Julio Cabrera

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Julio Cabrera – argentyński filozof żyjący w Brazylii.

Etyka negatywna[edytuj]

  • To, że coś jest „lepsze” niż nic, stanowi Grundsatz całej zachodniej moralności. Bycie nigdy nie jest rozważane jako zaledwie jeden z wyborów.
  • Bóg musi odpowiadać na oskarżenie o całe zło świata, za wybranie fatalnej opcji stworzenia jego oraz ipso facto królestwa moralności. Wszelkie następstwa związane z potępieniem i zbawieniem mają swój początek w pragnieniu stworzenia niedoskonałego świata, lub raczej w pragnieniu niedoskonałego stworzenia jakiegokolwiek świata. Dlaczego stworzenie miałoby nie woleć nie cierpieć wcale zamiast mieć zaoferowaną późniejszą możliwość zbawienia od cierpienia?
  • Biorąc pod uwagę przypadkowość naszych narodzin, wszyscy jesteśmy niepotrzebni. Niepotrzebny ból jest czymś nie do zaakceptowania. Ergo, czymś nie do zaakceptowania są narodziny. W tym sensie, narodziny są niemoralne. Narodziny niosą ze sobą moralny ładunek, problematyczność: nie jest tak, jak twierdzą zazwyczaj etyki afirmatywne, że są one po prostu faktem, czymś niewinnym i niewymagającym krytycznego przyjrzenia się. Etyki afirmatywne wolą podtrzymywać niemoralność świata, byleby tylko ocalić podstawę jego istnienia. Etyka negatywna sugeruje coś przeciwnego, ocalenie moralności świata po odnalezieniu jego niemoralnej podstawy. (I odwraca się cały problem teodycei: w jaki niby sposób świat miałby być niewinny w obliczu boskiego zła stworzenia?)
  • Cierpienie jest związane wyłącznie i w oczywisty sposób z „byciem”. Nie sposób „oddać do użytku” kogokolwiek w taki sposób, by go nie bolało. Tak więc ból nie jest ani przekleństwem, ani karą, ani anomalią, ani niedopasowaniem, ani dewiacją, ale conditio sine qua non bycia. Bycie jest warunkiem koniecznym do tego, by bolało. Etyka afirmatywna, tak długo więc, jak uznaje spójność za wartość, nie powinna deklarować, że troszczy się o to, by nie było bólu.
  • Choroba zwykle jawi się nam jako coś zaskakującego ze względu na rzekomy stan wyjściowy, którym ma być „zdrowie”. Trudnością w ocenie zdrowia jest to, że większość istniejących wskaźników jest negatywna i służą one wykazywaniu problemów ze zdrowiem. To dobre zdrowie powinno być postrzegane jako coś przypadkowego, anomalia, a nie jako wewnętrzna właściwość, i w jeszcze mniejszym stopniu jako „prawo”, którym cieszą się istoty ludzkie. W obliczu choroby, to, co zwykle nazywamy „życiem” i przetrwaniem, staje się zwalczaniem tej choroby, czepianiem się życia, próbą utrzymania się na powierzchni, potrwaniem jeszcze trochę, pójściem jeszcze trochę do przodu. Podstawowy etyczny problem polega na tym, że jako potencjalni stwórcy innej ludzkiej istoty, nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przewidzieć, jak będą funkcjonować mechanizmy przetrwania tej istoty i jaka będzie jej wrażliwość na strukturalny ból. Nie mamy moralnego prawa uśredniać prognozy na temat tej wrażliwości. Złowieszcza (złowieszcza i płytka) radość, jaką nasze społeczeństwo wita narodziny i ciążę, musi w końcu natrafić na blokujące ją, jego własne etyczne kategorie, jeśli zapuścimy się dostatecznie głęboko w refleksję nad tym.
  • Nasz społeczny ład zapewnia niemoralności rodzicielstwa osłonę przed krytyką, a prokreacja przedstawiana jest jako w sposób naturalny pozytywna wartość. I wręcz przeciwnie, jakiekolwiek podawanie jej w wątpliwość, jest odbierane jako coś demonicznego. Jednak sytuacja jest tu przejrzysta: albo powinno się odrzucić jako wartość „unikanie niepotrzebnego bólu”, albo uznać osłanianą przed krytyką moralność rodzicielstwa za problematyczną. Jeśli refleksja moralna powinna opierać się na racjonalności, dążeniu do prawdy itp., to powinna stawić czoła tej alternatywie.
