Księżyc w nowiu
Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Księżyc w nowiu (ang. New Moon) – romans z elementami horroru autorstwa Stephenie Meyer; kontynuacja powieści pt. Zmierzch wydana w 2006 roku (w Polsce 1 stycznia 2007); tłum. Joanna Urban.
[edytuj] Prolog
- To dobrze, pomyślałam, że alternatywą jest śmierć. Naprawdę nie dbałam o to, że jesteśmy otoczeni przez spragnionych naszej krwi wrogów. Świadomość, że nie wykonałam mojego zadania, odebrała mi wszelką chęć do życia.
[edytuj] 1. Przyjęcie
- Całując go, skupiałam się tylko na tym, żeby nie zapomnieć oddychać.
- – Nie wiem, czy zauważyłaś, babciu, ale mój chłopak trochę iskrzy się w słońcu. Proszę, nie zwracaj na to uwagi. To nic takiego, on tak już ma...
[edytuj] 2. Szwy
- – Próbujesz usilnie zadośćuczynić światu za to, że istniejesz, choć to nie twoja wina.
- Przypuszczałem, że nie zgodzisz się, żebym kupił ci fortepian i grał do snu – wyjaśnił.
[edytuj] 3. Koniec
- – Będzie tak, jakbyśmy nigdy się nie poznali.
- Koniec miłości. Koniec mojego życia.
[edytuj] 4. Wybudzanie się
- Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból.
- Smutno było zdać sobie sprawę, że nie gra się już głównej roli kobiecej. Romans stulecia dobiegł końca.
- Czas przemija nierówno – raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży – ale mimo to przemija.
- Tak, ból w końcu się pojawił.(...) Wydawało mi się, że wyrwano mi z ciała wszystkie najważniejsze organy, że mój tułów to jedna wielka rana o poszarpanych brzegach, pulsująca, niegojąca się mimo upływu czasu.
- Nieraz nad ranem, kiedy z braku snu słabła moja silna wola, martwiłam się, że wszystko mi się wymyka. Moja pamięć była jak sito. Wzdrygałam się na myśl o tym, że pewnego dnia już nie przypomnę sobie koloru Jego oczy, chłodu Jego skóry, tembru Jego głosu. Nie wolno mi było tych cech wspominać, ale moim obowiązkiem było o nich pamiętać.
- Zakaz pamiętania, przy jednoczesnym lęku przed zapomnieniem – wybrałam dla siebie zdradliwą ścieżkę.
- Po raz pierwszy od czterech miesięcy nie wiedziałam, co może mi się przytrafić nazajutrz.
[edytuj] 5. Oszust
- Zastanawiałam się, jak długo jeszcze będę tak cierpieć. Może pewnego dnia, za kilkadziesiąt lat – jeśli ból miał zelżeć kiedyś na tyle, żebym mogła lepiej go znosić – uda mi się ze spokojem wspominać te kilka krótkich miesięcy składających się na najszczęśliwszy okres w moim życiu. Wspominać, wdzięczna za to, że poświęcono mi choć trochę czasu. Że dano mi więcej, niż prosiłam, i więcej, niż na to zasługiwałam. Cóż, może pewnego dnia miało być mi dane tak to oceniać.
- Dotrzymałam tylu obietnic…
Dotrzymałam i czy dobrze na tym wyszłam? Nadeszła pora, żeby zacząć je łamać. Jedną po drugiej. Jak szaleć, to szaleć.
- Tylko nastoletni chłopak przystałby na taki układ: naprawianie niebezpiecznych w obsłudze pojazdów w tajemnicy przed rodzicami, w dodatku za pieniądze przeznaczone na studia.
[edytuj] 6. Przyjaciele
- Kiedy wróciliśmy do La Push, ja „miałam” dwadzieścia trzy lata, a Jacob trzydzieści – widać było, kto walczył, jak lew żeby wyszło na jego.
[edytuj] 7. Powtórka
- – Za bycie odpowiedzialnym – oświadczył uroczyście – dwa razy w tygodniu.
– Za bycie nieodpowiedzialnym w pozostałe dni – dodałam.
