Przejdź do zawartości

William S. Burroughs

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
William S. Burroughs (1983)

William Seward Burroughs (II) (1914–1997) – pisarz i poeta amerykański, także aktor, scenarzysta filmowy i malarz. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych i najbardziej kontrowersyjnych amerykańskich pisarzy.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!

Nagi Lunch

[edytuj]

(ang. Naked Lunch; tłum. Edward Arden)

  • Jestem widmem i marzę o tym, o czym marzy każde widmo: o ciele. Długo płynąłem przez bez-wonne aleje przestrzeni, gdzie nie ma życia, tylko brak koloru i brak zapachu śmierci…
  • Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.
  • Kończą mi się żyły i pieniądze.
  • Śmierć jest bezwonna... Nikt nie może czuć jej odoru przez różowe skręty ciała i jego czarne, krwiste filtry... Woń śmierci to kompletny brak zapachu... Brak zapachu zwraca uwagę, bo wszystko, co żyje, wydziela jakąś woń... Brak zapachu jest równie niepokojący jak absolutna ciemność, cisza, utrata orientacji w czasie i przestrzeni...
  • Codziennie trochę śmierci. To zajmuje czas.
  • Czemuś, ach, czemuś taki smutny, piękny pedale?
  • Dobrze funkcjonujące państwo policyjne nie potrzebuje policji.
  • Mieszkałem w nędznej klitce w tubylczej dzielnicy Tangeru. Nie kąpałem się od roku, nie zmieniałem odzieży ani nie zdejmowałem jej, chyba żeby wbić igłę w szare, drewniane, włókniste ciało, co powtarzało się co godzina. Nigdy nie porządkowałem ani nie odkurzałem pokoju. Puste pudełka po ampułkach i śmieci sięgały aż do sufitu. Już dawno wyłączono elektryczność i wodę, bo nie płaciłem rachunków. Nie robiłem absolutnie nic. Mogłem wpatrywać się przez osiem godzin w czubek własnego buta. Podrywałem się do działania tylko wtedy, gdy pojawił się głód morfiny. Kiedy odwiedzał mnie przyjaciel – a zdarzało się to nieczęsto, bo kto miał mnie odwiedzać? – siedziałem apatycznie, nie troszcząc się, czy wkracza w moje pole widzenia, czy je opuszcza – szary ekran stawał się coraz bledszy i coraz bardziej pusty. Gdyby padł nagle trupem, siedziałbym bez ruchu wpatrując się w czubek buta i czekając, aż będę mógł przejrzeć mu kieszenie.
    • Źródło: Wstęp
  • Igła wcale nie jest najważniejsza. Czy łykasz narkotyki, czyje wąchasz, czy wsadzasz je sobie w tyłek, skutek jest zawsze taki sam: uzależnienie.
    • Źródło: Wstęp
  • Czuję, że się zbliżają, szykują, rozstawiają kapusiów po peronach jak diabelskie pionki, mruczą nad łyżką i pompką, które wyrzucam na stacji metra Washington Square. Przeskakuje bramkę, zbiegam dwa piętra w dół żelaznymi schodami i łapię pociąg do centrum... Drzwi przytrzymuje mi młody, przystojny goguś jak z reklamy pasty do zębów – krótkie włosy, renomowany uniwersytet, niezła robota w biurze. Najwyraźniej uważa mnie za egzotyczny okaz robaka. Znacie takich fagasów – spoufalają się z barmanami i taksówkarzami, świetnie się znają na futbolu, zaraz przechodzą z wami na „ty” i klepią was po ramieniu. Prawdziwy dupek.
  • To nie przypadek, że szefowie tego interesu są zawsze grubi, a narkomani chudzi.
    • Źródło: Wstęp
  • Będziesz kłamał, oszukiwał, donosił na przyjaciół, kradł, zrobisz wszystko, by zaspokoić głód. Bo znajdziesz się w stanie totalnej choroby, totalnego opętania, i nie będziesz mógł postępować inaczej. Wściekły pies nie może nie kąsać.
    • Źródło: Wstęp
  • Starzy ludzie jedzą bez odrobiny poczucia wstydu; człowiekowi chce się rzygać, jak na nich patrzy. Stare ćpuny zachowują się tak samo. Piszczą i skomlą na widok towaru. Po brodach cieknie im ślina, burczy im w brzuchu, aż człowiek spodziewa się, że za chwilę zmienią się w wielką amebę i pochłoną towar. Doprawdy, niesmaczne."Cóż, moi chłopcy będą kiedyś tacy sami – pomyślałem filozoficznie. – Czy życie nie jest dziwne?”