  • Jeśli wolność, zgodnie z tym, co sama tradycyjna moralność zakłada, stanowi fundamentalną wartość etyczną, jest samą podstawą etyki, to należy przyznać, że stworzenie dziecka może być pierwszym i ogromnym nieposzanowaniem wolności osoby ludzkiej. Zagadnienie wolności cierpi tutaj na ten sam problem, co zagadnienie bólu: jest to kwestia wartości etycznej, do której tradycyjne afirmatywne etyki są niezdolne podejść bezkompromisowo.
  • Zabicie kogoś i spowodowanie czyichś narodzin to dwa akty przemocy, poprzez które, w magiczny sposób, człowiek stawia się w pozycji Boga. Ofiara zabójstwa jest zawsze w jakiś sposób bezbronna, ale nigdy nie aż tak bezbronna jak ofiara narodzin. Narodziny przelewają niewinną krew tak samo jak zabójstwo. Jeśli prokreacja jest wolnym wyborem, życie to przede wszystkim niepotrzebny ból.
  • W świetle ontologii przyrodniczej nie można powiedzieć, że nie wiemy niczego na temat naszego możliwego potomstwa, przykładowo, na temat jego zdolności do przezwyciężenia strukturalnego bólu; jest tak dlatego, że chociaż nie wiemy, czy nasze dzieci będą czerpać przyjemność, przykładowo, z podróżowania, pracy czy nauki języków klasycznych, to jednak wiemy, że będą kruchymi, rozkładającymi się i ostatecznie odchodzącymi w niebyt istotami, których umieranie rozpocznie się wraz z narodzinami, które będą mierzyć się z definiującymi je systematycznymi dysfunkcjami, które będą konstytuować swoje własne bycie jako bycie-przeciw-innym – w sensie mierzenia się z agresywnością i posyłania jej innym – które będą tracić tych, których pokochają oraz same zostaną utracone przez tych, którzy pokochają je, i którym czas odbierze wszystko, co kiedykolwiek stworzą.
  • Bez wątpienia nie uznalibyśmy za moralne zachowania kogoś, kto umieściłby drugiego człowieka w niebezpiecznej sytuacji mówiąc: „Sprowadziłem go tu, ponieważ wiem, że będzie silny i sobie poradzi.” „Siła” nowo narodzonego w żaden sposób nie zwalnia stwórcy z moralnej odpowiedzialności. Można odpowiedzieć: „To nie ma związku. Twoja rola polegała na postawieniu kogoś w sytuacji, o której wiedziałeś, że jest trudna i bolesna, chociaż mogłeś tego uniknąć. Twoje przewidywania dotyczące jego reakcji, w żaden sposób nie umniejszają twojej odpowiedzialności.” Gdy rozważamy prokreację, rozumowanie może być właśnie takie, przy czym jeszcze bardziej dobitne, ponieważ w jakimś wewnątrz-światowym przypadku mającym związek z już istniejącymi ludzi, w którym stawia się kogoś w sytuacji, o której wiadomo, że jest bolesna, ten ktoś ma szansę uciec od bólu w takim zakresie, w jakim, będąc już na świecie, może przewidzieć zagrożenie i spróbować obronić się przed nieliczącym się z nim i wykorzystującym go działaniem. W przypadku tego, kto przychodzi na świat, wręcz przeciwnie: nie jest to możliwe, ponieważ to samo jego bycie zostaje wytworzone i wykorzystane. Tak więc, jeśli chodzi o powodowanie narodzin, manipulacja wydaje się być totalna.
  • Jeżeli zatem ktoś mówi, że prokreuje z miłości tak, jak inni zabijają z nienawiści, może mówić prawdę, niemniej jednak jest jasne, że ta osoba nie podaje w ten sposób żadnego moralnego uzasadnienia dla prokreacji. Mówienie, że tworzy się dziecko „z miłości” jest niczym innym jak powiedzeniem, że tworzy się je w sposób kompulsywny, dając się ponieść dzikim rytmom życia. Na podobnej zasadzie, możemy bardzo kochać naszych rodziców, a jednocześnie uznawać rodzicielstwo za etycznie problematyczne i widzieć to, że zostaliśmy przez nich wykorzystani. Można kochać dalej, mimo dostrzeżenia niemoralności, i nie jest to w żaden sposób sprzeczne. Nie usprawiedliwia zabójstwa powiedzenie, że zostało dokonane z nienawiści ani samobójstwa powiedzenie, że zostało dokonane „z nienawiści do samego siebie”. Podobnie coś pozostaje etycznie problematyczne nawet wtedy, kiedy jest powodowane miłością.
