Polityka historyczna

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania

Polityka historyczna – kształtowanie świadomości historycznej społeczeństwa celem zjednoczenia go wokół danych programów politycznych.

  • Bo jeśli rodzina kandydata walczyła o Polskę, o niepodległość, dziadek był w AK, a pradziad uczestniczył w powstaniu styczniowym, to taki ktoś daje nam gwarancję genetycznego patriotyzmu.(...) Wyjaśnię to tak: jeśli twój dziadek miał dyplom, ojciec miał dyplom, to ty już dyplomu pokazywać nie musisz. Wychowywanie w porządnej rodzinie, gdzie dbano o wartości, gwarantuje przyzwoitość.
  • Czy mówienie, że 70 lat temu co trzeci mieszkaniec Warszawy i co drugi Lublina mówił w języku jidysz, jest osłabianiem polskiej tożsamości? Oczywiście, że nie. A jak mamy wpajać uczniom tolerancję i poszanowanie dla innych kultur, które współistnieją w naszym kraju, skoro nie uczymy np. o Kaszubach?
    • Autor: Robert Szuchta, polski historyk
    • Źródło: rozmowa Agaty Nowakowskiej i Dominiki Wielowieyskiej, Program jest do bani, „Gazeta Wyborcza”, 18 października 2011.
    • Zobacz też: jidysz, Kaszubi, tolerancja
  • Dyktatorskie rządzenie wiedzą o przeszłości zalicza się do znanych i w gorzej niż smutny sposób skutecznych środków kierowania teraźniejszością.
  • Dżin z butelki został wypuszczony już dawno, zatruwa polskie życie i nie widzę sposobu, żeby go z powrotem do butelki zamknąć. To się prawdopodobnie skończy tym, co mi się w sumie wydaje najrozsądniejsze: zobowiązać IPN, żeby wszystkie papiery pokazać w Internecie.
  • Fałszywa historia
    – mistrzyni fałszywej polityki.
  • ... IPN od początku był pomyślany jako instrument walki politycznej.
  • Jak daleko można jeszcze powędrować w szaleństwo? Czy Polska to zawsze będzie dziecięca krucjata prowadzona przez paru cyników grających na bębnach? Właśnie dlatego nie chciałbym, żeby najbardziej szkodliwy mit, najbardziej cyniczne powstańczo-smoleńskie kłamstwo, znowu stał się w Polsce dla kogokolwiek przepustką do władzy.
  • Każdy bezrefleksyjnie upolityczniony i zideologizowany obieg pozwala swoim satyrykom rozbawiać się według jednego kryterium, którego prostota jest skrajna: żadnych ograniczeń wobec świętości i świętych przeciwnika, ściśle badane i weryfikowane każdego ranka ograniczenia wobec świętości i świętych własnych. Wrogów dekomunizujemy, denazyfikujemy i lustrujemy, biografie swoich osłaniamy i udialektyczniamy. Zarówno moralizowanie, jak i dialektyka sprowadzone do plemiennego znaku rozpoznawczego tracą przez to jakikolwiek swój sens, wszelka satyra też zaczyna nieco przypominać odgłos młota regularnie uderzającego w kowadło, ale co tam, polityczności przynajmniej od tego przybywa, i to w formie czystego nieomal destylatu dla każdego, kto umie i lubi to pić.
  • Nie ma już ułańskiej Polski. Nie można kierować się w polityce mitami, nawet gdy jest to piękny mit Polski bohaterskiej. Polska jest społeczeństwem postkomunistycznym, chłopskim, zastrachanym i biernym.
  • Nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie na świecie.
  • Nikomu nie wolno pisać historii na nowo. Ale trzeba pamiętać, że to sami wypędzeni uczynili wiele na rzecz porozumienia Niemiec i Polski.
    • Autor: Christian Wulff
    • Opis: nawiązując do działań niemieckiego Związku Wypędzonych.
  • Owszem, historię należy znać i o niej pamiętać, lecz nie można wikłać jej w politykę.
  • PiS-owska „polityka historyczna” była wyzwaniem rzuconym Polsce i jej tradycji. Zarówno w Muzeum Powstania, jak i wystąpieniach prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a wreszcie w szerzonym przez IPN kulcie powojennego „podziemia niepodległościowego” i „żołnierzy wyklętych” liczył się tylko jeden miernik patriotyzmu: upływ krwi – tym większą budzący satysfakcję, im mniej za nim stało politycznej kalkulacji, im bardziej tragiczne były jego skutki.
