Dożywocie (powieść)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Dożywocie (powieść) – powieść autorstwa Marty Kisiel z 2010 roku. Cytaty wg wyd. Uroboros, Warszawa 2017.

  • A Konrad był wszak rdzennym mieszczuchem, wychowanym w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów. Zwykle obcował z przyrodą za pośrednictwem kanałów Animal Planet i National Geographic. Mógł godzinami rozprawiać o zwyczajach godowych surykatek albo jeziorach kraterowych, ale jedynym gatunkiem drzewa, które rozpoznawał, była wierzba, koniecznie płacząca, a za naturalne środowisko podgrzybków uważał słoiczek.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 9
  • Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający.
    – Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. – Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 91, 92
  • Bywały takie chwile, raczej rzadkie, kiedy w Lichu budziło się bardzo nieśmiałe podejrzenie, że Szczęsny jest głupszy od jego bamboszków.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 77
  • Ciągnąc za sobą pękatą czerwoną walizeczkę w kwiatki, Licho człapało niczym skazaniec schodami na parter. Półtora nieszczęścia w bamboszkach, krzywo ostrzyżonego, ze zwisającymi smutno skrzydłami i różowym królikiem kicającym przy nodze. (…) Po jego pyzatych policzkach ciurkiem płynęły łzy niczym grochy.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 142
  • Cierpisz, nieprawdaż? (…) Tak, z pewnością. Cierpisz, gdyż czujesz się odrzucone, niechciane i zapomniane niczym… niczym… niczym coś odrzuconego, niechcianego i zapomnianego.
    • Opis: Szczęsny pocieszając Licho.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 140
  • (…) dorosłym człowiekiem, a dorosły człowiek mierzy się ze swoimi demonami, żeby je oswoić, no, ewentualnie zatłuc, przebić kołkiem, na wszelki wypadek zdekapitować i zakopać na rozstaju dróg.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 40
  • – Fuksja, amarant czy purpura?
    – Że co?
    – Dziergam szalik dla Licha i mam dylemat, jaką barwę wybrać. – Podsunął Konradowi po nos kłębki mechatej włóczki. – Fuksja, amarant czy purpura?
    – Bardziej oczojebnych nie było? (…)
    • Opis: rozmowa Konrada ze Szczęsnym.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 91
  • (…) – Ja ją kiedyś zaduszę…
    – Panna, co? – Brwi Kusego rozpoczęły pełną podtekstów gimnastykę.
    – Skorpion, o ile kojarzę, wyjątkowo jadowity egzemplarz. Nie, panie Kusy, nie panna – wyjaśnił, widząc całkowity brak reakcji na sarkazm. – Wampirzyca, pijawka, koszmar wcielony, potwór, poganiacz niewolników, czyli moja agentka. (…)
    • Źródło: rozdział 3. Ujma na honorze, s. 173
  • Ja z wami oszaleję. I to raczej prędzej niż później, chyba że wcześniej zginę śmiercią bolesną i tragiczną.
    • Postać: Konrad Romańczuk
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 121
  • Jako tradycyjny anioł stróż Licho nie miało na wyposażeniu żadnych mieczy ognistych ani tym podobnych, robiących odpowiednie wrażenie akcesoriów, mogło co najwyżej kopnąć z bamboszka.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 74
  • Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 94
  • Konrad przeleżał całą noc, gryziony i podszczypywany przez stado dzikich wątpliwości, które cierpiały na bezsenność i uważały, że on też powinien.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 141
    • Zobacz też: wątpliwość
  • Licho nie lubiło śnieżek, wolało lepić bałwanki. Nie wpadały tak za kołnierz.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 71
    • Zobacz też: bałwan
  • – Ładnie, prawda? – przytaknął całkowicie odporny na ironię anioł. – Bardzo przytulnie, apsik. Meble od paru dekad te same, a poszewki na poduszki panicz ciągle nowe haftuje.
    – Eee… Panicz…?
    – Uhm, panicz. Kiedy walczy z jesienno-zimowo-wiosenną chandrą. Latem robi sobie przerwę.
