Arkadij i Borys Strugaccy

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Borys Strugacki

Arkadij i Borys Strugaccyrosyjscy pisarze fantastyki naukowej, piszący wspólnie powieści i opowiadania.

Daleka tęcza[edytuj]

(ros. Далёкая Радуга; tłum. Eligiusz Madejski)

  • – Kamilu, wyznaj mi prawdę. W żaden sposób nie mogę tego zrozumieć. Czy jesteś człowiekiem? Nie krępuj się. Już nikomu nie zdążę opowiedzieć.
    Kamil zamyślił się.
    – Nie wiem – powiedział. – Jestem ostatnim z Feralnej Trzynastki. Doświadczenie nie udało się, Leonidzie. Ze stanu „chcesz, ale nie możesz” przeszedłem do „możesz, lecz nie chcesz”. To strasznie przygnębiające – móc i nie chcieć.
    Gorbowski słuchał z zamkniętymi oczami.
    – Tak, rozumiem – przemówił. – „Móc i nie chcieć” – to pochodzi od maszyny. A „przygnębiające” – od człowieka.
    – Niczego pan nie rozumie – odpowiedział Kamil. – Lubicie czasami marzyć o mądrości patriarchów, którzy nie mają ani pragnień, ani uczuć, ani nawet wrażeń. Bezcielesny rozum. Mózg-daltonista. Wielki Logik. Metody logiczne wymagają absolutnego skupienia. Aby dokonać czegokolwiek w nauce, człowiek musi dniem i nocą myśleć o jednym i tym samym, czytać o jednym i tym samym… A dokąd można uciec od własnego psychicznego pryzmatu? Od wrodzonej zdolności odczuwania… Przecież trzeba kochać, czytać o miłości, potrzebne są zielone pagórki, muzyka, obrazy, uczucie niedosytu, strach, zawiść… Próbujecie się ograniczać – i tracicie olbrzymi kawał szczęścia. I całkowicie zdajecie sobie sprawę z tego, że go tracicie. I wtedy, aby zniszczyć w sobie tę świadomość i unicestwić męczące rozdwojenie, kastrujecie się, odrywacie od siebie całą emocjonalną połowę ludzkiej istoty i zostawiacie sobie tylko jedną reakcję na otaczający was świat – zwątpienie. „Podawaj w wątpliwość!” – Kamil zamilkł na chwilę. – I wówczas czeka was samotność. – Ze strasznym smutkiem patrzył na wieczorne morze, na stygnącą plażę, na puste leżaki rzucające dziwaczny, potrójny cień. – Samotność… – powtórzył. – Wy, ludzie, stale odchodziliście ode mnie. Zawsze byłem dla was zbędnym, natrętnym i niezrozumiałym dziwakiem. I teraz znowu odejdziecie. A ja zostanę sam. Dziś w nocy zmartwychwstanę po raz czwarty, sam na martwej planecie przysypanej popiołem i śniegiem…

Miliard lat przed końcem świata. Rękopis odnaleziony w zagadkowych okolicznościach[edytuj]

(ros. За миллиард лет до конца света: Рукопись, обнаруженная при странных обстоятельствах)

  • Porzućcie wszelką nadzieje, którzy pijecie herbatę.

Niedoskonali, czyli czterdzieści lat później[edytuj]

(ros. Отягощенные злом, или сорок лет спустя)

  • Co to właściwie jest zakręt historii? Kiedy na skrzyżowaniach stoją pojazdy opancerzone i dymią ogniska, w których dopalają się stare prawdy – to już nie jest zakręt historii, to już zaczęła się nowa historia. A zakręt to jest pochodna czasu.

