Melchior Wańkowicz

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Melchior Wańkowicz

Melchior Wańkowicz (1892–1974) – polski publicysta i pisarz.

Przez cztery klimaty. 1912–1972[edytuj]

(wyd. Pax, 1976)

  • Każdy dzień ma swój aromat.
    • Źródło: s. 182.
    • Zobacz też: dzień
  • Legendy to dopiero trwałe prawdy.
    • Źródło: s. 448.
    • Zobacz też: prawda
  • Szewc zazdrości kanonikowi, że został prałatem.
    • Opis: tytuł felietonu.
    • Źródło: s. 403.

Szczenięce lata (1934)[edytuj]

  • Chłop [białoruski] lubił czuć silną rękę nad sobą, rozumiał się na tej polskiej „pańskości” i kochał się w niej.
  • Przez te siedemnaście lat byłem w siedemnastu krajach. I w siedemnastu krajach widziałem siedemnaście innych katolicyzmów, siedemnaście innych demokracji, siedemnaście innych komunizmów. Katolik w Abisynii kastruje niewolników, katolik w Anglii czyta Biblię. Widziałem we Francji odezwy komunistów skierowane do rentierów z wezwaniem o poparcie. A demokracja w każdym kraju inną rzepkę skrobie. Wielkie idee adaptują się do podłoża cywilizacyjnego.
    • Źródło: wyd. Czytelnik, 1957, s. 11.

Inne[edytuj]