    – Na dobry humor?
    – Na konfitury. Z malin, borówek, czasami z wiśni… – Licho westchnęło z rozmarzeniem. – Oj, z wiśni są najlepsze. (…)
    • Opis: rozmowa Konrada z Lichem.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s.
    • Zobacz też: humor, konfitury
  • Mikołajkowe prezenty zdążyły się już znudzić, po słodyczach zostały tylko stosy sreberek i papierków, nowe komórki tłuszczowe oraz radosne zaczątki próchnicy, zaś pora na rozplątywanie światełek i ubieranie choinki jeszcze nie nadeszła. Takie grudniowe ni wpiął, ni wypiął, kiedy nie za bardzo wiadomo, co ze sobą począć.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 69
    • Zobacz też: próchnica
  • Miłujcie się, bracia i siostry w naturze, miłujcie kwiecie, miłujcie ziele! Zrzućcie okowy drobnomieszczańskiej moralności, uwolnijcie swe ciała i dusze z niewoli genetycznie modyfikowanych kłamstw i konserwantów, jakimi karmią was wielkie korporacje. Dajcie się ponieść czystej, nieskrępowanej miłości Matki Ziemi!
    • Źródło: rozdział 5. Mroczna tajemnica Rudolfa Valentino, s. 281, 282
  • Myślałem o tym całą noc. (…) Wiem, że chcesz mnie za wszelką cenę ściągnąć z powrotem do miasta, choćby w dybach ponownego związku. Parę osób pewnie by się z tego ucieszyło. Ty, Majka… troje znajomych oszołomów… (…) Ale jest też ktoś, kto zasmarkałby się na śmierć, rwąc sobie włosy z głowy i pióra ze skrzydełek. I kto nie oczekuje ode mnie, że się zmienię i zacznę spełniać jego oczekiwania, tylko akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ten ktoś właśnie śpi w moim łóżku z gołym pupskiem i wrednym różowym królikiem pod pachą. Nie mówiąc już o obecnym tu nieszczęsnym paniczu, któremu znowu skończyłyby się palce, zanim zdążyłby popełnić tak pożądane przez ciebie dzieło swego życia po życiu. I tak sobie myślę… że oni są jednak dla mnie ważniejsi niż twoje widzimisię. Dla Majki z czystej przekory nie chciałem się zmienić za nic na świecie, a dla nich… (…) jakoś samo wychodzi
    • Postać: Konrad Romańczuk
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 274
  • – Na akwarycznych bogów, niechże pan ciszej przeżuwa… Ja cierpię…
    – Cierp, bratku, cierp za miliony – zarechotał. – Będziesz miał o czym wierszem pitolić przez następny miesiąc.
    – Jam niewinien…
    – Winien jak cholera. Urżnąłeś mi anioła, rozczochrańcu.
    (…) Konrad z pełną mściwości premedytacją zaczął się tłuc po kuchni, trzaskać, tupać i brzęczeć, szukając kubka najwłaściwszego do porannej kawy. Albo filiżanki. I łyżeczki. I spodeczka, rzecz jasna. Skacowane istoty nadprzyrodzone, świadome, że właśnie ponoszą coś w rodzaju kary, znosiły ten koncert na sprzęt kuchenny i umeblowanie z wielkim samozaparciem, usiłując nie pojękiwać zbyt często.
    • Opis: rozmowa Konrada ze Szczęsnym.
    • Źródło: rozdział 3. Ujma na honorze, s. 169
  • Na lewo – las. Na prawo – też las, liściasty, sądząc po liściach.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 8
  • Nadzieja jednak, jak powszechnie wiadomo, słynie z tego, że matkuje osobom, którym natura poskąpiła inteligencji, braki nadrabiając naiwnością.
    • Źródło: rozdział 5. Mroczna tajemnica Rudolfa Valentino, s. 304
    • Zobacz też: nadzieja
  • – Naprawdę potrzebujecie mojej obstawy? – zapytał, zaglądając w nawet najmniejszy kąt. – Jest was razem sześcioro, nie licząc obu futrzaków i Krakersa. A z nim żaden upiór nie ma szans… o ile trzyma się parteru.
