Potwory i spółka

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj

Potwory i spółka (ang. Monsters Inc) – film produkcji amerykańskiej z 2001 roku, w reż. Pete Doctera, Davida Silvermana. Autorami scenariusza są Daniel Gerson i Andrew Stanton.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Boo[edytuj]

  • Alua ti ti ti!
  • Mocne Caski!

Michael „Mike” Wazowski[edytuj]

  • A teraz wrzuć to tam z powrotem, bo naprawdę... naprawdę… kurtyna!
  • Co, ja jestem okrągły? Ty lepiej na siebie popatrz! Masz figurę ZAMRAŻARKI.
    • Opis: do Jamesa P. „Sulleya” Sullivana.
  • Hej! Fąflak! Fąflak! Lubisz autka? Ja mam bardzo fajne autko. Wypuścisz mnie... to dam ci posiedzieć w tym autku. Pomyśl, Fąflak.
  • Ja tu duszę przed tobą otwieram, ty może się skup zamiast przysypiać.
    • Opis: do Sulleya.
  • Którędy na Giewont?
  • Roz moja kwitnąca Bruxelio. Jesteś dziś boską, wiesz? Zrobiłaś trwałą? No powiedz, zrobiłaś, prawda? To musi być kwestia trwałej albo henny. Nie, to lifting albo przeszczep, coś na pewno, coś z twoją skórą, co sprawia, że wyglądasz jak... Yy... Posłuchaj, mam prośbę. [...] (Roz zamyka okienko, przy którym pracuje, w czego efekcie palce Mike'a zostają przytrzaśnięte).
  • Po pierwsze nie pluj. Obrażaj, ale higienę zachowaj.
    • Opis: do Randala.
  • Postaraj się dziecko.
    • Opis: do Boo, którą stara się rozśmieszyć.
  • 'Słyszycie? - przemijacie...' yh, wymyślił! Przyjdzie dzień, że osobiście... może pozwolę ci dać mu nauczkę.
    • Opis: o Randalu.
  • Świetny plan, prosty i niewykonalny.
    • Opis: o odesłaniu Boo do domu.
  • To nie nasza broszkaaa…!
  • To, to nas tu pozabija! Pewnie tylko czeka, aż zmorzy nas sen, a wtedy trach. Mamy przechlapane jak Pinokio w krainie termitów.
    • Opis: o Boo.
  • Zawsze chciałem hodować MAŁEGO! MORDERCĘ!
    • Opis: o Boo.
  • Zrzucaj ten boczek, co się bokami z wyrka wylewa!
    • Opis: budząc Sulleya.

James P. „Sulley” Sullivan[edytuj]

  • Krewni zjechali.
    • Opis: po wyjściu z pokoju, w którym straszył.
  • Ona tu nie może zostać, to męska szatnia!
    • Opis: o Boo.

Inne postacie[edytuj]

  • Grzesiu jest nadzdolny!
    • Postać: potwór
  • No proszę – boją się mnie dzieci i koledzy straszni inaczej.
    • Postać: Randal
  • Potwory i Spółka – straszymy, bo się o was troszczymy.
    • Opis: hasło reklamowe korporacji.
  • Przerwa – zdobycz socjalna!
    • Postać: Roz
  • Sorry Mike, ale Randal zabronił był mi się bratać z ofiarami swego demonicznego planu.
    • Postać: Fąflak
  • Zawsze! Nie. Nigdy nie wychodź, kiedy pada.
    • Postać: Yeti

Dialogi[edytuj]

Randal: Co oni tutaj robią?
Potwór: Zarysy szlifują.

Mike: Dzień dobry Roz, ślimaczku ty mój najdorodniejszy. Kogo będziemy dzisiaj straszyć?
Roz: Wazowski, nie wypełniliście wczoraj raportów.
Mike: Ach, te przeklęte obowiązki. Nie kusi cię czasem, żeby wsiąść do pociągu… byle jakiego?
Roz: Jeszcze raz i Kaukaz.
'"Mike:"' Jasne, postaram się bardziej przykładać.
'"Róż:"' Mam was na oku, Wazowski. Nie folgujcie sobie, nie folgujcie.

Mike: Pożyczysz mi odorant?
Sullivan: Jasne, co wolisz Szalet N°5 czy Trupi jad?
Mike: A masz Rzeźnika?
Sullivan: Nie.
Mike: A Matias z beki?
Sullivan: Masz, śmierdnij se.

Mężczyzna: Matka, znów nam wlazł aligator.
Kobieta: Mówisz synuś? Daj łopatę, i w łeb.
  • Opis: o Randalu.

Mike: Mówię ci stary, tę twarz zobaczysz w telewizji jeszcze nie jeden raz.
Sullivan: Jasne, na przykład w kronice policyjnej.

Sullivan: Niech zwycięży najlepszy.
Randal: Taki mam zamiar.

Instruktorka: No dobrze panie Flegma.
Flegma: Koledzy mówią mi Gluciu.
Instruktorka: Panie Flegma, gdzie popełnił pan błąd?
Flegma: Że się potkłem?
  • Opis: po symulacji straszenia.

Sullivan: No widzisz Mike. Ted chodzi do pracy pieszo.
Mike: Chodzi! Facet robi trzy kroki i dochodzi.

