Chłopaki nie płaczą

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Skocz do: nawigacja, szukaj
Cezary Pazura,
odtwórca roli Freda
Mirosław Zbrojewicz,
odtwórca roli Gruchy
Maciej Stuhr,
odtwórca roli Kuby

Chłopaki nie płaczą – polska komedia sensacyjna z 2000 roku w reżyserii Olafa Lubaszenki. Scenariusz napisał Mikołaj Korzyński.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne.

Wypowiedzi postaci[edytuj]

Fred[edytuj]

  • Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie, wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz, co... I bym teraz, kurwa, nie miał ręki.
    • Opis: do Gruchy.
    • Zobacz też: kobieta
  • Kupiłem sobie ten garniak na takie chwile jak ta. Zapłaciłem 1500 baksów, za to, żeby koleś, którego mam rozwalić, zapamiętał sobie dobrze, jak wyglądam. Żeby opowiedział kolegom aniołkom w niebie, że kulkę posłał mu facet z klasą. Kapujesz?! A ty w swoim sweterku wyglądasz jak kmiot. Nie różnisz się od Rumuna, który pucuje mi lampy, kiedy stoję na światłach. Jak facet opowie w niebie, jak wyglądał ten, co go załatwił, to aniołom ze śmiechu puszczą zwieracze i spadnie na nas gówniany deszcz.
  • Skąd wziąłeś ten sweter? Zajebałeś go z pomocy dla powodzian? Pies ci go wszamał, a potem zwrócił? Jak byłem w technikum, to nam takie na warsztatach dawali.
    • Opis: do Gruchy.
    • Zobacz też: sweter
  • Ty, jak ty się nazywasz, bo zapomniałem. Kolec, Stolec? (...) Masz Pitbulla, który wygląda jak jamnik. Gibasz się jak pierdolony rezus, zachwycasz się panem Kunta Kinte, marnujesz mojemu kumplowi ścieżkę najlepszego proszku, a na koniec puszczasz nam film o facecie w łódce. I ty chcesz, żebyśmy ubili interes? (...) Po tym, co tu zobaczyłem, nie wiem, czy chciałbym z tobą ubić muchę w kiblu. Coś ci się rozmazało na ręce...
    • Opis: do Bolca.
  • To, co dla ciebie jest sufitem, dla mnie jest podłogą.
  • Widzisz co to żarcie robi ci z mózgu? Poza tą bułką i frytkami świat dla ciebie nie istnieje. To tylko kawałeczek pierdolonego ziemniaka, a ty zachowujesz się tak, jakbym krzywdził twoją matkę. Idę się odlać, Grucha, bo nie chcę na to patrzeć.
  • Z choinki się urwałeś, Grucha? To dziwka. Jej się podobają faceci, których drukują na banknotach NBP. Z takimi trzeba krótko, bez przesadnej czułości, jak raz zauważy, że ma nad tobą władzę, to przegrałeś, Grucha. Babie trzeba założyć chomąto. Tak robili do XII wieku polscy chłopi. Zakładali babom chomąto i orali nimi pole.
  • Zrobiliście duży błąd. Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydyma was.
    • Opis: do siebie.

Grucha[edytuj]

  • A historii tego swetra i tak byś nie zrozumiał.
    • Opis: do Freda.
  • No właśnie, kim ty w ogóle, kurwa, jesteś? Pajacu..
    • Opis: do Bolca.
  • Tego akurat nie mogę dla ciebie zrobić... Ale mogę dla ciebie zrobić coś innego...
    • Opis: w salonie fryzjerskim do Jarosława Psikuty.
  • Weź na wstrzymanie, Fred... Kurwa, nie dałeś mi zapalić, a to był mój ostatni fajek.

Kuba Brenner[edytuj]

  • I o to chodzi, trzeba kolekcjonować mocne wrażenia.
    • Opis: do Oskara.
  • Odzyskamy tę figurkę, nie wiem jak i nie wiem czy ją... odzyskamy... ale odzyskamy tę figurkę.

Laska[edytuj]

  • Człowieku, nie bądź takim materialistą, trzeba się wyluzować.
  • Jestem synem króla sedesów. To wysoko postawiona poprzeczka.
    • Opis: do Kuby.
    • Zobacz też: sedes
  • Kuba? Siema! Wpadnij, stary, mamy świetne palenie.
  • Wiem, że świat nie spodziewa się po mnie zbyt wiele. Mój stary też wiele dokonał. Jest królem sedesów.
  • W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi, ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie – co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.