  • Ludzie utrzymują, że „doświadczenie rodzicielstwa jest niezwykłe” i polecają je wszystkim (jak i również dyskredytują tych, którzy się na nie nie decydują). Można sobie jednak zadać pytanie: „niezwykłe dla kogo?” Jest z pewnością niezwykłe dla rodziców. Kiedy mówią, że nie tylko oni będą w tym szczęśliwi i spełnieni, ale także ich dzieci, nie zauważają niezgłębionej asymetrii i niedopasowania między tymi dwoma doświadczeniami: doświadczeniem rodziców i doświadczeniem dzieci. Dzieci zostają zobowiązane do zaakceptowania tego doświadczenia, do uczynienia go dobrym i ciekawym (a nawet niezwykłym); jaki inny mają wybór? Rodziców nikt nie zobowiązuje, w ich przypadku „niezwykły” charakter doświadczenia stanowi część absorbującego i jednostronnego przedsięwzięcia na które się decydują. Sytuacji obydwu stron nie sposób porównać. Tak więc, kiedy ktoś ripostuje: „nie ma sensu pokazywać, że życie jest złe; nie można decydować za swoje dziecko, bo ono może będzie lubiło życie”, to co to tak naprawdę oznacza? Ależ to proste! Oznacza, że dziecko jest zobowiązane do lubienia życia! Jednak to „lubienie” będzie zawsze desperacką akceptacją. Dziecko nie znajduje się w sytuacji, w której miałoby możliwość polubienia życia. Mogłoby je polubić, gdyby samo je sobie naprawdę wybrało. Postawione przed faktem dokonanym, jest zobowiązane do desperackiego czepiania się życia. Albo je „polubi” albo zostanie zniszczone (przez własne zaburzenia nerwowe lub wrogość ze strony innych).
  • Istotą ludzkiego życia jest zaistnienie jako siła sprzeczna z wewnętrzną terminalnością bycia: człowiek rozkłada się, więdnie i umiera, robiąc wszystko wbrew temu, reaktywnie, uciekając od tego, tak, jakby dane mu bycie nie mogło być przeżywane w sposób pozytywny, tylko zawsze negatywnie, reaktywnie i twórczo. Przy czym terminalność bycia ostatecznie i tak odbiera całą przestrzeń twórczą, pochłaniając „bycie-śmiertelne”, które rozkłada się, więdnie i umiera. Na jego miejscu pojawia się dziura w byciu, która konstytuuje je od zawsze, ale dopiero wtedy staje się widoczna.
  • Czy prawdziwie racjonalny agent wybrałby urodzenie się? Odsyłam do mojej argumentacji przeciwko R.M. Hare'owi w „Crítica de la moral afirmativa” (...). W eksperymencie myślowym, w którym nieistniejący może w magiczny sposób wypowiedzieć się na temat swoich możliwych narodzin, Hare błędnie bezkrytycznie zakłada, że ten bez wątpienia wybrałby urodzenie się (to założenie jest powszechną afirmatywną tendencją). Ponieważ przyjmujemy, że nieistniejący jest człowiekiem, uznajemy, że jest racjonalną istotą zdolną do ważenia za i przeciw. Jednak informacje, których dostarcza mu w eksperymencie Hare są niepełne i stronnicze. Należałoby mu powiedzieć, że nie będzie miał żadnej gwarancji urodzenia się bez komplikacji; że jeżeli urodzi się bez komplikacji, będzie cierpiał, prawie na pewno, z powodu wielu odmian wewnątrz-światowego zła; że jeżeli uda mu się uwolnić od tego zła (a jest to w jakiś sposób możliwe, nawet, jeśli trudne), to nie będzie mieć żadnej gwarancji co do tego, jaka będzie długość jego życia ani jaka będzie czekała go śmierć, nie mówiąc o tym, że czeka go cierpienie z powodu śmierci tych, których będzie kochać, ani o tym, że jego śmierć spowoduje cierpienie tych, którzy będą kochać jego (jeśli w ogóle będzie mieć tyle szczęścia, by kochać kogoś i być kochanym przez kogoś, na to też nie będzie mieć gwarancji). Trzeba by mu było też powiedzieć, że nawet jeśli uniknie jakiejś gwałtownej przypadkowej śmierci, to rozłoży się w przeciągu niewielkiej liczby lat (tak samo jak ci, których będzie kochać i na których będzie mu zależało), i że będzie mieć dużą szansę na zostanie nieuleczalnie chorym pacjentem cierpiącym okropnie do momentu swojej śmierci. Czy gdyby wciąż było możliwe, że nieistniejący, po uzyskaniu tych wszystkich informacji, wybierze urodzenie się, to nie moglibyśmy żywić uzasadnionych wątpliwości co do jego bycia „racjonalnym agentem”?
