Ostatni rozdział, czyli Paragraf 22 bis

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Ostatni rozdział, czyli Paragraf 22 bis (ang. Closing Time) – powieść Josepha Hellera z 1994 roku. Tłumaczenie – Andrzej Szulc.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!

(wyd. „Prima” Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1999, ISBN 83-7186-071-4; tłum. Andrzej Szulc)

  • Ale ja od początku bałem się, że faceci z dużych firm naftowych mogą nie potraktować mnie poważnie, kiedy się do nich zwrócę. Zwróciłem się do nich i nie potraktowali mnie poważnie. Gdy się spotkaliśmy nie byłem sobą. Miałem na sobie trzyrzędowy garnitur i zupełnie inną osobowość, czułem bowiem, że moja własna może nie przypaść im do gustu. Nie przypadła im do gustu i ta druga. Znalazłem się poza swoją sferą i uświadomiłem to sobie natychmiast, próbując się dostać do tej, do której należeli oni. Istniały pewne granice, a ja domyślałem się od samego początku, że moich nie wyznacza niebo.
    • Źródło: Księga IV, rozdz. 11, Lew, s. 154
  • Boisz się o mnie. Boisz się, że umrę. Boisz się, że zachoruję. I cholernie dobrze, że się boisz, Michael, ponieważ to wszystko rzeczywiście mnie czeka, choćbym nawet udawał, że jest wprost przeciwnie. Przyrzekłem ci siedem lat dobrego zdrowia, a teraz zostało ich już bardziej sześć niż siedem. Kiedy skończę siedemdziesiąt pięć lat, dzieciaku, będziesz zdany na samego siebie. Nie będę żył wiecznie, wiesz przecież, choć mam zamiar umrzeć próbując tego dokonać.
    • Opis: Yossarian do synowa Michaela.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 18, Dante, s. 293
  • Brylującego w naszym towarzystwie Teemera doprowadzała do szaleństwa wyniesiona z badań laboratoryjnych wiedza, że metastatyczne komórki rakowe stanowią genetyczne rozwinięcie pierwotnej złośliwej tkanki i są od niej o wiele bardziej odporne, pomysłowe i destrukcyjne. Zmuszony w związku z tym traktować je jako ewolucyjną innowację, zastanawiał się, czy wszystkie jego medyczne interwencje podejmowane w imię ratowania życia pacjentów nie są przypadkiem zbrodnią przeciwko naturze, niedozwolonym zakłócaniem równoważących się harmonijnie prądów życia biologicznego, które kiełkowało wszędzie tam, gdzie znajdowały się żywe istoty. Co jest w końcu, musiał zapytać, takiego szlachetnego lub ważnego w rodzaju ludzkim?
    – Nie mieliśmy nic wspólnego z naszą własną ewolucją, przyłożyliśmy się za to prządnie do naszego upadku. Wiem, że to brzmi rewolucyjnie, ale muszę wziąć pod uwagę tę możliwość. Jestem neodarwinistą i człowiekiem nauki.
    – A ja jestem człowiekiem, który dorobił się na złomie – oświadczył Lew, który miał już wtedy serdecznie dość szpitala. – Tam jest mój początek.
    – Nie, Lew, twój początek jest w komórce spermowej, w łańcuchu DNA, który nie ma pojęcia, kim jesteś.
    – Robisz sobie jaja! – zaprotestował Lew.
    – Zgadza się – potwierdził Teemer. – Jaja są tym, czym zawsze byliśmy.
    • Opis: Dialog onkologa Dennisa Teemera z Lwem Rabinowitzem.
    • Źródło: Księga X, rozdz. 30, Sammy, s. 481–482.
  • – Czy nie chciałbym poinformować cię, gdyby było inaczej?
    – Ale czy poinformowałbyś?
    – To by zależało.
    – Od czego?
    – Od tego, czy mógłbym powiedzieć ci prawdę.
    – A powiesz mi prawdę?
    – Czy ja wiem co to jest prawda?
    – Czy mógłbyś mnie okłamać?
    – Tylko gdybym znał prawdę.
    – Widzę, że jesteś ze mną szczery
    – Wymaga tego mój ojciec.
