Tadeusz Fijewski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Tadeusz Fijewski

Tadeusz Fijewski (1911–1978) – polski aktor teatralny, filmowy i telewizyjny oraz radiowy.

O Tadeuszu Fijewskim[edytuj]

  • Miał już ze dwadzieścia cztery albo i pięć lat. Raczej chłopak niż mężczyzna. A w ogóle trochę bez wieku. Suchy, niewysoki, kościsty, przestępował z nogi na nogę. Może dlatego, że auto się spóźniało i bał się bury reżysera. Kaszkiet w ręku, na głowie płasko leżały blond włoski, pod pachą teczka. Pumpy. Nie student, nie aktor. Mógłby pomagać w sklepie albo roznosić gazety. Oglądałem go z szacunkiem należnym komuś, kto grał już na scenie i samochodem jeździ na zdjęcia. (…) Głos miał szorstki, schrypły, warszawski, ten sam, który mu pozostał do końca życia.
  • Nie wiem kiedy, najpewniej podczas wojennych perypetii, złapał podłą anginę, która zaostrzyła wrodzoną niedomykalność zastawki. Wada była w tamtym czasie nieoperacyjna. Wargi aktora, widzieli to partnerzy i reżyser, przybierały barwę niebieską, siniały, oddech zawodził. Z czasem dyrektorzy teatrów zaczęli tę okoliczność brać pod uwagę. Z kolei Fijewski nauczył się gospodarować siłami. Kładł akcenty, które sugerowały siłę, stwarzały jej pozór i w miarę potrzeby ubarwiały rolę. Mógł nawet gwałtownie podnieść głos, ale długich, szybko mówionych tekstów, zwłaszcza kontrapunktowanych ruchem, nie mógł mówić nigdy, do końca życia. Tym wyżej trzeba cenić kunszt, dzięki któremu nie ustępował najlepszym i w rywalizacji z nimi bywał górą nie raz i nie dwa razy.
  • [Ukazywał] maksymalną pełnię wiedzy o kreowanych bohaterach. Groźnych staruszkach, oszukanych biedakach, umierających królach. O mądrym clochardzie i ograniczonym skąpcu. Dzięki drobnym, niewiele na pozór znaczącym środkom, jakże często nie do zanotowania – powstawała rola, której się nie zapomina.
  • Mistrzowsko potrafił łączyć tragizm postaci z jej wizerunkiem komediowym. Ukazywał maksymalną wiedzę o kreowanych bohaterach. Groźnych staruszkach, oszukanych biedakach, umierających królach, o mądrym kloszardzie i ograniczonym skąpcu. Dzięki drobnym, niewiele na pozór znaczącym środkom – jakże często nie do zanotowania – powstawała rola, której się nie zapomina.
  • Ponoć kinowa postać pana Anatola spodobała się bardzo Charliemu Chaplinowi. Za to sceniczną kreacją Fijewskiego zachwycił się sam Laurence Olivier. Zobaczył go podczas gościnnych występów Teatru Współczesnego w Londynie i zaproponował umieszczenie jego nazwiska w europejskiej encyklopedii wybitnych twórców teatru i filmu, której był inicjatorem. Potrzebnej noty biograficznej nigdy nie dostał–12 listopada 1978 r. Tadeusz Fijewski zmarł.
  • W Szkole Teatralnej był od niedawna, ja też byłem od niedawna. Nie znałem jeszcze wszystkich kolegów z tego drugiego wydziału, aktorskiego. Fijewski, trochę starszy od kolegów, ode mnie też o parę lat starszy, grywał – jak wieść głosiła – w filmach. (…) Do szkoły przyszedł na czas krótki, na trzeci rok, żeby uzupełnić edukację i zdać końcowy egzamin. Zrobiono dla niego wyjątek, bardzo rzadki, bo Zelwer [Aleksander Zelwerowicz] wyjątków nie znosił, nie dopuszczał. Kolega, któremu wolno grywać w filmie i w teatrze, był dla nas w PIST rzadszy od raroga.

Zobacz też[edytuj]