Dorota Masłowska

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Dorota Masłowska

Dorota Masłowska (ur. 1983) – polska pisarka.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną[edytuj]

Information icon.svg  Poniżej znajdują się wybrane cytaty, więcej znajdziesz w osobnym haśle Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną.
  • Ani dzień dobry, ani spierdalaj, czyste chamstwo bez sztucznych barwników.
  • Jak mam patrzeć na takie rzeczy, to już wolę zacząć chodzić do kościoła.
  • Makijaż waterproof niezniszczalny niczym tatuaż.

Paw królowej[edytuj]

  • Bo posłuchaj mnie, to jest piosenka o miłości, nie o chwdp i baunsujących laskach w strojach kąpielowych z cipą ale bez głowy.
  • Bo skurwysyństwo to nie blok czy kamienica, to twoja głowa, w której czai się słoma, tak tak to pan tik tak, to czas tak tyka, zając po śniegu pomyka, niby jesz gówno, ale za to z tęczowego talerzyka, gówno, ale takie fajne z parasoleczką, lukier po wierzchu, deseń z orzeszków, niby gówno, ale za to w promocji z łyżeczką, panowie co za okazja, co za wieczór.
  • Bo zło to nie ulica ani nie dzielnica, bo zło to twoja głowa, posłuchaj moje słowa, choć różne są gadżety i różne są loga, mijają doby, a ty wciąż nieduży masz wybór, czy w centrum złotym nożem cię zabiją, czy na Pradze kijem.
  • Dlaczego nie obudził się dziś w Bullerbyn, tylko w takim chlewie?
  • Dłonią rzeczywistości zepsutych odłamków dotykasz.
  • Czy twój ojciec do Czarnobyla na spacer z tobą chodził?
  • Hej złamasie, to do ciebie mówię, ciebie o to pytam. Co zrobisz, gdyby to do ciebie przyszła tak cholernie brzydka, przyniosła swe ciało jak turystyczna konserwa, oczami wywracała i chciała cię poderwać, to co, co wtedy zrobisz, przecież nie jesteś zły, tylko jesteś dobry, a jeśli to właśnie Chrystus do ciebie przychodzi w kostiumie Patrycji i chce to z tobą robić? Pomyśl o tym.
  • I możesz najwyżej potem wpaść na chwilę do swoich bliskich w stanie lotnym przezroczystym.
  • Na świecie chodzi o to, że Bogu tak pięknie nie wyszło (…) ujrzeć raz stronę świata jasną – jest cień, więc musi się tu gdzieś palić światło.
  • Nie dzwoń, to pomyłka, chociaż gdzieś jest podobno taka jedna dziwka, nazywa się Pitz Patrycja i jest tak strasznie prawie jak ty brzydka, że może do niej zadzwoń i się zapytaj, bo ja nie, bo ja teraz idę do Centrum Galerii oddać się na manekin, sorry baj baj spierdalaj, dzięki za twoje zasrane komplementy.
  • Mam dziewiętnaście lat i niepotrzebna mi osobowość, ponieważ mam charakter.
  • Śniło mi się, że chcę zamknąć oczy… ale w tym śnie nie było powiek.

Przyszkoleni do jedzenia[edytuj]

  • „Ale po co?”. „No jak: po co. Po nic. Po to, po co wszystko inne”.
  • Czasami zastanawiam się, na ile nauczyliśmy się żyć z telewizji. Jak należy chodzić, mówić, głaskać, czuć. Czasami boję się, że nie doceniamy skali zjawiska. Że nie kochamy, tylko recytujemy jakieś kwestie zasłyszane dawno w „Dynastii”, którymi odbijać będzie się nam już do końca.
  • Jesteśmy pokoleniem braku, niesamowitej pustki, jakiej musi doznawać bulimik po ekstatycznym wchłonięciu zawartości lodówki. Że jesteśmy pokoleniem wpychanej w tę pustkę protezy, erzacu.
  • Moja definicja „generacji nic” nie różni się dużo od definicji Kuby Wandachowicza. Tak to trochę widzę, że jesteśmy pierwszym pokoleniem, któremu wykupiono kolonie w raju. Nie dostaliśmy w użytkowanie świata, dostaliśmy wielką, powszechną jadłodajnię. Szkolono nas i przystosowywano do sięgania, brania, jedzenia, klepania się po brzuchu. Żadnych naturalnych wrogów, żadnych dzikich zwierząt, nic, co stawiałoby nam opór. Wojna, Holocaust i śmierć to tytuły gier komputerowych, napisy na koszulkach, obcojęzyczne fanaberie spikerów telewizyjnych. Ten pokój fruwający po świecie w przebraniu białego gołębia pokazywany nam przez okno w przedszkolu jest oczywisty i zastrzeżony w prospekcie. A czasami siedzimy i wzdychamy: „Jezu, niech wreszcie przyjdzie jakaś wojna, niech to wszystko wreszcie wybuchnie. Niech będzie po co żyć.”
  • To są młodzi ludzie, to idzie młodość. „Pokolenie najmłodsze, pokolenie oczywiście kompletnie stracone, bo do cna znieprawione przez telewizję, narkotyki, internet oraz wilczy polski kapitalizm”. A więc mówi się o nas ze smutną miną i z taśmociągu szkoły średniej i studiów wychodzimy z etykietką „pokolenie stracone”, „generacja nic”, „generacja po nic”. Zestaw argumentów jest stały. Internet, komputer i telewizor – osobny świat płynący w kablach, zlepek schematów z kolorowego plastiku, rozświetlający okna wieżowca w zgodnym rytmie, na którym zostaliśmy wyhodowani.
    • Źródło: „Gazeta Wyborcza”, 5–6 października 2002

