Kill Bill II

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Kill Bill: Volume 2 – film sensacyjny produkcji amerykańskiej z 2004 roku w reżyserii Quentina Tarantino.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Panna Młoda[edytuj]

  • Lokalna stacja TV mówiła o „Masakrze na ślubie w kaplicy w El Paso”. Jak do tego doszło? Kto tam był? Ile osób zabito? Kto je zabił? Wersji jest tyle, ilu opowiadających historię. A tak naprawdę do masakry wcale nie doszło podczas ślubu. To była tylko jego próba.
  • Wyglądałam na martwą, co? Złudzenie. Chociaż niewiele brakowało, wierzcie mi. Ostatnia kula Billa pogrążyła mnie w śpiączce. W śpiączce, która miała trwać cztery lata. Po przebudzeniu ruszyłam w drogę, jak to mawiają w zwiastunach filmów: „dysząc żądzą krwawej zemsty”. Dyszałam… mściłam się… i zaspokoiłam swoją krwawą żądzę. Do tej pory zabiłam cholernie dużo osób. Została mi już tylko jedna. Ostatnia. Ta, do której teraz jadę. Jedyna pozostała. A kiedy dotrę do celu, zabiję Billa.
    • Opis: początek filmu.

Bill[edytuj]

  • Dawno temu… w Chinach… niektórzy twierdzą, że w okolicach roku jeden zero zero trzy… główny kapłan zakonu Białego Lotosu, Pai Mei, szedł sobie drogą, rozmyślając o tym, o czym ktoś obdarzony, jak Pai Mei, nieskończoną mocą, mógłby rozmyślać… czyli innymi słowy „kto wie?”… na jego drodze zjawił się mnich z klasztoru Shaolin, idący w przeciwnym kierunku. Kiedy mnich i kapłan się mijali, Pai Mei w niewyobrażalnym przypływie wielkoduszności obdarzył mnicha leciuteńkim skinieniem głowy. Skinienie nie zostało odwzajemnione. Czy zamiarem mnicha z Shaolin było ubliżyć Pai Mei, czy też jedynie nie dostrzegł wielkodusznego społecznego gestu? Przyczyna zachowania mnicha pozostaje nieznana. Znane natomiast są konsekwencje. Następnego ranka Pai Mei zjawił się w świątyni Shaolin i zażądał od jej głównego kapłana ofiary z jego własnej szyi, by zadośćuczynić za obrazę. Kapłan początkowo usiłował ukoić gniew Pai Mei, po to tylko, by odkryć, że gniewu Pai Mei nie da się ukoić. I tak się rozpoczęła masakra w świątyni Shaolin. Wszystkich sześćdziesięciu mnichów zginęło od Pięści Białego Lotosu. I tak się rozpoczęła legenda techniki Pięciu Punktów Dłoni Rozsadzających Serce.
  • Jak zapewne wiesz, jestem miłośnikiem komiksów. Zwłaszcza tych o superbohaterach. Fascynuje mnie cała mitologia związana z superbohaterami. Weźmy mojego ulubionego Supermana. Komiks niewysokich lotów, niezbyt dobre rysunki. Ale mitologia… jest nie tylko wspaniała, jest unikatowa. Podstawowym wątkiem w mitologii superbohaterów jest istnienie superbohatera i jego alter ego. Batman to Bruce Wayne. Spiderman to Peter Parker. Ta postać budzi się rano, będąc Peterem Parkerem. Musi włożyć kostium, by stać się Spidermanem. I pod tym właśnie względem Superman jest wyjątkowy. Superman nie stał się Supermanem. On się Supermanem urodził. Kiedy Superman budzi się rano, jest Supermanem. Jego alter ego to Clark Kent. Jego strój, jego wielkie czerwone „S” pochodzi z kocyka, w którym go znaleźli Kentowie. To są jego ubrania. Strój Kenta: okulary, garnitur… to jest jego przebranie. To kostium, w który się przebiera Superman, by wtopić się w tłum. Clark Kent to my widziani oczyma Supermana. Jakie są cechy Clarka Kenta? Jest słaby, pozbawiony pewności siebie, jest tchórzem. Clark Kent to krytyczna wizja całego gatunku ludzkiego. Podobnie jest z Beatrix Szkrab i panią Tomaszową Plympton. Nosiłabyś kostium Arlene Plympton. Ale urodziłaś się jako Beatrix Szkrab. I budząc się każdego ranka, wciąż byłabyś Beatrix Szkrab. Nazywam cię mordercą. Urodzonym mordercą. Zawsze nim byłaś… i zawsze nim będziesz. Mieszkając w El Paso, pracując w sklepie z używanymi płytami, chodząc z Tommym do kina, wycinając kupony rabatowe z gazet… Próbowałabyś udawać pszczołę robotnicę. Upodobnić się do reszty roju. Ale nie jesteś pszczołą robotnicą. Jesteś zbuntowaną pszczołą-zabójcą. I choćbyś wypiła morze piwa, zjadła tony mięsa z grilla, choćby ci tyłek obrósł sadłem, nic by tego faktu nie zmieniło.
  • Jestem zabójcą. Morderczym skurwielem, wiesz o tym. I trzeba się liczyć z konsekwencjami, jeśli się morderczemu skurwielowi łamie serce.

Budd[edytuj]

  • Jedno trzeba dziewczynie przyznać. Jeszcze nigdy nikt nie robił z Billa takiego debila jak ona. Bill twierdził, że jest cholernie cwana, a ja mu mówiłem, że jest tylko cwana jak na blondynkę.
  • To cię trochę ułagodziło, co? Trudno być zakapiorem z podwójną porcją soli wbitą głęboko w cycki. Nie mając… cycków… tak ładnych ani tak dużych jak twoje, nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak ten szajs musi szczypać. Ale… nie chcę tego robić.

Elle Driver[edytuj]

  • Zanim sobie maleństwo sprawiłam, poczytałam o nim w Internecie. Fascynujące stworzonko z tej czarnej mamby. Posłuchaj: „W Afryce powiadają, że w buszu może cię zabić słoń, lampart i czarna mamba. Ale tylko mamba… i tak jest od zarania dziejów… gwarantuje pewną śmierć. Stąd jej przydomek: śmierć wcielona”. Ekstra, co? „Zawarta w jej jadzie neurotoksyna to jedna z najskuteczniejszych trucizn. Działa na układ nerwowy, porażając mięśnie. Jad czarnej mamby zabija po czterech godzinach, jeśli ofiara została ukąszona w kostkę lub palec. Jednakże ukąszona w twarz lub tułów kona w ciągu 20 minut.” Słuchaj uważnie, bo to dotyczy ciebie. „Ilość jadu wyzwalana w ukąszeniu może być gargantuiczna.” Uwielbiam słowo „gargantuiczny”, a tak rzadko mam okazję je użyć. „Jeśli nie mamy surowicy, wystarczy 10–15 mg jadu, by zabić. Jednakże czarna mamba w jednym ukąszeniu wstrzykuje od 100 do 400 mg jadu.”
    • Opis: do leżącego po ukąszeniu Czarnej Mamby Budda.
  • Żal… że najwspanialszą z wojowników, jakich kiedykolwiek znałam, spotkał koniec z ręki tak kmiotkowatego, niemytego, zapijaczonego gówna jak ty. Zasługiwała na lepszy koniec.
    • Opis: do leżącego po ukąszeniu Czarnej Mamby Budda.

Pai Mei[edytuj]

  • Jak chcesz jeść jak pies, możesz mieszkać i spać na dworze. Jeśli chcesz mieszkać i spać jak człowiek, weź pałeczki.
    • Opis: do Panny Młodej, widząc jej problemy w posługiwaniu się pałeczkami.
  • Jak wszystkie jankeskie kobiety umiesz tylko zamawiać w restauracji i wydawać pieniądze mężczyzny.
    • Opis: do Panny Młodej.

Esteban Vihaio[edytuj]

  • Wiesz… mieć hopla na punkcie kogoś takiego jak ty… to zawsze bardzo słuszne zachowanie. Gdybyśmy się spotkali, kiedy jeszcze byłem w branży, byłabyś moją damą numer jeden.
    • Opis: komplement skierowany do Panny Młodej.

Dialogi[edytuj]

Elle Driver: Bill?
Budd: Pomyliłaś braci, nienawistna suko.
Elle Driver: Budd.
Budd: Bingo!
Elle Driver: Czemu zawdzięczam wątpliwą przyjemność?
Budd: Złapałem właśnie kowbojkę, której nikt wcześniej nie złapał.
Elle Driver: Zabiłeś ją?
Budd: Jeszcze nie. Wpakowałem w nią troche soli kamiennej. Jest taka łagodna, że mógłbym ją wykończyć kamieniem. Tak czy owak… Zgadnij co teraz trzymam w ręku?
Elle Driver: Co?
Budd: Nowiuteńki miecz Hattoriego Hanzo. I chce ci powiedzieć, Elle, że to się nazywa ostra klinga.
Elle Driver: Ile?
Budd: Trudno powiedzieć, bo jest bezcenny i w ogóle…
Elle Driver: Jakie są warunki?
Budd: Jutro rano przywozisz tu koścista dupę i milion dolarów w gotówce. A ja ci dam najwspanialszy z wykonanych ręką ludzką mieczy. Jak ci to brzmi?
Elle Driver: Chyba się dogadamy. Jeden warunek…
Budd: Jaki?
Elle Driver: Musi cierpieć do ostatniego tchu.
Budd: To, kochana Elle, masz u mnie jak w banku.
Elle Driver: No to do jutra milionerze.
Budd: Dobra.

Panna Młoda: Celnie strzelasz?
Karen: Nie zawsze z bliska, zawsze z chirurgiczną precyzją.
Panna Młoda: Wiesz co, dziwko? Jestem lepsza od Annie Oakley i mam cię na muszce.
Karen: Odstrzelę ci łeb!
Panna Młoda: Najpierw ja ci wpakuję kulkę. Więc pogadajmy. Karen… Właśnie się dowiedziałam… przed sekundą… w chwili, gdy wywaliłaś mi w drzwiach dziurę… że jestem w ciąży.
Karen: Co to znaczy?
Panna Młoda: Na podłodze przy drzwiach leży pasek, który mówi, że jestem w ciąży.
Karen: Pierdolisz.
Panna Młoda: Innym razem miałabyś 100% racji. Tym razem jesteś na 100% w błędzie. Jestem najgroźniejszą kobietą świata. Ale teraz… sram ze strachu o moje dziecko. Błagam. Spójrz na pasek. Błagam!
Karen: Siedź, gdzie siedzisz i nie waż się ruszyć. Nie wiem, co to gówno znaczy.
Panna Młoda: Obok jest pudełko z instrukcją.
(…)
Karen: Powiedzmy, że wierzę. I co?
Panna Młoda:Wróć do domu. Ja zrobię to samo.
Karen: Gratulacje.

Panna Młoda: Elle… Zawsze strasznie mnie to ciekawiło. Tak między nami, dziewczynami… co powiedziałaś Pai Mei, że ci wyłupił oko?
Elle Driver: Nazwałam go nędznym, starym głupcem.
Panna Młoda: Kiepski pomysł.

Panna Młoda: Jak mnie znalazłeś?
Bill: Jestem asem.
(…)
Panna Młoda: Po co tu przyjechałeś?
Bill: Po ostatnie spojrzenie.
Panna Młoda: Będziesz miły?
Bill: Nigdy nie byłem miły… ale postaram się być uroczy.
Panna Młoda: Zawsze ci powtarzałam, że urok to twój największy atut.
Bill: Pewnie dlatego jesteś jedyną osobą, której dane było go poznać.

Bill: Nasza córeczka poznała już prawdę o życiu i śmierci. Opowiesz mamie o swoim Emilio?
B.B.: Zabiłam go.
Bill: To jej złota rybka.
B.B.: Był moją złotą rybką.
Bill: Przybiegła do mnie z rybką w ręce krzycząc: „Tato, tato, Emilio nie żyje!”. A ja na to: „Naprawdę? To takie smutne. Jak zginął?”. Co odpowiedziałaś?
B.B.: „Rozdeptałam go.”
Bill: Młoda damo, użyłaś przemyślnie dobranych słów, które brzmiały: „Niechcący go rozdeptałam.”. Zacząłem dociekać: „Jak to możliwe, by twoja stopa znalazła się niechcący w akwarium?”. „Nie, nie, nie. Emilio leżał na dywanie.” Akcja się zagęszcza. „Jakim cudem Emilio znalazł się na dywanie?” Mamusiu, byłabyś z niej taka dumna. Nie skłamała. Powiedziała, że wyjęła Emilia z akwarium i położyła go na dywanie. A co robił Emilio na dywanie?
B.B.: Rzucał się.
Bill: I wtedy go rozdeptałaś. A kiedy podniosłaś stopę… co robił Emilio?
B.B.: Nic.
Bill: Przestał się rzucać, prawda? Powiedziała mi później, że kiedy podniosła stopę i zobaczyła, że Emilio się nie rzuca, rozumiała co zrobiła. Czyż to nie idealna wizualizacja istoty życia i śmierci? Rybka rzucająca się po dywanie i rybka nie rzucająca się po dywanie. Tak sugestywna, że nawet czterolatka, nie pojmująca znaczenia życia i śmierci, wiedziała, co to znaczy.

