Andrzej Przyłębski

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Andrzej Przyłębski (ur. 1958) – polski filozof, profesor nauk humanistycznych, tłumacz, kulturoznawca i dyplomata, od 2016 ambasador RP w Niemczech. Mąż Julii Przyłębskiej.

  • Kierując się patriotycznym obowiązkiem i chcąc przyczynić się w miarę moich możliwości do utrzymywania ładu i porządku w PRL i triumfu prawdy, wyrażam zgodę na udzielanie pomocy Służbie Bezpieczeństwa. Fakt ten zachowam w całkowitej tajemnicy. Będę rzetelnie i starannie relacjonował interesujące SB zdarzenia i fakty. Obieram sobie pseudonim Wolfgang.
  • Nie negując tego, że filozofia to pluralizm idei i poglądów, nie wolno zapominać, że o istnieniu moralności nie decyduje istnienie etyki filozoficznej (jak zdają się błędnie sądzić zawodowi etycy), lecz istnienie ocen etycznych – w tym tej, która prowadzi do moralnej odrazy – opartych na wyrobionej, krytycznej i samodzielnej władzy sądzenia. Jej ćwiczenie jest podstawowym celem edukacji filozoficznej.

O Andrzeju Przyłębskim[edytuj]

  • Autorzy Małego leksykonu filozofów: Bolesław Andrzejewski, Mariusz Moryń i Andrzej Przyłębski (...) na zaledwie 143 stronach wyróżnili doktryny ważniejszych przedstawicieli filozofii powszechnej i kilku wybranych myślicieli polskich (są hasła indywidualne i zbiorowe). Można powiedzieć, że leksykon jest autentyczną zachętą do filozofii, ponieważ nie zniechęca trudnym językiem, jest bowiem napisany bardzo przystępnym stylem.
  • Charakterystyczny jest tutaj ambasador Polski w Berlinie, Andrzej Przyłębski. Skoro do Berlina Polska wysłała kogoś o tak głębokim, antyniemieckim resentymencie, to do Izraela powinniśmy chyba wysłać Stanisława Michalkiewicza. Obawiam się jednak, że antyniemieckie resentymenty Przyłębskiego są postawą w PiS-ie powszechną. Znajomi byli na otwarciu wystawy „Feniks z popiołów” w Berlinie. I Przyłębski, skądinąd filozof z wykształcenia, podczas swojego wystąpienia na wernisażu tej wystawy snuł rozważania o tym, czy zło, wojenne zniszczenia i cierpienia, których ślady na wystawie możemy zobaczyć, wynikały ze zła immanentnie przynależnego naturze ludzkiej, czy raczej z charakteru narodowego Niemców. Wniosek był taki, że jednak to drugie. Taki sąd byłby głupi, gdyby Andrzej Przyłębski był publicystą, ale skoro reprezentuje państwo polskie, to jest szaleństwo, niezwykle szkodliwe szaleństwo. I to na tylu poziomach, że wprost nie do opisania. Wie pani, nawet w potocznym rozumieniu „dyplomatycznego języka” coś takiego się nie mieści. W rezultacie strona niemiecka natychmiast obniżyła rangę spotkań z Przyłębskim. Natomiast jestem przekonany, że on położył się tego dnia spać z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku. Bo w końcu im pokazał.