Magdalena Tulli

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Magdalena Tulli

Magdalena Tulli (ur. 1955) – polska pisarka i tłumaczka.

  • Autor nie jest narratorem, chyba że zechce tak to ustawić. Narrator nie jest autorem, choćby wyskoczył ze skóry. Siedzi wewnątrz historyjki jak w pudełku i wie tyle, ile chce autor. Być narratorem – to w moim rozumieniu jest to samo, co wcielić się w postać z książki, czyli coś fizycznie niemożliwego.
  • Forma nie może nie odgrywać roli. Treść potrzebuje formy. Nawet najprostszy komunikat potrzebuje formy, chyba nie głoszę rewelacji?
  • Ja nie uważam, że wszystko już było. To jasne, że używamy w kółko tych samych słów, ale ze słów buduje się zdania. (…) Powiedzieć, że wszystko słyszano już tysiąc razy – to arogancja. Ale publiczność w tym cyrku jest właśnie arogancka. Każdy z nas na tym świecie staje czasem przed arogancką publicznością. (…) Tylko ludzie zblazowani i niepewni własnych odczuć głoszą, że wszystko już było. A czemu? A bo może czują się, jakby stali przed arogancką publicznością, więc się próbują asekurować. Moim zdaniem uczciwiej żyje się bez takiej asekuracji.
  • Jestem czymś, co nie ma w Polsce swojej reprezentacji ani nawet swojego miejsca w języku. Jestem lewicą antytotalitarną. Już samo słowo „lewica” brzmi dzisiaj tak, że strach je nosić na czole. Ale jak inaczej nazwać to, czym jestem? Lewica, bo przywiązuję wagę do solidarności społecznej. Antytotalitarna, bo wyobrażenie społeczeństwa jako hierarchicznej organizacji, opartej na ideologii i egzekwującej posłuszeństwo, jest dla mnie nie do przyjęcia.
  • Literatura jest takim miejscem, w którym ludzie próbują uzgadniać wyobrażenia o tym, co im się przytrafiło. Przychodzi taki czas, że zaczyna się pojawiać nowy rodzaj książek. Ale nie wiadomo, co jest najpierw. Czy książki zmieniają świat, czy świat zmienia książki. Ja bym obstawiała to drugie. Książki są ważne nie dlatego, że coś zmieniają, tylko dlatego, że coś pokazują, coś, czego do tej pory nie widzieliśmy. Pokazują na przykład, co czują inni ludzie. Niektóre uczą, jak sobie radzić z czymś, co zobaczyliśmy, a wolelibyśmy nie zobaczyć. Wtedy czytamy z gęsią skórką.
  • Najlepszymi słuchaczami muzyki są inni kompozytorzy, a najlepszymi czytelnikami – inni pisarze. Ci ludzie widzą, jak rzecz jest uszyta. Jeśli jest dobrze uszyta, mają z tego więcej przyjemności niż niekompozytor i niepisarz. Znają wszystkie sztuczki, więc jak zobaczą nową sztuczkę, naprawdę są pod wrażeniem. Słyszą harmonie, wiedzą, dlaczego brzmi tak, jak brzmi, nie potrzebują, żeby łatwo wpadało w ucho.
  • Nasze życie jest opowiadaniem się historii, której fabuła zależy od nas w niewielkim stopniu. Za to treść zależy od nas. Treść zależy od tego, jak strawimy fabułę, która nam przypadła.
  • Nie lubię arogancji. Nie lubię kłamstwa. Nie lubię postaci puszących się, pouczających, udających kogoś innego. Nie lubię przesady, absurdalnych oskarżeń, łatwej świętości na cudzy rachunek, krótko mówiąc, nie lubię żenady. A skąd wiem, że piszący kłamie? No przecież nie zawsze wiem. Drażni mnie tylko wtedy, kiedy akurat wiem. No, drażni też, kiedy się domyślam. A w jaki sposób się domyślam? Intuicja, doświadczenie życiowe. Ale też fakty. Zdarza mi się znać jakieś fakty z innego źródła, które jest dla mnie bardziej wiarygodne. A dlaczego inne źródło jest dla mnie bardziej wiarygodne? Wydaje mi się, że