    – Z tobą czujemy się pewniej – odrzekły zgodnie utopce, szczerząc pożółkłe kły.
    – Poza tym jesteś naszym dożywotnim opiekunem. Męczenie ciebie nie tylko dniami, ale i nocami, żebyś nie sparciał do reszty i zachował żywość ciała i umysłu, to nasz moralny obowiązek – dodał największy z nich.
    – Wzruszyłem się aż po pięty…
    • Źródło: rozdział 5. Mroczna tajemnica Rudolfa Valentino, s. 304
  • (…) nic tak nie pomagało w ataku późnozimowej melancholii jak solidna porcja placka z wiśniami oraz ciepłe kakao.
  • – (…) Otóż Konrad złapał depresję. Nie wiem, gdzie i kiedy, niewykluczone, że w mieście, istna sodomia i gomoria tam panuje. Och, oby to nie było zaraźliwe…
    – Na wszelki wypadek często myj ręce.
    • Opis: rozmowa Szczęsnego z Lichem.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 139
  • (…) pogładziła biały, koronkowy kołnierzyk, który własnoręcznie wydziergała, by dodać nutę wyrafinowanej elegancji granatowej garsonce. Nie z próżności, skądże znowu, prędzej wyzionęłaby ducha, niż dała się opętać tak grzesznemu uczuciu – kierowała nią wyłącznie schludność, skromność i głębokie upodobanie do przyzwoitości. Wszak od braku kołnierzyka bardzo blisko już do dekoltu, od dekoltu zaś do bezwstydnego, zwierzęcego obnażenia (…).
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 99, 100
    • Zobacz też: kołnierzyk
  • – Postawiłbym na radosny eklektyzm – zdecydował, wprawiając Licho w konsternację. Z braku lepszego pomysłu pociągnęło noskiem.
    – Oj, bombek w takim kolorze to chyba nie mamy…
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 94
    • Zobacz też: eklektyzm
  • Proszę bardzo, espresso po lichocku. Rozpuszczalna lura ze zwykłym mlekiem i białą śmiercią w ilościach zdolnych powalić słonia.
    • Postać: Konrad Romańczuk
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 22
  • Przede wszystkim Licho postanowiło uzbroić się po zęby.
    Spośród przedmiotów zgromadzonych w wieżyczce jako te najbardziej zabójcze wybrało żółte, gumowe rękawice, sięgające mu niemal po pachy, spray na mszyce oraz mopa. Od razu poczuło się większe i groźniejsze. Prawdziwy mały morderca.
    • Opis: gdy Licho usłyszało, że w domu jest włamywacz.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 74
  • – Przepraszam – skonsternowany Konrad zaczepił pierwszą z brzegu osobę (…). – Ta przyjacielska wymiana poglądów to…
    – Pole bitwy o przyrodę naszą i waszą – dokończył ze smutkiem rudy młodzieniec o fizjonomii Koziołka Matołka. – Miejscowi decydenci, oślepieni mamoną i wizją korzyści majątkowych w postaci stałego dostępu do żywności genetycznie zmodyfikowanej, pakowanej w zabójcze dla środowiska foliowe opakowania, oddali tę oto polanę, ostoję dzikiego, pierwotnego zwierza, w pazerne łapska krwiopijnych przedsiębiorców, którzy chcą postawić tu hipermarket. Przybyliśmy bronić tego skrawka ziemi przed śmiercią przez zabetonowanie. Obecnie trwa pokojowa dyskusja...
    – A żeby was pchły oblazły, lenie niedomyte! – wrzeszczała nieopodal jakaś dobrotliwa staruszka, kręcąc młynka torebką.
    – …po której przejdziemy do również pokojowego pochodu wokół polanki, zakończonego pokojowym przykuciem się do drzew, braci naszych liściastych.