- Zapomniane, przykurzone sprzęty – porzucone. Tak jak ja.
[edytuj] 8. Adrenalina
- – Niedźwiedzie nie jadają ludzi. Nie jesteśmy dostatecznie smaczni. – Jacob uśmiechnął się łobuzersko. – Oczywiście ty możesz stanowić wyjątek, założę się, że jesteś bardzo smaczna.
– Piękne dzięki – mruknęłam, odwracając wzrok. Ktoś mi to już mówił.
- I jeszcze te halucynacje! Rewelacja! Mogłam je teraz wywoływać na życzenie – a przynajmniej taką miałam nadzieję.
[edytuj] 9. Piąte koło u wozu
- Byłam jak opuszczony dom – skażony dom – w którym przez cztery długie miesiące nie dało się zupełnie mieszkać. Teraz sytuacja nieco się polepszyła – w najbardziej reprezentacyjnym pokoju przeprowadzono remont – ale to był tylko jeden pokój.
[edytuj] 10. Łąka
- Byłam taka zajęta udając zajętą.
- Jessica odpadała. Jeśli o mnie chodziło, dziewczyna przeszła na ciemną stronę mocy.
- – (...) Odniosłem wrażenie, że jesteś dla nich czymś w rodzaju maskotki.
- Nie potrafiłabym przecież ukryć, że staczam się w otchłań bez dna, że rozpadam się na tysiące kawałków.
[edytuj] 11. Sekta
- Byłam bezsilna, bezbronna. Nie miałam gdzie się schować. Nie miał mi kto pomóc.
- Chciałam być wampirem.
To pragnienie widniało na mojej prywatnej liście marzeń zakazanych, a w dodatku było najbardziej bolesne.
- – Nie jestem już kimś, kto może być dla ciebie przyjacielem czy czymkolwiek innym. Nie jestem już tym, kim byłem kilka tygodni temu. Jestem... prawdziwym potworem.
[edytuj] 12. Wizyta
- – Usiłuję... – zmienił pozycję, żeby nie stracić równowagi. – Usiłuję dotrzymać swojej obietnicy.
Potrząsnęłam głową, żeby otrzeźwieć. To musiał być sen.
– Kiedy to mi obiecałeś, że popełnisz samobójstwo, rzucając się z naszego świerka?
- – Na pewno ukrywałaś kiedyś przed resztą świata jakiś sekret, prawda?
- Jedyna ludzka istota z którą kiedykolwiek szczerze się zaprzyjaźniłam...
Okazała się nie być ludzką istotą.
[edytuj] 13. Morderca
- Za bardzo go kochałam, a miłość nie rządziła się zasadami logiki.
- A więc Victoria na mnie polowała... Miałam szczęście, że jeszcze mnie nie znalazła – szczęście i pięciu czworonożnych ochroniarzy.
[edytuj] 14. Rodzina
- – Założę się, że jest twardsza, niż ci się zdaje. Trzymała z wampirami.
– Pięć dolców?
– Stoi, chociaż taka łatwa wygrana to żadna przyjemność. Coś dzisiaj szafujesz forsą, chłopie?
- – Mam nadzieję, ze Paulowi udało się capnąć Jacoba raz czy dwa – wyznał Jared. – Będzie miał chłopak nauczkę.
– Akurat – żachnął się Embry – Nie widziałeś, jak szybko Jake się zmienił? Ułamek sekundy. Ma prawdziwy talent. Sam nawet nie zdążył zareagować.
– Paul siedzi w tym dłużej. Stawiam dziesięć dolców, że zostawił przynajmniej jeden ślad.
– Zakład stoi. Jake to as. Paul nie miał szans.
- Miłość jest ślepa. Im mocniej się kogoś kocha, tym bardziej irracjonalnie się postępuje.
[edytuj] 15. Ciśnienie
- – Życie jest skomplikowane – westchnęłam.
– Tak – mruknął. – A dziewczyny okrutne.
- Samotność mi nie służyła. Tyle myśli nie dawało mi spokoju!
[edytuj] 16. Parys
- Jakie to dziwne, pomyślałam. Tonie się w dół, a nie w górę.