Mike: Opracowałem szczegółowy plan: bierzemy łyżki do zupy, kopiemy tunel pod miastem i wypuszczamy draństwo w lesie.
Sullivan: Łyżki?
Mike: No dobra, projekt upadł. Sterowiec – zbyt kosztowny, proca-gigant – nie ma gumy, atrapa konia – to już było…
  • Opis: o sposobie pozbycia się Boo.

Yeti: Ja mam straszyć? Nie, no dobre! Czy ja mam do tego warunki? No, a dlaczego np. nie mogę być artystą albo... tym no... tym no... chociaż kominiarzem czy cokolwiek? Chyba mam prawo. (podaje Mike'owi pojemnik na rożki) Lodzika? (Mike kichnął) Nie! Nie! Nie bój nic, kiwi! (do Sulleya) A to, a to może kolega, lodzika?
Sullivan: (osamotniony) Widziałeś jak ona... na mnie patrzyła?...
Yeti: A, biedny facet! Rozumiem. Niełatwo być wygnańcem! Np. taki King Kong, jak go wygnali, sprawił sobie taką jakby... piłkę z pokrzyw... i miał podrażnienia. Wiecznie się drapał. Nam będzie łatwiej, chłopaki! No co to nazywa się mieć szczęście, wygnanie ale z przyjacielem...
Mike: To nie jest mój przyjaciel!
Yeti: O nie no! Tak tylko myślałem, tak się żeście do sobie tulili na na tym śniegu...
Mike: (nie wytrzymując monologu Yetiego) Przeklęty głupek! Znów zmarnował mi życie, a dlaczego?! Dla jakiegoś dzieciaka! PRZEZ CIEBIE, TKWIE NA JAKIMŚ LODOWYM PUSTKOWIUUU!!!
Yeti: No masz! Wiedziałem, że ci się tu spodoba! Ach, te piękne okoliczności przyrody, a poczekaj, jak zobaczysz tutejszą wioskę. No skansen, dosłownie i można mleko jakom podbierać.
Sullivan: (odwrócił się) Co? Co takiego?
Yeti: Mleko jaków. Fakt, że dojenie jaka wymaga wprawy, ale jak się już wyjmie włosy, to palce lizać!
Sullivan: (podbiegając) Nie! Nie! Pytam o tę wioskę! Mają tam dzieci?
Yeti: Dzieci? Jasne! Są męskie, żeńskie, i te nijakie, tak...
'"Sullivan:'" Gdzie?!
'"Yeti:"' Na drugim końcu doliny, jakieś 3 dni drogi.
Sullivan: (wzdycha) 3 dni?! Ja tam może być ZARAZ! (uderzył w lodowy słup i po czym sopel wyleciał)
Yeti: (do Sullivana konstruującego sanie) Chcesz teraz iść do wioski? Dobra, zasada nr 1 brzmi: Zawsze! Nie. Nigdy nie wychodź kiedy pada!
Sullivan: Musimy pomóc Boo! (Mike rzucił w niego kulką lodzika)
Mike: (Yeti wskazuje na Mike'a) Boo? A co z nami?! (rzuca w Sullivana kulką) Odkąd ona się pojawiła, to w ogóle mnie nie słuchasz i jakie są tego skutki?! (rzucił w Sullivana kulką) No mogliśmy przecież pobić rekord, Sully, tak mało brakowało... (usiłuje rzucić w Sullivana kulką)
Sullivan: To już nie ma znaczenia.
Mike: Nie ma znaczenia... Czekaj, czekaj... nie ma znaczenia? Dobrze, jasne, no świetnie! (poturlał kulką lodzika) To co, czas na godzinę prawdy, tak?
Yeti: (nie ma lodzików) No coś takiego! Gdzie się podziały lodziki? (wychodzi, informując Sullivana) Tak, to może ja wyjdę i dorobię!

Henry Włóczyknur: Starczy tej zabawy, James.
Sullivan: To jej dom! Daj jej wreszcie spokoju!
Włóczyknur: Więcej nie mogę. Widziała za dużo. Ty zresztą też nie.
Sullivan: Nie musimy tak traktować!
Włóczyknur: Nie mam wyboru! Czasy się zmieniły. Samo straszenie to za mało!
Sullivan: Ale porywać dziecko?!
Włóczyknur: Porwę 1000, jeśli zależy tego los firmy! Zlikwiduję każdego, kto mi stanie na drodze! (nokautuje Sullivana)
Sullivan: Nie! (Włóczyknur wypycha Sullivana na ziemię i rzuca się na Boo, ale zamiast jej znajduje robota)
Głos: Koniec symulacji. Koniec symulacji.
Włóczyknur: (wstrząśnięty) Co?! Co?! Co?! Co to ma znaczyć?! (zapalają się światła i okazuje się, że pokój Boo to naprawdę sala symulacji. Mike i kilku agentów CDA stoją za konsolą)
Mike: Tak. Nie wiem, czy też chłopaki, ale ja zauważyłem kilka błędów. Wiecie, co? Puszczę ulubiony fragment, dobrze? (powtarza w kółko taśmę Włóczyknura)

Zobacz też[edytuj]