  • Filozofowie od zawsze mówili o życiu jako „przygotowywaniu się do śmierci” i filozofii jako „nauce umierania”. Istnieje jednak pewna wcześniejsza mądrość: powstrzymanie się od prokreacji. Nieumieszczenie nikogo w sytuacji, w której będzie musiał uczyć się umierać.
  • MV utrzymuje, że odrzucenie życia ma miejsce na późniejszych etapach, ale podczas narodzin, a nawet wcześniej, wszystko jest jego akceptacją. Ale czy tak jest?? Co można powiedzieć o krzyku, z którym dzieci się rodzą, o pierwotnym płaczu, pierwszym traumatycznym kontakcie (zajmował się tym Freud) ze światem? Czy krzyk dziecka nie jest już jego pierwszym filozoficzną opinią na temat świata? Dlaczego nie rodzi się śmiejąc lub przynajmniej spokojne? Kiedy dziecko zostaje wyrzucone na świat podczas porodu, jego pierwsza reakcja jest pesymistyczna, protestem przeciw nieuszanowaniu go i zakłóceniu mu spokoju, początkowym krzykiem, którego nie musiało się uczyć, tak jak musi się uczyć śmiać podczas pierwszych tygodni czy nawet miesięcy życia (co już w samym inauguracyjnym akcie kreśli pesymistyczną asymetrię: dziecko uczy się śmiać, ale rodzi się płacząc); dziecko rodzi się, zmuszone do tego przez pragnienia innych, w początkowej rozpaczy, w płaczu głębokiej i beznadziejnej bezradności, w pierwotnym przerażeniu, które natychmiast, poprzez kołysanie, pieszczoty, troszczenie się itd., dorośli będą próbowali złagodzić; kołysanie to będzie powtarzać się przez całe jego życie: początkowa rozpacz, po której następuje chroniące troszczenie się; ale troszczenie się jest następstwem rozpaczy; rozpacz przychodzi pierwsza, a troszczenie się to reakcje. Jedno i drugie nie jest na tym samym poziomie. Asymetria!
  • To, co rozumiem poprzez „etykę” w początkowym kontekście refleksji, nie może być czymś zbyt skomplikowanym lub związanym z określonymi teoriami etycznymi, tylko jest raczej dość podstawową koncepcją, mogącą być zaakceptowaną przez wszystkich. Moja propozycja to mówienie o „Fundamentalnej Etycznej Artykulacji” (FEA), mającej się odnosić do następującej koncepcji: decydując i działając, powinniśmy brać także pod uwagę moralne i emocjonalne interesy innych, a nie tylko nasze, nie próbując systematycznie stawiać tych drugich w pozycji uprzywilejowanej, tylko dlatego, że są nasze.
  • Odczuwanie żalu przez to, że się umrze powinno być strukturalnie identyczne z odczuwaniem żalu przez to, że się zaistniało, nie jest bowiem możliwe urodzenie się inaczej niż jako istota śmiertelna.
  • Najlepiej byłoby się nie urodzić. Nieurodzenie się jest w etyce negatywnej absolutnym dobrem, jednak jest to właśnie dobro, do którego nie można dążyć. (I co ważne, jest to sytuacja radykalniejsza niż w przypadku dóbr, do których można dążyć, ale których nie można osiągnąć; do nieurodzenia się nie można nawet dążyć.)