- Co jeśli Parys był przyjacielem Julii? Jej najlepszym przyjacielem? Jedyną osobą, której mogła zwierzyć się, jak bardzo cierpi po odejściu Romea? Co, jeśli nikt inny tak dobrze jej nie rozumiał i przy nikim innym tak dobrze się nie czuła? Jeśli był współczujący i cierpliwy? Jeśli się nią zaopiekował? Co, jeśli Julia nie umiała sobie wyobrazić bez niego dalszego życia? Jeśli w dodatku naprawdę ją kochał i zależało mu na jej szczęściu?
Co, jeśli… i ona kochała Parysa? Nie tak, jak Romea, to o oczywiste, ale dość mocno, by także pragnąć go uszczęśliwić?
[edytuj] 17. Gość
- – Czy po wyjeździe wampirów nie mogłaś dla odmiany zaprzyjaźnić się z paroma ludźmi?
- Tak właśnie się czułam – jakby ktoś umarł. Ba, jakbym to ja umarła.
- Z odejściem Edwarda nie straciłam jedynie ukochanej osoby(..). Straciłam tych osób wiele – całą rodzinę – a co za tym idzie całą swoją przyszłość, przyszłość, którą spodziewałam się wśród nich spędzić.
- Żyłam bez celu, a więc tak, jakby mnie nie było.
[edytuj] 18. Pogrzeb
- Twój romans stulecia dobiegł końca. Królewicz nie wróci. Nikt nie wyrwie cię pocałunkiem ze złego snu.
- Ktoś się przedstawił i chłopaka zmroziło. Wyprostował się nagle, opuścił drugą rękę, a z jego twarzy odpłynęły wszelkie emocje.
- Moje ciało zareagowało na jej słowa szybciej niż umysł. Przez kilka sekund nie mogłam pojąć, dlaczego przedpokój ani skąd dochodzi basowy charkot.
[edytuj] 19. Wyścig z czasem
- To, że oprócz nas nikt się nie śpieszy, doprowadzało mnie do szału.
- Zafascynowana, długo jej się przyglądałam. Kiedy w końcu znieruchomiała, przypominała kamienny posąg – gdybym nie była wtajemniczona, myślałabym, że śpi.
- Tak, to byłoby do mnie podobne – własną niezdarnością doprowadzić do katastrofy. Niestety nie mogłam niczego obiecywać.
[edytuj] 20. Volterra
- Obie wskazówki zegara sterczały już pionowo ku górze, a ja nie pokonałam choćby połowy dystansu. Widziałam, że się spóźniłam. Byłam beznadziejną ofermą. Byłam jedynie słabym, żałosnym człowiekiem, a swoją niezdarność miałam przepłacić rychłą śmiercią.
- – Pachniesz dokładnie tak samo tak jak za życia – ciągnął Edward – więc może rzeczywiście trafiłem do piekła. Wszystko mi jedno. Niech będzie i tak.
– Jeszcze żyję! – przerwałam mu, szamocząc się w jego ramionach. – I ty również! Błagam, cofnij się! Zaraz cie któryś zauważy!
Edward zmarszczył czoło zdezorientowany.
– Czy możesz powtórzyć to co powiedziałaś? – odezwał się uprzejmie.
– To nie piekło! Żyjemy, przynajmniej na razie! Ale musimy się stąd wynieś, zanim Volturi...
- Uświadomiwszy sobie, że to nasz ostatnie chwile razem, przywarłam do niego tak ściśle, jak tylko pozwalało na to energiczne tempo marszu.
[edytuj] 21. Werdykt
- Skuliłam się w kącie, tuląc się do Edwarda.
- Edward skinął głową, dając mi swoje przyzwolenie. Nie miałam pewności, czy robi tak, ponieważ wie, że nic mi się nie stanie, czy też dlatego, że stawianie oporu nie miało sensu.
- Czułam, że twarz mam wykrzywiona strachem i że w oczach zbierają się łzy.
[edytuj] 22. Ucieczka
- Trafiłam do nieba – w samym środku piekła.
- Chociaż nie uściskali się na powitanie, tak jak inne pary w hali przylotów, popatrzyli na siebie z taką czułością, że musiałam odwrócić wzrok.
