Janina Ochojska

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Janina Ochojska (2016)

Janina Ochojska-Okońska (ur. 1955) – polska działaczka humanitarna, założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej.

  • [Bogacze] najczęściej wspomagają kulturę, bo to jest bardziej cool. I sport, bo na tym można zarobić. Jestem przez to środowisko traktowana lekko protekcjonalnie. „Fajne rzeczy robi Janina Ochojska, takie ma dobre serce, że się tymi biednymi Murzynami zajmuje” – docierają do mnie komentarze. Kiedyś PAH zwróciła się do bardzo bogatego biznesmena – potrzebowaliśmy szybko pieniędzy na duży projekt – spotkał się, był miły, coś tam obiecał, ale po tygodniu oświadczył: „Pani Janino, no ja sam potrzebuję pieniędzy! No nie mam!”. Miliarder.
    Ludzie, którzy czerpią zyski z surowców w Afryce, mają obowiązek coś dla tych społeczności zrobić – tak uważam. Ale oni tak nie uważają.
  • Drobni właściciele ziemi w Afryce – i to proceder znany – są rugowani przez państwo, które sprzedaje ziemię wielkim koncernom pod taką właśnie produkcję. Chce ściągnąć kapitał, więc daje ulgi, niskie podatki. Niektóre koncerny kupują taką ziemię jako zabezpieczenie kapitałowe i ona leży odłogiem. Jednocześnie pozbawia się kawałka ziemi ludzi, którzy mogli sobie tę żywność produkować. Łatwo ich wyrzucić, bo ziemia użytkowana jest nieformalnie, uprawiali ją latami, ale bez tytułu własności. Zabrano im słabą ziemię, na której wegetowali, i dano jeszcze słabszą pracę dla koncernu.(...) [Powinno się] zostawić im ziemię i ich wspomóc. Uprawa ananasów? Świetnie. Ale dlaczego ma to robić koncern? Niech wioska połączy siły, nawodni ziemię i uprawia ananasy. To wymaga wsparcia i ludzi, którzy pokażą, nauczą, potrzebne są też mikrokredyty. Małe społeczności są ograbiane przez koncerny z dobrych możliwości zarabiania na nas, bogatych Europejczykach. Oczywiście coś tam lokalnym społecznościom się odpali, żeby nie zdechli z głodu. Lokalne rozwiązanie polegałoby na tym, że zamiast koncernu mamy tysiąc wiejskich spółdzielni produkujących ananasy, które są wysyłane do Europy.
  • Jeżeli dajesz byle jak, to te pieniądze będą byle jak wydane. Jeżeli dajesz dobrze, to zostaną wydane dobrze. A co znaczy dobrze? To wymaga wysiłku, chodzenia, sprawdzania, interesowania się. Zaangażowania. A nie udawania wielkich gestów, rzucania kwot z odruchu serca, bo mnie sierotka wzruszyła. Uważamy, że dawanie jest samo w sobie takie szlachetne, że zwalnia z jakiegokolwiek dodatkowego wysiłku. Wystarczy dać i cały świat powinien być szczęśliwy.
  • Kiedyś „Wyborcza” ogłosiła akcję kupowania węgla i kurtek dla domów dziecka. Napisałam wściekły list do redakcji. (...) Od czego jest państwo? Mamy państwowy dom dziecka, więc albo sobie powiedzmy, że państwo nie jest w stanie go nawet ogrzać, i niech ludzie wezmą na siebie utrzymanie sierot, albo wymagajmy od państwa, żeby dało dziecku kurtkę, opał i inne niezbędne rzeczy. Ja mogę dać takiemu dziecku na łyżworolki, na fajny rower albo kupić najnowszego iPhone'a.(...) Żeby dziecko miało w szkole te same gadżety co jego rówieśnicy z normalnych domów. Żeby się nie wstydziło. To bardzo ważne.
  • My nie wiemy, co to prawdziwa bieda. W Polsce dzieci nie umierają z głodu ani z powodu możliwych do uleczenia chorób. Ja nie dzielę biedy, pomagam jedynie ofiarom wojen, kataklizmów i biedy strukturalnej.
  • My Polacy jesteśmy dumni z Solidarności a solidarność to nie tylko solidarność z bogatymi ale i z biednymi. Dla kraju jest to pewien prestiż jeśli potrafi się dzielić z innymi, biedniejszymi krajami i chcielibyśmy aby polskie firmy także to rozumiały zarówno w poczuciu solidarności i odpowiedzialności, ale również własnym pojętym interesie.
  • Nie rozumiem ekonomii. Nie potrafię na przykład zrozumieć obiegu pieniądza. Ani tego, skąd ta cała radosna szczęśliwość wzrostu PKB. Po co komuś czwarty jacht albo piąty dom? Bo że ktoś chce mieć jacht, no to jeszcze jakoś zrozumiem. Ale kolejny? I na jakiej zasadzie nieustanne kupowanie ma napędzać gospodarkę? (...) Codziennie umiera 26 tysięcy ludzi z głodu. A jednocześnie żywności produkuje się coraz więcej, tylko po to, aby bogaci mogli więcej i więcej wyrzucać. Bogaci – czyli również my. System zjada własny ogon. Globalne koncerny puchną ponad miarę i zyskują nieprawdopodobną władzę.
  • PAH finansuje obiady w szkołach w ramach akcji „Pajacyk”. I podstawowym warunkiem, który stawiamy szkołom, jest to, że dzieci muszą jeść takie same obiady. Biedne dziecko nie może być naznaczone tym, że dostało tylko ziemniaki z buraczkami, a zamożniejsze przy tym samym stole wcina schabowego. A tak bywa w polskich szkołach. Szkoła od zamożniejszego dziecka, za które płaci rodzic, dostaje powiedzmy 7 zł za obiad. A od biedniejszego, za które płaci pomoc społeczna–4 złote. I zamiast wrzucać wszystko do jednego kotła i gotować jednakowe obiady, niektóre szkoły wprowadzają segregację w stołówkach. My zawsze w takich sytuacjach interweniujemy, media to nagłaśniają i zwykle szkoła wycofuje się z tych pomysłów.
  • Wielu uważa: skoro się dorobiłem, to widocznie innemu się nie chciało. I sprawiedliwość polega na tym, że teraz moje dziecko ma lepszy obiad.(...) Nadchodzi siła polityczna – nie chcę, żeby w naszym wywiadzie padło nazwisko tej osoby – która będzie na tym zbijać kapitał. Na tym, że biednemu dziecku kotlet się nie należy, bo jego rodzice pewnie są leniwi i nie chciało im się na tego kotleta zarobić, więc teraz będzie kara. To świetnie łączy z poglądem, że wolny rynek sam wszystko najlepiej wyreguluje, po co się wtrącać. A tymczasem jak się nie wtrącać, to właśnie tak się kończy – segregacją w szkolnych stołówkach. Już nie chcę nawet myśleć, czego uczymy dzieci jedzące obiady w takiej stołówce, jakie wartości im wpajamy. Przede wszystkim tym, które jedzą te lepsze obiady.
  • Z biedy, którą widzę dookoła, i świadomości, że na liście 180 krajów świata pod względem bogactwa Polska plasuje się na 43. miejscu. To zobowiązuje, bo oznacza, że choć nie najbogatsi, wciąż mamy się czym dzielić.