  • – Badanych można poddawać upokorzeniom seksualnym. Nagość, stymulacja afrodyzjakami, nieustanny nadzór, by nie dopuścić do masturbacji (w razie erekcji podczas snu włącza się automat, który wyrzuca badanego z łóżka do basenu z lodowatą wodą, co redukuje do minimum liczbę polucji). Można zahipnotyzować księdza i powiedzieć, że zjednoczy się wkrótce z Barankiem – a później wprowadzić mu do odbytu penis starego tryka. Śledczy uzyskuje w ten sposób kontrolę hipnotyczną – badany przybiegnie do nogi na jedno gwizdnięcie, będzie srał na podłogę, jeśli się powie: „Sezamie, otwórz się!” Naturalnie upokorzenia seksualne zupełnie nie działają na jawnych homoseksualistów. Pamiętam jednego chłopca, którego uwarunkowałem, by robił kupę na mój widok. Później myłem mu tyłek i przelatywałem go. Doprawdy, smakowite. Był zresztą ślicznym chłopcem. Czasami wybuchał płaczem, bo nie mógł powstrzymać ejakulacji, jak go pieprzyłem. Cóż, wyraźnie widać, że istnieją niezliczone możliwości, niczym kręte ścieżki w wielkim pięknym ogrodzie. Badałem te sprawy bardzo pobieżnie na życzenie bonzów partyjnych. Cóż, son cosas de la vida.
  • Utrzymałem pewność ręki, dokonując aborcji po zaniżonych cenach w toaletach na stacjach metra. Upadłem tak nisko, że zaczepiałem ciężarne kobiety na ulicach. Kompletny zanik etyki.
  • Koprofag prosi o talerz, sra na niego, zjada gówno i krzyczy: „Mniam-mniam! Pycha!”
  • Drogi czytelniku, ohyda tego widoku nie da się opisać! Kim jest ten skulony sikający tchórz, złośliwy niczym mandryl, stale zmieniający panów? Kto sra na pokonanego przeciwnika, który konając zjada gówno i krzyczy z rozkoszy? Kto wiesza biernego homoseksualistę i łapie jego spermę ustami niczym wściekły pies? Łagodny czytelniku, chętnie bym ci tego oszczędził, ale moje pióro jest obdarzone własną wolą. O Chryste, co za widok! Czy język lub pióro może opisać te bezeceństwa? Bestialski młody chuligan wyłupił swojemu koledze oko i pieprzy go w mózg. „Ma uwiąd mózgu i jest suchy jak cipa starej baby”. – Pieprzę tę starą cipę, jak w krzyżówce, co mi wynika, jak mi wynika? Już, mój stary, czy jeszcze nie? Nie mogę cię wypieprzyć, Jack, bo zostaniesz niedługo moim ojcem i lepiej by ci było poderżnąć gardło i wypieprzyć moją matkę, niż wypieprzyć ojca albo vice versa, mutatis mutandis i podciąć gardło matce, świętej cipie, choć to najlepszy sposób, żeby zamknąć jej gębę. Chodzi o to, że gość nie wie, że ma dać dupy „wielkiemu białemu tatusiowi” czy przelecieć staruchę. Dajcie mi dwie cipy i stalowego fiuta, trzymajcie swoje brudne paluchy z dala od mojego słodkiego tyłka. Czy myślicie, że jestem pawianem, uchodźcą z Gibraltaru? Mężczyznę i kobietę wykastrował. Kto nie rozróżnia płci? Poderżnę ci gardło, ty biały skurwysynu. Stań otwarcie jak mój wnuk i spotkaj się ze swoją nie narodzoną matką w wątpliwej walce. Zamęt spieprzy mu arcydzieło. Poderżnąłem dozorcy gardło całkiem przez pomyłkę, był takim paskudnym starym fiutem. W pierdlu wszystkie fiuty są takie same.
  • Chrystus?! – szydzi złośliwy, pedałowaty święty, wyjmując ciasto z alabastrowej czary... – Myślisz, że poniżyłbym się do tego stopnia, by czynić cuda?! To doprawdy niesmaczne... – Chodźcie, markizy i markizowie, i przyprowadźcie małe markiziątka. Pokaz dla młodych i starych, dla ludzi i zwierząt... Jedyny prawowity Syn Człowieczy jedną ręką wyleczy chłopca z rzeżączki – tylko dotykiem, ludzie! – a drugą stworzy marihuanę, chodząc po wodzie i sikając winem z tyłka... A teraz trzymajcie się z dala, ludzie, bo elektryczna moc tego gościa może was napromieniować!...