  • Ludzie mówią o „wspaniałym doświadczeniu rodzicielstwa”. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jest takie wspaniałe? Jest takie wspaniałe dzięki temu, że jest bardzo manipulacyjne; manipulowanie dostarcza mnóstwa przyjemności, ponieważ los drugiej osoby leży w naszych rękach. Kiedy dziecko jest małe, ubiera się je tak, jak się chce, czesze się je tak, jak się chce, strzyże mu się włosy tak, jak się chce, przywołuje się je do porządku, jak to wiele razy widziałem. Dorośli bawią się z dzieckiem, ludzie, którzy nie mieliby się do kogo odezwać i z kim przebywać, gdy czują pustkę. Nic nie znaczące szare życia stają się oświetlone, dziecko je ratuje.
  • Moralna tradycja mówi: mamy wiele naturalnych skłonności, ale jako etyczne istoty ludzkie, powinniśmy próbować stawać ponad naszymi naturalnymi impulsami. Na przykład jesteśmy w naturalny sposób skłonni do agresji; jesteśmy z natury bardzo egoistyczni, próbujemy, podejmując decyzje, kłaść nacisk na myślenie o nas samych, jednak etyka zawsze mówi: powinieneś walczyć ze swoimi naturalnymi skłonnościami. Nie możesz być tak agresywny, jak pcha cię do tego natura, nie możesz być tak egoistyczny, jak chce tego natura. Jeśli więc ktoś powie, że prokreacja jest naturalna, odpowiadam: naturalne nie znaczy moralne. Wręcz przeciwnie, zapomniani brazylijscy filozofowie, jak Tobias Barreto, stawiali sprawę odwrotnie. Tobias Barreto uważał, że kiedy coś jest naturalne, to jest złe, i że powinniśmy z tym walczyć. Niewolenie jednych ludzi przez innych jest naturalne, a kulturowy jest sprzeciw wobec niewolnictwa. Nie mówcie mi więc, że prokreowanie jest naturalne i dlatego powinniśmy to robić. Cała ludzka moralność jest nienaturalna; cała ludzka moralność jest sztuczna, tak samo jak nasz system odżywania się w naszych wymyślnych restauracjach jest także sztuczny i nienaturalny. Które zwierzę je w taki sposób, w jaki my jemy? Nawet nasza seksualność jest sztuczna; nie jest czysto instynktowna, ale w znacznym stopniu symboliczna. Jeśli wyciąga się z rękawa ten argument, w dalszym ciągu powinno się pokazać, że dana naturalna rzecz jest moralna, ponieważ istnieje wiele argumentów pokazujących, że to, co pochodzi z natury, może być całkowitym przeciwieństwem moralności.
  • Bardzo ciekawe, że czasem poruszanie kwestii etyki prokreacyjnej jest uznawane za okrutne i nieludzkie, tak, jakby było oznaką odtrącania nienarodzonych dzieci, pewnym rodzajem niechęci do nich. To całkowite deformowanie intencji etycznej refleksji nad prokreacją. Wręcz przeciwnie, ta refleksja jest motywowana głęboką troską o potencjalne dzieci, jest związana z tym, że ich pojawienie się jest dla nich ryzykiem, będącym konsekwencją bezmyślnego, ograniczającego i agresywnego działania wobec tych małych bezbronnych istot, o których sądzi się, że ma się pełne prawo do planowania wszystkiego, co dotyczy ich żyć, aby zaspokoić własne pragnienie i osiągnąć satysfakcję. Znacząca część oburzenia, którym świat dorosłych reaguje na zaledwie wspomnienie o tym zagadnieniu, jest oznaką tego, że rodzice czerpią ogromną przyjemność z prokreacji, i reagują – niekiedy gniewnie – kiedy ktoś kwestionuje źródło tej ogromnej przyjemności i w konsekwencji wielką władzę jaką ma się nad tymi, którzy się rodzą. Ta pełna władza nad życiem kogoś innego jest bardzo pociągająca i prawie nikt nie ma ochoty z niej rezygnować. Jednak w etycznej refleksji, niezależnie od tego, co jest jej przedmiotem, nigdy nie chodzi jedynie o ocenę satysfakcji jaką czerpiemy z naszych działań, ale o zastanowienie się, czy to, co robimy jest słuszne czy nie, czy władza jaką uzyskujemy nad bardziej bezbronnymi istotami jest etycznie uzasadniona.
