Latający Cyrk Monty Pythona

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Charakterystyczna stopa z czołówki LCMP pochodzi z obrazu Agnola di Cosimo

Latający Cyrk Monty Pythona (ang. Monty Python's Flying Circus) – komediowy serial telewizyjny tworzony przez grupę brytyjskich komików, Monty Python. Producentami i reżyserami serialu byli Ian MacNaughton i John Howard Davies.

  • A teraz coś z zupełnie innej beczki.
    • And now something completely different (ang.)
  • Ale to moja jedyna kwestia!
    • But it's my only line! (ang.)
  • Beethoven, Mozart, Chopin, Liszt, Brahms, Majteczki... przepraszam!... Schuman, Schubert, Mendelssohn i Bach. Nieśmiertelne nazwiska. Jednak nazwiska pewnego kompozytora nigdy nie umieszczono wśród największych. Dlaczego świat nigdy nie zapamiętał nazwiska Johanna Gambolputty de von Ausfern-schplenden-schlitter-crasscrenbon-fried-digger-dangle-dungle-burstein-von-knacker-thrasher-apple-banger-horowitz-ticolensic--grander-knotty-spelltinkle-grandlich-grumblemeyer-spelterwasser-kürstlich-himbleeisen-bahnwagen-gutenabend-bitte-eine-nürnburger --bratwustle-gerspurten-mit-zweimache-luber-hundsfut-gumberaber-shönendanker-kalbsfleisch-mittler-raucher von Hautkopft z Ulm?
  • Były sobie zwei orzeszki i szły przez sztrasę i nagle ktoś jednemu przysolił...
  • – Wygodny fotel!
    – Wygodny fotel?
  • Cytrynowe curry?
  • – „Czy jest?”. Przedstawia Robert Last.
    – Dobry wieczór. Dziś w programie z cyklu „Czy jest?” rozważymy kwestię czy jest życie po śmierci. Do udziału w dyskusji zaprosiłem trzech nieboszczyków. Są to: świętej pamięci Sir Brian Hardaker, były kustosz Muzeum Wojny, świętej pamięci profesor Thynne, do niedawna krytyk, uczony i redaktor radiowy, oraz reprezentujący poglądy Kościoła anglikańskiego bardzo świętej pamięci prebendariusz Ross. Panowie, czy jest życie po śmierci? Czy nie?... Sir Brianie?
    – ...
    – Profesorze?
    – ...
    – Prebendariuszu?
    – ...
    – Oto odpowiedź. Trzy razy nie. W następnym tygodniu rozważać będziemy kwestię czy jest tego dosyć. Tymczasem dobranoc...
  • Czy to makler? Majster budowlany? Kościelny? Nie! To mechanik rowerowy!
  • Jestem myśliwym od dziecka. Kocham zwierzęta i dlatego lubię je zabijać. Nie zabiłbym zwierzęcia, którego nie lubię.
  • Kochana mielonka! Cudowna mielonka!
    • Lovely spam! Wonderful spam! (ang.)
  • Mój mąż, jak większość ludzi w jego wieku, ma 50 lat.
    • My husband, in common with a lot of people of his age, is fifty. (ang.)
  • Napoleon rozmyśla nad gruzami dopalającego się miasta, dla którego zdobycia przebył pół Europy.
  • Nie kupię tej płyty, jest porysowana.
    • I will not buy this record, it is scratched. (ang.)
  • Niektórzy ludzie popełniają błąd uważając rolę zwrotnicowego za głupotę w rozkładzie jazdy, ale mądrzejsi ludzie, jak ja, którzy mówią głośno w restauracji, widzą to jako zamierzoną dwuznaczność. Prośbę o zrozumienie w zmechanizowanym świecie. Sensu nie ma, bestia nie żyje. Co za różnica? Jaki, właściwie jest sens tego wszystkiego? Nie ma żadnego. Bestia spóźnia się z przeobrażeniem. Sens jest oczywisty. Jeśli łoś La Fontain'a odrzuciłby samca Jones'a, to silnik będzie naszą głową, wagon restauracyjny naszym przełykiem, wagon służbowy naszym lewym płucem, wagon dla zwierząt naszymi udami, przedział 1 klasy-kawałkiem skóry na szyi, a przejazd kolejowy, to elektryczny łoś o imieniu Simon. Zrozumienie jest niszczące, ale, gdzie jest dwuznaczność? Jest tam w pudle. Zwrotnica podaje 8:15 z Gillingham, gdzie w rzeczywistości, ma na myśli 8:13 z Gillingham. Pociąg jest ten sam, tylko czas się zmienił. Ecce Homo, Ergo łoś. La Fontain znał swoją siostrę i to cholernie dobrze. Cel osiągnięty. Bestia linieje. Strzępy osiadają Ci na nos. Iluzja zakończona. To rzeczywistość, rzeczywistość jest iluzją, a dwuznaczność, jest jedyną prawdą, ale czy prawda, dla Hitchcock'owskiego obserwatora, jest w pudle? Nie, nie ma tyle miejsca – Dwuznaczność przybrała na wadze. Cel osiągnięty, łoś nie żyje. Bestia zatrzymała się w Swindon, Chabrol nigdzie się nie zatrzymuje. Ja zaczynam się leczyć, a La Fontaine zostanie związany.
  • Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