  • Joselito, pisujący kiepskie wiersze o tematyce społecznej, zaczyna kaszleć. Niemiecki lekarz zbadał chłopca, dotykając jego żeber smukłymi, delikatnymi palcami. Lekarz był także skrzypkiem, matematykiem, mistrzem szachowym i doktorem prawa międzynarodowego z prawem występowania w toaletach Hagi.
  • Do kawiarni wślizgnął się wymalowany młodzieniec i chwycił jeden z wielkich czarnych szponów wydzielających słodki, mdlący zapach.
  • Drugi leży na łóżku, pali keif i wydmuchuje kółka z dymu, usiłując trafić w swojego stojącego fiuta. Stawiają tarota o to, kto kogo przeleci.
  • Mak otacza magia, zaklęcia, przesądy. W Mexico City trafiłem na dealera zupełnie na ślepo. „Następna ulica w prawo... teraz w lewo, teraz znowu w prawo”. Był na miejscu: bezzębna twarz starej baby i puste oczy.
  • Opowiadałem ci kiedyś o człowieku, który nauczył się mówić tyłkiem? Poruszał brzuchem, pierdząc słowami. Nigdy w życiu czegoś takiego nie słyszałem. To gadanie przez tyłek robiło niesamowite wrażenie. Słuchając go, człowiek czuł lekkie mrowienie w jelitach, jakby musiał za chwilę iść do sracza. Był to głęboki, zastygły dźwięk, wibrujące tony, które zdawały się wręcz pachnieć. Facet występował w cyrku jako brzuchomówca. Robił fantastyczne numery, mówię ci. Zapomniałem, co gadał, ale było to naprawdę zabawne. „Och, jesteś tam ciągle, stary?” „Jestem, ale zaraz wychodzę”. Po pewnym czasie dupa zaczęła gadać sama z siebie. Gość stawał na scenie i dowcipkował z nią, a wszyscy ryczeli ze śmiechu. Później wyrosły jej małe zakrzywione ząbki i zaczęła nimi jeść. Facet uznał to z początku za zabawne i zrobił z tego nowy numer, ale dupa przegryzała się przez spodnie i zaczynała gadać na ulicy; krzyczała, że żąda równych praw. Poza tym upijała się i lamentowała, że nikt jej nie kocha i że chce być całowana tak samo jak usta. Na koniec mówiła dzień i noc bez przerwy; facet wrzeszczał, żeby się zamknęła walił w nią pięścią, wsadzał w nią świeczki, lecz nic nie pomagało, dupa powtarzała: „To ty się zamknij. Już cię nie potrzebuję. Mogę mówić, gadać i srać”. Od tamtej pory facet budził się rano z przezroczystą błoną na wargach. Było to tak zwane dzikie mięso. Facet zrywał je z ust, a kawałki błony przyklejały mu się do rąk i wrastały w ciało. W końcu usta zasklepiły się i głowa na pewno by odpadła (wiesz, że wśród Murzynów istnieje choroba objawiająca się odpadaniem małych palców u nóg?), gdyby nie oczy, rozumiesz? Dupa nie mogła tylko jednego: patrzeć. Potrzebowała ich. Ale nerwy z czasem uległy atrofii, tak że mózg nie mógł już wydawać poleceń ciału. Tkwił w czaszce jak w więzieniu, odcięty. Przez jakiś czas w oczach malowało się nieme, bezradne cierpienie, ale wreszcie mózg musiał również obumrzeć, bo oczy zgasły i były martwe jak u kraba.
  • Fantastyczna historia o piętnastolatku z Los Angeles. Ojciec doszedł do wniosku, że powinien zerżnąć po raz pierwszy jakąś babę. Chłopiec leży na trawniku czytając komiks, a ojciec wychodzi z domu i powiada: „Masz dwadzieścia dolarów, synu. Chcę, żebyś poszedł do dobrej kurwy i zerżnął jej dupę”. Jadą do burdelu, a ojciec mówi: „W porządku, synu. Reszta należy do ciebie. Zadzwoń do drzwi, a jak otworzy je kobieta, wyciągnij dwadzieścia dolarów i powiedz, że chcesz jej zerżnąć dupę”. „W porządku, tato”. Po kwadransie chłopiec wychodzi. „No i jak, synu, zerżnąłeś jej dupę?” „Tak. Ta rura otworzyła drzwi, a ja powiedziałem, że chcę jej zerżnąć dupę, i wcisnąłem do łapy dwudziestaka. Poszliśmy do mieszkania; rozebrała się. Otworzyłem nóż sprężynowy i zerżnąłem jej kawał dupy, a ona zaczęła wyć jak krowa. Musiałem ją uciszyć raz na zawsze”.
