Co mi zrobisz jak mnie złapiesz

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Kwestia z filmu (Gdynia, 2008)
Kwestia z filmu (Gdynia, 2008)
Ewa Wiśniewska,
odtwórczyni roli Anny Krzakoskiej

Co mi zrobisz jak mnie złapieszkomedia produkcji polskiej (1978) w reżyserii Stanisława Barei. Scenariusz napisali Stanisław Bareja i Stanisław Tym.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Piosenka O zdrowiu pana Koracza[edytuj]

Ej panowie, coś wam powiem,
Lub zaśpiewam raczej
Nie ma to jak zdrowie bowiem
Wiecie co to znaczy
Kiedy boli ręka, głowa
Ucho, oko, udo, noga
Każdy wtedy kwili, jęczy
Czy to warto tak się męczyć
Czy to warto prochy ćpać
Czy to warto leki pić
Plaster, maść na siebie kłaść
Czy w ogóle warto żyć?
Warto, ale po co czekać,
poproś niech cię zbada lekarz.
Służba zdrowia, służba zdrowia,
ciągle w stanie pogotowia.
Cały czas leczy nas,
cały czas złe choróbska goni w las.
Przyszła baba do doktora
Zakwiliła cicho
Jestem słaba, jestem chora
Kto wie co za licho?

Kierownik sklepu[edytuj]

  • Od tego jest ścierka, żeby była brudna.
  • Podstawowe zasady higieny są takie, że jak się wchodzi, to się puka, a pan wchodzi bez pukania z brudną ścierką.

Inne postacie[edytuj]

  • Do Bydgoszczy będę jeździł, a tu nie będę kupował!
  • Ej! Cwany gapa! Chcesz, żeby twoja matka miała syna bez zęba?!
    • Postać: kierowca wywrotki
    • Opis: do drugiego kierowcy w kolejce przed kontrolą.
  • Matka ruda, ojciec rudy, a dziecko czarne – murzyn jak z kuriera wycięty.
    • Postać: pracownik wieszający baner
  • Za młoda jest, żeby się puszczać. Kobiety to się zaczynają puszczać po sześćdziesiątce, kiedy jest już za późno.
    • Opis: taksówkarz do Romana Ferde o żonie Krzakoskiego.
  • W warunkach rzeczywistości przedwrześniowej, na tle ogólnego regresu, tak ekonomicznego, jak i społeczno-politycznego i to zarówno w warstwie pryncypiów merytorycznych jak i w głęboko zacofanej warstwie sanacyjnej infrastruktury, szczególną nieudolnością i brakiem koncepcji, rysował się ogólny bilans białka, który to bilans jak powszechnie wiadomo, wyznacza tak kompetentność czynników odpowiadających za ekonomikę w każdym społeczeństwie jak i świadczy w sposób najbardziej widoczny jak sprawy te są zabezpieczone…
    • Opis: spiker w TV.

Dialogi[edytuj]

Tadeusz Krzakoski: Dlatego uważam, że powinienem się z tobą ożenić.
Danusia: Ale przecież ty jesteś żonaty.
Tadeusz Krzakoski: Żonaty, żonaty. Żona cię bardzo polubi.

Mężczyzna w jeansowej bluzie: A teraz weszłem, żeby margarynę kupić, to mi tamę postawili, barany.
Dyrektor: I zdanżam na czas, proszę pana.
Mężczyzna w jeansowej bluzie: Zdążam.
Dyrektor: No właśnie, i pan zdanża.
  • Opis: rozmowa mężczyzn na zablokowanym parkingu.

– Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę się wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
– No, ubierasz się pan.
– W płaszcz – jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
– Fakt!
– Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
– I zdanżasz pan?
– Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, widź pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do stadionu, a potem to już mam z górki, bo tak… w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu. I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać.
  • Opis: rozmowa dwóch robotników w holu dworca kolejowego.

Danusia: Jestem w ciąży.
Tadeusz Krzakoski: A to przepraszam, nie wiedziałem.

– Nazwisko proszę… Nazwisko!
– Głogu… Właśnie zastanawiam się.

Klient: Panie kierowniku, ja już czekam cały miesiąc!!
Kierownik warsztatu: Pan siada, sekundę… Miesiąc, mówi pan?!
Klient: Noo!
Kierownik: No i już nieprawda, bo nie miesiąc, a 37 dni kalendarzowych.
Klient: Więc już więcej!
Kierownik: Więc już się pan mija z prawdą, prawda? Noo. 37 dni… no skoro pan tyle czeka, to może pan poczekać jeszcze jeden dzień.
Klient: Ja mam czekać jeszcze jeden dzień, a ten pan dopiero…!
Kierownik: Nie, chwileczkę, niech pan siada. Pan jest moim gościem na razie, ja mówię. Samochód tego pana przywieziono dzisiaj rano, 8 godzin temu. Czyli że dla niego jeden dzień czekania dłużej to jest 300% więcej czasu.
Klient: Ale…
Kierownik: Jest czy nie jest?
Klient: No jest.
Kierownik: No, jest. A dla pana, skoro pan czekasz 37 dni, to jeden dzień więcej to będzie… yyy… No kochany, no jakby nie liczyć no… (Liczy różnymi sposobami). No jakby nie liczyć… To dla pana jeden dzień jest niecałe 3, dokładnie 2 koma 702. No to na stratę 2 koma 7 no, to jeszcze możemy sobie pozwolić, ale, żeby stracić 300% czasu… ho, ho, kochany, co to to nie – my na czas musimy patrzeć po gospodarsku!
  • Opis: rozmowa kierownika warsztatu samochodowego z oburzonym klientem.

Kobieta: Proszę pana, tu nie wolno palić.
Mężczyzna: Wiem, ale ja się nie zaciągam.

Ekspedientka w sklepie: Przede wszystkim pan mi po chamsku wyrwał tego kurczaka!
Klient: Jako corpus delicti.
Sprzątaczka: Ścierkę, ścierkę mi wyrwał, moje narzędzie pracy.
Ekspedientka: Panie kierowniku, ukraść chciał mi tego kurczaka.
Sprzątaczka: No pewnie, bo po co by wyrywał?! To złodziej!
Ekspedientka: I pijak! Bo każdy pijak to złodziej!
  • Opis: rozmowa z kierownikiem sklepu.

– Tak wtedy też tak samo, pamiętam: telefon dzwonił, dzwonił, dzwonił tak, jakby chciał, żeby go ktoś odebrał, no! A ta pajęczyna to tak samo wisiała, jak wtedy, jak ten poprzedni dyrektor miał zlecieć. No ten Naręba.
– Taak?
– No tak, zupełnie prawie tak jak dzisiaj.
– Co pani powie?!
– No mówię pani. A to wiadro z wodą, to moja pani, o tak się wtedy wylało… (Wylewa wiadro z wodą na schody).
– Daj pani spokój…

Fotograf: Panie…
Taksówkarz: Żadne, podwójne, żadne potrójne! Nie jadę i koniec! Woda mnie się gotuje, głowa mnie boli, włosy mi rosną!
Fotograf: Co tam…
Taksówkarz: Nerrrwy mi trzaskają jak postronki!
  • Opis: taksówkarz do fotografa po tym, jak zdecydował nie śledzić żony Tadeusza.

Mrugała: Widzi pan, słowa nie można zrozumieć. Wariacki kraj, język idiotyczny, np: u nich ja to jest moi, ale ja dla niego to nie jestem moi tylko vous, ale on dla siebie jest moi!. Ale dla mnie on to jest lui? Bądź tu mądry kto jest kto.