[edytuj]