Szef[edytuj]

  • A jeżeli będą chcieli pójść do muzeum lotnictwa, to zabierzesz ich do muzeum lotnictwa, kurwa jego mać!
    • Opis: do Bolca.
    • Zobacz też: muzeum
  • Mam dosyć tego twojego Freda, kurwa jego w dupę zapierdolona mać. Dzwoni do mnie codziennie o szóstej rano i pyta o forsę. Nawet we Wronkach mnie tak wcześnie nie budzili.(...) dzwoń do niego codziennie o piątej trzydzieści rano!
    • Opis: do Bolca w saunie.
    • Zobacz też: pobudka
  • Może ty się jeszcze, kurwa, zajmiesz hodowlą jedwabników? Przecież ty się nie znasz na muzyce.
  • Mógłbym powiedzieć: nie ma szmalu – nie ma towaru, ale ja chcę robić interesy, a nie puszczać brzydkie bąki.
    • Opis: do Freda.
  • O czym ty do mnie rozmawiasz? Głowa cię nie boli?
    • Opis: do Bolca.

Inne postacie[edytuj]

  • „Coco jamboo i do przodu!” – to moje hasło. Dobre, nie?
    • Postać: Bolec
    • Zobacz też: hasło
  • Mógłbym z nimi porozmawiać po swojemu, a potem ich zakopać w lesie.
    • Postać: Silnoręki
    • Opis: do Szefa.
  • Nie będziesz dzwoniła do byłych fagasów z mojej komóry, bejbe. Pakuj się...
    • Postać: Jarosław Psikuta
    • Opis: do Weroniki.
  • Powiem ci tak. Trudno znaleźć dobrą opiekunkę do dziecka... Ale jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko.
    • Postać: mężczyzna przy barze
    • Opis: epizod ten zagrał Andrzej Mleczko, a cytat pochodzi z jego książki Rysunki i aforyzmy.
    • Zobacz też: dziecko

Dialogi[edytuj]

Czesiek, sutener: A na chuj mnie ten kaktus?! (Wyrzuca kaktus przez okno).
Rozlega się dźwięk alarmu samochodowego.
Kuba: Chyba rozwalił pan komuś bryczkę.
Czesiek: Nauczy się parkować w garażu, hy, hy. A ty, koleżko... Cii! Cicho, cicho... Kurwa, to chyba mój!

Czesiek: A po co nasi chłopcy mieliby się tak gibać?
Bolec: Po co, po co? Po to, żeby nie wyglądać jak żelbetonowy kloc. Polski gangster nie ma luzu – rusza się jak wóz z węglem. A przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pizda mieście. Nie jest tak, czarnuchu?
Czesiek: Bolec, wolałbym, żebyś nie mówił do mnie „czarnuchu”. Nie przy reszcie chłopaków...

Weronika: Ale ty masz silną psychikę!
Jarosław Psikuta: Zajebiście silną.

Cichy: Będą cię szukać tak długo, aż cię znajdą, mają na to sposoby. Komputery, biura meldunkowe... Wiesz, może to przykre, co powiem, ale nie masz wielkich szans na ucieczkę. Zresztą nie ma sensu uciekać, znajdą cię wszędzie. Życie ludzkie nie ma dla nich znaczenia. To źli ludzie, Kuba, a przy tym zawodowcy. Nie mogą sobie pozwolić na błąd. A ty Kuba... ty jesteś ich błędem. Nie zawiniłeś, po prostu znalazłeś się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie i będziesz musiał za to zapłacić. Ja też kiedyś byłem błędem w czyimś parszywym życiu.
Kuba: Właśnie potrzebowałem kilku słów otuchy...

