Ewa Klekot

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Ewa Klekot (ur. 1965) – polska antropolożka sztuki, tłumaczka, absolwentka archeologii i etnografii. Pracuje jako adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego.

  • Gust, smak klasyfikują i strukturyzują społecznie. W nowoczesnych społeczeństwach budują hierarchię.
  • Ludowość została wymyślona przez inteligencję z miasta – trochę tak, jak prymitywność przez antropologów badających kolonie.
  • Mnie interesuje wymiar kolonizacji jako zjawiska społecznego – czyli kolonizacji związanej z modernizacją wsi polskiej. W tym przypadku ludowość pełni bardzo podobną funkcję do prymitywności w sytuacji kolonialnej, jeśli chodzi o zachowanie pewnego dystansu społecznego pomiędzy grupą, która ma władzę – zarówno symboliczną, jak i realną: władzę bycia ziemianinem, posiadaczem środka produkcji w postaci ziemi – oraz chłopami, którzy tę ziemię obrabiali. Zachodzi jednak ważna różnica: egzotyczny Dziki miał pozostać Dzikim – nie chodziło o to, by uczynić go obywatelem, podczas gdy jednym z pozytywistycznych, modernizacyjnych wątków w Polsce było włączanie chłopa w nowoczesne społeczeństwo i nowoczesną wspólnotę narodową.
  • Polski system edukacji zupełnie lekceważy takie umiejętności jak korzystanie z kultury – czyli również korzystanie z rzeczy projektowanych przez dizajnerów. U nas albo mamy kulturę wysoką – tych Mickiewiczów, których nikt już nie chce czytać – albo nie ma nic. A powinno chodzić właśnie o to, by sięgać po rzeczy na swoim poziomie. (...) W Polsce albo się kształci artystów, albo się nie kształci w ogóle. I to wynika właśnie z tej schizofrenii społecznej, z tego ukrywania. Wprowadzenie tego rodzaju edukacji na wszystkich możliwych poziomach to narzędzie demokratyzujące, ale i dyscyplinujące – edukacja wdraża do państwa narodowego i wytwarza równość...
  • Przede wszystkim chodzi o to, żeby skonfrontować się ze sobą samym. Staram się, żebyśmy zawsze wychodzili od własnego doświadczenia. Bo dopóki nie mamy autorefleksji, relacja z Obcym nie zajdzie.
  • W Polsce do głębokiego podziału i zhierarchizowania dochodzi jeszcze hipokryzja: ukrywanie tego, że nie jesteśmy równi pod dominującym dyskursem szlachetczyzny, pod zawołaniem „Panie bracie!”, podszytym przekonaniem, że 90 procent świata to chamy. Przy takiej strukturze myślenia, czucia własnego społeczeństwa, nie ma szansy na estetykę, która będzie wspólnym gustem.
  • W Polsce problem polega na tym, obrazowo rzecz biorąc, że inteligent zawsze przyjeżdża na wieś z koncepcją, która jest w totalnej sprzeczności wobec tego, co ludzie na wsi akurat robią. W latach 70. inteligent miał pretensje, że chłopi się nie modernizują. No to za Gierka rolnicy brali kredyty na traktory. W ponurych latach 80. pojawiła się na wsi kolejna grupa inteligentów (częściowo chodzi o tak zwanych nowoosadników, czyli miejską inteligencję osiedlającą się na stałe na wsi), którym te traktory nie imponowały, i którzy byli bardzo smutni z tego powodu, że wieś zapomina o swoich tradycjach. Więc zaczęli przywracać do życia jakieś pogańskie święta. Potem w latach 90. pojawia się kolejny inteligent, który zastaje ludzi na wsi już niezajmujących się rolą – zapomnieli o traktorach, bo to się nie opłacało – i ma pretensję o to, dlaczego oni nie działają, nie wchodzą w gospodarkę rynkową.
    Można łatwo sobie wyobrazić, że nieszczęsny mieszkaniec wsi, nawracany nieustannie na inteligencką wiarę, po prostu głupieje.
  • Wiele się słyszy o bardzo złym polskim guście. Też mam poczucie, że w Polsce jest dużo nieładnych rzeczy i budowli. Moim zdaniem to odzwierciedlenie braku demokracji w polskim społeczeństwie. (...) Jeżeli społeczeństwo jest ustrukturyzowane i uwarunkowane tak jak społeczeństwo polskie, czyli opiera się na podstawowej, działającej do dziś dystynkcji pomiędzy panem i chamem, to nie ma szansy na upowszechnienie się dobrego smaku.
  • Wszystko rozbija się o to, że nie umiemy słuchać – jak antropolodzy w pierwszych kontaktach z Dzikimi, mamy poczucie że oni charczą, skrzeczą, że to jest jakieś paskudne i poniżej ludzkiej godności. To się przekłada na kategorie estetyczne: większość z tego, co „tam” się podoba, i co robi się z dużym zaangażowaniem, przekonaniem, że to jest dobre, (a co oczywiście jest wynikiem przyswojenia i przetworzenia poprzednich „ataków inteligenckiej świadomości”), z naszej perspektywy jest paskudnym kiczem.