  • A jego tancerka, cicha dziewczyna, Krysia Heczkówna? Była wśród tych, którzy z Żoliborza przebijali się do Warszawy. Przy oddziale było dziewięć łączniczek. Na wiadukcie dzielącym Żoliborz od Warszawy stały czołgi niemieckie, a nadto artyleria niemiecka strzelała wzdłuż ulicy. Siedem łączniczek poległo. Ich kapelan, ksiądz Truszyński, błogosławiony przez biedaków swojej parafii na Marymoncie (kiedy już tlała na nim dawna sutanna, parafianie sprawili mu nową), ujrzawszy po wojnie Mamę w szpitalu, w którym leżał jako ranny, zwrócił na nią oczy z wyrazem cierpienia: – Proszę pani, ja raz załamałem się i nie podszedłem do konającego na barykadzie. Wówczas doczołgał się pod wiadukt i dysponował Heczkównę na śmierć. Umierając powiedziała:
    – Słodko jest umierać za ojczyznę.
    Była nieporadna w wyrażaniu uczuć i źle pisała ćwiczenia. Tę samą nieporadność widziałem także w bitwie o Monte Cassino, gdzie umierający żegnali się z życiem szymlem najbardziej górnolotnych i oklepanych frazesów; frazesy nagle nabierały rumieńców; nabierały wagi relikwii.
    • Źródło: Ziele na kraterze, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2007, s. 368.
  • Cukier krzepi!
    • Opis: hasło reklamowe. Czasem podaje się także jego dalszy ciąg (niekiedy również przypisywany Wańkowiczowi): „Wódka lepiej.”.
    • Zobacz też: cukier
  • Hanka nerwowo grzebie w torebce. Podaje mi szary porubrykowany kawałek papieru. Jest to metryka śmierci, wydana przez „sielsowiet” – urząd gminny. Metrykę podpisał lekarz, urzędujący w innej gminie, który chorego nie widział. W rubryce: „Przyczyna śmierci” wypisał „głód”. Każdy naród ma swoje ulubione wyrażenie. Amerykanie mówią: „Okay”, Anglicy: „All right”. Te wyrażenia w uproszczonym skrócie oddają ducha narodu. Naród rosyjski ma takie słowo: „Oczeń prosto” (co dosłownie znaczy: „całkiem prosto” i ma sens: „zupełnie zrozumiałe, nie ma się czemu dziwić”). Dlatego lekarz gminny w metryce wystawionej siłą wywiezionemu i bez sądu pozbawionemu życia obywatelowi „sojuszniczego państwa”, mającego już wówczas swoje poselstwo w Rosji, wypisał jako przyczynę śmierci – głód. Oczeń prosto...
    • Źródło: Dzieje rodziny Korzeniewskich, Warszawa, Wydawnictwo Polonia, 1991, s. 174.
  • Im policja lepsza, tym kryminaliści sprytniejsi.
    • Źródło: Tędy i owędy, Instytut Wydawniczy Pax, 1974, s. 25.
    • Zobacz też: policja
  • Jeśli porównać wytwarzanie człowieka w Polsce do jakiegoś procesu fabrycznego, to gdzieś na końcu taśmy Taylora jest ostatni czan z jakimś niewłaściwie dobranym barwnikiem, który wszystko psuje.
    • Źródło: Klub Trzeciego Miejsca; Kundlizm; Dzieje rodziny Korzeniewskich, wyd. Polonia, Warszawa 1991, s. 104.
  • Każdy ginący człowiek to cały świat sam w sobie.
    • Źródło: Szkice spod Monte Cassino, wyd. Wiedza Powszechna, 1972, s. 181.
  • Lotem bliżej.
    • Opis: hasło reklamowe.
  • Major Sucharski objął dowództwo na Westerplatte we wrześniu 1938 roku. Stary, wypróbowany żołnierz, nieżonaty – bo takich dobierano na ten stracony posterunek – został posłany na Westerplatte. Był to wąski język lądu wysunięty w morze.
  • Mało który z poważnych twórców nie uznawał pracy jako nieodłącznego atrybutu pisarstwa.
    • Źródło: Karafka La Fontaine'a, tom 2, Wydawnictwo Literackie, 1972, s. 342.
  • Mama to miękkie ręce, Mama to melodyjny głos, to chuchanie na uderzone miejsce. Mama to samo dobro i sama przyjemność, coś, co dobrze jest mieć w każdej chwili życia koło siebie, dookoła siebie, gdzieś na horyzoncie. A jednak równocześnie Mama to szereg praw, niezłomnych „pójściów spać”, okropnych „proszę to włożyć”, Mama to szorowanie ostrym ręcznikiem, to godziny odmierzone, żywot przyjemny, życzliwy, słoneczny, ale bez niespodzianek i zanadto świątobliwy.
    • Źródło: Ziele na kraterze, wyd. PWN, 1993, s. 21.
  • Masa szlachecka, nadająca ton duszy narodowej, wytworzyła w wybijającym się Polaku światopogląd, że jego powodzenie polega nie na pracy, a na uczepieniu się skrawka jakiegoś przywileju. Nie było polskiego mieszczaństwa, przez które normalnie idzie fluktuacja żywych sił z dołu w górę. Wiele wygodniejsi dla szlachty byli Żydzi, których można było krócej trzymać niż mieszczaństwo, i którzy więcej, niż mieszczaństwo, nadawali się do spółki eksploatującej. W Polsce powstały niby dwa narody – szlachecki i chłopski, a między nimi ściana żydowska. To też znakomicie współdziałało w tworzeniu dwoistości duchowego oblicza Polski.