wiem, to znaczy emocje wiedzą, ale wyjaśnić nie potrafię. To ważne pytanie, być może cała Polska powinna je sobie teraz zadawać. Być może zadawanie sobie tego pytania jest nawet ważniejsze niż odpowiedź. Tego, co mogę czytać bez przykrości, kto inny unika z tych samych powodów, z jakich ja unikam tego, co on lubi czytać. Te źródła, które dla mnie są wiarygodne, on nazwie zakłamanymi. Wszyscy nie lubią tego samego co ja: arogancji, kłamstwa, puszenia się, pouczania i tak dalej. To, co sprawia, że patrzymy inaczej i widzimy co innego, to emocje. Emocje się spolaryzowały i stale przybierają na sile. Więc teraz przyglądam się emocjom, zwłaszcza swoim. Wytrzymuję ich natężenie. Można im się tak przyglądać, to je nawet trochę stabilizuje.
  • Nie szastam postaciami. Oszczędzam je w miarę możliwości. Całkiem oszczędzić nie mogę. Ale chciałabym, żeby ich cierpienia nie poszły na marne. Żeby czytelnik miał z tego coś więcej niż zabawę. No i stąd też się bierze odmowa udawania, że to wszystko dzieje się naprawdę. Czytelnik nie jest dzieckiem, wie, że fikcja to fikcja, ale chciałby, żeby autor mu tę fikcję zaprezentował jako rzeczywistość. I autor na ogół się zgadza, bo czemu nie? Ale nie chcę. Kiedy tego odmawiam, to jakbym mówiła postaciom: nie mogę was oszczędzić, ale wasze nieszczęścia będą czymś umownym. A czytelnik – niektóry – obraża się, że brakuje iluzji realności. Prawda jest inna. Tego czytelnika gniewa iluzja realności ostentacyjnie przekreślona.
  • Nie wierzę, że terapia przez pisanie jest możliwa. Terapią jest raczej przestawanie z jakimś wyobrażeniem, emocją, domysłem, praca nad uporaniem się z czymś trudnym. Samo pisanie o tej trudnej rzeczy jest możliwe dopiero wtedy, kiedy cała praca została zrobiona.
  • Pod koniec sezonu wegetacji drzewo świata obwieszone jest owocami. Owoce dojrzewają, spadają i gniją. W każdym tkwi pestka, w pestce zawiązek drzewa i przeciwdrzewa, korona i korzeń. Wszystkie przyszłe sezony wegetacji czekają na swój czas w pestkach, w zawiązkach, w zawiązkach zawiązków. Owoc należy do drzewa, lecz mieści w sobie całe przyszłe drzewo razem z owocami, jakie na nim wyrosną.
    • Źródło: Sny i kamienie
  • Potrzebuję przynależności. Jeśli nie mogę mieć, brakuje mi jej boleśnie. Szukałabym wspólnoty nawet z tymi, którzy czytają inną gazetę i mają inaczej ulokowane emocje. Oczywiście nie za wszelką cenę, nie mogłabym udawać kogoś innego niż jestem. Ale jakiś kawałek wspólnego gruntu dobrze by było mieć. Bez innych ludzi w ogóle nie chciałoby się nam żyć. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę tak na co dzień. (…) istnienie innych ludzi jest nam potrzebne do szczęścia. Myślę, że gdybyśmy o tym zawsze pamiętali, łatwiej by nam było ich szanować.
  • Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy się tym niezdrowo podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach [„Niech żyje Polska!”], ma w sobie coś dwuznacznego. Możemy się martwić, że została zamordowana, możemy współczuć, możemy szanować wybór, ale ekscytować się? Hitlerowscy zbrodniarze skazani na śmierć też ginęli z okrzykiem „Heil Hitler”.

Skaza[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Skaza.
  • Im mniej kto znaczy, tym bardziej jego miłość własna wyda się wszystkim wokół niestosowna.
  • Istnieje wyjątek od każdej reguły, więc na reguły liczyć niepodobna.
  • Zajrzawszy w pustkę własnego losu, trudno brnąć dalej.