Śniadanie u Tiffany'ego (powieść)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Śniadanie u Tiffany'ego (ang. Breakfast at Tiffany's) – powieść Trumana Capote, wydana po raz pierwszy w 1958 roku. Tłumaczenie Robert Sudół.

Holly Golightly[edytuj]

  • A ty wyglądasz tak milutko. Jak mój brat Fred. Spaliśmy we czworo w jednym łóżku i tylko on pozwalał mi się przytulić, gdy noc była zimna. Przy okazji, miałbyś przeciwko, gdybym ci mówiła Fred?
  • Ale nie można oddawać serca dzikim stworzeniom: im bardziej się je kocha, tym silniejsze się stają. Mają siłę, żeby uciec do lasu. Albo polecieć na drzewo. A wreszcie wzlatują pod niebo. I tak to się kończy, panie Bell. Jeżeli pokocha pan dzikie stworzenie, już zawsze będzie się pan wpatrywał w niebo.
  • Ekscytują mnie mężczyźni, którzy mają przynajmniej czterdzieści dwa lata. Znam taka jedną idiotkę, która ciągle mi powtarza, że powinnam iść do psychiatry; mówi, że mam kompleks ojca. To takie merde. Po prostu nauczyłam się lubić starszych mężczyzn, a to najmądrzejsze, co zrobiłam w życiu.
  • Ja się nie przyzwyczajam. Nigdy i do niczego. Kiedy się przyzwyczajasz, to jakbyś umierał.
  • Każdy ma prawo do miłości. Jestem za tym całym sercem. Zwłaszcza, że teraz już dość dobrze wiem, co to jest miłość. Bo naprawdę kocham Jose
  • Kiedy ktoś daje ci wiarę w siebie, pozostaje się jego dłużnikiem
  • Lepiej patrzeć w niebo, niż w nim mieszkać. Tak tam pusto i nijako. Po prostu kraina, gdzie toczą się grzmoty i wszystko znika.
  • Mam u siebie przerażającego mężczyznę – powiedziała, wskakując ze schodków przeciwpożarowych do środka. – To znaczy na trzeźwo jest słodki, ale niech tylko zacznie siorbać vino, no to mój Boże, quel potwór! Jeśli czegoś naprawdę nie znoszę, to mężczyzn, którzy gryzą.
  • -Miło jest uważać się za lepszego od innych – zauważyła.
    - Ale wypadałoby najpierw udowodnić, że ma się ku temu jakieś podstawy.
  • Nadal chcę być sobą, gdy obudzę się pewnego pięknego ranka i zjem śniadanie u Tiffany'ego.
  • Nie chcę mieć niczego na własność, dopóki nie znajdę takiego miejsca, w którym będę wiedzieć, że ja i rzeczy należymy do siebie. Na razie nie za bardzo wiem, gdzie to jest. Ale wiem, jak to jest.
  • Nie czyta się takich listów z rozmazaną szminką.
  • Niech cię Bóg ozłoci, skarbie. Słodki jesteś, że odprowadziłeś mnie do domu.
  • Nigdy nie będę wiedziała, że coś jest moje, dopóki tego nie wyrzucę.
  • On chyba myśli, że jestem w łazience. Nie to, żeby mnie obchodziło, co on myśli, niech go cholera, zmęczy się, to zaśnie, Boże, chyba powinien zasnąć, osiem kieliszków martini przed kolacją i tyle wina, że można słonia wykapać!
  • Spokojna głowa, jestem mistrzynią świata w zaskakiwaniu ludzi
  • Pewnie, że nie miałabym nic przeciwko temu, by stać się bogatą i sławną. Bardzo chcę być bogata i sławna i kiedyś się tym zajmę, ale zamierzam też zachować osobowość. Chcę być sobą, kiedy któregoś pięknego ranka wstanę i zjem śniadanie u Tiffan’ego
  • To zabrzmi strasznie drętwo, ale dobre rzeczy zdarzają ci się tylko jeśli sam jesteś dobry. Dobry? Może raczej uczciwy. Nie żeby zaraz przestrzegać prawa – dla rozrywki obrabowałabym grobowiec i ukradła monety z oczu nieboszczyka – chodzi o uczciwość wobec siebie. Rób co chcesz, bylebyś nie został tchórzem, kłamcą, emocjonalnym oszustem, dziwką, wolałabym mieć raka niż nieszczere serce. To nie kwestia pobożności, tylko zdrowego rozsądku. Rak może cię wykończyć, nieszczerość zrobi to na pewno. Do diabła z tym, skarbie, podaj mi gitarę, zaśpiewam ci fadę po portugalsku, bez błędów
  • Traktuję ludzi tak, jak oni mnie traktują


Paul „Fred” Varjak[edytuj]