Głos z sekretarki: Tu automatyczna sekretarka Kuby Brennera. Po sygnale zostaw wiadomość.
Weronika: Kuba, wiem, że nie ma cię w tej chwili w domu, że poszedłeś na egzamin...
Kuba: O cholera!
Weronika: Dlatego wybrałam taką porę, bo muszę ci powiedzieć coś ważnego. Może powinnam to zrobić w cztery oczy, ale bałam się jakbyś to odebrał. Chciałam ci powiedzieć, że odchodzę od ciebie.
Kuba: Dzięki Bogu.
Weronika: Wiem, że to dla ciebie cios, no, ale takie jest życie. Nie obwiniaj się, po prostu taka już jestem – trochę zwariowana, ekscentryczna, nieprzewidywalna... Nie chcę żebyś cierpiał, no, a nie myślałeś chyba, że będę z tobą na zawsze...
Kuba: W życiu!
Weronika: Poznałam kogoś, ma na imię Jarek. Mam wrażenie, że jest moją drugą połówką...
Kuba: Kurwa mać!
Weronika: Nie chcę cię ranić, Kuba, musisz być silny. Na pewno spotkasz w życiu jeszcze wiele kobiet, które zajmą moje miejsce...
Kuba: Nie wspomniałaś jeszcze o moim ojcu!
Weronika: Twój ojciec był wielki dyrygentem, a ty? Nie potrafisz zadbać o swoje sprawy! Jak mówi Jarek, w życiu musisz być rekinem, jeśli nie chcesz żeby dopadły cię inne rekiny. I Jarek jest rekinem, i obrotny też jest. Ale po co ja ci o tym mówię... Kuba, musisz być silny! Nie zrób czegoś głupiego... Kochałam cię...

Fred: Co to było? Walnęliśmy w jakiegoś psa?
Grucha: Chyba jeżozwierza.
Fred: Jakiego jeżozwierza?
Grucha: Takiego... dużego jeża.
Fred: Grucha, czy ty naprawdę jesteś taki tępy? W tym kraju nie ma takich zwierząt! Jest żubr, bóbr, kurwa, łoś. Lis, wilk, kuna, koń, wydra, ryjówka, zając – to są zwierzęta, które żyją w Polsce.
Grucha: Wszystko jedno, co to było, skoro już tego nie ma.
Fred: No i tu się mylisz, Grucha. Wiesz, co to jest reinkarnacja? Słyszałeś w swoim życiu taki dłuuugi wyraz? W prostych słowach chodzi o to, że po śmierci człowiek odradza się pod inną postacią, na przykład jako zwierzę. Może właśnie rozjechałeś kogoś ze swojej rodziny – wujka albo stryjka.
Grucha: Gówno prawda, mój stryjek żyje, pracuje w telewizji.
Fred: A walizka?! O czym ty myślisz, Grucha! Śmieszy cię reinkarnacja – twoja broszka, ale to stara i mądra religia, nie dla takich matołów jak ty. To, kim będziesz w przyszłym życiu, zależy od tego, jakie życie prowadziłeś do tej pory. Jedni po śmierci przyjmują postać tygrysa, sokoła albo lamparta.
Grucha: A inni?
Fred: Jeżeli o ciebie chodzi, to nie wróżę ci żadnych rewelacji. Kaczka – to max, co może z ciebie być.

Oskar: Długo pracujesz jako ku... eee... pro...
Lili: W agencji? Od trzech dni, dopiero zaczynam.

Czesiek: Dodatkowa stówa za każde udziwnienie. Napiwki dla pań są dla panów prywatną sprawą.
Oskar: Nie będzie żadnych udziwnień, my jesteśmy normalni.
Laska (po chwili, na drugim planie): Noo...

Jarosław Psikuta: Gdzie jest, kurwa, moje trzysta baniek, słyszysz?! Gdzie jest kur...
Weronika: Są w życiu ważniejsze rzeczy niż twoje trzysta baniek.
Jarosław Psikuta: Na przykład sześćset baniek.

Oskar (dzwoni do agencji towarzyskiej): Halo, chciałem zamówić dziewczynę o urodzie klasycznej i nietuzinkowej. Powinna mieć szafirowe oczy, zmysłowe usta, wdzięczny sposób poruszania się, nienachalny uśmiech, piersi foremne. Jednym słowem powinna być kwintesencją kobiecości... tak... A dla kolegi... to wszystko jedno...
Kuba: Jak to wszystko jedno?

Bąbel: Hej, panowie, obudźcie się, chyba jesteśmy na miejscu.
Serfer: No, mam przeczucie, że jesteśmy blisko.
Laska: Wiecie co, pójdę sprawdzić, co jest za górką.
Bąbel i Serfer sikają, a Laska idzie na górkę.
Bąbel: I co, są bunkry?
Laska: Bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście!

