Gwałt (powieść)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Gwałtpowieść Joanny Chmielewskiej, wydana w 2011 roku, o tematyce kryminalno-sądowniczej. Cytaty za wyd. Klin, Warszawa 2011.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Patrycja[edytuj]

  • (…) decydentem musi być facet, nie baba, na najwyższych stanowiskach u nas panuje antyfeminizm. Chyba że Wanda Wasilewska, ale zdaje się, że ona już zrobiła wszystkim grzeczność i zeszła z tego świata.
  • (…) u Klimczaków musiała wypić więcej. A skoro Stefcia wypiła więcej, to ktoś inny musiał wypić mniej, bo to nie była Kana Galilejska i alkohol im się cudownym sposobem nie rozmnażał.
    • Źródło: s. 165

Inni[edytuj]

  • Doskonale się bawię. Doktorat z neurologii też zrobiłem i wszystko to razem pozwala mi udawać, że znam świetnie mózg człowieka. Na tej sali sądowej stwierdzam, iż pojęcia nie miałem, jakie tajemnice to urządzenie przede mną kryje i jakich głębi jeszcze nie sięgnąłem.
  • Dostałam prikaz odgórny, znaleźć najgłupszego sędziego w całym województwie, bo mniej głupi nie da się narwać na wyrok skazujący. A temu już wszystko jedno, dawno powinien być na emeryturze, z litości w Płońsku go jeszcze trzymamy, po kumotersku, no i teraz się przydał.
    • Postać: pani Wanda
    • Źródło: s. 113
    • Zobacz też: sędzia

Dialogi postaci[edytuj]

  • – A tam, w tej piwnicy… Niech nam pani powie, jak to było. Jak zdejmował spodnie, to przecież pani nie trzymał?
    – Owszem, trzymał mnie.
    – W jaki sposób? Nie miał przecież trzeciej ręki?
    – Zębami – podsunęła Patrycja życzliwie i cichutko. – Siłą woli.
    • Źródło: s. 152
  • – Co jeszcze świadek może powiedzieć?
    Stary Wojciechowski namyślał się bardzo porządnie, a nieco już obficiej zaludniona sala zamarła w oczekiwaniu.
    – Prosiłbym o zwrot kosztów podróży, bo to ja z daleka…
    • Źródło: s. 201
  • – Mówiła pani o zgwałceniu?
    – Mówiła… – chwila wahania. – Potem.
    Obrońca nie wytrzymał.
    – Trudno, żeby przedtem – zauważył krytycznie i wyjątkowo głośno, na co sędzia kiwnął głową z wyraźną aprobatą.
    • Źródło: s. 190
  • – No, a jak przyszedł Klimczak?
    – Na nogach zapewne – zgrzytnęła do siebie cichutko Patrycja, bo niby jak inaczej miał przyjść? Na czworakach?
    • Źródło: s. 139
  • – Sam z siebie powiedział, właśnie tak, jak pan najmi… papu…
    Zastopowało go straszliwie. Mecenas nie był zaskoczony.
    – Drobiazg, niech pan się nie krępuje, ja znam te określenia. Najmimorda, papuga, przed sądem tak nie wypada, może pan mówić obrońca albo mecenas. Proszę kontynuować.
    – Ja nie… – jął się usprawiedliwiać beznadziejnie speszony świadek – ja tego… nie miałem do czynienia… ja nigdy nie byłem karany…
    – Nic straconego – wtrącił życzliwie prokurator.
    – No! – przyświadczył z lekkim ożywieniem sędzia.
    • Źródło: s. 94
  • – W oczy bije. Gliny razem z prokuraturą walą w Klimczaka jak w kaczy kuper, a urocze panienki w pełnej zgodzie jadą po Stefci jak po łysej kobyle.
    – Nadmiar zoologii – skrytykował Kajtuś.
    • Źródło: s. 110

Cytaty z narracji[edytuj]

  • Młoda dziewczyna, ładna, utapirowana w potężną szopę, niepotrzebnie powiększającą głowę, z tyłu porządnie skołtunioną, zatem produkcji własnej. Ubrana w mini tak przesadne, że już krótsze nie mogło być, a odrobinę ciaśniejsze by pękło, drobna, szczupła, zuchwała, wyzywająca i zrozpaczona. Zarzycka przy niej robiła niemal wrażenie damy.
    • Opis: charakterystyka Karczewskiej.
    • Źródło: s. 157
  • Na tak długą wypowiedź sędzia pozwolił oskarżonemu tylko dlatego, że zajęty był gmeraniem w papierach i mamrotaniem do ławników. Na dobrą sprawę Klimczak mógł spokojnie rozpocząć Pana Tadeusza i dojechać aż do „…jak mnie, dziecko, do zdrowia przywróciłaś cudem”, a sędzia nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi i podyktowałby do protokółu: „czułem się niezdrowy”.
  • Nie oczekiwała wizyty Kajtusia i nie miała na nią najmniejszej ochoty, skompromitował się tak dziwnie, że wstyd jej było za niego. Nie czuła nawet wściekłości, działał głównie węch. Coś jej tu strasznie śmierdziało i chciała dociec źródła aromatu bez kajtusiowych matactw, na wszelki wypadek wolała knajpę niż pokój, gdzie zbyt łatwo mógłby ją uwięzić.
    • Źródło: s. 227
  • Parodia rozprawy! Może przeprowadzali przedtem próbę generalną i sędzia niezbyt dokładnie nauczył się roli…
    • Źródło: s. 81
    • Zobacz też: parodia
  • (…) piwo, wielki mi znowu alkohol (…).
  • Sam nie zdawał sobie sprawy w jakim stopniu się w niej pogrążył, ale wyraźnie czuł, że bez Patrycji życie straci wartość. Nie żeby całkiem, aż do sznura i belki na strychu, ale ta ocalała resztka będzie się nadawała do podłożenia pod tramwaj i niczego więcej.
    • Źródło: s. 221
  • Stefcia siedziała teraz jak mysz pod miotłą, z Karczewskiej buchały płomienie, Honorata przeistoczyła się w dobrze wychowany i nieco zawstydzony pień drewna.
    • Źródło: s. 199
  • Zdaniem Patrycji ojciec nie zauważyłby, gdyby Stefcia wróciła bez głowy, względnie w zakrwawionym futrze z szynszyli i z rzeźnickim nożem w ręku. Ewentualnie nawet z pepeszą.
    • Źródło: s. 154

Zobacz też[edytuj]