    • Źródło: Księga II, rozdz. 5, John, s. 64
  • Dennis Teemer przyglądał się cywilizacji – przechwalał się ogarnięty najgłębszym pesymizmem – i widział mikrokosmos komórki.
    – Są jeszcze dwie rzeczy dotyczące tych komórek rakowych, które powinny was zainteresować. W laboratorium żyją wiecznie. I brakuje im samokontroli.
    (...) Komórka rakowa jest zdrowa – brzmiała odpowiedź, która nie spodobała się żadnemu z nas – jeśli za wyznacznik zdrowia uznać siłę, mobilność i zdolność do wzrostu i ekspansji.
    (...) Komórka rakowa jest sama w sobie normalna brzmiała kolejna frustrująca odpowiedź. – I z biologicznego punktu widzenia nie ma powodu oczekiwać, by zachowywała się inaczej. Może żyć wiecznie...
    (...) W laboratorium żyje wiecznie, w przeciwieństwie do innych. Brakuje jej samokontroli i niepowstrzymanie się mnoży. Czy nie jest to przejaw zdrowia? Komórki rakowe migrują, kolonizują i rozprzestrzeniają się.
    (...) Biologicznie rzecz biorąc, dlaczego mielibyśmy oczekiwać, że w świecie ożywionym nie powinny istnieć komórki bardziej agresywne od innych? Biologia zawsze robi to, co musi. Nie wie, dlaczego to robi, i nic jej to nie obchodzi. Nie ma żadnego wyboru i w przeciwieństwie do nas nie szuka przyczyn.
    • Opis: poglądy onkologa Dennisa Teemera.
    • Źródło: Księga X, rozdz. 30, Sammy, s. 474–475.
  • Dobrze jest czegoś pragnąć. Teraz się o tym przekonuję. Kiedyś budziłem się rano każdego dnia z głową pełną pomysłów i nie mogłem się doczekać, żeby je zrealizować. Teraz budzę się apatyczny i zastanawiam się, w jaki sposób mógłbym się rozerwać. To zdarzyło się z dnia na dzień. Któregoś dnia obudziłem się stary, tak po prostu. Skończyła się moja młodość, a mam tylko sześćdziesiąt dziewięć lat.
    • Opis: Yossarian opowiada synowi Michaelowi.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 18, Dante, s. 295
  • – Gwarantuje pan, że pańskie samoloty będą działać?
    (...) – Nie rozumiem, kurwa, tych wszystkich pytań – stwierdził Wintergreen. – Jaką to robi pierdoloną różnicę, czy będą działały, czy nie? Ich główna wartość polega na odstraszaniu. Kiedy wejdą do akcji, wszystko i tak będzie już dawno przesrane.
    • Opis: Były starszy szeregowy Wintergreen podczas sesji z wyższymi oficerami wojska oraz rządowymi ekspertami w podziemiach ASTPW.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 19, ASTPW, s. 308–309
  • – Jak długo będę musiał czekać, żeby wejść do majora?
    – Dopóki nie wyjdzie na lunch – odparł sierżant Towser. – Wtedy będzie pan mógł od razu wejść.
    – Ale wtedy go tam nie będzie?
    – Tak jest, panie poruczniku. Major Major będzie u siebie dopiero po lunchu.
    (...) sierżant Towser trącił go w ramię i oznajmił, że jeśli nadal chce, może teraz wejść do majora Majora, ponieważ major Major właśnie wyszedł. Appleby przybrał z powrotem sprężystą wojskową postawę.
    – Dziękuję, sierżancie – odparł bardzo oficjalnie. – Czy prędko wróci?
    – Zaraz po lunchu. Wtedy będzie pan musiał wyjść i zaczekać, dopóki nie wyjdzie na kolację. Major Major nigdy nie przyjmuje nikogo, kiedy jest u siebie.
    – Co powiedzieliście sierżancie?
    – Powiedziałem, że major Major nigdy nie przyjmuje nikogo, kiedy jest u siebie.
    Appleby przez kilka chwil piorunował Towsera wzrokiem.
    – Sierżancie – odezwał się w końcu surowym tonem oficjalnej reprymendy i zrobił pauzę, jakby chciał mieć pewność, że zyskał jego niepodzielną uwagę. – Czyżbyście robili ze mnie balona dlatego, że dopiero zjawiłem się w eskadrze, a wy jesteście tu od dawna?