Szef: Jak Bolec coś nagra, to załatw, żeby to było pierwsze miejsce na liście przebojów.
Silnoręki: Ale to chyba ludzie decydują...
Szef: To dowiedz się, jacy ludzie i porozmawiaj z nimi po swojemu.

Mały Cwaniak: Jest tu jakiś cwaniak?
Oskar: Nie, nie ma tu żadnego cwaniaka!
Grucha: Ja jestem cwaniak i wypierdalaj stąd, ale już.
Mały Cwaniak: Siwy! Tu jest jakiś cwaniak!
Siwy Cwaniak: Pan daje piątaka, a cwaniak trzydzieści.

Jarosław Psikuta: Kiedy mówię, zawsze patrzę prosto w oczy. Nigdy nie wykonuję niepotrzebnych ruchów. Wystarczy mi dziesięć pierwszych słów, pięć pierwszych gestów jakiegokolwiek koleżki i już wiem, że w jego psychice czai się strach. On jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce będzie miał pełne portki. A wiesz dlaczego? Dlatego, że jego słaba psychika już wysłała mu maila do nadciągającej kupy, że spotkanie jest w spodniach.
Weronika: To niesamowite.
Jarosław Psikuta: U... ech... Skoczę na chwilę do klopa.

Robotnik (na akademii muzycznej): Kolego, mógłbyś nie dmuchać w rurę, kiedy kujemy? Trochę nas to rozprasza.
Saksofonista: Przepraszam...

Kuba: Kto ty jesteś?
Laska: Laska.
Kuba: Ty, Oskar, jak ty zamawiałeś te panienki?
Oskar: To jest Laska, syn mojego wujka, on tutaj mieszka.

Kuba: Masz prezerwatywę?
Oskar: Mam.
Kuba: To pożycz.
Oskar: Ale mam jedną.
Kuba: Nie szkodzi, daj, ty możesz bez.
Oskar: Ale ja już mam na sobie...
Kuba: Chodzisz w prezerwatywie od rana?

Mały Cwaniak: Mieszka tu jakiś cwaniak?
Oskar: Cwaniak? Nie, ja tu mieszkam.
Mały Cwaniak: To daj piątaka.
Oskar: To jest jakaś zorganizowana akcja?
Mały Cwaniak (po namyśle): Taka akcja, żebyś dał piątaka.

Oskar: Może ja lepiej zamiast na dziwki, powinienem pójść do jakiegoś uzdrowiciela, nie wiem... Kaszpirowskiego...
Mężczyzna w restauracji: Nie radzę... byłem u Harry'ego z Tybetu, chciałem, żeby naładował mnie energią. Facet dotknął mojego karku, pogładził mnie po udach i wziął za to półtorej bańki.
Oskar: I co?
Mężczyzna w restauracji: Kark mnie... napierdala, a na udach dostałem wysypki.

Szef: Może ty się jeszcze, kurwa, zajmiesz hodowlą jedwabników? Przecież ty nie znasz się na muzyce.
Bolec: Od trzech lat oglądam codziennie MTV! To na początek wystarczy.

Fred: Mógłbyś nie palić w moim wozie?
Grucha: Lubie zapalić przed egzekucją.
Fred: Ale nie u mnie w wozie, nie chce się biernie zaciągać.
Grucha: Będę trzymał fajkę za oknem.
Fred: Wszyscy tak mówią, słyszę to na okrągło. Dla mnie, Grucha możesz nawet go trzymać w dupie, ale nie w moim samochodzie.

Silnoręki: Nie bardzo pana rozumiem, szefie.
Szef: To właśnie dlatego ja jestem twoim szefem, a nie odwrotnie.

Bolec: Nie ma sprawy, ubijemy interes.
Fred: Masz pitbulla, który wygląda jak jamnik, gibasz się jak pierdolony rezus, zachwycasz się panem Kunta-Kinte, marnujesz mojemu kumplowi ścieżkę najlepszego proszku, a na koniec puszczasz nam film o facecie w łódce. I ty chcesz, żebyśmy ubili interes?!
Grucha: No właśnie. Kim ty w ogóle, kurwa, jesteś, pajacu?
Bolec: Rzeczywiście może nie wszystko wyszło tak, jak należy, ale to da się naprawić. Zaraz przyjdą dziewczyny i ubijemy ten interes.
Fred: Po tym, co tu zobaczyłem, nie wiem, czy chciałbym z tobą ubić muchę w kiblu.