Bill: Niewiarygodne. Przekonałaś go, by ci wykuł miecz.
Panna Młoda: Nic trudnego, wspomniałam twoję imię.
Bill: Więcej nie trzeba.

Bill: Pai Mei nauczył cię techniki Pięciu Punktów Rozsadzających Serce?
Panna Młoda: Oczywiście, że tak.
Bill: Czemu mi nie powiedziałaś?
Panna Młoda: Nie wiem… Ponieważ jestem… złym człowiekiem.
Bill: Nie, nie jesteś złym człowiekiem. Jesteś wspaniałym człowiekiem. Moim ulubionym. Ale od czasu do czasu bywasz prawdziwą pizdą. Jak wyglądam?
Panna Młoda: Wyglądasz na gotowego.

Larry: Popatrzmy na Buddy’ego w kalendarzu. Pracujesz jutro?
Budd: Tak.
Larry: Nieprawda. Nawet nie wiesz, kiedy, kurwa pracujesz! Pracujesz w środę, nie jutro. Pracujesz w czwartek? Nie wydaje mi się. W piątek? Jest tu twoje imię. Było tu twoje imię. Sobota… było tu twoje imię. Poniedziałek… Proszę. I jak? Dopierdolić się wam do kasy, to jedyne, co do was przemawia. Idź do domu i czekaj, aż zadzwonię. Aż ja zadzwonię do ciebie. A przed wyjściem pogadaj z Rakietą, ma dla ciebie robótkę. No i… kapelusz. Ten pierdolony kapelusz. Ile razy ci mówiłem: „Nie noś tu tego pierdolonego kapelusza”? Ile?
Budd: Klienci noszą kapelusze.
Larry: Nie jestem szefem klientów, jestem twoim szefem! I każę ci trzymać ten buracki kapelusz w domu!

Pai Mei: Rozumiesz język kantoński?
Panna Młoda: Trochę…
Pai Mei: Przyszłaś tu, by zgłębiać kung-fu, nie lingwistykę! A zatem będę się z tobą porozumiewał jak z psem! Krzykiem, gestem, kijem!

Esteban Vihaio: To? Podobno jeździsz furgonetką?
Panna Młoda: Cipkowóz mi zdechł.
Esteban Vihaio: Cipka zdechła…

Budd: Więc mówisz, że wyrżnęła 88 goryli, nim załatwiła O-Ren?
Bill: Nie, nie było ich tylu. Po prostu nazywali się Obłęd 88.
Budd: Czemu?
Bill: A ja wiem? Pewnie uznali, że to brzmi cool. Tak czy siak, pod jej mieczem Hanza.
Budd: Kupiła sobie?
Bill: Zrobił go jej.
Budd: Nie złożył przysięgi, że przestanie robić miecze?
Bill: Wygląda na to, że jej nie dochował.
Budd: Ci Japońcy potrafią chować urazę, co? A może… ty to w ludziach wyzwalasz?
Bill: Wiem, że pytanie, które ci teraz zadam jest idiotyczne. Nie ćwiczyłeś się w sztuce władania mieczem?
Budd: Ja… Oddałem go do lombardu.
Bill: Zastawiłeś miecz Hattoriego Hanzo? Był bezcenny.
Budd: Ale nie w El Paso. W El Paso dali za niego 250 dolarów. Jestem bramkarzem w barze z dziwkami. Jeśli chce ze mną walczyć, wystarczy tam wszcząć burdę i walka gotowa.
Bill: Wiem, że od dłuższego czasu ze sobą nie gadaliśmy… A ostatnia nasza rozmowa była mało przyjemna. Ale musisz przestać się na mnie złościć i zacząć bać się ---. Bo ona tu przyjdzie i przyjdzie cię zabić. I jeśli nie przyjmiesz mojej pomocy, nie wątpię, że dopnie swego.
Budd: Nie odżegnuję się od winy i nie uciekam przed tym, co będzie.
Bill: Czy nie możemy… zapomnieć o przeszłości?
Budd: Ta kobieta zasłużyła sobie na zemstę… a my zasługujemy na śmierć. Ale z drugiej strony ona też. Więć myślę… że zobaczymy… prawda?

Zobacz też[edytuj]