    – Skądże znowu, panie poruczniku – odparł Towser. – Takie mam rozkazy. Może pan zapytać majora Majora, kiedy go pan zobaczy.
    – To właśnie zamierzam zrobić, sierżancie. Kiedy będę mógł go zobaczyć?
    – Nigdy.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 17, Sammy, s. 273–274
  • – Mamy bomby, które są w stanie wbić się setki mil w głąb ziemi, zanim eksplodują.Planujecie obecnie budowę bunkrów na głębokości czterdziestu dwu mil pod powierzchnią. Możemy zaopatrzyć nasze bomby w zapalniki, które spowodują wybuch o wiele głębiej, dzięki czemu ani po naszej, ani po ich stronie nie zginie ani jeden człowiek i nie ucierpi niczyja własność. Możecie prowadzić wojnę nuklearną, która nie spowoduje żadnych strat na ziemi. Czy to nie jest humanitarne? Moim zdaniem kurewsko humanitarne.
    – Istotnie kurewsko humanitarne.
    • Opis: Były starszy szeregowy Wintergreen podczas sesji z wyższymi oficerami wojska oraz rządowymi ekspertami w podziemiach ASTPW.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 19, ASTPW, s. 308
  • – Martwię się o Yossariana – zasępił się Milo – Nie jestem pewien, czy mu ufam. Obawiam się, że nadal jeszcze jest uczciwy.
    • Źródło: Księga II, rozdz. 6, Milo, s. 86
  • – Możecie zbombardować kogoś, zanim jeszcze postanowicie to zrobić. Postanowicie to dzisiaj, a sprawę załatwi się wczoraj!
    – Naprawdę nie sądzę – odezwał się ktoś – żebyśmy potrzebowali samolotu, który jest w stanie zbombardować kogoś wczoraj.
    – Pomyślcie o możliwościach, jakie się otwierają argumentował Wintergreen. – Japończycy atakują Pearl Harbor. Wy strącacie ich dzień wcześniej. (...)
    – Nasz pierwszy zdolny do lotu bombowiec może wejść w skład wyposażenia sił powietrznych w roku dwutysięcznym i rozsławić na wieki wasze imię.
    – A co będzie, jeśli zaangażujemy się w wojnę nuklearną przedtem?
    – Wtedy nie dostaniecie naszego produktu. Musicie poczekać.
    – Wasz bombowiec stanowi w takim razie narzędzie pokoju.(...)
    – Naszego narzędzia pokoju można również użyć do nalotów dywanowych na miasta.
    – Nie chcemy bombardować celów cywilnych.
    – Owszem, chcemy. To znacznie obniża koszty.
    • Opis: o Pod-Naddźwiękowym Niewidzialnym i Bezgłośnym Defensywno-Ofensywnym Bombowcu Szturmowym Drugiego Uderzenia M i M i P Szzzzz! firmy M i M podczas sesji z wyższymi oficerami wojska oraz rządowymi ekspertami w podziemiach ASTPW (Agencji do spraw Specjalnych Tajnych Projektów Wojskowych).
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 19, ASTPW, s. 304–305
  • Nie potrafił zrozumieć, że cała przyjemność polegała dla mnie na czarowaniu kobiety, a nie otrzymaniu jej w prezencie.
    Claire wszystkiego się domyśliła.
    – Nie, Lew, tylko nie to – powiedziała, kiedy znaleźliśmy się w samochodzie – Nigdy więcej. nie na moich oczach.
    Przyjąłem to do wiadomości i z tego co wiem, nigdy więcej nie działo się to na jej oczach.
    • Źródło: Księga IV, rozdz. 11, Lew, s. 166
  • Nigdy nie pragnęliśmy mówić niczego oprócz Prawdy. W naszym regulaminie jest tuż pod Kłamstwami.
    • Opis: M2 jako przedstawiciel korporacji M i M, należącej do jego ojca, Milo Minderbindera.
    • Źródło: Księga V, rozdz. 14, Michael Yossarian, s. 220
  • – O co się mnie oskarża?
    – O przestępstwa, o których agenci wywiadu nic jeszcze nie wiedzą. Dlaczego ksiądz nie chce się do nich przyznać?
    – Jak mogę się przyznać, skoro oni nie mówią mi, do czego?