Próba ucieczki[edytuj]

(ros. Попытка к бегству; tłum. Eligiusz Madejski, Warszawa 1988)

  • Anton miał dwadzieścia sześć lat, od dawna był kosmonautą i niejedno widział. Zdarzało się, że ludzie zostawali kalekami, że tracili przyjaciół, wiarę w siebie, że umierali, i on również tracił przyjaciół i umierał sam na sam z obojętną ciszą, ale tutaj… Tutaj była tylko czarna zgryzota, smutek i całkowita beznadzieja, czuło się zobojętniałą rozpacz, kiedy nikt na nic ani na nikogo nie liczy, kiedy padający wie, że go nie podniosą, kiedy człowiek nie ma przed sobą absolutnie niczego poza śmiercią sam na sam z niewzruszonym tłumem. Niemożliwe, pomyślał. Absolutne nieszczęście. Po prostu jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem.
  • Dziwactwa… Nie ma żadnych dziwactw. Są po prostu różnice. Zewnętrzne świadectwa nieodgadnionych procesów tektonicznych w głębinach ludzkiej natury, gdzie rozum walczy na śmierć i życie z przesądami, gdzie przyszłość na śmierć i życie walczy z przeszłością. A my koniecznie chcemy, żeby wszyscy dookoła byli gładcy, tacy jak ich sobie wymyślamy na miarę naszej skąpej fantazji… aby można było ich opisać elementarnymi funkcjami dziecięcych wyobrażeń: dobry wujek, chciwy wujek, nudny wujek. Straszny wujek. Dureń.
  • Jak wczoraj, jak sto lat temu bezdźwięcznie, równymi rzędami ciągnęły maszyny. Z dymu wyłaniały się i w dymie znikały. I tak mogłoby być wiecznie. Ale oto Saul posadził slider o dwadzieścia metrów od jezdni, odsunął kopułę i wsparł lufę skorczera o burtę.
  • Kocham dziewczynę, ona mnie nie kocha, a tylko lubi; co robić?
    W gruncie rzeczy co by się zmieniło, gdyby mnie pokochała? Mógłbym ją obejmować i całować. Stale przebywalibyśmy razem. Chodziłbym dumny jak paw. I to, zdaje się, wszystko. Głupio, ale chyba wszystko. Po prostu spełniłoby się jeszcze jedno marzenie. Jak ubogo wszystko wygląda, gdy się rozumuje logicznie. A w inny sposób rozumować nie potrafię. Pusty ze mnie człowiek, cynik. Zobaczył Halę, Halę, która coś mówi – trochę przez ramię, a oczy ma przysłonięte rzęsami… Dlaczego wszystko jest tak głupio urządzone: można wyciągnąć człowieka ze wszystkich drobnych kłopotów – z choroby, z apatii, ze śmierci, i tylko w prawdziwym kłopocie – w miłości – nikt mu nie pomoże… Zawsze znajdzie tysiąc doradców i każdy będzie radził samemu sobie. I co dziwniejsze, taki nieszczęśnik sam nie chce, by mu pomagano. Paranoja.
  • „Okręt” był młodziutki, nie skończył nawet dwóch lat. jego czarne, matowe, zupełnie suche boki ledwie dostrzegalnie pulsowały, a ostry wierzchołek był mocno pochylony i skierowany w ten punkt szarego nieba, gdzie za chmurami znajdowało się słońce: „Okręt” z przyzwyczajenia gromadził energię. Wysoką trawę wokół niego, obwisłą i pożółkłą, pokrywał szron. Był to zresztą zupełnie przyzwoity, nienarowisty gwiazdolot klasy turystycznej. Gwiazdolot rejsowy przez noc wymroziłby cały las w promieniu dziesięciu kilometrów.

Przenicowany świat[edytuj]

(ros. Обитаемый остров; tłum. Tadeusz Gosk)

  • – Zagrajmy w słowa – zaproponował.
    Gaj jęknął w duchu. Trzeba go przywołać do porządku, koniecznie trzeba! Cóż może być bardziej nieznośnego niż kandydat, żółtodziób, który na pół godziny przed rozpoczęciem akcji bezczelnie narzuca się kapralowi?!
    – Teraz nie pora na to – możliwie suchym tonem odpowiedział Gaj.
    – Denerwujesz się? – zapytał Maksym współczująco.
    Gaj zatrzymał się i uniósł oczy ku niebu. Co robić? Okazuje się, że zupełnie nie można zbesztać takiego dobrodusznego giganta i to w dodatku zbawcę własnej siostry…
    • Źródło: rozdział V
    • Zobacz też: słowo

Zobacz też[edytuj]