    • Nobody expects the Spanish Inquisition! (ang.)
  • Przestałeś być zabawny.
    • You're no fun anymore. (ang.)
  • Tej papugi już nie ma! Przestała istnieć! Odeszła na spotkanie ze swoim stworcą! To zdechła papuga! Sztywniak! Opuściło ją życie, teraz spoczywa w spokoju! Gdyby nie przybił jej pan do grzędy, wąchałaby kwiatki od spodu! Strzeliła w kalendarz i śpiewa teraz w anielskim chórze! To jest ex-papuga!!
    • This parrot is no more! It has ceased to be! It's expired and gone to meet its maker! THIS IS A LATE PARROT. It's a stiff. Bereft of life, it rests in peace, if you hadn't nailed it to the perch it would be pushing up the daisies! It's rung down the curtain and joined the choir invisible! THIS IS AN EX-PARROT! (ang.)
  • Ten skecz robi się coraz głupszy.
    • This sketch is getting silly. (ang.)
  • W roku 1945 rozpętał się pokój.
    • In 1945 peace broke out. (ang.)
  • Zawsze chciałem zostać drwalem!
    • I always wanted to be a lumberjack! (ang.)
  • Wiele razy byłem na zorganizowanych wycieczkach, więc reklama walnęła mnie w oko. Co za sens jechać za granicę, żeby traktowali cię jak barana, by obijać się w autobusie, otoczony przez spocone bezmózgie ciołki Boventry? Ich kaszkiety i koszyki, ich radia, kłótnie o herbatę.. Nie potrafią zrobić dobrej herbaty. Na Majorce zatrzymują się w sklepikach z rybą i frytkami, piwem, kalmarami i dwoma rodzajami warzyw. Siedzą w letnich wdziankach, wyciskając krem do opalania na obrzmiałe, czerwone, opuchnięte ciała, bo pierwszego dnia przesadzili. Zaganiani do niekończących się hoteli Kontinental z luksusowymi nowoczesnymi przedziałami. Baseny pełne beczkowanego piwa i grubych niemieckich biznesmenów, którzy udają akrobatów, robią piramidy, straszą dzieci i wpychają się do kolejek. Jeśli nie zajmiesz stolika o 19, nie dostaniesz miski kremowej zupy pieczarkowej – pierwszej pozycji na menu międzynarodowej kuchni. W czwartkowy wieczór cholerny kabaret w barze przedstawiający jakiegoś chudego Latynosa, 30cm w biodrach i jakąś ulizaną grubą dziwkę z wielkim tyłkiem prezentującą flamenco. Maszynistki z Birmingham z biegunką i o zwiotczałych białych nogach próbujące wyrwać owłosionych krzywonogich kelnerów, Manuelów. Raz w tygodniu jest wycieczka do ruin, gdzie można kupić roztopione lody.. i cholerne piwo. A jednego wieczoru zabierają cię do miejscowej restauracji. Siedzisz obok grupy z Rhyl, która śpiewa „Kocham Costa Brava, kocham Costa Brava”.. Przyłapuje cię jakiś pijany ekspedient z Luton z automatycznym aparatem i zeszłotygodniowym Daily Express. Marudzi bez końca o rządzeniu krajem i iloma językami mówi Margaret Powell, i rzyga dookoła, i spędza cztery dni na lotnisku Luton z pięciu dni wycieczki, jedząc jedynie kanapki serwowane przez British Airways. Nie dostaniesz piwa, bo jesteś w Anglii i bary zamykają, gdy zaschnie ci w gardle. Dzieciaki płaczą, wymiotują, łamią plastikowe popielniczki. Każą ci czekać godzinę. Wiedzą przecież, że twój samolot jest w Islandii, musi wrócić i zabrać grupę Szwedów do Jugosławii, zanim cię wpuszczą na pokład o 3 nad ranem. A potem siedzisz na pasie przez 4 godziny przez problemy, to znaczy permanentny strajk kontrolerów ruchu w Paryżu. W końcu lądujesz na lotnisku Malagar i wszyscy się tłoczą do cholernej toalety, stoją w kolejce do uzbrojonych celników, a cholerny autobus, który nie przyjechał, zabiera cię do hotelu, którego nie wybudowali. Gdy już dotrzesz do niewykończonych algierskich ruin, zwanych Hotel del Sol, płacąc połowę wakacyjnej kasy licencjonowanemu bandycie w taksówce, nie ma wody w basenie ani w sraczu, ani w umywalce. Tylko cholerna jaszczurka w bidecie. Połowa pokoi podwójnie wynajęta i nie można spać przez 24 godzinne wiercenia w hotelu obok. Hiszpańska Krajowa Rada Turystyczna zaklina się, że ich epidemia cholery to jedynie drobne wątpienie hiszpanki. W międzyczasie cholerna gwardia aresztuje 16-latków za całowanie się. W końcu ostatniego dnia w poczekalni na lotnisku wszyscy kupują małe okropne osiołki z imionami i plakaty z walki byków z własnymi imionami. Aż w końcu dolatujemy do cholernego Luton. Jeździsz w kółko przez 4 godziny, by znaleźć samolot do Manchesteru.