Paweł Sękowski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Paweł Sękowski (ur. 1985) – polski historyk, od 2018 prezes Stowarzyszenia Kuźnica.

  • My wychodzimy z założenia, że lewicą jest ten, kto sam się za lewicę uważa. Inaczej ugrzęźniemy w sporach definicyjnych, które uniemożliwią pójście naprzód. Przy takiej definicji będziemy w stanie zacząć rozmawiać, co w tej chwili jest najtrudniejsze. I nie jestem daleki od krytyki wielu posunięć Leszka Millera, na czele oczywiście z wyznaczeniem Magdaleny Ogórek na kandydatkę Sojuszu na prezydenta, ale sądzę, że nie należy szermować takimi bon motami jak ten przez pana przywołany, bo może także Leszek Miller będzie chciał zmienić swoje postępowanie z ostatnich kilku lat i wziąć udział w jednoczeniu lewicy. Moim zdaniem nie należy nikogo wykluczać i bawić się w pokazywanie palcem, kto lewicą nie jest i kto nie zasługuje na miano lewicy. Prof. Hieronim Kubiak, honorowy prezes Kuźnicy, mówił, że lewicowość to tak naprawdę cecha osobowości, a nie struktura formalna. W dzisiejszych czasach trudno określić, jaki pakiet poglądów to określa. Rzecz w tym, by się spotkać i rozmawiać na tym gruncie, że wszyscy mamy na uwadze dobro lewicy i jej interes w Polsce. By na własne życzenie nie oddawać całego życia publicznego w ręce prawicy.
  • Tak samo jak nie możemy powiedzieć, że wszyscy „żołnierze wyklęci” przynosili chwałę, walcząc o niepodległą Polskę, nie możemy ich wrzucić do jednego worka jako leśne bandy, które mordowały chcących świętego spokoju ludzi. Natomiast sama logika kultu „wyklętych” moim zdaniem świadczy o próbie kształtowania niezdrowej, wykrzywionej mentalności i pamięci historycznej Polaków. Bazuje ona na kulcie wysiłku, który był z góry skazany na klęskę, co jest zresztą specyficznym elementem naszej symboliki i tożsamości. Poza tym jest to logika, która absolutnie nie uwzględniała uwarunkowań geopolitycznych, a jej reprezentanci jedyną nadzieję widzieli w wybuchu III wojny światowej, która byłaby przecież największą katastrofą dla społeczeństwa polskiego, jaką można sobie wyobrazić. Jest to przejaw rozszalałej polityki historycznej, która odrywa się od racjonalnego myślenia i walczy wyłącznie o symbole, ale z trudem definiuje nawet to, czego konkretnie, jakiej wartości ma to być symbol.
  • Trzeba odejść od historii wydarzeniowej, historii dyplomacji. Perspektywa społeczna jest cenniejsza i ciekawsza niż funkcjonowanie przeróżnych partii i komitetów. Ta niechęć do historii społecznej może moim zdaniem wynikać z tego, że historykom często łatwiej pisać o konkretnych partiach czy innych strukturach.
  • Ważne, by zdać sobie sprawę z różnych perspektyw patrzenia na przeszłość i z jej złożoności. Zachowując wierność źródłom historycznym, zasadzie przywiązania do prawdy, do niepisania pod z góry przyjętą tezę, jesteśmy w stanie uwypuklić choćby złożony charakter Polski Ludowej. Oczywiście zwłaszcza w okresie stalinowskim działo się wiele rzeczy godnych potępienia, ale nawet wtedy doszło przecież do reformy rolnej, alfabetyzacji społeczeństwa, ogólnego awansu społecznego szerokich rzesz ludności. Trzeba zwracać uwagę i na negatywną, i na pozytywną stronę tego polskiego doświadczenia. Dziś jednak aspekt pozytywny jest całkowicie wymazywany z pamięci historycznej i przestrzeni polityki historycznej kształtowanej przez państwo. A negatywny – niewątpliwie istniejący – wyolbrzymiany i zakłamywany, zwłaszcza w odniesieniu do okresu po 1956 r. Zaczyna się zaprzeczać sensowi biografii rzeszy Polaków, którzy robili rzeczy konstruktywne w jedynej Polsce, jaka mogła istnieć w tamtych uwarunkowaniach geopolitycznych.
  • Wydaje mi się, że analiza wolna od emocji, zobiektywizowana na ile to możliwe, wskazuje, że Polska Ludowa zasługuje na znacznie przychylniejszą pamięć społeczną niż ta, jaką dziś się kształtuje odgórnymi nakazami politycznymi.