Oskar: Nie możesz się podnieść i otworzyć?!
Laska: Ja przedwczoraj ściszałem telewizor!

Silnoręki: Nie wiem, czy powinniśmy ich zostawiać z... Bolcem. Może sobie nie poradzić, jak zaczną naciskać...
Szef: Jeśli mój syn chce się liczyć na mieście, to nie może zadawać się tylko z dziwkami. Nie jest żubr, żeby go trzymać pod ochroną.

Bolec: No już dobrze, Czarnuchu... Halo!
Silnoręki: Czarnuchu? Bolec, pogięło cię? Silnoręki mówi.
Bolec: Hę?
Silnoręki: Będziesz miał gości.
Bolec: Przyjadą założyć mi kablówkę?
Silnoręki (do szefa, ojca Bolca): Pyta, czy przyjadą mu założyć kablówkę.
Szef: Daj mi tego głąba... (Silnoręki podaje słuchawkę). Jutro o ósmej przyjedzie do ciebie dwóch facetów z wybrzeża, przywiozą dla mnie szmal.
Bolec: Jaki szmal?
Szef: Nieważne...
Bolec: To gangsterzy?
Szef: Biznesmeni. Czy to jasne?
Bolec: Tato, a dlaczego do mnie, a nie do ciebie albo do Silnorękiego?
Szef: Bo tak postanowiłem, synu. Umówiłem się z nimi w twoim klubie, ale mogę się trochę spóźnić. Dlatego pod moją nieobecność masz się zająć tym, żeby było miło. Masz zrobić dobry grunt pod interesy.
Bolec: Ale ja jutro nie mogę!
Szef: Dlaczego?
Bolec: Bo... w piątki mam siłownię.
Szef: Masz też klub i agencję towarzyską, które ci kupiłem i dlatego spotkasz się z nimi i zorganizujesz im taką balangę, jakiej jeszcze w życiu nie widzieli.
Bolec: To znaczy co?
Szef: Jajco! Pomyśl przez chwilę!
Bolec (po namyśle): Słucham?...
Szef: Weźmiesz najładniejsze panienki, najlepszy alkohol i tyle koksu, ile potrafisz unieść. Czy to jasne? Jeśli któryś z nich odkręci kran w kiblu, ma z niego płynąć johnnie walker, rozumiesz? Jeśli będzie chciał przelecieć Murzynkę...
Bolec: Nie mam Murzynki w agencji!
Szef: To pomalujesz jednego z naszych chłopców czarną farbą, wszystkiego ma być w opór.
Bolec: A jeżeli...
Szef: A jeżeli będą chcieli pójść do muzeum lotnictwa, to zabierzesz ich do muzeum lotnictwa, kurwa jego mać!

Policjant Jerzyk: No, to za bezpieczny weekend, Władziu!
Policjant Władzio: Za bezpieczny...
Policjanci piją wódkę z kieliszków, Władzio przeciera ręką twarz.
Władzio: Jezu...
Jerzyk: To co, Władziu? Jedziemy?
Władzio: Jerzyk, to my mamy pilnować porządku w tym kraju, nie będziemy jeździć po pijanemu.
Jerzyk: To jak wrócimy?
Władzio: Spokojnie.
  • Opis: drogówka.

Fred i Grucha podjeżdżają pod klub Bolca czarną alfą romeo.
Bolec: No cześć! Bolec jestem.
Grucha: Andrzej. Ręce ci się pocą.
Bolec: Myłem przed chwilą.
Fred: Fred.
Bolec: Co słychać chłopaki w wielkim świecie?
Fred: A co, gazet nie czytasz?
Bolec: He, he, he. Zapraszam na górę, szefa jeszcze nie ma, ale to nic nie szkodzi. Napijemy się trochę wódeczki, potem wpadną dupeczki albo odwrotnie...
  • Opis: do Bolca przyjeżdżają Fred i Grucha aby ubić interes.

