Ryszard Legutko

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ryszard Legutko (2020)

Ryszard Antoni Legutko (ur. 1949) – polski polityk, filozof, publicysta i pisarz.

  • Człowiek współczesny staje się coraz głupszy, gdyż ideologia oderwała go od europejskiej kultury, której nie znają i nie rozumieją. Gdy rozmawiam z politykami europejskimi, ludźmi rzekomo wykształconymi, to widzę, że świat sprzed 1968 roku dla nich nie istnieje. Oni żyją wyłącznie w dzisiejszym idiomie i współczesnych schematach. Człowiek taki, jak opisywały go klasyczna filozofia, wielka literatura czy chrześcijaństwo, dla nich też nie istnieje. Dlatego są tak aroganccy, bo przymierzają wszystko do tego prymitywnego tworu, jaki stworzyła ich prymitywna ideologia. Dlatego też uważają, że można we wszystko ingerować, wszystko dekonstruować i konstruować – rodzinę, ludzką wrażliwość, tożsamość narodową, historię, itd. Nie mają szacunku dla człowieka, dla dorobku ludzkiej myśli i dla doświadczenia. W tym też przypominają komunistów, którzy gardzili kulturą i tworzyli nowe środkami politycznymi.
  • Z liberałami jest tak: mówią, że są za wolnością, ale zapanuje ona dopiero wtedy, jeżeli wszyscy będą tacy jak oni, czyli będą za liberalnym porządkiem. Zawsze, zatem trzeba zacząć od jakiejś wielkiej czystki – tego wyrzucić, tamtego uciszyć, tego zmarginalizować, tamtemu powiedzieć, co się o nim myśli. A jak już wreszcie narzucą swoja koncepcję, to będzie najwspanialej na świecie.
  • Liczba grzechów, które można dziś popełnić, które się dziś piętnuje jest znacznie większa niż za komuny. Za komuny można było być rewizjonistą, imperialistą, burżujem i oczywiście konsekwencje mogły być bardzo niedobre. Teraz natomiast można być seksistą, homofobem, populistą, mizoginem, binarystą, europocentrystą, rasistą, siewcą mowy nienawiści, transfobem – liczba potencjalnych przewin, myślozbrodni, jak mówił Orwell, jest nieskończona. Żyjemy w czasie, gdzie jest szalenie niebezpiecznie cokolwiek powiedzieć czy cokolwiek pomyśleć, bo zaraz rzucą się na człowieka jako na faszystę, eurosceptyka itd. Sytuacja staje się niezwykle groźna. Kiedy mówi mi się dzisiaj, że żyjemy w świecie wolnym, to mnie ogarnia śmiech. Oczywiście wolności jest na razie więcej niż w PRL-u, ale jednocześnie z niebywałą szybkością rosną jej ograniczenia.
  • Zachodni ambasadorowie w Warszawie zachowują się jak namiestnicy, otwarcie krytykując rząd w takich kwestiach, jak aborcja, które należą do naszej suwerenności. Mamy powody do szoku. Europejczycy krytykują kolonializm, ale zachowują się tu jak potęgi kolonialne, aby narzucić swój program ideologiczny!
  • (…) po raz pierwszy od wielu lat mamy szansę wprowadzić pewną równowagę polityczną w instytucjach europejskich. Instytucje te, jak już mówiłem, są od dziesięcioleci rządzone przez tę samą grupę polityczną, która do dziś nie była kwestionowana, niezależnie od tego, kto wygrał wybory europejskie. Doprowadziło to do wielu patologii: ignorowania lub nadwyrężania istniejących reguł, arogancji, politycznej pychy, skamieniałości biurokracji i wielu innych grzechów, które wynikają z posiadania politycznego monopolu. Nic dziwnego, że liczba osób krytycznych wobec UE, a nawet wrogo nastawionych do UE, wzrasta, szczególnie podczas ostatniej kadencji, która przysporzyła więcej wrogów UE niż jakakolwiek inna w przeszłości. Rządząca koalicja nie tylko nie nauczyła się niczego na swoich błędach, ale obiecała kontynuować wdrażanie tego samego programu w przyszłości z większym uporem. Jedyną rzeczą, która może im to uniemożliwić, jest – jak zawsze w polityce – wystarczająco silna opozycja.