    • Źródło: rozdział 5. Mroczna tajemnica Rudolfa Valentino, s. 282, 28
  • Rozwalony niedbale na sofie Szczęsny oderwał wzrok od książki, którą czytał. Choć sam rzekłby raczej, że zmysłami wszelkimi niczym kielichem z kryształu rzeźbionym czerpał ze zdroju nieziemskiej poezji. Talentu do komplikowania najprostszych nawet czynności nie sposób mu było odmówić.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 75
  • Siła wyższa, bez uprawnień kierująca światem, postanowiła udowodnić, że dysponuje niekończącymi się pokładami czystej, małpiej złośliwości. Najpierw w cudowny sposób rozmnożyła bagaże, zaopatrując ich właściciela w ubrania na dowolną porę roku i okazję, łącznie z balem debiutantów i kolejną powodzią stulecia. Tak na wszelki wypadek. Nie zapomniała też o zestawie naczyń stołowych, karbidówce, środkach higieny mniej lub bardziej osobistej, dmuchanym materacu i wielu, naprawdę wielu absolutnie niezbędnych rzeczach. Bez wątpienia siła była kobietą, i to nad wyraz zaradną.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 7
    • Zobacz też: siła wyższa
  • Słuchaj, cholero, moja cierpliwość to nie Schengen, ma swoje granice.
    • Postać: Konrad Romańczuk
    • Źródło: rozdział 3. Ujma na honorze, s. 188
    • Zobacz też: Układ z Schengen
  • – Śmieci, śmieci, śmieci – mruczała Carmilla, przetrząsając zawartość kolejnych szafek. – Jak widać, nie wszystkim było dane poznać łaskę żywności organicznej.
    – Znamy za to łaskę kruchego ciasteczka, alleluja – oznajmiło pogodnie Licho. (…).
    – Zwaną również klątwą pustych kalorii – burknęła Carmilla (…).
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 237
  • Tak na dobrą sprawę nie za bardzo pamiętał, gdzie i kiedy się poznali. Zstąpiła z niebios, to pewne, uśmiechnęła się do niego, to też pewne, i dobiła go kilkoma celnymi spojrzeniami spod podkręconych rzęs, a wtedy owe niebiosa, wyraźnie będące z nią w zmowie, z hukiem zwaliły mu się na głowę, odbierając resztki rozumu. Nim się obejrzał, przestał występować w środowisku naturalnym jako Konrad Romańczuk, człowiek, sztuk jedna, i dla całego świata stał się Konradem-z-Majką. Gdzie on, tam ona, gdzie ona, tam on, nierozłączni jak gliniarz i prokurator, Statler i Waldorf, Hewlett i Packard. Po paru miesiącach doszło do tradycyjnej wymiany zapasowych szczoteczek do zębów, aż w końcu pewnego dnia nastąpiła zorganizowana inwazja kobiecości na męską przestrzeń życiową. (…) Otumanionemu miłością i podkręconymi rzęsami Romańczukowi było wszystko jedno. Kiwał potakująco głową, nawet gdy rozmowy zbaczały na tematy pokoju dziecięcego i nieco większego środka lokomocji.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 134, 135
  • Tego roku zima postanowiła być wyjątkowo podstępna. Długo czekała na właściwy moment, tocząc wielce wyrachowaną wojnę psychologiczną, aż wreszcie, mniej więcej w połowie grudnia, sypnęła śniegiem aż miło i odniosła spektakularny sukces. Drogowcy byli bardzo zaskoczeni. Nikt natomiast nie był zaskoczony zaskoczeniem drogowców i chyba tylko dlatego obyło się bez zamieszek.
    • Źródło: rozdział 2. Upadły anioł, różowy królik, s. 72
    • Zobacz też: zima
  • – Tyś źrenicą oczu moich! Tyś promieniem nadziei mrok rozświetlającym! Tyś chwilą wytchnienia w znoju i bólu wszelkim! Ach, strudziłem usta daremnym użyciem! – zakrzyknął i mocno pociągnął dziewczynę, aż padła przed nim na kolana. – Do rzeczy. Marianno!… – szepnął jej płomiennie wprost do ucha. – Kochanko niebiańska… usiądziesz mi na grobie?…
    – A pierścionka to ty masz? – odparła krótko i węzłowato.