Dorota Masłowska o sobie[edytuj]

  • Wojciech Orliński: Czy Wojnę polsko-ruską… pisałaś ze świadomością, że to do kogoś dotrze?
    Dorota Masłowska: Dunin to czytał na bieżąco i po trzech stronach zaczął mówić, że to będzie superwielka książka.
    Wojciech Orliński: Dunin tak każdemu mówi…
    Dorota Masłowska: Ale ja wtedy nie wiedziałam, że on mówi tak każdemu. Miałam 18 lat, więc się strasznie ucieszyłam i pisałam dalej. Gdyby mi tak nie mówił, gdyby to powstawało bez żadnej publiczności na trybunach, to by mi się pewnie nie chciało.
    Wojciech Orliński: (…) Można powiedzieć, że całe jego życie przedtem było tylko oczekiwaniem na ciebie.
    Dorota Masłowska: Trochę tak. Jak zaczynał wydawać, mój mózg miał wielkość pięści. W końcu Pawia królowej napisałam po części dla niego. Jęczał, że muszę coś napisać, bo kończy się kaska na Lampę. Więc mu napisałam.
    • Opis: wywiad dla „Gazety Wyborczej”, 22 września 2006
  • Masłowska nie istnieje.
    • Opis: gdy Dorota Masłowska, 19-letnia debiutantka literacka, wokół której w 2002 rozpętała się prawdziwa burza medialna, stała się już zbyt zmęczona, to wyłączyła swój telefon komórkowy, nagrywając na poczcie głosowej ten właśnie komunikat.
    • Źródło: Wojciech Staszewski, Dorota Masłowska, w: Postanowienia noworoczne, „Gazeta Wyborcza”, 28 grudnia 2002.
  • Tak naprawdę to nie chcę być i nie będę na żadnych sztandarach. Ale rzeczywiście dla mnie „Krytyka” to festiwal poprawności politycznej, udającej niepoprawność, wzajemne przekonywanie się przekonanych. Jeśli chodzi o „Krytykę Polityczną”, to osobiście już wolę sobie kupić „Krzyżówki z głową”. Uważam, że więcej z nich można wynieść.
    • Źródło: Dlaczego nie mam myśleć Rymkiewiczem, „Rzeczpospolita”, 13 października 2012
    • Zobacz też: „Krytyka Polityczna
  • Teraz dawno nic nie pisałam, więc już zdążyłam zapomnieć, jak to się robi. No chyba się siada, wypija się pięć kaw i się pisze. Przedtem przez dwa lata się łazi i marudzi, że się jest nikim, nie ma się żadnego talentu i najwyżej zostanie się bibliotekarką. Teraz znowu mam taki typowy dla siebie stan, że jestem przekonana, że się skończyłam, wypaliłam, nic nie umiem, siedzę w domu i rysuję córce domek i płotek. Ponieważ nie przechodzę tego pierwszy raz, więc się tym nie przejmuję.
    • Opis: wywiad dla „Gazety Wyborczej”, 22 września 2006
  • To częste powracanie wojny w mojej pracy jest bardzo polskie. Bardzo polskie jest również postrzeganie rzeczywistości jako wojny. To konsekwencja naszej historii, że wszędzie dopatruje się wrogów.
    • Opis: o swojej twórczości i o Polsce.
    • Źródło: Klaus Dermutz, Krzyk Metalowej Dziewczynki, „Forum”, 20 kwietnia 2009.
    • Zobacz też: wojna

O Dorocie Masłowskiej[edytuj]

  • Mówi się, że Dorota Masłowska użyła „języka dresiarzy”, tak brzmiało hasło reklamowe towarzyszące jej powieści, hasłu reklamowemu oczywiście wolno wprowadzać klienta w błąd, ale że nabrali się na to krytycy, to już po prostu wstyd i katastrofa. Jeśli ktoś tutaj słyszy „język dresiarzy” to znak, że nigdy nie słyszał dresiarzy, nie mijał ich na ulicy, nie zdarzyło mu się wejść do dresiarskiej knajpy. Równie dobrze można by stwierdzić, że Masłowska napisała swoją powieść językiem biblijnym, właściwie dlaczego nie – starotestamentowych konstrukcji z Biblii Tysiąclecia znajdujemy tam mnóstwo („Przychodzi i mnie wkurwia. I ja ją zabijam. A ona odrasta z psiego nasienia i już następnego wieczora siedzi zwarta i gotowa” – niech nam wystarczy ten skromny cytacik). Masłowska oczywiście słyszała dresiarzy, jednak bohater jej książki chodzi w dżinsach, a jego język jest tworem doskonale sztucznym, w którym co prawda może odnaleźć się i uczeń technikum, i jego pani profesor, niemniej nie jest to nigdy odnalezienie się w pełni, zawsze pozostaje ów hipotetyczny, wirtualny „dresiarz”, któremu chętnie przypisujemy wszystko to, co akurat „nie nasze”.