  • Jeżeli wycięlibyśmy kilka zdań z tego, co powiedział pan Bullman i wymienili je z fragmentem wypowiedzi pana Webera, nikt nie zauważyłby różnicy. Powiem więcej – jestem w stanie wyobrazić sobie pana Bullmana na stanowisku przewodniczącego EPP, a pana Webera na stanowisku przewodniczącego socjalistów i tutaj również nikt nie zauważyłby najmniejszej różnicy. Co więcej, wyobrażam sobie pana Verhofstadta na obu tych stanowiskach. I to również niczego by nie zmieniło. Może z wyjątkiem większej liczby inwektyw
  • Ten typ debaty był tu już przećwiczony wielokrotnie. Nic nowego. To kolejna odsłona ataku na ich demokratycznie wybrane rządy. Rząd Fideszu utrzymuje ogromne poparcie w ciągu ostatniej dekady. Wy mówicie, że nie jest to atak na społeczeństwo węgierskie ale na rząd Węgier. Cóż, ktoś wybrał ten rząd. To nie była Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków. Jeżeli Wam to nie odpowiada, znieście wybory i ustanówcie kogoś z zewnątrz w roli namiestnika na Węgrzech. Myślę, że pan Timmermans byłby bardziej niż chętny objąć tę posadę. Jak już to zrobicie, zróbcie to samo z Polską. To rozwiąże wszelkie problemy.
  • Tak, obserwujemy demokratyczne przebudzenie. W tym samym czasie liczba osób uważających, że Unia Europejska zmierza w złym kierunku rośnie. Teraz jest to powyżej 40%, w niektórych państwach powyżej 50%. Codziennie tutaj przychodzę i słyszę samouwielbiające, samolubne komentarze: „Jesteśmy tacy dobrzy”, „Tak dobrze wsłuchujemy się w głos obywateli”. To znaczy, że wszyscy ci ludzie są nienormalni? Czy są omamieni przez jakichś demagogów? Nie! Reakcja tych ludzi to efekt finalny tego, co się tutaj mówi i robi. Ta arogancja po prostu staje się coraz bardziej nie do przyjęcia.
  • Proszę Państwa! Gdy upadł komunizm, zaczęto budować w Polsce nowy system sprawiedliwości, uznano, że najlepiej będzie, jeśli kontrolę nad tym systemem sprawiedliwości przejmą korporacje prawnicze. I one dostały władzę, jakiej nie miały w żadnym innym kraju europejskim. Po prostu takiej władzy nie miały, jaką dostały w Polsce. To było o tyle dziwne, że niemała część prawników zachowywała się fatalnie w systemie komunistycznym i powinna była zostać odsunięta. Tak się nie stało. Środowisko oczyści się samo, jak powiedział jeden z ówczesnych, skądinąd bardzo szanowanych prawników, ale środowisko się nie oczyściło. Do tej pory w Sądzie Najwyższym mamy sędziów, którzy gnębili opozycję demokratyczną w czasach komunistycznych.
  • Komisja, niestety, ma ten niedobry zwyczaj, że po prostu ignoruje wszystkie odpowiedzi polskiego rządu i cały czas powtarza to samo. Komisja nazywa to dialogiem albo zaproszeniem do rozmowy. Panie Przewodniczący, to nie jest dialog. To nie jest zaproszenie do rozmowy. Jest takie pojęcie, które temu odpowiada. To jest ultimatum. Mówicie państwo: to ma być zrobione, a jak nie – to będziecie ukarani. To mniej więcej jest dialog, prawda, w stylu Komisji. To jest to, co Szekspir nazwał „the insolence of office”, prawda? To jest taka bezczelność urzędów czy bezczelność władzy. Wszystko możecie zrobić. Uważacie, że wszystko możecie powiedzieć i wszystko nakazać.