    – Słu… słucham?
    – Pierścionka – powtórzyła. – Złotego, z oczkiem, najlepiej czerwonym. Ja tak bez niczego na żadnym grobie nie usiędę. Matula mówi, że trza się cenić, a nie od razu dla byle kogo szargać wianuszek. Bo potem to cała wieś gada i staruszek z ambony pomstuje.
    • Opis: rozmowa Szczęsnego z Marianną.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 65
  • – Uświadom mnie, jeśli łaskaw – westchnął Romańczuk – co może wiedzieć o miłości nastoletni gówniarz, którzy przez kilka tygodni łaził za wiejską babą, aż w końcu palnął sobie w łeb, bo go nie chciała, a potem jeszcze od niej w pysk po śmierci dostał?
    – Och, wiele… – panicz nie załapał ironii.
    – Nic, kompletnie nic! – warknął na to Konrad. – Dla ciebie miłość kończy się tam, gdzie dla normalnego człowieka dopiero się zaczyna! Za morzem łez, za tymi „och” i „ach”, za Weltschmerzem, za kulą w czaszce, za smętnymi wierszydłami i badylami zrywanymi na łące! Tam jest życie, szare, nudne, przyziemne, czasem bolesne jak wszyscy diabli, ale prawdziwe, z pewnością prawdziwsze niż ta twoja upstrzona rymami miłość! To gasnąca namiętność, wzajemna złość, zażarte kłótnie o byle pierdołę, zgniłe kompromisy, patrzenie dzień w dzień na tę samą kobietę…
    • Opis: rozmowa Konrada ze Szczęsnym.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 51, 52
  • (…) współcześnie nawet Mickiewicz musiałby kręcić kiepskie filmiki autopromocyjne i rzucać je gdzie popadnie w sieci, coby się wybić, a wstęp do Ballad i romansów zapewne zamieściłby na swoim blogasku. Dostawałby słitaśne komcie, a jakiś palant o przeroście ambicji bądź pragnienia intelektu krytykowałby go za to, że pisze ballady zamiast haiku, i bredził coś o zaprzepaszczaniu tradycji kogoś tam przez dwudziestoletnich grafomanów, którzy nie potrafią przyjąć słów krytyki na klatę.
    • Postać: Konrad Romańczuk
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 250
    • Zobacz też: Adam Mickiewicz, haiku
  • (…) zaczęła podziwiać leżakujących na trawniku przed dworcem miejscowych koneserów wina marki wino, rocznik zeszła środa (…).
    • Źródło: rozdział 5. Mroczna tajemnica Rudolfa Valentino, s. 278
  • Zazdrość zżerała ich bez sztućców, zachłannie oblizując palce.
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 215
    • Zobacz też: zazdrość
  • – Zbłądziłem pośród wzburzonych żywiołów, podążając za głosem poetyckiego natchnienia (…).
    – Głos poetyckiego natchnienia kazał ci wziąć kąpiel błotną? – zainteresował się Konrad (…).
    – Zazdrosna o rozkosze bujania w poetyckich niebiosach przyziemność rzuciła się na mą duszę, by rozerwać ją na strzępy i skalać swym brudem.
    – Wpadłeś do rowu?
    – Też. I odczuwam nieodpartą chęć oczyszczenia.
    • Opis: rozmowa Konrada ze Szczęsnym.
    • Źródło: rozdział 3. Ujma na honorze, s. 164
  • Zupa, jak to miała w zwyczaju, milczała niczym zaklęta, aczkolwiek w tym milczeniu dało się wyczuć wyraźne potępienie.
    • Źródło: rozdział 4. Cierpienie i wielokropki, s. 255
    • Zobacz też: zupa
  • Żadne tam „miłość ci wszystko wybaczy”, bo samo życie dobitnie dowodziło, że miłość i wybaczenie są z zupełnie innych bajek, tylko seks, kłamstwa i płyty DVD.
    • Źródło: rozdział 1. Dożywocie, s. 40