Quo vadis (film 2001)

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Quo vadis – polski film historyczny z 2001 w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, będący adaptacją powieści Quo vadis Henryka Sienkiewicza.

O Quo vadis[edytuj]

  • (...) film jest zasadniczo wierną ekranizacją, powszechnie znanej w Polsce (chociażby ze szkół), powieści Henryka Sienkiewicza, pod tym samym tytułem. Oczywiście film Jerzego Kawalerowicza nie jest jedyną ekranizacją „Quo Vadis”, gdyż światowa kinematografia już od dziesięcioleci chętnie sięga po to barwne dzieło polskiego noblisty. Jednakże, myślę, iż warto pokazać, że i w XXI w. możliwe jest oddanie ducha i przesłania tej powieści w sposób, który pokazuje, że nie straciła ona nic ze swojej świeżości i aktualności i nie potrzebuje żadnych postmodernistycznych „liftingów”, by być atrakcyjna dla współczesnego odbiorcy. Realizacja takiego zadania wymagała od reżysera dojrzałej pokory, którą warto docenić. Oczywiście dziełu Kawalerowicza można by wytknąć szereg mniejszych lub większych wpadek takich jak np. płonące jak tektura marmury, czy kontrowersyjne obsadzenie w roli Arbitra Elegancji – Bogusława Lindy, który cedząc słowa przez zęby, sprawia wrażenie, że za chwilę, straciwszy estetyczną cierpliwość, wypali Neronowi prosto w twarz: „Co ty k***** wiesz o sztuce?” To są jednak drobne uwagi, które dotyczą zwykłych wpadek, jakich trudno uniknąć przy realizacji większego dzieła, lub kwestii gustu, a, jak zwykli mawiać rodacy Petroniusza, o gustach się nie dyskutuje.
  • Kilka dni po WTC w polskich kinach ma premierę superprodukcja Quo vadis, w której Franz Maurer zostaje arbitrem elegancji, Michał Bajor zupełnie na poważnie stara się zrobić z Nerona pieśniarza z prawdziwego zdarzenia, a starożytni Rzymianie niechcący zasuwają w adidasach, ratując się przed ogniem, który wygląda tak, jakby ział nim z sąsiedniej sali smok CGI z adaptacji Wiedźmina z Żebrowskim. Polacy się starają, ale im nie wychodzi. (...) W następnym roku popkultura stara się już opowiadać nieco inne historie - celebracja wiary, męstwa czy drobnomieszczańskiej przedsiębiorczości nie wychodzi, więc celebruje się porażkę.
  • Mam jednak olbrzymią satysfakcję. Nakręcenie Quo vadis przez ponad trzydzieści lat było tylko marzeniem. Teraz stało się faktem. Tym, którzy do tego się przyczynili, bardzo serdecznie dziękuję... Nie ma filmu, którego nie można by zrobić lepiej. Dlatego tak do końca nie będę usatysfakcjonowany. Udało nam się jednak osiągnąć cel, który od początku uważałem za najważniejszy. Wspaniałe dekoracje, kostiumy, a także aktorzy i ich zachowanie przed kamerą pozwoliły mi przenieść się do starożytności - do epoki Rzymu czasów Nerona. Mam głęboką nadzieję, że wrażenie to podzielą także widzowie.
  • Problem zwierza z Quo Vadis jest taki, że po pierwsze a.) reżyser nie zrozumiał książki którą przeczytał b.) obsadził w rolach „głównych’ Deląga i Mielcarz zasilając grono reżyserów obsadzających w głównych rolach aktorów bez mimiki i zdolności aktorskich c.) Quo Vadis naprawdę, ale to naprawdę nie jest książką zapowiadającą Jana Pawła II. Zwierz który uważa, że Sienkiewicz w Quo Vadis błysną swoim noblowskim geniuszem filmu szczerze nie cierpi i musi powiedzieć, że jedyne co trzymało go na sali kinowej to… tak zgadliście – czujne oko nauczycielki od polskiego.
  • Quo vadis cierpi na brak inwencji. Nie jest ani melodramatem, ani filmem akcji, ani moralitetem, ani historycznym freskiem i upadku antycznego świata.
  • Quo vadis, oglądane przez liczną widownię, zostało przez krytykę przyjęte z pewnym dystansem. (...) Zarzucano filmowi brak dynamiki; dominanta wąskich planów, która nie pozwoliła pokazać rozmachu akcji, nie wykorzystała wizualnego potencjału wspaniałych scenografii. Przyznawano jednak zgodnie, że największym atutem filmu było aktorstwo - i o ile poszczególne role były rozmaicie oceniane (na przykład Neron Michała Bajora czy święty Piotr Franciszka Pieczki), u jednych budząc zachwyt, u innych - rozczarowanie, o tyle rola Jerzego Treli była niezmiennie odbierana jako wybitna, zapadająca w pamięć, poruszająca. Wiedział o tym również reżyser filmu Jerzy Kawalerowicz, który już na planie deklarował, że właściwie mógłby zrobić film o Chilonie Chilonidesie.
  • Te kobitki: w ogóle nie mogłem odróżnić jednej od drugiej! A jedna to cesarzowa Poppea. Druga to niewolnica Eunice, która się poświęca dla ukochanego Petroniusza. Migają przed oczyma, wszystkie mają takie samo spojrzenie i wszystkie jednakowo nie grają. Aktorstwo jest tutaj takie jak w prowincjonalnym teatrze z minionego stulecia, gdzie w ogóle nie istniał reżyser. Pojęcie reżysera powstało dopiero na początku XX wieku. Przedtem każdy wchodził na scenę i grał jak umiał. Tu właśnie tak jest! Moim zdaniem, bierze się to z założenia, że ten film miał być ilustracją i to taką z XIX wieku. I tu trzeba wspomnieć o jeszcze jednym, kto wie, czy nie głównym winowajcy tej przegranej – Henryku Sienkiewiczu. Los Quo vadis i poprzednich filmów utwierdza mnie w przekonaniu, że inscenizacje naszych pisarzy z XIX wieku są anachronizmem trudnym do przezwyciężenia.