  • Jest wysoce prawdopodobne, że Rada zacznie się od gratulacji dla kanclerz Merkel z powodu wygranych wyborów. W rzeczy samej, pani Merkel zasługuje na gratulacje. Po pierwsze dlatego, że wygrała wybory po raz czwarty – co jest nadzwyczajne. Po drugie dlatego, że wygrała je po podjęciu swojej najgorszej decyzji: o otwarciu europejskich granic, nie kłopocząc się konsultowaniem tego z kimkolwiek. To tyle, jeżeli chodzi o solidarność.
  • Kto – podobnie jak ja – uważa, że wyjście Brytyjczyków z Unii jest wielką porażką i wielką stratą dla Unii, mógłby oczekiwać, że przewodniczący powie nam, że niektóre przyczyny brexitu wyeliminowano. Tymczasem nic na ten temat nie powiedziano, a nawet można było odnieść wrażenie, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii jest sukcesem.
  • Przewodniczący Juncker powiedział, że zaproponował kilka scenariuszy, odbyła się dyskusja czy debata. Muszę zapytać: jaka debata? O debacie można mówić wówczas, gdy nie wiemy jeszcze, jakie zostaną wyciągnięte wnioski. Tutaj natomiast wnioski te zostały już wypowiedziane, a nawet przed ich wypowiedzeniem wiadomo było, jakie mają być. Te wnioski to „jeszcze więcej tego samego”, czyli w żargonie europejskim „więcej Europy”.
  • Reguły są nagminnie łamane przez wielkie instytucje Unii Europejskiej, wliczając w to Komisję Europejską, a stosowanie zasady podwójnych standardów stało się nałogowe. Oznacza to, że są grupy, instytucje czy partie, którym właściwie wszystko wolno i uchodzi im to bezkarnie, oraz pozostali, oczywiście słabsi i mniejsi, którym wolno bardzo mało. Zacznijmy więc może od uporządkowania własnego podwórka.
  • Dlaczego reakcja UE i Zachodu jest tak nieadekwatna? Można by pomyśleć, że to właśnie Zachód powinien bronić chrześcijan ponieważ chrześcijaństwo jest zasadniczą częścią naszej cywilizacji. Bez chrześcijaństwa nie istnielibyśmy. Jeżeli my ich nie obronimy, nikt tego nie zrobi. Więc dlaczego tego nie robimy? (…) Jeden z powodów tkwi w głębokich antychrześcijańskich uprzedzeniach. W Europie chrześcijanie stają się obiektem nasilającej się dyskryminacji.
  • Prawda jest taka, że jesteście Państwo organicznie niezdolni do zaakceptowania tego faktu, że mogą istnieć rządy i partie, które różnią się od was poglądami i że te poglądy mają dobre racje. Pluralizm w Unii Europejskiej to jest taki pluralizm jak w przypadku Forda modelu T: mogły być wszystkie kolory, pod warunkiem że był to kolor czarny. W Unii Europejskiej wszystkie poglądy są dobre, pod warunkiem, że to są poglądy zgodne z ortodoksją Unii Europejskiej.
  • Proszę państwa, otóż w przypadku Polski Komisja Europejska uzurpuje sobie trzy funkcje: oskarżyciela, sędziego i egzekutora – czyli robi coś, co jest właściwie w sprzeczności z prawną, polityczną tradycją europejską. Takie nagromadzenie w jednym ręku trzech funkcji jest charakterystyczne dla europejskiego despotyzmu oświeconego, przy czym jest on, powiedziałbym, ten państwa despotyzm, coraz mniej europejski, coraz mniej oświecony.
  • Niemcy są krajem zbyt dużym i ważnym oraz mającym bardzo wysoką samoocenę, żeby nie ulec pokusie prowadzenia polityki nie tylko samodzielnej, ale także wykraczającej poza ograniczenia wynikające z UE. Nie jest to mocarstwo globalne, ale jednak kraj któremu jest trochę ciasno w UE. Niemcy używają więc Unię do realizacji własnych interesów. Juncker nie jest poważnym partnerem dla Putina, Erdogana, Trumpa czy premier Wielkiej Brytanii. Takim partnerem jest kanclerz Niemiec i Niemcy są tego świadomi, że ich rola wykracza znacznie poza wyjątkową rolę w UE.