    • Mal-estar e moralidade: situação humana, ética e procriação responsável, 2018, s. 463
  • Kiedy ktoś (włączając filozofów) broni pretensjonalnego piękna „posiadania dzieci”, odnosi się do przyjemności „patrzenia jak one dorastają”, wpierw dzieci, później młodzież, następnie osoby wchodzące w dorosłość, i w końcu niezależni dorośli (nie dotyczy to tylko ludzi bogatych, ale także, po części, tych uboższych). Dziwne jest jednak, że kiedy tacy ludzie mówią o dzieciach, nie wiadomo dlaczego na tym poprzestają i nigdy nie odnoszą się do ich umierania, starzenia i słabnięcia, być może dlatego, że już ich zwykle nie będzie, by to umieranie kontemplować. Rodzice wolą nie widzieć końca tego procesu, tak jakby dziecko rozpływało się w powietrzu. Ten pozostały aspekt rodzicielstwa jest pomijany; dziecko jest wizualizowane jedynie jako kwitnące. Śmierć dziecka pozostaje czymś niewidocznym. Całkowita realizacja procesu jest ukrywana, jak coś brudnego i nieprzyzwoitego, niegodnego pokazywania.
    • Mal-estar e moralidade: situação humana, ética e procriação responsável, 2018, s. 306
  • Te wiele żyć, które kończą się katastrofalnie wydają się być bardzo wysoką ceną, by moralnie uzasadnić prokreacyjny „hazard”, nawet jeśli ten uskuteczniany jest w najostrożniejszy możliwy sposób przez „odpowiedzialnych rodziców”. (Czy liczne katastrofy są kompensowane przez życia kończące się spełnieniem? Czy możemy obliczyć „zyski” i „straty” w przypadku możliwych ludzkich żyć, bardziej niż w przypadku już istniejących ludzkich żyć?) Istotne jest jednak to, że nawet jeśli życie nie kończy się czymś okropnym, to witalny „sukces” dziecka, to, że osiągnęło ono równowagę (co zawsze osiąga się kosztem moralności, zgodnie z tezą o moralnym upośledzeniu) pomiędzy tworzeniem wartości i terminalną strukturą bycia, nie zwalnia rodziców z odpowiedzialności za narażenie go na związane z życiem katastrofy. Mało tego, nawet jeśli dziecko „wygra” w tym hazardzie, jego „sukces” i tak będzie zawsze i niezmiennie związany z jednostronnością aktu prokreacyjnego: dziecko może wygrać w tym hazardzie, ale nigdy nie będzie to jego hazard. W najlepszym wypadku dziecko wygra, ale nigdy wzięcie w tym udziału nie jest jego wyborem.
    • Mal-estar e moralidade: situação humana, ética e procriação responsável, 2018, s. 508
  • Kiedy dziecko robi coś krzywdzącego, kierowane rozpaczą z powodu sytuacji, w której zostało umieszczone, ludzie mimo to współczują „biednemu rodzicowi” mającemu dziecko „tak niewdzięczne”. Cała odziedziczona nędza staje się w magiczny sposób odpowiedzialnością dziecka! Stosowany jest tutaj ten sam argumentacyjny schemat, co w teodyceach: nieskazitelny Rodzic stworzył swe dziecko z miłości, dał mu coś wartościowego, jak i również uczynił je „wolnym”, natomiast dziecko, będąc wolnym, zgrzeszyło, zatem zachowało się źle i skalało to coś niezwykle cennego, co zostało mu dane, powodując niezadowolenie swego poczciwego dobroczyńcy. Jest to schemat niemalże tragikomiczny, ponieważ wydaje się być dokładnie odwrotnie: nasi rodzice dali nam, interesownie, dla swej własnej przyjemności i korzyści, coś o bardzo wątpliwej wartości, co my, w ramach poddaństwa i przymusu – tak jest, jest to bardzo dalekie od jakiejkolwiek prawdziwej „wolności” – mamy próbować czynić lepszym, wkładając w to nasz wysiłek. Tak długo jak nie odwrócimy tego przeważającego w naszych społeczeństwach wartościowania, o etycznych zagadnieniach nie zacznie się myśleć poważnie, a dla relacji rodzic–dziecko, w oczywisty sposób egocentrycznej i manipulacyjnej, w dalszym ciągu obowiązywać będzie ten właśnie etyczny paradygmat, kluczowa pomyłka wdzięczności, najpoważniej traktowany z mitów i jedna wielka mistyfikacja.
