Wojciech Marczewski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Wojciech Szczęsny Marczewski (ur. 1944) – polski reżyser i scenarzysta, prof. nauk o sztukach pięknych. Mąż Teresy, ojciec Filipa i Macieja.

  • (…) dokument jest ważny i to nie tylko w swojej czystej formie – kinowej lub telewizyjnej. On jest istotny również dla fabularzystów, dla pewnego sposobu myślenia o rzeczywistości i o sztuce. Wiąże je ze sobą.
  • Jeśli chodzi o technologię, nasze kino zaczyna być już porównywalne ze światowym. Oczywiście ciągle jesteśmy niedofinansowani, jednak sam sprzęt, jak kamery czy komputery, na których montuje się filmy, stał się już ogólnie dostępny. Polepszyła się jakość i o to trzeba dziś dbać. Filmu, traktując go wyłącznie jako produkt, nie da się sprzedać jako coś szarego, brudnego czy nieostrego tłumacząc jedynie, że na tym właśnie polega sztuka.
  • Każda szkoła filmowa daję pewną podstawę do tego zawodu. Tymczasem najtrudniejszą chwilą dla jej studentów, jest moment, kiedy oni ją kończą. Wpadają wtedy w czarną dziurę. W normalnej szkole panuje swoisty reżim. Trzeba pilnować terminów skończenia i składania scenariuszy, profesorowie gonią, trzeba zrobić tyle, a tyle filmów fabularnych oraz dokumentalnych. Kiedy kończą studia, przestaje ich ktokolwiek poganiać, a wręcz nikt na nich nie czeka i ich nie potrzebuje. Dlatego sami muszą przedrzeć się i zakomunikować: oto jestem, mam ważny, interesujący temat i nie prawdą jest, że mnie nie potrzebujecie. Szkoły nie uczą jednak tego, jak tak naprawdę wejść na rynek.
  • Najpiękniejsze wiersze Różewicza oscylują między konkretem, betonem, kurzem, a metaforą.
  • Obecnie producent ma ogromne prawa. Może na przykład kazać reżyserowi oraz montażyście zmienić zakończenie ponieważ mu się ono nie podoba.
  • Pojęcie czasu zaczęło się skracać. Dzieje się tak za sprawą reklamy, atakowania obrazami. Coraz szybciej je kojarzymy, coraz szybciej myślimy. Wydawałoby się, że to powinno nas doprowadzić do tego, że i filmy będą krótsze, i bardziej sprecyzowane, określone. Z drugiej jednak strony telewizja pełni tu taką funkcję mielonego kotleta z herbatą. I zawsze, oczywiście, można powiedzieć: to szkoła, uniwersytet powinny tego nauczyć. Ale życie jest silniejsze niż jakikolwiek kurs. Jeżeli więc telewizja coś takiego preferuje, wówczas żaden wykładowca z tym nie wygra.
  • Powinienem kręcić filmy tylko wtedy, kiedy mierzę się z tematem czy materiałem, który dogłębnie mnie porusza i jest dla mnie osobiście ważny. Tylko wtedy (…) staję się utalentowany, inteligentny i wrażliwy… Wtedy wchodzę w wyobrażony świat z pełnym przekonaniem. Widzę go w obrazach, kolorach, wiem, jaki rytm mu narzucić. Czuje się wówczas kompetentny. Znajomość warsztatu jest niezbędna, ale nie wystarcza, by zrobić dobry film. Jestem przekonany, że takie wartości, jak talent, inteligencja czy wrażliwość nie mają wymiaru constans.
  • Przede wszystkim należy napisać dobry scenariusz. Nie wierzę, że przy naprawdę dobrym tekście, nie znajdą się na niego pieniądze.
  • Rozmawiałem o tym kiedyś z Andrzejem Wajdą i doszliśmy do wniosku, że w filmach nie ma sensu atakować komuny za pomocą dialogów. Jeśli bohater powie: „W PRL-u nie da się żyć”, cenzor natychmiast to zauważy i wytnie. Wystarczy jednak pokazać to samo za pomocą obrazu, zwrócić uwagę na to, jak trudno jest bohaterowi kupić kostkę masła albo kawałek mięsa, i sytuacja robi się już bardziej skomplikowana. Oczywiście cenzorzy również się wtedy czepiali, ale nie mieli z nami szans, bo mówiliśmy po prostu, że przecież filmujemy świat taki, jaki jest naprawdę, a żeby to sprawdzić, wystarczy wyjrzeć za okno.
    • Źródło: Piotr Czerkawski, Drżące kadry. Rozmowy o życiu filmowym w PRL-u, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, 978-83-8049-917-1, s. 103
    • Zobacz też: cenzor
  • W powieści Pawła Huelle zawarta jest tęsknota za tym czasem i tymi momentami w naszym życiu, kiedy byliśmy beztroscy, kiedy świat odbieraliśmy wszystkimi zmysłami, kiedy potrafiliśmy naprawdę opisać szczęście, a nie zręcznie sformułować slogan. Kiedy miłość była miłością, a ból był bólem. Kiedy nie baliśmy się śmierci, bo ona stanowiła dla nas wyzwanie. Dojrzewając, zaczynamy tęsknić za tymi czasami, kiedy byliśmy naprawdę autentyczni. Dorosły nie cieszy się już pełnią życia. Zaczyna kalkulować, manipulować, uczy się jak zbudować tarczę, chroniącą go przed prawdziwymi emocjami. Żyje, ale tak naprawdę jest to namiastka prawdziwego życia, ponieważ owa tarcza nie dopuszcza do niego ani bolesnych, ani cudownych doznań, które płyną z otaczającego go świata. To jest podstawowy powód, dla którego ja obsesyjnie powracam do dzieciństwa i dla którego zdecydowałem się zrealizować Weisera.
  • W tamtym filmie liczył się dla mnie przede wszystkim – wcale nie aż tak bardzo widoczny w literackim pierwowzorze autorstwa Zegadłowicza – wątek człowieka, który rozumie, że w życiu chodzi o to, by uratować się z zamętu. Bo odkąd jesteśmy dziećmi, wszyscy – rodzice, szkoła, Kościół – robią nam mętlik w głowie i chcą sprawić, byśmy zachowywali się zgodnie z ich oczekiwaniami. Niektórzy czynią to z troski, inni z potrzeby sprawowania władzy, ale rezultat zawsze jest ten sam – odebranie jednostce wewnętrznej wolności. Oczywiście to zagrożenie nie mija wraz z okresem dojrzewania, jest obecne cały czas.
    • Opis: o debiutanckim filmie Zmory (1978).
    • Źródło: Piotr Czerkawski, Drżące kadry. Rozmowy o życiu filmowym w PRL-u, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2019, 978-83-8049-917-1, s. 106-107
  • Wojna jest dla mnie w jakimś stopniu pretekstem – interesują mnie ludzkie postawy, przeżycia, ambicje i dążenia. Ujawniają się przecież najdobitniej właśnie w sytuacjach dramatycznych, jakich dostarczał tamten okres.
    • Źródło: „Film” nr 7, 1972
  • (…) zmiana, jaka nastąpiła po przejściu na nowy ustrój, bardzo boleśnie dotknęła filmowców. Wtedy to zostały właściwie rozwiązane zespoły filmowe.

O Wojciechu Marczewskim[edytuj]

  • Wojciech Marczewski – prawdziwy oryginał wśród naszych filmowców, nie zabiegający o splendory i nagrody, kręcący rzadko i tylko wtedy, gdy ma coś istotnego do powiedzenia.