    – Jak mogą powiedzieć, skoro sami tego nie wiedzą?
    • Opis: kapelan Albert T. Tappman w rozmowie z generałem Lesliem Grovesem.
    • Źródło: Księga VII, rozdz. 20, Kapelan, s. 328
  • – Pańskie pierdolone fotele katapultowe znajdowały się pierwotnie w planach dla pierdolonego starego stealtha. Z naszych raportów wynika, że podczas prób rozrywały na kawałki manekiny.
    – Możemy dostarczyć tyle manekinów, ile pan potrzebuje – oświadczył Milo.
    Grubas wywrócił się i rozbił sobie nos.
    – Mojego poprzednika niepokoił, jak sądzę – wtrącił dziekan wydziału nauk humanistycznych i społecznych Akademii Wojennej – los ludzi, a nie manekinów.
    – Możemy dostarczyć mu tylu ludzi, ilu potrzebuje.
    Chudzielec zgłupiał, a Grubas zapomniał języka w gębie.
    – Interesuje nas ich bezpieczeństwo. Twierdzi pan, że pańskie maszyny mogą pozostawać w powietrzu przez długi czas, być może nawet przez całe lata. Nasze maszyny z ludźmi na pokładzie muszą być zdolne do powrotu.
    – Po co?
    – Po co?
    – Tak, po co?
    – Po co mają wracać?
    (...) – Dokąd miałyby wracać, ty kutasie? – zapytał Wintergreen. – Tutaj również nie zostanie przecież kamień na kamieniu.
    • Opis: o Pod-Naddźwiękowym Niewidzialnym i Bezgłośnym Defensywno-Ofensywnym Bombowceu Szturmowym Drugiego Uderzenia M i M i P Szzzzz! firmy M i M podczas sesji z wyższymi oficerami wojska oraz rządowymi ekspertami w podziemiach ASTPW (Agencji do spraw Specjalnych Tajnych Projektów Wojskowych).
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 19, ASTPW, s. 306–307
  • Słysząc alarm i widząc mrugające na konsoli kolorowe światełka, prezydent ucieszył się, że udało mu się wreszcie coś uruchomić. Zadowolony z siebie odchylił się i dopiero po jakimś czasie dotarło do niego, że nie ma pojęcia, jak zatrzymać to, co zapoczątkował. Bezskutecznie naciskał wszystkie guziki.
    (...) – To działa – oświadczył uśmiechając się prezydent. – Widzicie? Podobnie jak ta gra obok.
    (...) – Wystrzelił pan wszystkie nasze rakiety!
    – Wysłał pan nasze samoloty!
    – Ja je wysłałem? Dokąd?
    – Wszędzie! Tym czerwonym guzikiem, który pan wciąż naciska!
    – Tym? Nic o tym nie wiedziałem.
    – Niech pan go już więcej nie dotyka!
    – Skąd miałem wiedzieć? Wezwijcie je wszystkie z powrotem. Powiedzcie, że bardzo mi przykro. Nie zrobiłem tego naumyślnie.
    – Nie możemy wezwać z powrotem rakiet.
    – Ale możemy wezwać z powrotem bombowce.
    – Nie możemy wezwać z powrotem bombowców! Przypuśćmy, że ktoś zastosuje kroki odwetowe. Musimy załatwić ich pierwsi.
    – Nic o tym nie wiedziałem.
    – Musimy także wysłać wszystkie nasze bombowce drugiego uderzenia na wypadek, gdyby zechcieli podjąć kroki odwetowe po naszym pierwszym.
    – Chodźmy, panie prezydencie. Nie mamy ani chwili do stracenia.
    – Dokąd?
    – Do podziemi. Do schronów. Triage... nie pamięta pan?
    – Jasne. Grałem w to, zanim nacisnąłem ten guzik.
    – Niech to wszyscy diabli! Z czego pan się, do cholery, śmieje?
    – Nie ma w tym, kurwa, nic śmiesznego!
    – Skąd miałem wiedzieć?
    – Szybciej! To my jesteśmy tymi, którzy muszą przeżyć.
    • Źródło: Księga XIII, rozdz. 34, Finale, s. 545–546.