  • Polityka historyczna jest jak żelazna lita maska wsadzona na twarz historii – nareszcie nie ma zeza ani zmarszczek! Ale ten akt demonstruje głębokie niezadowolenie z własnego wyglądu, to jest własnych dziejów. Niemniej kolejna ideologizacja i upolitycznienie, kolejne manipulacje przy historii powodują jednocześnie, że nie można się od niej odczepić. Nie można przejść od wczoraj do dziś, a już szczególnie do jutra. Błędne koło – po raz kolejny ci sprawujący władzę zgodnie ze swoimi obyczajami ideologicznymi wybierają jako swoją kolejną wersję historii. Resztę wyklinają. Był Dzierżyński – a to teraz będzie Dmowski, na pohybel Dzierżyńskiemu. (...) W ten sposób nie można się dorobić historii.
  • Pracujecie nad przeszłością, ale pracujecie dla przyszłości. Zgromadzony tu zasób archiwalny jest bardzo ważny dla tego, co dzieje się dzisiaj w Polsce. Prowadzi czasem do wstrząsów i szoków, ale buduje nowy, lepszy porządek życia publicznego. (...) To co nazywamy czasem IV RP.(...) Jesteście na pierwszej linii frontu walki o prawdę i godność naszego narodu.
    • Autor: Jarosław Kaczyński
    • Opis: w styczniu 2007 r., do pracowników krakowskiego IPN.
    • Źródło: Sławomir M. Nowiński, Historycy czy architekci politycznej wyobraźni?, „Gazeta Wyborcza”, 19–20 marca 2011.
  • Prawdziwy historyk stoi zawsze ponad zamieszkami politycznymi swojej epoki.
  • Rosjanie już nie prowokują nas do powstań, teraz my sami się do nich prowokujemy. Nasi polityczni padlinożercy pożywili się na Muzeum Postania Warszawskiego, dziś żywią się na Smoleńsku. Muzeum Powstania Warszawskiego, zamiast być muzeum antywojennym, muzeum budowania politycznej mądrości (jak taki błąd można było popełnić, jak go uniknąć w przyszłości), stało się   –   decyzją Lecha Kaczyńskiego, decyzją jego młodych podwykonawców, Dariusza Gawina, Jana Ołdakowskiego   –   muzeum sławiącym potęgę polskiego oręża (a przy ewidentnym braku oręża, potęgę opasek biało-czerwonych, efekciarskich oficerek z długimi cholewami i modnych ułańskich bryczesów). To tak, jakby Hiroszimę uczynić znakiem potęgi japońskiego oręża.
  • Smutnym efektem tej ideologii jest to, że nauka historii jest nadmiernie polocentryczna. A tymczasem w XVII wieku etniczni Polacy stanowili 40 proc. mieszkańców Rzeczypospolitej. Tylko młodzi ludzie o ty nie wiedzą.
    • Autor: Robert Szuchta, polski historyk
    • Źródło: rozmowa Agaty Nowakowskiej i Dominiki Wielowieyskiej, Program jest do bani, „Gazeta Wyborcza”, 18 października 2011.
  • W dyskursie historycznym, prowadzonym pod hasłem „przywracania pamięci”, usuwano z tradycji wszystko, co wiązało się z lewicą. Do ostatnich wyborów tradycja lewicowa to była nieledwie tradycja zdrady. Czy trzeba przypominać, że obrażało to pamięć Piłsudskiego? I czy należało się godzić z kompletną społeczną nieświadomością, czym była niepodległościowa PPS? Z ignorancją tego, że ostatnim uznawanym przez świat premierem rządu londyńskiego był socjalista Tomasz Arciszewski? Z zapomnieniem, jakie stało się udziałem Kazimierza Pużaka zmarłego w stalinowskim więzieniu?
  • Wszystko źle lub w nadmiarze stosowane jest albo niebezpieczne, albo niezdrowe, albo przynajmniej tuczące. Z polityką historyczną wiążą się dwa zasadnicze niebezpieczeństwa. Pierwsze – to uznać, że taka sfera nie istnieje, że wszystko się dzieje w sposób naturalny, że historycy zajmują się historią, a politycy polityką. Drugie – uznać, że polityka historyczna jest przeciwieństwem prawdy historycznej. Z pewnością właściwie prowadzona polityka historyczna demokratycznego państwa nie może ignorować pojęcia prawdy historycznej, musi pozostawać w ścisłej z nią relacji. Nie można fałszować historii albo usuwać z niej rzeczy niepięknych, nieładnych.
  • Zrozumienie historycznego dziedzictwa Polaków to dla dzisiejszej prawicy zadanie zbyt intelektualnie wyczerpujące. A dla lewicy Napieralskiego – jałowe i nudne.
  • Zwyciężyliśmy co prawda Rzymian w Lesie Teutoburskim, ale czy Germanie stali się przez to bardziej pokojowi i zbliżyli się do Europy?

Zobacz też: