Aleksander Skotnicki

Z Wikicytatów, wolnej kolekcji cytatów
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Aleksander Skotnicki

Aleksander Skotnicki (ur. 1948) – polski hematolog.

  • Dla lekarza to ogromna satysfakcja, kiedy uda mu się odwrócić niekorzystny bieg zdarzeń – przedłużyć życie, a nawet je uratować. I jeszcze stworzyć warunki, by to mogło się udać. Klinika powinna oddziaływać z każdej strony: portier ma być przyzwoicie ubrany, pielęgniarki miłe i oddane, a wśród personelu musi być psycholog, dietetyczka i rehabilitant. Mają być drugie śniadania, a wszystko po to, by chory czuł się omalże jak w domu.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Dla urzędników liczy się pesel, nie człowiek. Dwa lata niepotrzebnego przepychania zajęło mi, żeby ich przekonać. A ile razy muszę tłumaczyć się przed urzędnikami, że zastosowałem taką a nie inną terapię! Jestem człowiekiem skromnym, ale jeśli urzędnik kwestionuje mój medyczny autorytet, a jestem profesorem hematologii z 40-letnim stażem lekarskim i wojewódzkim konsultantem w tej dziedzinie, nie mogę tego zaakceptować. Tak samo nie mogę przeboleć tego, że moje pielęgniarki muszą wklepywać cyfry do komputerów. Pielęgniarki, jak sama nazwa wskazuje, są od pielęgnowania pacjentów. I jest to bardzo ciężka, bardzo wymagająca praca, za którą dostają tak marne pieniądze. Mogłyby zatrudnić się za dwukrotnie wyższą pensję jako sekretarki u jakiegoś dewelopera i podawać mu dwa razy dziennie kawę. Ale wolą być tutaj, przy pacjentach. Więc nie dokładajmy im w klinice papierkowych i urzędniczych obowiązków!
  • Często nie używam przy pierwszej rozmowie z pacjentem słowa „rak” czy „białaczka”. Stan, w jakim pacjent do nas trafia, nadaje już wystarczającej powagi tej chwili. Białaczka, w przeciwieństwo do guzów litych, jest bardzo późno diagnozowalna. Pacjent długo może czuć się dobrze, nie ma dolegliwości, nie wyczuwa guzków nowotworowych. Powiem obrazowo: pani teraz ze mną rozmawia i czuje się świetnie. Ale w pani ciele, razem z krwią, może już krążyć pół kilograma komórek białaczkowych. Dopiero gdy będzie ich ponad kilogram – zacznie pani mieć zawroty głowy, osłabienie, nawracające infekcje, krwawienia. I kiedy już Pani do mnie trafi, to w stanie bardzo zaawansowanym. Czasem pacjenci umierają w drodze do nas lub w poczekalni. Jedyną szansą dla chorych na białaczkę jest szybka, intensywna chemioterapia działająca na cały organizm, bo komórki te są wszędzie.
  • Inna kwestia: obowiązek ciągłego podsuwania pacjentom druków z prośbą o „zgodę”. Zgodę na diagnostykę, zgodę na chemioterapię, zgodę na przeszczep. Ta prośba o zgodę tymczasem budzi opór, straszy pacjenta, sprawia wrażenie, że chcemy coś na nim wymóc, i że godzi się na coś wbrew swej woli i korzyści. A przecież pacjent, trafiając do nas, już na wstępie wyraża nie tylko „zgodę”, ale i prośbę o leczenie. Przychodzi tu, prosząc, żebyśmy ratowali jego życie. Czy to nie wystarczy?
  • Istnieją pacjenci mili w obejściu, ale są też osoby zawsze niezadowolone i krytyczne, omal winiące lekarza o swoją chorobę, o to, że nikt ich nie odwiedza, że leczenie nie idzie zgodnie z planem. Uważam, że budowanie relacji lekarz-pacjent powinno odbywać się na zasadzie obustronnego zaufania.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Jak pamiętam pierwszy przeczep? Jest rok 1997, najpierw my, lekarze, uczymy się na samych sobie pobierać komórki macierzyste, zamrażać i rozmrażać. Zdobywamy pieniądze na aparaturę cytometrii przepływowej i separator komórkowy, w 140-letnim budynku urządzamy nowe przestrzenie. Dzisiaj w naszej klinice przeszczep to standardowa forma leczenia, czasami robimy go dwa razy w tygodniu. Istnieje możliwość wyleczenia ­50–70 proc. chorych. Kiedyś – 10 proc.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Jeśli z pięćdziesięciu członków jednej rodziny przeżyło pięciu, a pozostali zginęli w strasznych okolicznościach, to trzeba dotrzeć do ich imion, nazwisk, by zachować ich tożsamość i ustalić miejsce, gdzie zginęli. Historia powinna być spersonalizowana – z perspektywy jednego człowieka możemy poznać całe środowisko. Dzięki tym ludziom poznaję przedwojenny Kraków i wiem, że żydowskie matki kupowały ryby na targu pod synagogą Izaaka.
    • Opis: o przywracaniu pamięci osób zamordowanych w Holocauście.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Mama ogromnie przeżywała, że jej matka – która była intelektualistką, mówiła czterema językami, skończyła filozofię i rolnictwo na UJ w 1905 r., obracała się w świecie arystokracji – w obozie została strasznie sponiewierana. A mimo to podnosiła na duchu innych, na wycieńczających apelach recytowała poezję Norwida, Słowackiego, Mickiewicza, którą znała świetnie, bo doprowadziła do matury 10 roczników... W obozie odarto ją z ubrania, z nazwiska, ale tego, co miała w sobie, nikt jej nie mógł odebrać.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Medycyna zrodziła się ze współczucia do cierpiących. Pierwszymi lekarzami byli filozofowie, najwrażliwsi z wszystkich ludzi. Kiedy mówię pacjentowi, że ma nowotwór czy białaczkę, to chciałbym równocześnie zaprosić go na filiżankę gorzkiej kawy do kawiarni Noworolski. I wypijam połowę tej kawy. Robię to, by zmniejszyć jego obawy, by dodać mu odwagi, by pokazać, że warto walczyć. Ale jednocześnie, pijąc z nim tę kawę, biorę na siebie połowę jej goryczy. Połowę odpowiedzialności, strachu, wątpliwości pacjenta.
  • Nie jesteśmy tylko świadczeniodawcami, a pacjenci – nie są świadczeniobiorcami. Żeby leczenie było skuteczne, pacjent musi mieć świadomość, że lekarzowi na nim zależy, że lekarz będzie o niego walczył. Powinno wytworzyć się między nami wzajemne zaufanie, więź w pewnym sensie przypominająca tę przyjacielską.
  • Osoba chora uczy się siebie. Wrażliwości, siły, ale też odkrywania, co jest dla niej ważne. Często moi pacjenci po chorobie zupełnie zmieniają swoje życie. Rzucają dotychczasową pracę, zostają pisarzami, malarzami, znajdują nowe pasje, angażują się w działalność społeczną, w pomoc innym pacjentom. Odkrywają to, czego im w życiu brakowało. Nawet osoba zdrowa może nauczyć się od chorej dystansu do swoich zmartwień, optymizmu, a także nadziei.
  • Proszę sobie wyobrazić, że w tej chwili informuję panią nie tylko o chorobie, ale i o tym, że musi pani na okres jednego miesiąca rzucić wszystko, położyć się w szpitalu, rozpocząć leczenie i czekać na jego wyniki. Pewnie najpierw pojawiłby się w pani bunt, że przecież ma pani plany, umówione spotkania, niedokończone artykuły, zaplanowane wakacje. Potem, być może, pojawiłby się też strach, dość częsty u kobiet, przed utratą włosów. Na końcu byłoby czekanie. Położyłaby się pani w tym szpitalnym, obcym łóżku z nadzieją, ale i z lękiem, że już może pani z niego nie wstać. Na szczęście większość ludzi wychodzi z tego doświadczenia, wracając do swojej wcześniejszej kondycji psychofizycznej. A w sensie psychicznym są oni najczęściej jeszcze wzmocnieni.
  • Przez te lata, kiedy pracuję, zmienił się system, a nie człowiek. Człowiek zawsze będzie potrzebował tego, żeby w zmaganiach z chorobą roztoczyć nad nim parasol troski, opieki, ludzkiej życzliwości. Z obserwacji wiemy, jakie to ważne – również dla skuteczności terapii. Wielu pacjentów trafia do nas w piątek po południu, z powiatowych szpitali, bo tam boją się, że przez weekend ci chorzy mogą umrzeć, a to popsułoby im szpitalne statystyki. Chorzy na białaczkę są przerzucani od specjalisty do specjalisty, od szpitala do szpitala. Są dla nich kłopotliwymi pacjentami, bo wymagającymi drogiego leczenia bez pewności powodzenia, za które niekoniecznie uda się odzyskać pieniądze. A my nie mamy już gdzie odesłać chorych. Więc jeśli w piątek wieczorem zrozpaczeni rodzice przywożą do mnie na przykład aż z Przemyśla swoją 17-letnią, jedyną córkę, to muszę znaleźć dla niej miejsce i przekonać, że zrobimy wszystko aby ją uratować.
  • Przez 45 lat starałem się ratować naszych pacjentów zagrożonych białaczką, chłoniakiem czy szpiczakiem. Początkowo większość chorych umierała nam po paru miesiącach lub kilku latach. W ciągu ostatnich 20 lat w wyremontowanej klinice przeprowadziliśmy 1400 przeszczepów szpiku. Co roku organizujemy spotkania chorych po przeszczepie, przyjeżdża 200–300 osób, w tym nasi pacjenci sprzed dwóch dziesięcioleci.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.
  • Schindler był w Polsce krytykowany, a film Spielberga został przez niektórych dziennikarzy uznany za hollywoodzką produkcję mijającą się z historyczną prawdą. Jasne: o Schindlerze można powiedzieć, że był alkoholikiem, kobieciarzem i łapówkarzem. Tak, dawał łapówki, by ratować ludzi.
  • W moich oczach wszyscy Sprawiedliwi są większymi bohaterami niż żołnierze AK, którzy mieli broń, dowódców, organizację, nawet żołd z Londynu. Sprawiedliwi nie mieli nikogo, zagrożeni przez Niemców, złych sąsiadów, nawet przez członków swoich rodzin, których przecież też narażali.
  • Wbrew kierunkowi, w którym zmierza dziś medycyna – ja wciąż wierzę w wartości Hipokratesa i mojego poprzednika, prof. Juliana Aleksandrowicza. W to, że naszą rolą jest ratowanie życia. Niestety, urzędnicy widzą tę rolę inaczej. I przed nimi odpowiadam nie za to, czy udało mi się wyleczyć chorych, ale czy nie zadłużyłem szpitala. Chcą, bym zamiast w oparciu o dobro chorego działał zgodnie z przepisami, które sformułowali na podstawie przypadku „przeciętnego pacjenta”. Czy pani rozumie absurd określenia „przeciętny pacjent”? Przecież nie ma dwóch takich samych ludzi, a tym bardziej – pacjentów! Jeśli jakaś terapia była skuteczna dla pacjentki z łóżka po prawej, nie znaczy, że będzie skuteczna dla tego po lewej.
  • Wiszą u nas pięknie oprawione reprodukcje obrazów Moneta, Maneta, ­Renoira, van Gogha. Czasem pacjenci mówią mi, że kupili sobie „Historię sztuki”, by dowiedzieć się więcej o tych twórcach. To nauka Juliana Aleksandrowicza: nic, co może wpłynąć na zdrowie mojego pacjenta, nie będzie mi obojętne.
    • Źródło: Wizytówka życia, z Aleksandrem Skotnickim rozmawia Katarzyna Kubisiowska, Tygodnik Powszechny, 28 października 2019.