    • Źródło: Klub Trzeciego Miejsca; Kundlizm; Dzieje rodziny Korzeniewskich, wyd. Polonia, Warszawa 1991, s. 104.
    • Zobacz też: szlachta, praca
  • Młody Polak pochodzący ze wsi (…) na uniwersytecie już czasem zaczyna małpieć. Ale po ukończeniu uniwersytetu małpieje na pewno. (…) inny człowiek się robi. Już siadł „z tamtej strony okienka”, już odwala uprzywilejowanego dygnitarza, już strzeże „godności urzędu” i jak się tam nazywają te żałosne przywileje, których się dochrapał.
    • Źródło: Klub Trzeciego Miejsca; Kundlizm; Dzieje rodziny Korzeniewskich, wyd. Polonia, Warszawa 1991, s. 104.
    • Zobacz też: uniwersytet
  • Nic nie ma tak zawodnego jak cyfra.
  • Od błota nigdy oderwać się nie możesz.
  • Ósma para: Andrzej Romocki i Krysia Heczkówna. Andrzej wraz z bratem Jasiem ruszyli do walki z rąk matki. Jakieś kanapki do plecaka, jakiś guzik – cóż więcej mogła? Andrzeju!... - jeszcze mu wsypała do torby garść cukierków. Andrzej, starszy, sensat, czytający poważne książki ekonomiczne, lubił cukierki. Taki był jeszcze dziecinny!... Zamilkły kroki, opadły ręce w straszliwie z nagła pustym domu. Gdy nagle przez drzwi wsunęła się – męska twarz jej syna, a spod hełmu spojrzały dziecinne dla matki oczy i rozległ się głos, jak dawniej, kiedy chował się za jaki sprzęt i kazał siebie szukać.
    – Mamuśka, jestem jeszcze.
    Po Zawadzkim (Zośce) – dowodził kompanią. Przeprowadził, rzecz nieprawdopodobna, kompanię ze Starego Miasta przez Ogród Saski, pilnował odcinka Wisły na Czerniakowie. Kiedy siedzieli, tak już przerzedzeni, w trawach nadwiślanych, mówił do kolegów:
    – Moja mama to jest o, taka mama, wszystkich was zaprosi do nas na przyszłą Wilię.
    • Źródło: Ziele na kraterze, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2007, s. 367.
  • Poczęły się dwudziestoletnie zmagania o „grand dépôt pour la guerre du Nord”, jak określił Gdańsk Napoleon, o prawdę sformułowaną lapidarnie przez Fryderyka II: „Kto zdobędzie ujście Wisły, będzie właściwym jej panem, a nie ten, kto nią rządzi”.
    • Opis: o zmaganiach o dostęp do morza i Gdańsk pomiędzy Polską i Niemcami w okresie dwudziestolecia międzywojennego.
    • Źródło: Melchior Wańkowicz, Walczący gryf, Czytelnik 1963, s. 140.
    • Zobacz też: Napoleon Bonaparte, Wisła
  • Szkoda tylko, że z tego [polskiej lekkomyślności] właśnie nieuchronnie wypływa dużo fanfaronady, blagi i niepotrzebnego wypinania piersi tam, gdzie się ledwo na trójczynę spełniło obowiązek, i okropnie megalomańskich opowiadań o tym, jak to tyle rzeczy u nas jest lepiej, jak to Anglicy nas podziwiają etc. A z tego wszystkiego – jako polska lekkomyślna synteza wojny: Siądę na konika. Podkręcę wąsika. Dobędę pałasza. Wiwat Polska nasza!
  • Szła walka coraz ostrzejsza o to, czy Gdańsk jest Freie Stadt – wolne miasta, czy Freistaat – wolne państwo.
    • Opis: o rywalizacji o Gdańsk przez Niemcy i Polskę, pomiędzy I i II wojną światową.
    • Źródło: Melchior Wańkowicz, Walczący gryf, Czytelnik 1963, s. 140.
  • To, co było proste, należało niezmiernie skomplikować, bo przecie jedynie na tym mogło się wyżyć poczucie wielkości nic poza tym nie umiejącego robić człowieka, tylko to było glejtem dla zapadającej się klasy [poszlacheckiej inteligencji], że jest na jakimś polu niezastąpiona. Chłop dochrapujący się stanowiska za okienkiem małpował ten styl, bo biurokratyzm był jedyną formą wyżycia się jako człowieka uprzywilejowanego. Stąd niezrozumiałe dla normalnego człowieka „przyjdź pan jutro” w naszych urzędach. Czemu jutro? Czy jutro najjaśniej oświecony pan dygnitarz będzie mniej zajęty? Nie, nic podobnego. Jutro tej następnej serii petentów będzie odpowiadał: „Przyjdź pan jutro”. Bo tak każe system robienia gościa na miękko, wyżywania się w swojej władzy. Zaraz załatwić? Nie ma tak dobrze… Każdy by tak chciał…
  • W pewnej chwili zbudził go niesamowity huk. Porwał się – za oknem na tle nieba widać było, jak lecą czubki drzew. Po chwili inny huk wstrząsnął powietrzem. – „Schleswig-Holstein” – przekrzyknął kapitan Dąbrowski, śpiący w tymże pokoju. Teraz poszedł drobny – tak znany – mak strzałów. Spojrzeli po sobie. – Nasze maszynki... Spojrzeli na zegarki: 4:50. Dzwoni telefon: – Porucznik Pająk melduje się. Brama kolejowa wysadzona; Niemcy wtargnęli; otworzyłem ogień.
Commons-logo.svg