Lądowanie w Garwolinie

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Lądowanie w Garwoliniehumorystyczna powieść Joanny Chmielewskiej z 1995 roku. Cytaty za wyd. Kobra, Warszawa 2003.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

  • Helikopter przyklęknie? Co ty uważasz, że to jest wytresowany wielbłąd?
  • Mówi się na ogół gębą do przodu.
    • Postać: sekretarz redakcji
    • Źródło: s. 64
    • Zobacz też: twarz
  • Wiecie, że to świetna dziewczyna, nie zadaje głupich pytań i w ogóle zgodna…
    • Postać: fotoreporter
    • Opis: o sekretarce.
    • Źródło: s. 53

Dialogi postaci[edytuj]

  • – A jeśli jest to społeczeństwo agresywne…?
    – Pocałuj mnie w społeczeństwo agresywne! Imperialiści może jeszcze do tego, co? Murzynów męczą…!!!
    • Źródło: s. 22
  • – Chciałeś przecież żywego białka – zauważył spod okna fotoreporter.
    – Ale nie tu, tylko w kosmosie! – sprostował z gniewem sekretarz redakcji. – Poza tym ono nie jest żywe, tylko surowe! Wytrzyj to, do cholery! Ja się brzydzę!
    • Opis: o stłuczonym jajku po dyskusji o istnieniu/nieistnieniu żywego białka w kosmosie.
    • Źródło: s. 9
  • – Ciotka w piwnicy nie bywa. Wyschła dokładnie, lekka…
    – Rozumiem, że dynia, nie ciotka? – upewnił się doradca do spraw technicznych.
    • Źródło: s. 88
  • – Człowiek zaczął chodzić na nogach, żeby mieć wolne ręce – przypomniał fotoreporter. – One zapewne do czegoś były potrzebne. Musiałaby ta plazma wykształcić jakieś chwytaki, może macki…
    – W takim razie już dawno temu wylądowali i wysiedli – zauważył satyryk. – Plączą się po rozmaitych oceanach, głównie południowych. Lżymy ich mianem ośmiornic. Rezultaty ich pracy myślowej są raczej niezauważalne.
    – Bo widocznie ta plazma jest po prostu głupia…
    • Źródło: s. 16, 17
  • – Mamy Lema – przypomniał sobie doradca techniczny. – Mamy Wellsa. Bradbury pisał… Nie pamiętam dokładnie, co oni tam naszklili o wyglądzie zewnętrznym… I ten pisał, zdaje się najwięcej, ten… No, jakże on się nazywał? Na samo „H”… No!
    – Horacy – podpowiedział życzliwie satyryk.
    – Co…? Zwariowałeś, Horacy o pojazdach kosmicznych?!
    – Chciałeś na samo „H”…
    – O rany boskie, ten, jakże mu tam, no, ten, który pierwszy zaczął, wystrzelili się na księżyc w kuli armatniej…
    – Verne – podpowiedział sekretarz redakcji. – Rzeczywiście, na samo „H” i przez „ó” kreskowane.
  • – Pani Krysiu, co by pani zrobiła? Idzie pani przez las…(…) Nie, nie przez las. Schodzi pani ze schodów…
    – Ja nie schodzę ze schodów (…). Mieszkam na dziesiątym piętrze i zjeżdżam windą.
    – Doskonale, zjeżdża pani windą. Wieczorem. Na klatce schodowej słabe światło, półmrok, i na parterze widzi pani coś… Coś zupełnie niepodobnego do człowieka. Co by pani zrobiła?
    Sekretarka patrzyła na niego w zadumie.
    – Ominęłam ją – powiedziała po długiej chwili łagodnie.
    – Co…?
    – Ominęłam ją. Dziś rano na parterze stała drabina malarska. Zupełnie niepodobna do człowieka.
    • Źródło: s. 46
    • Zobacz też: drabina
  • – Podobno jeszcze nie było wypadku, żeby kto wysiadał [z UFO] – przerwał w zadumie fotoreporter.
    – A znasz wypadki, żeby wylądowało? – zainteresował się gwałtownie satyryk.
    • Źródło: s. 15
  • – Rozpisać ankietę…? – spytał z wahaniem doradca do spraw technicznych.
    – Chyba że na przebitce – zaprotestował satyryk. – Zastąpi papier toaletowy. (…) w ankiecie większość zełga, każdy napisze, jak by chciał zareagować, a nie jak rzeczywiście zareaguje, nikt się nie przyzna, że zwyczajnie ucieknie. Te rzeczy trzeba sprawdzać doświadczalnie!
    • Źródło: s. 20
  • – Wracając do żywego białka… – powiedział doradca do spraw technicznych. – Cholera, rozmazało mi się na rękawie… To w innych układach słonecznych nie wiadomo dokładnie, co się dzieje, i istnieje możliwość, że gdzieś tam plącze się taka sama planeta jak nasza. I na niej podobne istoty…
    – Też tłuką surowe jajka o maszyny do pisania? – spytał zgryźliwie sekretarz redakcji.
    – Na pewno – odparł stanowczo satyryk. – Niech cię pocieszy, że, być może, gdzieś w kosmosie siedzi taki sam facet jak ty i rozmazuje sobie takie gluty po klawiaturze…
    • Źródło: s. 10