  • Teemer, pryncypialny, pracowity i melancholijny, stanowił; jak ujął to Yossarian, kolejną ofiarę prowadzonej przez samego siebie wojny z rakiem. Wyznawał teraz pogląd, że żywe komórki nowotworowe i ginące społeczeństwa reprezentują tę samą jakość. Wszędzie widział nowotwory. To, co widział w komórce, odnajdywał w powiększonej skali w organizmie, a to, co zachodziło w człowieku, widział odwzorowane na poziomie grupy społecznej. Był zwolennikiem kontrowersyjnego poglądu – tak samo jego zdaniem zdrowego i ekspansywnie się rozprzestrzeniającego jak złośliwa tkanka, w której badaniu się specjalizował – że wszelkie mnożące się w niepowstrzymany sposób zgubne ekscesy są równie normalne i nieuniknione jak rozrost złośliwych komórek, które znał z życia zwierzęcego i roślinnego.
    • Opis: poglądy onkologa Dennisa Teemera.
    • Źródło: Księga X, rozdz. 30, Sammy, s. 474
  • Wraz ze zwiększeniem się częstotliwości ich spotkań osłabło lubieżne podniecenie, którego doznawał, marząc o zaskakujących zmysłowych rozkoszach i dokonywanych wspólnie z Melissą odkryciach. Zbyt szybko się do siebie przyzwyczaili – to zdarzało się już wcześniej. To zdarzało się za każdym razem – i podjął już decyzję, że powinni zacząć się rzadziej widywać. Kiedy nie szli do łóżka ani nie planowali, co zjeść, często nie mieli zbyt wiele do roboty. To też zdarzało się już wcześniej, to zdarzało się za każdym razem. A nie robienie niczego było bardziej krzepiące, kiedy nie robiło się nic w samotności.
    • Opis: o związku Yossariana z pielęgniarką Melissą.
    • Źródło: Księga VIII, rozdz. 26, Yossarian, s. 405
  • – Wszystko, co widzicie, panowie, na tych rysunkach, jest zgodne z rzeczywistością – kontynuował Milo – z wyjątkiem tego, co jest z nią niezgodne. Nie chcemy pokazać niczego, co pozwoliłoby innym zneutralizować albo skopiować naszą technologię. To chyba rozsądne posunięcie, generale Bingam?
    – Absolutnie, Milo.
    – Ale w jaki sposób mamy się dowiedzieć – protestował grubas z Departamentu Stanu – jak naprawdę wygląda ten samolot?
    – Dlaczego, kurwa, musi pan to wiedzieć? – odparował Wintergreen.
    – Jest niewidzialny – dodał Milo. – Dlaczego chce go pan koniecznie zobaczyć?
    – Domyślam się, że nie musimy tego wcale wiedzieć, prawda? – zgodził się generał brygady, spoglądając w stronę admirała.
    – Po co mamy to wiedzieć? – dziwił się ktoś inny.
    – Wcześniej czy później – denerwował się chudy stronnik Strangelove'a – będzie chciała wiedzieć o tym prasa.
    – Pierdolę prasę – odparł Wintergreen. – Pokażemy im te obrazki.
    – Czy są prawdziwe?
    – A jakie to ma, kurwa, pierdolone znaczenie, czy są prawdziwe, czy nie?! – pieklił się Wintergreen. – Kiedy odkryją, że ich okłamaliśmy, będą mieli co najwyżej kolejną pierdoloną sensację.
    – Zaczyna pan nareszcie, kurwa, mówić językiem, który rozumiem – oświadczył adiutant komendanta piechoty morskiej.
    • Opis: początek sesji w podziemiach ASTPW (Agencji do spraw Specjalnych Tajnych Projektów Wojskowych), z wyższymi oficerami wojska oraz ekspertami rządowymi o Pod-Naddźwiękowym Niewidzialnym i Bezgłośnym Defensywno-Ofensywnym Bombowceu Szturmowym Drugiego Uderzenia M i M i P Szzzzz! firmy M i M.
    • Źródło: Księga VI, rozdz. 19, ASTPW, s. 302–303
  • Z dziewczynami, jak ze wszystkim innym, nawet w wojsku, jest tak, że kiedy dasz ludziom do zrozumienia, czego chcesz, i naprawdę się przy tym upierasz, prawdopodobnie ci na to pozwolą.
    • Źródło: Księga IV, rozdz. 11, Lew, s. 141