Angelika: No cześć, jestem Angelika, a to jest Samantha.
Oskar: A pan?
Czesiek: A ja jestem pilotem z Orbisu.
Laska: Siema...

Kasjerka w filharmonii: Normalny czy ulgowy?
Fred: Jestem znajomym Piaska.
Kasjerka: Jakiego Piaska? A...a... a pan?
Grucha: A ja mam „Paszport Polsatu”.

Policjant: Pan... Jarosław Psikutas.
Jarosław Psikuta: Panie! Widzisz pan tam „s” na końcu?! No, to proszę czytać dokładnie!
Policjant: Faktycznie: nie ma „s”. W takim razie: Psikutas bez „s”.

Bolec: Tato, nie mówiłeś, że mam brata.
Szef: Aaa, Silnoręki wziął go rok temu dla okupu, rodzice nie chcieli zapłacić i tak już został.

Bąbel: Te, Laska, gliny za nami jadą.
Laska: Dodaj gazu, stary, ale spokojnie.
Bąbel: Dalej za nami jadą, pewnie wiedzą, że mamy faję.
Laska: Gaz do dechy. Musimy ich zgubić.

Fred: Ty, jak ty się nazywasz?, bo zapomniałem... Kolec? Stolec?
Bolec: Bolec.
Fred: No, więc posłuchaj mnie teraz uważnie, Bolek. Byłeś w Stanach?
Bolec: Nie.
Fred: No właśnie, a ja... znam kogoś, kto był i opowiedział mi to i owo. Wiesz, skąd przyjechali czarni do Ameryki?
Bolec: Z Afryki.
Fred: No właśnie, handlarze niewolników przywieźli ich z Afryki. A myślisz, że to taka prosta sprawa wysiąść na plaży w Afryce, złapać w siatkę zwinnego, silnego Murzyna i wywieźć go za ocean?
Bolec: Chyba nie.
Fred: No jasne, że nie. Udało im się to zrobić, ponieważ wywozili tylko takich, co albo nie potrafili spierdolić przed siatką, albo byli największymi głąbami z plemienia i wódz sprzedawał ich za paczkę fajek, bo i tak nie miałby z nich pożytku. I ci wszyscy nieudacznicy pojechali do Ameryki, pożenili się, porobili dzieci. Świat poszedł do przodu, pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty. Ale co z tego, jeżeli ich serca pompują tę samą krew – są potomkami człowieka, który na własnym podwórku dał się złapać w siatkę.

Dresiarz: Ty, sprawę mamy.
Fred: Taaa? Jaką?
Dresiarz: Dawaj walizkę.
Fred: Nie mam kluczyka.
Dresiarz: Twój pech. (Wyciąga siekierę).
Fred: Panowie, chwileczkę! Chyba nie obetniecie mi ręki z powodu jakiejś pierdolonej walizki? Jak ja bym wtedy wyglądał? Co najmniej niesymetrycznie. Nie chcę być kaleką do końca życia. Przecież ja mam rodzinę, plany na wakacje, jestem biznesmenem. Potrzebuję tej ręki do pracy na laptopie, do drapania się w tyłek. Na pewno mam gdzieś ten kluczyk, o który się tutaj rozchodzi.
Dresiarz: To go poszukaj, lamusie, ale już!
Fred: Dobra. (Upuszcza kluczyk). Przepraszam.
Dresiarz: Ożeż ty w mordę kopany.
Jeden kopniak i trzy strzały.
Dresiarz: Coś ty mi, kurwa, zrobił, bandyto?
Fred: Przestań się mazać, chłopaki nie płaczą.
Dresiarz: A miało być tak pięknie...

Laska: W ogóle, bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście, ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.
Kuba: A ty sobie odpowiedziałeś na to pytanie?
Laska: Jarać blanty.
Kuba: Jest jakiś zawód, który się z tym wiąże?
Laska: Ambasador.
Kuba: Chyba na Jamajce.
Laska: Nie taki ambasador. Miałem na myśli takiego, jakim był Tony Halik. Wyobraź sobie stary, ile on wypalił stuffu z tymi wszystkimi plemionami, które odwiedził. Ktoś musi kontynuować jego dzieło. Będę jeździł po całym świecie, pełniąc rolę ambasadora naszego kraju. Jestem Laska. Z Polski.