Philipp Meyer

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Philipp Meyer

Philipp Meyer (ur. 1974) – amerykański powieściopisarz.

Syn[edytuj]

(przeł. Jędrzej Polak, Wydawnictwo Poznańskie 2016)

  • Hiszpanie byli w Teksasie przez stulecia, ale nic z tego nie wyszło. (…) Apacze ze szczepu Lipan powstrzymali starych konkwistadorów. Potem nadeszli Komancze. Ziemia nie widziała nikogo takiego od czasów Mongołów: zepchnęli Apaczów do morza, rozbili hiszpańską armię i zamienili Meksyk w targ niewolników. Kiedyś widziałem, jak Komancze pędzili wieśniaków wzdłuż Pecos – setki za jednym zamachem, zupełnie tak, jak pędzi się bydło.
    Rząd meksykański, pobity przez dzikich, opracował rozpaczliwy plan zasiedlenia Teksasu. Gwarantowano w nim, że każdy, kto przeniesie się na zachód od rzeki Sabine, dostanie za darmo cztery tysiące akrów ziemi [blisko tysiąc siedemset hektarów]. Drobny druk zapisano krwią. Stosunek Komanczów do obcych był niemal papieski w swej skrupulatności: katować i zabijać mężczyzn, gwałcić i zabijać kobiety, uprowadzać dzieci do niewoli albo do przysposobienia.
    • Postać: pułkownik Eli McCullough
    • Źródło: s. 14–15.
    • Zobacz też: Komancze
  • Istnieje mit o Dzikim Zachodzie mówiący, że stworzyli go i rządzili nim samotnicy – było akurat na odwrót. Samotnik jest psychicznym słabeuszem – tak to widziano i traktowano go podejrzliwie. Nie dało się przeżyć za długo, jeśli ktoś nie osłaniał nas z tyłu, a wszyscy – Indianie i biali – widząc w nocy obcego, zapraszali go do ogniska.
    • Postać: pułkownik Eli McCullough
    • Źródło: s. 469.
  • J.A. twierdziła, że (…) jeśli kogoś wychowa się w dostatku, do pracy wedle upodobania, taki ktoś uważa, że praca jest czymś plugawym. Rozpaczliwie stara się usprawiedliwić własne lenistwo. Uznaje, że rodowa własność jest immanentna dla samego życia jak powietrze czy woda, czy czyste prześcieradła.
  • Kiedy podąża się wystarczająco długo własnym tropem, trop ten zamienia się z czasem w odcisk stóp potwora.
    • Postać: Peter McCullough
    • Źródło: s. 539.
  • Następnego ranka krzyczeli na ulicach: Quanah Parker poddał się z ostatnimi Komanczami! Na całej ziemi zostało ich zaledwie tysiąc – dokładnie tylu, ilu mieszkało w wiosce Toshawaya – i teraz cały Teksas był otwarty dla białych. Powiedziałem Madeline, że muszę zostać sam, osiodłałem konia i pojechałem w górę rzeki Kolorado. Jechałem i jechałem, ale wciąż słyszałem nawoływania świniopasów i flisaków. Jechałem do późna w nocy, aż w końcu zrobiło się cicho. Wspiąłem się na brzeg, rozpaliłem ognisko i zawyłem do wilków. Ale żaden mi nie odpowiedział.
    • Postać: pułkownik Eli McCullough
    • Źródło: s. 577.
  • O zmroku stanęliśmy na wzgórzu nad ostatnim szczepem Lipanów. Żyli tu od pięciuset lat. Czekaliśmy, aż ich ogniska zgasną. Wrzucaliśmy dynamit do tipi i strzelaliśmy do biegających Apaczów. Natarł na nas wspaniały wojownik, którego jedyną bronią był kozik, śpiewał pieśń śmierci. Ślepiec chciał wystrzelić z muszkietu, zza jego pleców wybiegła córka, która wiedziała, że broń nie jest nabita. Zamachnęła się na nas. Ją także zastrzeliliśmy. To były resztki narodu: squaw, kalecy i starcy, a nasza broń rozgrzała się tak bardzo, że strzelała sama z siebie; owijaliśmy uchwyt przy lufie chustami, ale i tak każdy został napiętnowany. (…)
    Kiedy wzeszło słońce, znaleźliśmy dziewięcioletniego chłopaka. Zostawiliśmy go w spokoju jako świadka. W południe dotarliśmy do rzeki, a chłopak biegł z łukiem za nami. Przez dwadzieścia mil dotrzymywał kroku koniom, przez dwadzieścia mil biegł do utraty tchu.
    Taki chłopak byłby wart tysiąca współczesnych ludzi. Zostawiliśmy go na brzegu rzeki. O ile wiem, ciągle mnie szuka.
    • Postać: pułkownik Eli McCullough
    • Źródło: s. 605-606.
    • Zobacz też: Apacze
  • Ojciec nie jest zły: jest prosty. Problemem są tacy jak ja, ci, którzy mają nadzieję, że potrafimy się wznieść ponad instynkty. Którzy mają nadzieję, że da się żyć wbrew naszej własnej naturze.
    • Postać: Peter McCullough
    • Źródło: s. 557.
  • Patrząc na niego [ojca], zdałem sobie sprawę, że to człowiek z zupełnie innych czasów. Jest jak skamielina wypłukana ze strumienia albo rów na dnie oceanu. Pochodził z epoki, w której każdy brał to, co chciał i nie musiał się usprawiedliwiać.
    Uświadomiłem sobie również, że nie różni się niczym od naszych sąsiadów: robią dokładnie to samo, choć w nowocześniejszy sposób. Potrzebują rasowego uzasadnienia, żeby usprawiedliwić własne kradzieże i morderstwa. Najbardziej postępowym z nich jest mój brat, Phineas, który nie ma nic przeciwko Meksykanom ani komukolwiek innemu, uważa natomiast, że wszystko jest kwestią ekonomii. Nauki, a nie uczuć. Silnych należy wspierać, słabi muszą zginąć. Żaden z nich nie widzi jednak, a raczej nie chce widzieć, że ciągle mamy wybór.
    • Postać: Peter McCullough
    • Źródło: s. 191–192.
  • Różnica między człowiekiem odważnym a tchórzem jest bardzo prosta. Chodzi o miłość. Tchórz kocha tylko siebie… (…) tchórz dba tylko o własne ciało. (…) Kocha je nad wszystko. Człowiek dzielny najpierw kocha innych, a siebie na końcu.
  • Ta ziemia nie zawsze należała do Komanczów, przed wielu laty to była ziemia Tonkawów, ale spodobała się nam, więc zabiliśmy Tonkawów i przejęliśmy ich ziemię… Tonkawowie są teraz tawohho i próbują nas zabić, kiedy tylko zobaczą. Ale biali tak nie myślą, wolą zapominać, że wszystko, czego chcą, już do kogoś należy. Myślą: O, jestem biały, to musi być moje. I naprawdę w to wierzą, Tiehteti. Nigdy nie widziałem białego, który nie byłby zaskoczony w chwili śmierci. (…) Kiedy ja coś kradnę, spodziewam się, że mnie zabiją i znam swoją pieśń, którą będę śpiewał umierając. (…) Nie jestem nawet odrobinę szalony. Biali są szaleni. Wszyscy chcą być bogaci, tak jak i my, ale boją się przyznać przed sobą, że wzbogacić można się tylko w jeden sposób: kradnąc innym. Uważają, że jeśli nie widzą ludzi, którym coś zabierają, jeśli ich nie znają ani nie przypominają, to w istocie nie kradną.
    • Postać: Toshaway, wódz Komanczów
    • Źródło: s. 114.
    • Zobacz też: kradzież, bogactwo
  • (…) w Teksasie było lepiej niż w Starych Stanach, gdzie – o ile nie było się synem właściciela plantacji – do wzięcia zostały tylko resztki z pańskiego stołu. Spisy ludności dowodzą, że klasy wyższe – Austini i Houstoni – z ochotą pozostawały obywatelami Meksyku, jeśli tylko mogły zachować ziemię. Ich potomkowie prowadzą propagandowe wojny, żeby oczyścić honor rodów i uznać przodków za ojców założycieli Teksasu. Jednak po prawdzie to ludzie tacy jak mój ojciec – goli jak święci tureccy – pchnęli Teksas do wojny.
    • Postać: pułkownik Eli McCullough
    • Źródło: s. 15.
    • Zobacz też: Teksas
  • Zastanawiała się, w jaki sposób zostanie zapamiętana. Nie zarobiła aż tyle, żeby rozdać majątek jak Carnegie i wymazać grzechy wiązane z jej nazwiskiem, zawiodła, nie wspięła się na najwyższą złocistą gałąź. Liberałowie będą świętować jej śmierć. Zapalą papierosy z marihuaną, pojadą na sushi i zjedzą surowe potrawy, które przebyły osiem tysięcy mil. Podczas kolacji ponarzekają na takich jak ona, a kiedy wrócą do domów, w sypialni będzie zimno, więc nacisną przycisk na ścianie, żeby się ogrzać. Przez cały czas skarżąc się na ceny ropy.

Inne[edytuj]

  • Pisałem do momentu, aż uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia, o czym piszę, wtedy zacząłem czytać i poszukiwać informacji na temat tego, czego nie wiedziałem. Powtarzałem ten proces raz za razem. Dla mnie część mojego umysłu odpowiedzialna za tworzenie i część, która odpowiada za badanie faktów, są całkowicie odmienne i zawsze konkurują ze sobą.