Andrzej Grabarczyk

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Andrzej Grabarczyk

Andrzej Grabarczyk (ur. 1953) – polski aktor. Syn Wincentego.

  • (...) dla mnie sam fakt zagrania w takim czy innym tytule to jest rzecz drugorzędna. Najważniejsza jest sama praca i to, z kim się pracuje, kogo na swej zawodowej drodze się spotyka, od kogo się uczy. W filmie postać aktora tworzy reżyser, montaż. W teatrze jesteśmy odpowiedzialni wyłącznie za siebie. I dlatego tak ważne jest dla mnie, kogo w teatrze spotykam i jak mi się pracuje z kolegami. Do swego teatru przychodzę z chęcią. Z niektórymi kolegami pracuję już ponad 20 lat, a nadal spotykamy się także po pracy, np. jeździmy razem na ryby. To jest rodzina.
  • Gdy zawaliłem studia, zastanawiałem się, co robić dalej. Może pójść na biologię, może na ochronę wód? Nawet na Uniwersytet Śląski składałem papiery. Aż tu ojciec, pamiętając moje parateatralne działania ze szkoły, mówi: „A może byś do szkoły teatralnej poszedł”. „Czy ja wiem? Nie wiem”. „To chodź do teatru”. I tak zostałem adeptem w Teatrze Nowym w Zabrzu. Pół roku w nim byłem. Prześliznąłem się przez jedną sztukę Różewicza. Wyszedłem na scenę i właściwie nic poza tym. Jednak wyszedłem po raz pierwszy na prawdziwe, zawodowe deski. I pomyślałem: „No dobrze, może spróbuję”. Tato wymyślił cały repertuar na egzaminy, przygotował mnie do nich i zdałem. A jak już zdałem, to nadal nie wiedziałem, czy to faktycznie jest to. Na szczęście miałem takich profesorów, od których nie dało się już odejść. Aczkolwiek Tadeusz Łomnicki, który był opiekunem naszego roku, zawsze nam mówił: „Słuchajcie, jest tyle zawodów na «a»: a murarz, a piekarz, a... Jak ktoś nie chce być aktorem, to niech da sobie spokój”. Razem z Łomnickim uczyła nas cała plejada wspaniałych aktorów. Byłoby więc nietaktem nie przykładać się do pracy. I w końcu gdzieś na drugim roku zrozumiałem, że chcę być aktorem. Musiałem jednak popracować nad wymową. Troszkę przeszkadzała mi śląska gwara. Pani od dykcji mówiła: „Andrzej, popracuj, popracuj, bo zaciągasz”. Z tym zaciąganiem miałem jeszcze problem przez jakieś trzy lata po ukończeniu studiów.
  • Jak się wyrasta w czymś, co ma się na co dzień, to się tego kompletnie nie dostrzega. Ja wzrastałem w teatrze. Rodzice, gdy nie mieli co ze mną zrobić, to zabierali mnie do teatru. Pamiętam, jak przez mgłę, że spałem w położonej tuż przy scenie loży, w Teatrze Śląskim. Ojciec grał. Przebudziłem się, podniosłem, zobaczyłem go i znów się położyłem, bo nic widocznie mnie w tym widoku nie zdziwiło, a potem zasnąłem na powrót.
  • Teatr Kwadrat ma bardzo zżyty zespół. Jeżeli kolega coś podpowiada, to nikt nie ma o to pretensji. Nie ma zawiści, wtrącania się, wyrażania swojej wyższości – my wiemy, a ty nie wiesz. To jest normalna pomoc koleżeńska. To praca zespołowa. Bierzemy udział w czymś, co tworzymy razem, i każdemu zależy na tym, by to było zrobione jak najlepiej.

Zobacz też: