Godziny (film)
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Godziny (ang. The Hours) – film obyczajowy produkcji amerykańsko-brytyjskiej z 2002 roku; reż. Stephen Daldry. Autorem scenariusza jest David Hare.
Spis treści |
Wypowiedzi postaci [edytuj]
Virginia Woolf [edytuj]
- Ktoś musi umrzeć, aby ktoś inny bardziej docenił życie.
- Myślę, że nawet szaleńcy lubią być zapraszani.
- Skradziono mi życie. Żyję w mieście, w którym nie chcę żyć. Prowadzę życie, jakiego nie chcę prowadzić. (...) Gdybym miała jasność umysłu, Leonardzie, powiedziałabym ci, że zmagam się sama w głębokich ciemnościach. Tylko ja je znam. Tylko ja mogę zrozumieć swój własny stan. Twoja codzienność to zagrożenie moim zejściem. Leonardzie... Ja też z nim żyję. To moje prawo. Prawo każdej ludzkiej istoty. I nie wybieram duszącej, usypiającej prowincji, ale gwałtowny wstrząs stolicy. Oto mój wybór. Najuboższy pacjent, nawet on, może wyrazić swoje zdanie o zalecanej mu terapii. Wyrażając tym samym swe człowieczeństwo.(...) Nie można odnaleźć spokoju, unikając życia.
- Żeby spojrzeć życiu w twarz... Zawsze patrz życiu w twarz. Dopóki się nie przekonasz do czego ono jest. Do końca, aż je poznasz. Aby pokochać je takie, jakim jest. A później, żeby je odłożyć. Leonard... Zawsze między nami całe lata... Zawsze lata. Zawsze miłość. Zawsze godziny.
Laura Brown [edytuj]
- Są takie dni, kiedy myśli się, że to już nie na nasze siły i ma się ochotę zabić.
- To była śmierć, a ja wybrałam życie.
Richard [edytuj]
- Głosy zawsze tutaj są...
- Jeszcze chcę to wszystko opisać. Wszystko co dzieje się w jednej chwili. Kwiaty, które niesiesz obejmując je. Ten ręcznik. Jego zapach, jaki jest w dotyku, jak jest tkany. Wszystkie nasze uczucia – twoje i moje. Ich historię. Dzieje ludzi, którymi niegdyś byliśmy. Wszystko na świecie. Wszystko to splecione ze sobą. Tak jak jest teraz. I zawiodłem. Niezależnie od tego gdzie zaczniesz, zawsze pozostanie tak wiele.
- Och, Pani Dalloway... Wydajesz przyjęcia, by ukryć ciszę.
Inni [edytuj]
- Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam, że życie stoi przede mną otworem. Pamiętam jak pomyślałam: Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna, i od tej chwili zawsze będę je odczuwać. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Ta chwila. Właśnie wtedy.
- Postać: Clarissa Vaughn.
- Uważam, że nie można być kobietą dopóki nie urodzisz dziecka.
- Postać: Kitty Barlowe.
- W dniu, w którym go opuściłem, wsiadłem w pociąg i przejechałem całą Europę. Czułem się wolny, pierwszy raz od lat.
- Postać: Louis Waters.
Dialogi [edytuj]
- Clarissa: Kochanie, to nie jest występ.
Richard: Ależ tak. Przecież za to mnie nagrodzono. Za to że mam AIDS, że wariuję, ale jestem w tym dzielny. Za to, że przetrwałem.
- Richard: Czy byłabyś na mnie zła...
Clarissa: Czy byłabym zła jeśli nie pojawiłbyś się na przyjęciu?
Richard: Czy byłabyś na mnie zła, gdybym umarł? (...) Dla kogo to przyjęcie?
Clarissa: Jak to: dla kogo? O co ty mnie pytasz? Co mi próbujesz powiedzieć?
Richard: Nic. Chodzi mi o to, że... Wydaje mi się, że pozostaję przy życiu, by cię zadowolić.
Clarissa: Czyż nie tak się postępuje? Ludzie tak robią. Żyją dla siebie nawzajem.
- Angelica: Co stanie się z nami jak umrzemy?
Virginia: Co się stanie? Wrócimy tam skąd pochodzimy.
Angelica: A ja nie pamiętam skąd pochodzę...
Virginia: Ja też nie.
Angelica: Wygląda na bardzo małą...
Virginia: Tak, to się niekiedy zdarza.... Wyglądają wtedy na mniejsze. I na bardzo spokojne.
- Richard: Żyłem dla ciebie... Ale teraz już musisz mnie puścić.
Clarissa: Richard...
Richard: Nie, nie zaczekaj... Opowiedz mi historię.
Clarissa: Ale o czym?
Richard: Opowiedz mi co dzisiaj robiłaś?
Clarissa: Wyszłam i... poszłam kupić kwiaty. Zupełnie jak Pani Dollaway z książki. No i to był przepiękny poranek.
Richard: A był taki?
Clarissa: Tak. Był taki piękny, i taki świeży...
Richard: A, świeży, jak... Jak poranek na plaży?
Clarissa: O tak...
Richard: Właśnie taki?
Clarissa: Tak.
Richard: Jak wtedy kiedy wyszłaś na ganek starego domu? Miałaś z 18 lat, ja chyba 19... Tak – miałem 19 lat i w życiu nie widziałem nic równie pięknego... Ciebie, wychodzącą zza szklanych drzwi, zaspaną... Czy to nie dziwne? Jak większość poranków w czyimś zwykłym życiu... Obawiam się, że nie będę mógł pójść na przyjęcie.
Clarissa: Przyjęcie... To nie ma żadnego znaczenia...
Richard: Byłaś dla mnie taka dobra Pani Dalloway... Kocham cię. I nie sądzę, aby dwoje ludzi mogło być bardziej szczęśliwych niż my.
Zobacz też [edytuj]
- Godziny – powieść