  • — Im częściej coś się zdarza, tym jest cudowniejsze — rzekł pretensjonalny młody Norweg, siedząc na trapezie i odrabiając masońską pracę domową.
    — Żydzi nie wierzą w Chrystusa, Ciem... Marzą tylko o tym, żeby przelecieć chrześcijańską dziewczynę...
  • Osobnicy o rzadkich, niewyobrażalnych zawodach, gwarzący po etrusku, narkomani uzależnieni od jeszcze nie zsyntetyzowanych narkotyków, czarnorynkowi handlarze z okresu trzeciej wojny światowej, poborcy podatków od wrażliwości telepatycznej, osteopaci ducha, detektywi prowadzący śledztwa w sprawie przestępstw ujawnionych przez ślepych paranoidalnych szachistów, doręczyciele fragmentarycznych nakazów aresztowania spisanych hebefreniczną stenografią i zawierających oskarżenia o niewyobrażalne okaleczenia ducha, urzędnicy nie istniejących jeszcze państw policyjnych, dealerzy rozkosznych snów i wspomnień wypróbowanych na wyczulonych komórkach głodu morfinowego i przehandlowanych za surowce woli, miłośnicy ciężkiego fluidu zapieczętowanego w przejrzystym bursztynie marzeń.
  • Przedział kolejowy: dwóch wygłodzonych ćpunów jadących do Lexington zdziera z siebie spodnie, dygocąc z pożądania. Pierwszy namydla sobie fiuta i okrężnymi ruchami wpycha drugiemu w tyłek. “Jeeeeeeeezu!” Obaj natychmiast mają wytrysk. Odsuwają się od siebie i wciągają spodnie.
  • Grecki chirurg zaszył w nim podczas operacji żywą małpę, po czym nieszczęsnego pacjenta zgwałcili zbiorowo arabscy sanitariusze, a jeden z posługaczy ukradł mu penicylinę, zastępując ją proszkiem do szorowania klozetów. Pewnego razu dostał syfa w tyłku i angielski lekarz wyleczył go lewatywą z wrzącego kwasu siarkowego; kiedy indziej lekarz niemiecki, zwolennik tak zwanej "medycyny technicznej", usunął mu wyrostek robaczkowy zardzewiałym otwieraczem do konserw i nożycami do cięcia blachy (uważał teorię bakteryjnego pochodzenia chorób za absurd). Zadowolony z sukcesu, wyciął Leifowi prawie wszystkie narządy wewnętrzne.
  • Uprawiałeś kiedyś seks w stanie nieważkości? Sperma pływa w powietrzu jak ektoplazma, a wszystkim gościom płci żeńskiej grozi niepokalane, a przynajmniej niebezpośrednie poczęcie... Przypomina mi to anegdotę o moim starym przyjacielu, jednym z najprzystojniejszych i najbardziej zwariowanych ludzi, jakich kiedykolwiek znałem, absolutnie zepsutym przez bogactwo. Chodził na przyjęcia z gruszką do lewatywy i wstrzykiwał spermę znajomym kobietom. Wygrał bez trudu wszystkie procesy o ustalenie ojcostwa. Oczywiście nigdy nie używał własnej spermy.
  • Mój drogi, pracuję nad cudownym wynalazkiem... chłopcem, który znika, gdy osiągasz orgazm, i pozostawia po sobie woń palonych liści i odgłos odjeżdżającego pociągu.
  • Spójrzcie, SPÓJRZCIE na makową drogę, nim nią pójdziecie do FATALNEGO KOŃCA... Mądre słowo.
  • Pani Yandrebligh, rozgniótłszy xiucutila: “Och... och... Oooooo-ooooooch!!!” Wrzaski, brzęk tłuczonego szkła, odgłos dartych ubrań. Wznoszący się chór pisków, jęków, skomleń i okrzyków... Woń spermy, wilgotnych cip, potu i stęchły zapach penetrowanych odbytów... Podłogę zaścielają brylanty, futra, suknie wieczorowe, orchidee, garnitury i bielizna, na których kłębi się oszalały tłum nagich ciał.
  • Uczyńmy ten piękny kraj równie czystym jak jędrna pupa młodego chłopca!... A teraz zaintonujmy nasz hymn: “Stare dębowe wiadro”! Studnię oświetlają barwne neonowe światła mieniące się ohydnie jak szafa grająca. Przeciwnicy fluoru maszerują gęsiego koło studni i każdy nabiera kubek wody ze starego dębowego wiadra... Stare dębowe wiadro, stare dębowe wiadro... Staredzebowefiadzo...