    • Mal-estar e moralidade: situação humana, ética e procriação responsável, 2018

Filozofia języka i logika[edytuj]

  • Tym, co zauważamy, na przykład, gdy angażujemy się w etyczne dyskusje na temat prokreacji, aborcji czy kary śmierci, lub w logicznych debatach na temat analityczności, nieklasycznych logik i powiązań leksykalnych, jest to, że propozycje przeciwstawne do naszych są doskonale możliwe do utrzymania, mimo że nie są tymi, które sami byśmy wybrali. Zaczynamy rozumieć, że nasze stanowisko w kwestii, na przykład, aborcji, pochodzi z zestawu wcześniejszych założeń, preferencji, awersji, przeszłych doświadczeń, edukacji itd., to znaczy wszystkich elementów i okoliczności, które ukierunkowały nasz wybór kategorii, koncepcji i sposobu myślenia, i to oczywiste, że te powinny znacząco różnić się od zestawu argumentacyjnego naszych rozmówców w dialogu na ten temat. Wszystko, co możemy przedstawić w kwestii kontrowersyjnych zagadnień, takich jak te, będzie zwykle krytykowane lub odrzucane przez drugą stronę za pomocą najróżniejszych zastrzeżeń. Opozycja nie jest jednak anomalią, tylko powszechną formą rozwijania się filozofii. Dwoje ludzi, podejmujących dyskusje na tematy filozoficzne, będzie różniło się między sobą – naturalnie i z konieczności – pod względem treści i metodologii w niemal każdej dyskutowanej kwestii. Jaki jest sens w próbach narzucania swojej perspektywy?
  • Pomimo dumnego afirmatywnego stwierdzenia Singera, że odkrył ostateczne rozwiązanie problemu aborcji i można już zakończyć dyskusję na ten temat, jego „dowiedzenie” opiera się na wielu podargumentacjach (czego wydaje się on nie mieć ochoty zauważyć). Jego argumentacja proaborcyjna może zostać przyjęta jedynie wtedy, jeśli zaakceptujemy pewien rodzaj etyki utylitarystycznej, zgodnie z którą pomyślność danych konkretnych istot ludzkich jest istotniejsza od jakiejkolwiek abstrakcyjnej lub metafizycznej idei „bycia człowiekiem” (ponad czymkolwiek, co czyniłoby człowieka „wartościowym samym w sobie”). Jest zależna także od założenia, że etycznie istotne jest to, by człowiek nie odczuwał niepotrzebnego bólu, i od tezy, zgodnie z którą istota ludzka może być zdefiniowana poprzez zbiór relewantnych determinujących właściwości (słynnych „wyznaczników człowieczeństwa”). Jest również zależna od bardzo specyficznego pojmowania takich pojęć jak „zabójstwo” i „niewinność” w kontekście wyrażenia „niewinna ludzka istota”, i jest zależna od odrzucenia idei potencjalności, rozumianej jako to, że potencjał danego bytu do zmienienia się w czasie t + 1 daje mu prawa w czasie t. Jest to spora liczba założeń, bez których „obiektywny” i „ostateczny” wniosek nie wyniknie. Każdy niezgadzający się z nim, który nie zaakceptuje choćby jednego z tych założeń, nie uzna też na ich podstawie „bezspornych wniosków” Singera. I wbrew temu, co on twierdzi, nie jest tak, że ci, którzy ich nie akceptują „są po prostu w błędzie”, tylko jest tak, że przyjmują inne założenia i Gestalt w obrębie sieci argumentacyjnej. Singer w sposób drastyczny ignoruje wszystkie te zagadnienia i przeszkody na drodze swojej linii argumentacyjnej (na przykład kontrowersje wokół „wyznaczników człowieczeństwa”), i tylko w ten sposób może karmić się iluzją, jakoby to „rozwiązał” problem aborcji.

Filozofia latynoamerykańska[edytuj]

  • Tak naprawdę Europa niczego od nas nie oczekuje, my po prostu dla niej nie istniejemy. Nie to jest jednak najgorsze, ale to, że obojętność wobec myśli pochodzącej z Ameryki Łacińskiej została zinternalizowana przez samych latynoamerykańskich filozofów. Dziś Europa nie musi marnować swojego czasu na odrzucanie jej, ponieważ ma już u nas tych, którzy ochoczo zajmują się tym sami.

Linki[edytuj]