  • Jej oczy były duże, trochę niebieskie, trochę zielone, z brązowymi plamkami: wielobarwne jak włosy i, tak samo jak włosy, tchnęły żywym, ciepłym światłem.
    • Opis: o Holly.
  • Joe Bell, jak sam przyznaje, ma trudny charakter, mówi, że to dlatego, iż jest kawalerem i cierpi na nadkwasotę.
  • Każdy, kto go zna, potwierdzi, że ciężko się z nim dogadać. A właściwie graniczy to z niemożliwością, jeśli nie podziela się jego obsesji, z których jedną jest właśnie Holly. Pozostałe to: hokej na lodzie, wyżły weimarskie, Nasza dzieweczka Sunday (tasiemiec radiowy, którego słucha od piętnastu lat) oraz Gilbert i Sullivan – twierdzi, że jest spokrewniony z jednym z nich, ale nigdy nie pamiętam z którym.
    • Opis: o Joe Bellu.
  • Można ją było wziąć za modelkę, być może za młodą aktorkę, tylko, że sądząc po jej rozkładzie dnia, nie miała oczywiście czasu, by być ani jedną, ani drugą.
    • Opis: o Holly.
  • Obserwując Holly, przypominałem sobie dziewczynę, którą znalem w szkole, straszną kujonkę, Mildred Grossman. Mildred miała przepocone włosy i zatłuszczone okulary, poplamionymi atramentem palcami robiła sekcje żab, nosiła kawę na pikiety, beznamiętnymi oczyma patrzyła w gwiazdy tylko po to, by obliczyć ich skład chemiczny. Holly i Mildred różniły się od siebie jak ogień i woda, a jednak w moich oczach zyskały nagle bliźniacze podobieństwo, a myśl, która zszyła je razem, biegła mniej więcej tak: osobowość przeciętnego człowieka często się zmienia, co kilka lat nawet nasze ciała przechodzą kapitalny remont. Czy tego chcemy, czy nie, podlegamy naturalnemu procesowi zmian. Poznałem jednak dwie osoby, które nigdy się nie zmienią. To właśnie łączyło Mildred Grossman i Holly Golightly. One nigdy się nie zmienią, ponieważ zbyt wcześnie otrzymały swoją osobowość i podobnie jak ludzie, którzy wzbogacili się nagle i niespodziewanie, zatraciły wyczucie proporcji – jedna została zaprzysięgłą realistką, twardo stąpającą po ziemi, druga- nieuleczalną, zwariowaną romantyczką. Wyobrażałem je sobie w restauracji. Mildred studiuje menu pod kątem właściwości odżywczych, a Holly ma ochotę spróbować absolutnie wszystkiego. I tak już zostanie. Przejdą przez życie i wyjdą z niego tym samym pewnym krokiem, nie zwracając uwagi na przepaść po lewej stronie.”
    • Opis: o Holly
  • Zawsze ciągnie mnie do miejsc, w których dawniej mieszkałem, do domów i okolic. Jest na przykład taka kamienica z ciemnego piaskowca (...) gdzie podczas pierwszych lat wojny miałem swoje pierwsze nowojorskie mieszkanie. (...) Otynkowane ściany miały kolor przeżutego tytoniu (...) Jedyne okno wychodziło na schodki przeciwpożarowe. Mimo to, ilekroć pomacałem w kieszeni klucz do tego mieszkanka, nastrój mi się poprawiał, bo choć ponury, był to w końcu mój pierwszy, własny kąt.(...)
  • Zapadł już zmierzch, gdy udało nam się zgromadzić z pół tuzina słoików; ostatni nabyliśmy w delikatesach na Trzeciej Alei, tuż koło sklepu z antykami, na wystawie którego pyszniła się wspaniała klatka dla ptaków. Zrozumiała mój zachwyt i rozmarzenie. – Ale i tak to tylko klatka – powiedziała
    • Opis: o Holly
  • Zawsze nosiła ciemne okulary, zawsze była elegancko ubrana, a prostota jej strojów wyrażała konsekwentnie dobry gust: odcienie błękitu i szarości oraz brak blichtru, który sprawiał, że sama jaśniała tym większym blaskiem.
    • Opis: o Holly.

Holly i Fred[edytuj]

  • o mieszkaniu Freda
Holly: Jak możesz tu wytrzymać? Przecież to istna jaskinia strachu!
Fred: Do wszystkiego można się przyzwyczaić

powiedziałem, zły na siebie, bo tak naprawdę byłem dumny ze swego mieszkania

Holly: Ja się nie przyzwyczajam. Nigdy i do niczego. Kiedy się przyzwyczajasz, to jakbyś umierał
  • o depresji
Holly: Wiesz, jak to jest, kiedy ma się prawdziwe doły?
Fred: Chodzi ci o chandrę?
Holly: Nie. Chandrę masz, kiedy pada, albo kiedy przytyjesz kilo. Jesteś po prostu przygnębiony i tyle. Prawdziwe doły to coś strasznego. Czujesz lęk, zlewa cię zimny pot i nie wiesz nawet, czego się boisz. Wiesz, że zaraz zdarzy się coś strasznego, ale nie wiesz co. Miewasz takie uczucie?
  • o kocie
Holly: O Jezu słodki. Należeliśmy do siebie. Był mój.