  • Europa uznaje, że problemem nie jest dziś eksterminacja chrześcijan, lecz islamofobia. Uważa się, że z jednej strony mamy terrorystów, z drugiej zaś niebezpieczny potencjał islamofobii, który w każdej chwili może wybuchnąć. Tematu prześladowania chrześcijan nie ma, co wynika – będę się przy tym upierał – z głębokich uprzedzeń antychrześcijańskich, zakorzenionych w obecnych elitach zachodnioeuropejskich.
  • Ochrona chrześcijan jako elementu sfery publicznej jest konieczna. Właśnie usłyszałem, że jakiś radny miejski w Brukseli domaga się usunięcia krzyży na komunalnym cmentarzu. Dziś śmiejemy się z takich absurdalnych pomysłów, ale już za dziesięć lat będzie to traktowane poważnie. Wezmą się za temat politycy, prawnicy i nie będzie już nam do śmiechu. Sądy orzekną, że krzyże owszem, mogą być, ale tylko na prywatnym katolickim cmentarzu, natomiast na komunalnym to już nie.
  • Duża część europosłów ma poglądy centralistyczne i to jest dla nich dobra okazja, żeby się wtrącać w nasze sprawy. A że Unia już dawno przesunęła się na lewo, to każdy rząd konserwatywny jest z konieczności podejrzany. Na to nakłada się kompleks Orbána. Ta artyleria wymierzona w Polskę jest po to, żeby nas na samym początku przydusić, żeby nie powtórzył się casus Orbána, zwłaszcza że jesteśmy krajem większym niż Węgry. I takie sygnały dostawałem: wy idziecie drogą Orbána, nie możemy do tego dopuścić. Z drugiej jednak strony bardzo wielu europosłów z tych grup, które oficjalnie są krytyczne, zarówno chadecy, jak i socjaliści, a nawet liberałowie i zieloni, podchodziło do nas prywatnie, mówiąc: trzymajcie się, popieramy was. A po debacie gratulowali nam świetnego wystąpienia pani premier i mówili, że to w ogóle skandal, że do debaty doszło.
  • (…) w większości państw programy nauczania są niezwykle narodowocentryczne. Francuzi uczą się przede wszystkim o Francji, Niemcy – o Niemczech. Natomiast my jesteśmy światowi. Mnie się to podoba, że wśród lektur jest literatura światowa. Jednak podstawową sprawą powinno być nauczanie narodowej literatury i historii. Taka jest natura nauczania i formowania człowieka. Jeśli się z tego rezygnuje, to pozostaje czysta funkcjonalność – nauczanie wyłącznie umiejętności. Co jest zresztą iluzją. Jak to się widzi na studiach, uczniowie nie mają żadnych umiejętności. Młodzież nie rozumie tekstu. Z prostego powodu – nie czyta książek. Uczniowie czytają tylko fragmenty lektur, żeby ich nie przeciążać. A przecież, jeśli człowiek nie przeczyta odpowiedniej liczby książek, to nie będzie rozumiał tekstu.
  • Demokracja uzyskała tak wysoki status, że niepomiernie rozszerzyła swoje znaczenie, obejmując wszystkie wartościowe elementy życia zbiorowego. Utrwalił się pogląd, że do istoty demokracji zaliczamy także rządy prawa, społeczeństwo obywatelskie, wolność jednostkową, ład moralny oraz wiele innych dobrych rzeczy. Za przejaw mądrości uchodzi przeto stwierdzenie, że jedynym lekarstwem na braki demokracji jest więcej demokracji.
  • Tak naprawdę chodzi o zadymę. Rozpuszczeni smarkacze czują się kompletnie bezkarni. To jest typowa szczeniacka zadyma. Przy czym za zadymę to człowiek bywa – jak chodzi do szkoły i szkoła jest dobra – karany.