[edytuj] 23. Prawda
- – Wcześniej odbyliśmy poważną rozmowę i musisz wiedzieć, że łamię właśnie jedną z ustanowionych przez niego reguł. No, może nie do końca, bo zakazał mi przekraczać próg swojego domu, nie parapet, ale mimo wszystko... Jego intencje były jasne.
- – Zobaczyłem w twoich oczach, że przyjmujesz moje straszne wyzwanie bez zastrzeżeń. A poinformowałem Cię przecież, że Cię nie chcę! Czy mogłem powiedzieć coś bardziej nieprawdopodobnego, coś bardziej absurdalnego! Potrzebowała Cię każda komórka mojego ciała!
To co mówił teraz, brzmiało nieprawdopodobnie. Tak nieprawdopodobnie, że nadal niewiele do mnie docierało.
Edward, położył mi, dłonie na ramionach. Nawet nie drgnęłam.
– Bello, powiedz mi, proszę, jak to się stało?
Miałam dosyć. Łzy wezbrały we mnie nagłą falą, by niespodziewanie trysnąć na moje policzki.
– Wiedziałam – wyszlochałam. – Od początku wiedziałam, że śnię.
– Ach! Jesteś niemożliwa! – Edward zaśmiał się krótko, sfrustrowany. – Jak mam Ci to przekazać, żebyś i tym razem mi uwierzyła? Nie śpisz i nie umarłaś. Jestem przy Tobie. Kocham Cię. Słyszysz? Kocham Cię! Zawsze Cię kochałem i zawszę będę Cię kochał. Odkąd Cię porzuciłem, nie było sekundy, żebym o Tobie nie myślał. To, co powiedziałem w lesie, było świętokradztwem.
- Chyba trzeba było mu przypomnieć, że jestem już pełnoletnia. Nie miało to, rzecz jasna, większego znaczenia, ale zawsze był to jakiś argument.
- – Dlaczego uwierzyłaś w kłamstwa, a nie wierzysz w prawdę?
- – Zanim cię poznałem, Bello, moje życie przypominało bezksiężycową noc. Mrok rozpraszały jedynie nieliczne gwiazdy przyjaźni i rozsądku. A potem pojawiłaś się ty. Przecięłaś to ciemne niebo niczym meteor. Nagle wszystko nabrało barw i sensu. Kiedy znikłaś, kiedy meteor skrył się za horyzontem, znów zapanowały ciemności. Otoczyła mnie czerń. Nic się nie zmieniło, poza tym, że twoje światło mnie poraziło. Nie widziałem już gwiazd. Wszystko straciło sens.
Chciałam mu wierzyć. Tyle że opisał, jak wyglądał mój świat bez niego, a nie na odwrót.
– Kiedyś twoje oczy przyzwyczają się do ciemności – wymamrotałam.
– W tym cały problem – jakoś im to nie wychodzi.
- – Musisz wiedzieć, że nie jesteś pępkiem świata. – (Dla innych. Dla mnie tak – dodałam w myślach.)
[edytuj] 24. Głosowanie
- Emmett zaśmiał się i wyciągnął ku bratu dłoń.
– Superplan.
Przybili piątkę.
– Wcale nie – syknęła Rosalie.
– Wcale nie – powtórzyłam.
– A mi się podoba – wyznał Jasper.
– Co za idioci – mruknęła Alice.
- – Co? Przecież ja mam 18 lat!
– A ja prawie 110. Czas się ustatkować.
- – Mogę się tym zająć – odpowiedział na moje nieme pytanie. żałowałam, że
nie widzę wyrazu jego twarzy. – Możesz być pewna, że nie stracę nad sobą
kontroli.
– Szwetnie – wymamrotałam, mając nadzieję, że mówię dostatecznie
wyraźnie. Nie było to łatwe w kleszczach palców Edwarda.
– Nie tak szybko – wycedził. – To nie musi stać się dziś.
[edytuj] Epilog
- Za każdym razem, kiedy patrzyłam na idealne rysy mojego towarzysza, serce zaczynało mi bić mocniej, upewniając mnie, że jest na swoim miejscu.