Ćpun

[edytuj]
  • Ćpuny (...) trzymały się razem, wymieniając bez końca swoje ćpuńskie gesty. W przód i w tył, ramię kołyszące się w łokciu z dłonią ustawioną wierzchem do góry, gest oddzielności i szczególnej wspólnoty, jak bezwładny nadgarstek pedała.
  • Kiedy człowiek przestaje dorastać, zaczyna umierać.
  • Prawo karne jest jedną z kilku dziedzin, gdzie klient kupuje czyjeś szczęście. Fartu większości ludzi nie da się po prostu przekazać, ale dobry adwokat może sprzedać swe szczęście klientowi, a im więcej szczęścia sprzedaje, tym więcej ma do sprzedania.
  • Cisza to coś, co nie zdarza się często w barze dla pedziów.
  • Gdy ludzie zaczynają rozprawiać o swoich wypróżnieniach, stają się równie niepohamowani, jak proces, który opisują.
  • Chodziłem do postępowej szkoły; za kolegów miałem przyszłych solid­nych obywateli, prawników, lekarzy i biznesmenów z dużego miasta na Środkowym Zachodzie. W stosunkach z rówieśnikami byłem potulny i ba­łem się przemocy fizycznej. Pewna agresywna mała lesbijka przy okazji każdego spotkania ciągała mnie za włosy. Teraz z chęcią dałbym jej po buzi, ale już wiele lat temu spadła z konia i skręciła sobie kark.
    • Źródło: Prolog
  • Często bywa stawiane pytanie: dlaczego człowiek zostaje narkomanem? Odpowiedź jest taka, że zwykle nie zamierzasz nim zostać. Nie budzisz się pewnego ranka, postanawiając, że od dziś będziesz narkomanem. Aby po­paść w nałóg, trzeba przez co najmniej trzy miesiące strzelać dwa razy dziennie. I dopiero po kilku ciągach wiesz, na czym polega prawdziwy głód. W pierwszy ciąg wpadłem dopiero po sześciu miesiącach, a gdy się skończył, objawy towarzyszące odstawieniu były łagodne. Myślę, że nie byłoby przesady w stwierdzeniu, że aby stworzyć narkomana, potrzeba mniej więcej roku i kilku setek zastrzyków. Można, oczywiście, zadać pytanie: dlaczego w ogóle spróbowałeś narko­tyków? Dlaczego używałeś ich tak długo, by zostać narkomanem? Stajesz się narkomanem, bo nie masz silnych motywacji wiodących cię w innych kierun­kach. Narkotyk wygrywa walkowerem. Spróbowałem go z ciekawości. Po­ tem dryfowałem, biorąc zastrzyki, ilekroć mogłem kupić towar. Skończyłem uzależniony. Większość narkomanów, z którymi rozmawiałem, relacjonuje podobne doświadczenia. Nie zaczęli używać narkotyków z jakiegokolwiek powodu, który by im przychodził do głowy. Dryfowali po prostu tak długo, aż się uzależnili. Jeśli nigdy nie byłeś uzależniony, nie możesz mieć pojęcia, co to znaczy pragnąć towaru tym szczególnym łaknieniem narkomana. Nie postanawiasz zostać narkomanem. Pewnego ranka budzisz się na głodzie i już nim jesteś.