    • Opis: na temat petycji o ściągnięcie krzyży z kilku sal wrocławskiego XIV LO.
    • Źródło: wywiad, 2010
  • Ludzie nauki to nie mieszkańcy wieży z kości słoniowej. Zwłaszcza zaś specjaliści z zakresu nauk ścisłych i technicznych są powołani do podnoszenia jakości życia.
  • (…) chadecja od dawna jest chrześcijańska tylko z nazwy. Zachodni chadecy zaakceptowali klasyczny model polityki oraz socjalistyczno-liberalny obraz społeczeństwa. Zupełnie nie widzę dzisiaj wpływu tradycji czy myśli chrześcijańskiej na ich działania. To się ściśle wiąże z problemem sekularyzacji, która jest bardzo głęboka w zachodniej Eu¬ropie. Jedną z jej przyczyn była reformacja, która w praktyce doprowadziła do dominacji państwa nad religią i Kościołami. Wbrew temu, co się sądzi, w Europie – w przeciwieństwie do Ameryki – zasada rozdziału państwa od Kościoła została wprowadzona tylko nominalnie. Faktycznie miało to postać kontroli państwa nad kościołami, a pośrednio nad religią. Dlatego religia nie miała już siły oddziaływać na państwo, bo organizacje religijne i kościoły przestały mieć konieczną do takiego oddziaływania autonomię i siłę. Oczywiście, sekularyzacja to także problem państw, w których reformacji nie było…
    • Źródło: wywiad Jestem zwykłym polskim katolikiem, „Fronda” 44/45 2008, s. 398.
  • Jak Warszawa, Polska odznaczyła się bohaterstwem i za bohaterstwo brutalnie ją skrzywdzono. Jak Warszawa, Polska została przez komunistów spaskudzona i z tej brzydoty trudno się jej wyzwolić (…) Polska dzisiejsza ciągle, podobnie jak Warszawa, sprawia wrażenie kraju sztucznego, żyjącego na niby, bez wyraźnej tożsamości, bez wyraźnego wizerunku, bez identyfikowalnej dla obcych i swoich specyfiki, bez cech rozpoznawalnych wśród innych narodów, bez świadomości, czym jest, jaką ma wartość i jaką rolę do spełnienia.
    • Źródło: Esej o duszy polskiej, Ośrodek Myśli Politycznej, Kraków 2008, s. 21–22.
  • Powszechnie przyjmowane jest założenie, że jesteśmy narodem historycznym, że naszym przekleństwem jest nadmierna pamięć historii. To fałsz. Tak naprawdę nasza historia zaczęła się w 1945 roku, kiedy nastąpiło wielkie zerwanie ciągłości. Wszystko, co działo się przedtem, to nie tylko inna epoka, to rzeczywistość dla nas bajkowa i faktycznie martwa. Bo w 1945 roku doszło do wielopoziomowej rewolucji. Po pierwsze, nastąpiła gigantyczna zmiana terytorialna, w tym utrata Kresów, czyli naszej ojczyzny symbolicznej. Po drugie, zapanował terror i masowa indoktrynacja. Po trzecie, w efekcie wojny i terroru fizycznie wytrzebiono dużą część narodu i zniszczono jego strukturę. Po czwarte wreszcie, uległa zniszczeniu niebywała ilość tego, co stanowi o ciągłości materialnej – domów, własności, mebli, pamiątek rodzinnych, bibliotek, posesji. Gdyby podobne doświadczenie okaleczenia było udziałem pojedynczego człowieka, pewnie by nie przeżył.