Obiecałem jej, że wrócę tu i odnajdę kota

Fred: I dobrze się nim zajmę, słowo

Uśmiechnęła się, nowym, smutnym i bladym uśmiechem

Holly: A co ze mną?

zapytała szeptem i znów zadrżała

Holly: Strasznie się boję, skarbie. Wreszcie mnie to dopadło. Bo teraz wiem, że tak już może zostać i nigdy nie będę wiedziała, że coś jest moje, dopóki tego nie wyrzucę

Inne postacie[edytuj]

  • Gdyby mieszkała tutaj, spotkałbym ją. Bierzesz takiego człowieka jak ja, który lubi spacerować, który włóczy się po ulicach od dziesięciu albo dwunastu lat i przez cały ten czas wypatruje tylko jednej osoby i nikogo takiego nigdy nie widzi, no to chyba logiczne, że jej tu nie ma? Ciągle dostrzegam części jej ciała, płaski tyłeczek, zwracam uwagę na każdą chudą dziewczynę, która idzie szybko i z wyprostowanymi plecami...(...) Myślisz, że mi odbiło?
    • Postać: Joe Bell
  • Gin działa na wszelkie pozory tak, jak łzy na tusz do rzęs
  • Ludziom wydaje się, że gwiazdy filmowe to wielkie osobowości, a tymczasem w tym wszystkim chodzi o to, żeby nie mieć żadnej osobowości
  • Panna Holly Golightly – w podróży.
    • Opis: na wizytówce.
  • Podobnie jak wielu ludzi, którzy odważnie i szczerze wyjawiają osobiste sekrety, ona nabierała czujności słysząc coś, co przypominało bezpośrednie pytanie
    • Opis: o Holly
  • Powiedziała, że trzeba chcieć coś robić, żeby to robić dobrze, a ona nie chce
    • Opis: o Holly

Cytaty o książce[edytuj]

  • Głównym powodem, dla którego zdecydowałem się napisać o Holly – oczywiście oprócz tego, że bardzo ją lubię – było to, iż jest ona symbolem tych wszystkich dziewczyn, które przybywają do Nowego Jorku, aby tu przez chwilę wirować w promieniach słońca jak stado jętek jednodniówek, a potem zniknąć bez śladu. Chciałem ocalić jedną z nich od anonimowości i zachować ją dla potomnych.
  • Jak każda wyimaginowana postać, Holly Golightly stanowiła melanż rozmaitych rzeczywistych osób. Swoje marzenia o przynależności do wyższych sfer zaczerpnęła od matki Trumana, egzystencjalne obawy od samego Capote'a, ale jej osobowość, która robi wrażenie tak niepowtarzalnej, to zespół cech trzymającej się ciasno razem koterii diw Manhattanu, które Truman jawnie adorował i nazywał swoimi łabędzicami.
    • Źródło: Sam Wasson, Piąta Aleja, piąta rano, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 70; tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik.
  • Książka Capote'a to znakomite studium charakteru pewnej fascynującej dziewczyny, obracającej się wśród niemal równie interesujących ludzi w takichże miejscach.
    • Autor: Richard Shepard
    • Źródło: Sam Wasson, Piąta Aleja, piąta rano, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 101; tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik.
  • Moja powieść była pełna goryczy (...). A Holly Golightly to autentyczna osoba, z krwi i kości, i obdarzona mocnym charakterem, a nie ktoś w typie Audrey Hepburn. Ten film jest ckliwą walentynką dla Nowego Jorku, i samej Holly, więc w rezultacie wypada cienko i urokliwie, podczas gdy powinien być bogaty i niezbyt przyjemny w odbiorze. Jest mniej więcej tak samo podobny do mojej powieści jak The Rockettes do Ułanowej.
    • Autor: Truman Capote
    • Opis: o filmowej adaptacji Śniadania u Tiffany'ego.
    • Źródło: Sam Wasson, Piąta Aleja, piąta rano, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 204; tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik.
  • W Śniadaniu u Tiffany'ego Truman zamierzał rozwinąć swój styl i odejść od kwiecistych zawijasów z, powiedzmy, Innych słów, przesuwając się w stronę bardziej wyważonej, bardziej zdyscyplinowanej narracji.(...) Tym, którzy go o to pytali, mówił, że strona książki przestała być jego placem zabaw; teraz była czymś w rodzaju sali operacyjnej, on sam zaś jak chirurg – jak Flaubert, jeden z bohaterów – usiłował zredukować niespodzianki do absolutnego minimum.
    • Źródło: Sam Wasson, Piąta Aleja, piąta rano, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 82; tłum. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik.


Zobacz też[edytuj]