Cień szansy

[edytuj]
  • Przybijany do krzyża Chrystus na pewno zrozumiał, że go wystawiono. Bez ukrzyżowania cała umowa była warta tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ostatecznie jego misja miała polegać na takim użyciu potężnej symboliki, by niezliczone miliony istot ludzkich uwierzyły w kulawe kłamstwa.
  • Nauki Chrystusa czyta się jak podręcznik biologicznego samobójstwa. Czy jeleń ma szukać geparda i nadstawiać gardło pod jego kły? Czy ryba ma się sama nabić na haczyk lub wskoczyć do sieci? Żadne zwierzę nie przetrwa, jeśli będzie szukało i kochało swego wroga. Szaleństwo jako praktyczna rada na poziomie somatycznym. Na poziomie psychicznym, jeśli możesz się zbliżyć do wroga, spróbuj uczynić zeń swego przyjaciela albo udusić go tymi obcymi mu więziami. Mądry stary magik powiedział mi kiedyś „Nie mam wrogów. Zamieniłem ich w przyjaciół”. Był to najbardziej niebezpieczny praktyk, jakiego spotkałem. Nauki Chrystusa mają sens na poziomie wirusowym.

Inne

[edytuj]
  • Człowiek z paranoją to taki, który wie trochę o tym, co się dzieje.
    • Źródło: Cytowane w magazynie Friend (1970)
  • Nie przeszkadza mi to, że ludzie mnie nie lubią. Pytanie brzmi: co mogą z tym zrobić?
  • Samobójstwo nigdy nie jest dobre. „To tchórzliwa wyka, bracia moi”.
    • Suicide is never good. "It is a cowardly vetch, O my brothers." (ang.)
    • Źródło: Last Words: The Final Journals of William S. Burroughs
  • Miłość? Co to jest? Najbardziej naturalny środek przeciwbólowy, jaki istnieje. MIŁOŚĆ.
    • Źródło: Last Words: The Final Journals of William S. Burroughs
  • Męskie prostytutki świata, nie potrafiące poderwać tylko jednego klienta: siebie...
    • Hustlers of the world, there is one Mark you cannot beat: The Mark Inside... (ang.)
  • Jeśli chcesz ujrzeć niebo, musisz znaleźć się w piekle.
    • Źródło: Zachodnia kraina
  • Angielski chłopiec mówił o samobójstwie, o życiu, które nie jest warte życia. Wydaje mi się to niewiarygodne. Myślę, że muszę być bardzo szczęśliwy. Dostałem objawienie, ale nie potrafię go zwerbalizować.
    • The English boy was talking about suicide, life not worth living. This seems incredible to me. I think I must be very happy. I got like a Revelation but can’t verbalize it. (ang.)
    • Źródło: List do Allena Ginsberga, 16 września 1956,
  • Jeśli robicie interesy z religijnym skurwielem, miejcie to na piśmie. Jego słowo jest gówno warte, sam dobry Bóg mówi mu, jak wyruchać was na tym interesie.
  • W magicznym wszechświecie nie ma przypadków. Nic się nie dzieje, chyba że ktoś tego chce. Dogmatem nauki jest to, że wola nie może wpływać na siły zewnętrzne i myślę, że to po prostu śmieszne. Jest to tak samo złe jak kościół. Mój punkt widzenia jest dokładnym przeciwieństwem naukowego punktu widzenia. Wierzę, że jeśli wpadniesz na kogoś na ulicy, to nie bez powodu. Wśród ludzi prymitywnych mówi się, że jeśli kogoś ukąsił wąż, to ktoś go zamordował. Wierzę w to.
  • Jedzenie jest na pierwszym miejscu, moralność jest na drugim miejscu.
  • Nie oferujcie współczucia chorym psychicznie. Powiedzcie im stanowczo: „Nie płacą mi za wysłuchiwanie tych bredni. Jesteście nieuleczalnymi durniami”. W przeciwnym razie zrobią z was takich samych wariatów jak oni.