  • Kiedy w latach osiemdziesiątych Jan Paweł II przejął ideę solidarności i uczynił ją jednym z ważnych elementów swojego nauczania, najpewniej zainspirował się polskim doświadczeniem. Ojciec Święty uogólnił to doświadczenie i nadał mu głębszy oraz uniwersalny sens. Nowością było to, iż papież nie wiązał tego pojęcia z koncepcją ustrojową czy wizją społecznego porządku, ale raczej z koncepcją człowieka, z jednej strony społeczną, z drugiej personalistyczną. Przeciwstawił się tym samym indywidualizmowi rozumianemu w kategoriach biologicznych, ekonomicznych, czy utylitarystycznych, czyniąc solidarność wymogiem moralnej konstrukcji osoby ludzkiej. Wbrew temu, co głosili zwolennicy indywidualizmu, iż więzi społeczne oraz moralne łączące nas z innymi ludźmi stanowią opcje życiowe, z których możemy lecz nie musimy skorzystać, nauczanie papieskie zmierzało do wykazania, iż owe więzi są niezbędne dla pełnego rozwoju człowieka.
  • Republika niezbyt dobrze znosi masowość, gdyż zawiera wyraźny element arystokratyzmu i elitaryzmu. Wychowanie republikańskie jest wychowaniem dzielnych obywateli, o mocnej tożsamości i nawykach moralnych, niezależnych w sądach i decyzjach, kierujących się szacunkiem dla zasad i dziedzictwa przeszłości. Społeczeństwo masowe natomiast generuje ludzi, których można reprodukować jak pop-artowskie dzieła sztuki, ludzi bez silnej osobowości, wyposażonych od początku do końca w treści dostarczone przez kulturę masową i obiegowe stereotypy. Człowiek masowy – jak pisał Ortega – odnosi się lekceważąco do zasad i do tradycji, ponieważ nie rozumie ich sensu. Demokracja i technika dają mu poczucie bezpieczeństwa, a to zaś – w jego mniemaniu – zwalnia z obowiązku szerszych lojalności.
  • Napisałem iż nie wierzę w praktyczne przeprowadzenie dekomunizacji. System upadł na tyle dawno, a nowa rzeczywistość ustabilizowała się na tyle mocno, iż przestałem ową niemożność uważać za oburzającą. Trzeba nauczyć się działać w takiej sytuacji, jaka jest, a nie w takiej, jaka być powinna, Z tego wszakże nie wynika, iż akceptując tę sytuację uznajemy idee, które ją usankcjonowały. Godząc się na obecność byłych komunistów w życiu publicznym, nie musimy godzić się na obecność ich poglądów w naszych umysłach
    • Źródło: Ich baza, ich nadbudowa?, „Życie”, 31 sierpnia 1998.

O Ryszardzie Legutce[edytuj]

  • Było to w maju 1988. W Hucie im. Lenina trwał strajk hutników. W tym samym czasie filozofowie na inny sposób protestowali przeciw komunizmowi. Na nielegalnym seminarium prowadzonym przez młodego dr. Legutkę analizowaliśmy „Etykę nikomachejską” Arystotelesa. Któregoś dnia po zajęciach szliśmy ulicą Grodzką w kierunku Rynku. Ostatnie promienie słońca wydobywały urodę zaniedbanych, śmierdzących kamienic. „Życie jest piękne” – powiedział w pewnej chwili Legutko. „Jest maj, świeci słońce i komunizm zdycha” – dodał. Parsknąłem śmiechem z udanego żartu. Ale kiedy spojrzałem na jego twarz, śmiech zamarł mi na ustach. Zobaczyłem bowiem, że mówi całkiem poważnie. „Zwariował. Gdzie on widzi koniec komunizmu?” – pomyślałem.
  • Naprzód olśniły mnie jego przekłady dialogów platońskich, o których złe języki mówiły, że zostały zrobione z angielskiego. Dziś wiem, że to nieprawda, ale wtedy mało mnie to obchodziło. Odsłoniły one przede mną Platona nowego, współczesnego, który zachwycał urodą zdania i nigdy – a tak bywało w przypadku tłumaczeń Witwickiego – mnie nie nużył. Również pisarstwo profesora ewoluowało w kierunku błyskotliwej formy. Coraz częściej czytałem go z przyjemnością, lecz jako adherent Unii Demokratycznej, bez sympatii dla jego konserwatywnych poglądów.