Cytaty z narracji[edytuj]

  • Aktualnym życiowym celem sekretarki było poślubienie fotoreportera. Jako kobieta całkowicie dorosła zdawała sobie sprawę, iż fakt zawarcia związku małżeńskiego o niczym właściwie nie świadczy i wcale nie załatwia całej reszty życia, w tym roku jednakże kończyła trzydzieści lat. Postanowiła, z chwilą przekroczenia tego progu, zmienić stan cywilny i w ankietach personalnych móc pisać raczej „rozwiedziona” niż „panna”. Własne nazwisko przestało się jej podobać, zdecydowała się je zmienić, w dodatku weszła właśnie w posiadanie dwupokojowego mieszkania spółdzielczego i oba te elementy razem sprawiły, że ślub z fotoreporterem stał się wydarzeniem w jej życiu niezbędnym.
  • Doradca do spraw technicznych podsuwał myśl o nakarmieniu ich jakimś specyfikiem, powodującym chwilową amnezję, specyfik, nader prosty, dostępny był w każdym sklepie i stał na półkach w przezroczystych butelkach, objętości najczęściej pół litra, obie te propozycje jednakże upadły, napotkawszy różne przeszkody. Poprzestano zatem na odebraniu od pracowników fizycznych uroczystej przysięgi dochowania sekretu.
    • Źródło: s. 76
    • Zobacz też: wódka
  • (…) posiadał byłą niańkę, obecnie sprzątaczkę, która przez całe życie szła za nim krok w krok, utrzymując w nieskalanym porządku wszystkie noszone przez niego koszule. Zapewne także i gacie, ale tego sekretarka jeszcze osobiście nie stwierdziła. Już sama sprzątaczka stanowiła dostateczny argument, przemawiający za poślubieniem obsługiwanego przez nią osobnika.
    • Źródło: s. 38
  • Sekretarka dowiedziała się zatem, że jej ukochany posiada nie tylko babcie, ale także ciocie, nader liczne, wszystkie sparaliżowane, wszystkie opętane manią robienia na drutach, na domiar złego roztargnione w niewiarygodnym stopniu, gubiące ustawicznie rozmaite rzeczy, w szczególności właśnie te druty, co gorsza, wszystkie obdarowane niedawno gigantyczną ilością jednakowej wełny przez wujka z Australii i żeby nie było zawiści, trzeba im dać jednakowe druty…
    W trakcie gadania przyszło mu na myśl, że mógł się posłużyć zwyczajnym domem starców, któremu załatwia prezenty z ramienia jakiejkolwiek instytucji charytatywnej, upłynniającej remanenty finansowe z zeszłego roku, zająknął się nawet, ale już było za późno. Babcie i ciocie opanowały świat.
    • Źródło: s. 42, 43

Zobacz też[edytuj]